Malcolm XD, Małgorzata Halber, Wiesławiec Deluxe i twórcy „Podcastexu”. Dlaczego wydają książki

Dlaczego ci, którzy osiągnęli sukces w sieci, przechodzą do mediów analogowych, choć ich odbiorcy doskonale sobie radzą bez książek i telewizji?
Czyta się kilka minut
Mateusz Witkowski i Bartek Przybyszewski tworzą duet "Podcastex" // Fot. Ola Nowak / IG @ kola_pics / Podcastex materiały prasowe
Mateusz Witkowski i Bartek Przybyszewski tworzą duet "Podcastex" // Fot. Ola Nowak / IG @ kola_pics / Podcastex materiały prasowe

Podział na twórców internetowych i analogowych niedługo odejdzie do lamusa. Vlogerzy, podcasterzy, instagramerzy i mikroprozaicy z Facebooka z impetem wchodzą w świat druku, a pisarze i dziennikarze na cyfrową agorę. Ci pierwsi mają nad tymi drugimi istotną przewagę. Internetowi tłumacze rzeczywistości nie są już alternatywnym źródłem wiedzy, przeciwnie: dla wielu jedynym.

Zespół prof. Kai Kaźmierskiej z Uniwersytetu Łódzkiego (Aleksandra Drążczyk, Kamil Łuczaj, Katarzyna Waniek i Joanna Wygnańska) prowadzi badania pt. „Post-transformacja w perspektywie doświadczeń biograficznych osób urodzonych w latach 1980-2005. Analiza socjologiczna” (grant NCN). Wśród badanych są zarówno twórcy sieciowi, jak i ich odbiorcy.

– Dla naszych badanych głównym źródłem wiedzy jest internet. Według większości z nich telewizja mogłaby w ogóle nie istnieć, nie mieliby poczucia, że coś tracą. Uważają, że stare media narzucają im układ i hierarchię informacji, a internet daje im iluzję wolności w doborze treści – mówią socjologowie. – Ci, którzy interesują się sprawami publicznymi, częściej słuchają podkastów i oglądają vlogi na YouTubie, ale stanowią mniejszość. Przeważająca grupa zdaje się na to, co podpowiedzą im algorytmy wyszukiwarek, albo co prześlą im znajomi.

Komentarze polityczne nie są tym, czego młodzi Polacy zwykle szukają u twórców internetowych. 

– Wielu naszych badanych mówi wprost, że nie interesuje się polityką. Część z nich świadomie odcina się od tematów politycznych, związanych z wojną i konfliktami. Tłumaczą, że to ich stresuje i źle wpływa na ich psychikę – dodają łódzcy badacze. Dlatego najpopularniejsze treści są oparte na życiopisaniu i przetwarzaniu indywidualnych perypetii w uniwersalne „prawdy”.

Malcolm XD, król pasty

Malcolm XD określa siebie mianem bytu internetowego, ale ślady, jakie zostawia w sieci, wskazują, że jest męskim bytem ludzkim. Na spotkaniach autorskich komunikuje się za pomocą przerobionego do tego celu automatu do gier. Estymę zawdzięcza pisaniu copypast, zwanych też pastami (od ang. copy and paste, kopiuj i wklej). To krótkie opowiadania, relacjonujące wydarzenia o absurdalnym przebiegu i purnonsensowej puencie. Pasty są przedłużeniem gatunku gawędy. Nie zawierają wprost zachęty, by je kopiować, a mimo to są powielane przez internautów, poddających je niekiedy drobnym modyfikacjom.

– Pasty przyciągają brakiem powagi, czymś, co można nazwać filozofią XD. Pozwalają komentować rzeczywistość w sposób radykalny i przejaskrawiony, a jednocześnie komediowy – mówi Michał Kurcwald, socjolog związany z Uniwersytetem Jagiellońskim. – Właśnie dlatego, że są surrealne i zabawne, zwalniają kopiujących z obowiązku bronienia zawartych w pastach tez. Są integralną częścią polaryzacji, która jest wyrażona językiem absurdu.

Ich matecznikiem były fora obrazkowe (imageboardy) i chany, a z czasem stały się popularne na portalach takich jak Reddit, Wykop i Facebook.

– Konkurencją dla past są dziś wymagające mniej skupienia tiktoki, YouTube'owe shorty i instagramowe reelsy. Mimo to pasty nie zniknęły, ponieważ język absurdu przestał być domeną tylko jednej strony sporu ideologicznego. Publikują je w mediach społecznościowych zarówno lewicowe Stronnictwo Popularów, jak i zwolennicy Sławomira Mentzena – dodaje Kurcwald.

Malcolm XD zaczął tworzyć e-gawędy o klasie ludowej i trudach awansu tuż przed tym, jak to stało się modne. Jego najczęściej powielane pasty, m.in. „Mój stary to fanatyk wędkarstwa”, „Paulina, Patolog i pies” oraz „Bory Tucholskie”, zostały zebrane w tomie „Pastrami” (2019).  Pierwsza z nich została sfilmowana i przeniesiona do teatru przez Michała Tylkę. W 2019 r. premierę miał spektakl Pawła Świątka w Teatrze Nowym w Zabrzu na podstawie powieści „Emigracja”. W zeszłym roku w szczecińskim Teatrze Współczesnym powstał spektakl „XD. Dramma per musica” w reż. Aleksandry Matlingiewicz i Jacka Sotomskiego w oparciu o fragmenty „Pastrami”, a na platformy streamingowe trafił serial „Emigracja XD” w reż. Łukasza Kośmickiego.

Powieść „Emigracja” (2019) wyznacza przejście Malcolma XD w przestrzeń analogową. Śledzimy drogę alter ego autora – Malcolma urodzonego w 1989 r. w mieście o ludności między 10 000 a 19 999 mieszkańców. Matka pracuje w domu kultury, ojciec jest bezrobotny. Syn to melancholijny introwertyk o ekstrawertycznym stylu narracji. Do pary ma Stomila, ekstrawertyka o deficytach wiedzy ogólnej. Zanim Malcolm wyrwie się z rodzinnego miasteczka, aby w stolicy studiować kierunek humanistyczny dający satysfakcję, niezmąconą brutalną rywalizacją o lukratywne posady, pojedzie autokarem do Anglii zarobić górę funtów. Jest 2009 r., w autokarze siedzą sami straszni Polacy. Bez „nagranej” pracy i mieszkania, za to z nienachalną znajomością języka angielskiego Malcolm i Stomil ruszają na podbój Londynu. Przekonują się, że podróże kształcą. Jeżdżąc na rikszy, mieszkając na squacie i w dawnym burdelu w wieloetnicznej dzielnicy Hackney, zdobywają praktyczną wiedzę o poprawności politycznej, inkluzywności i postkolonialnych stosunkach międzynarodowych.

Pedagogika śmieszności

W wydanej rok później „Edukacji” Malcolm wraca do ojczyzny na studia. Na praktyki trafia do Fundacji Rozwoju Aktywnego Wsparcia, folwarku Prezesa i Mecenasa, gdzie stażyści są nowymi chłopami pańszczyźnianymi. Świadkuje pozastatutowej działalności fundacji, czyli przekrętom na rynku mieszkaniowym. Prezes i Mecenas wyszukują puste lokale z trudną sytuacją prawną po to, by je tanio kupić i drogo sprzedać. Flipperami okazują się nieudolnymi, stać ich tylko na zasiedzenie zapomnianego piętra Pałacu Kultury i Nauki. Do garści „prawd” o etyce pracy Malcolm XD dorzuca wątek intratnej, choć niesfinalizowanej sprzedaży nieruchomości Polskim Żydom, czyli braciom Rojzmanom, którzy przyjechali odwiedzić kraj przodków.

W wydanej jesienią „Eskapadzie” dawny landlord Malcolma i Stomila zatrudnia ich jako audytorów sprawdzających, czy pieniądze UE w dotowanych przez nią organizacjach nie są kradzione i przepijane. Oczywiście, wszędzie kradną i przepijają. Malcolm XD wyciska z toposu cwaniactwa satyrę na kompleksy Wschodu wobec Zachodu. Ale „Eskapada” to pamflet na każdego, kto kiedykolwiek otarł się o duże pieniądze i próbował coś z nich „bez żadnego trybu” uszczknąć. To zestaw polaroidów z piekła konferencji, szkoleń czy fikcyjnych badań terenowych prowadzonych na Zoomie, a zwieńczonych orgią kreatywnej księgowości, tuszującej kulisy festiwali pozornej pracy i pierwszorzędnego marnotrawstwa.

Malcolm XD specjalizuje się w małym realizmie z dodatkiem grubo ciosanej groteski. Język jego opowieści jest pulpą ze słownika potocznego i internetowego. W świecie pasta-powieści nie ma żadnych Romów, są Cyganie; nie ma żadnych Czarnych, są Murzyni. Polacy marzą nie o wygraniu w totolotka, ale o znalezieniu w piwnicy żydowskiego złota. Od Januszy, Sebów, Zbyszków (Januszy-emigrantów), Grażyn i Karyn gorsi są tylko Mołdawianie lub Ormianie, czyli ludzie z jeszcze dalszego Wschodu. 

Przemysław Czapliński nazwał narrację Malcolma XD pedagogiką śmieszności – trzecią drogą między zasiekami pedagogiki wstydu i pedagogiki dumy. Szkoda, że jest to droga na rympał. W pastowym śmianiu się z siebie wybrzmiewa klasistowski i orientalizujący ton albo fałszywa nuta stereotypów o Żydach. Są jeszcze żartobliwe, czy już przaśne i czerstwe? Zapewne Malcolm XD czytał J.D. Salingera, Huntera S. Thompsona, Mirosława Nahacza i Dorotę Masłowską. Brakuje mu jednak emocjonalnej ostrości albo daru użądlenia, które nie pozwoliłoby z obojętnością przerzucić kolejnej strony lub zeskrolować ekranu. To literatura sprawnie napisana, zabawna, ale jednorazowego użytku.

Etnografowie kapitalizmu

Malcolm XD fabularyzuje społeczną stronę polskiego wczesno-późnego kapitalizmu. To hybryda przednowoczesnej, jawnie przemocowej władzy i późnonowoczesnej, egzekwowanej za pomocą bezosobowej biurokracji i technologii. Mistrzem w odmalowywaniu absurdów pracy we wczesno-późnym kapitalizmie jest Wiesławiec Deluxe. Zasłynął jako twórca obrazków paintowych, w których zestawia zdjęcia uśmiechniętych menedżerów z ironicznymi sloganami, obnażającymi prawdę o wyzysku i miałkości pracy. Urealnia nierzeczywistość zakodowaną w fotografiach stockowych.

Jego treści są chętnie udostępniane przez lewicowych inteligentów. W 2022 r. w Znaku wydał książkę pt. „Każda praca hańbi. Pozdrowienia z późnego kapitalizmu”, która jest skupiona na doświadczeniach własnych autora, trzydziestokilkulatka. Żadnej pracy się nie boi, choć każda go sponiewierała. To, co pisze, nie jest odkrywcze, ale wciąga – jest jak wyjmowanie czytelnikowi z ust jego własnych słów o koszmarze pracy.

Odkrywcze dla wielu treści proponują za to twórcy „Podcastexu”, filmoznawca Bartek Przybyszewski i dziennikarz kulturalny Mateusz Witkowski, też urodzeni w latach 80. Przybliżają polityczno-kulturową twarz wczesno-późnego kapitalizmu. W podkaście, który jest jedną z ich wielu aktywności krytyczno-edukacyjnych w sieci, wracają do lat 90. i dwutysięcznych, które dla licealistów i studentów są jak prehistoria.

W porównaniu z „Kanałem Zero” Krzysztofa Stanowskiego ich zasięgi są mikre, bo treści wymagają więcej skupienia. W często ponaddwugodzinnych odcinkach przeplatają wiedzę o polityce z historią kultury i mody. Dużo tu śmiechu, anegdot i wspominek „jak byłem dzieckiem, to…”. Podkast stał się podstawą dwóch książek, które wydało W.A.B. Pierwszy tom „Podcastexu. Polskie milenium” opowiada o latach 1999–2005. Jest tu miejsce zarówno dla afery Rywina, Andrzeja Leppera, śmierci papieża, jak i dla „Big Brothera”, Kuby Wojewódzkiego czy telefonu Nokia 3310. Drugi tom poświęcony jest latom 2005-2010: m.in. Zbigniewowi Ziobrze, serialowi „Ranczo”, Leo Beenhakkerowi i katastrofie smoleńskiej. Narracja jest wartka, nielinearna, dygresyjna. Taka, jaką preferują użytkownicy Spotify, a niekoniecznie czytelnicy książek.

Dlaczego ci, którzy osiągnęli sukces w sieci, przechodzą do mediów analogowych, choć ich odbiorcy doskonale sobie radzą bez książek i telewizji?

– Powrót do świata mediów tradycyjnych jest dziś modny wśród twórców internetowych. Traktują to jako nobilitację i środek do uwiarygodnienia się w roli eksperta lub pisarza, a także jako szansę na nowe kanały autopromocji – wyjaśniają badacze z zespołu prof. Kaźmierskiej. – To także powrót na realny rynek pracy, który jawi im się jako stabilniejszy i przewidywalny. Wydaje im się, że będą mniej zależni od algorytmów i bardziej odseparowani od osądzającej ich publiczności internetowej.

Wydanie książki albo współpraca z redakcjami jest szczególnie ważna dla autorów, którzy przekroczyli trzydziestkę.

– Zwłaszcza mężczyźni często stykają się z kwestionowaniem tego, że ich działalność internetowa jest prawdziwą pracą. Dotyka ich to – uściślają socjologowie.

Susły nie lubią hałasu

Fanką „Podkastexu” i Malcolma XD jest Małgorzata Halber, która z telewizji przeszła do internetu, a stamtąd do literatury drukowanej. Zna ją każdy, kto wychował się na programie „5-10-15” i muzycznej stacji Viva Polska. Za szybką karierę zapłaciła uzależnieniem i zdrowiem psychicznym. Dwanaście lat temu stworzyła melancholijny komiks o pozbawionej płci istocie – Bohaterze – który wydała własnym sumptem jako „Kołonotatnik z Bohaterem” i dystrybuuje go w sieci. W 2015 r. dobrze została przyjęta jej debiutancka powieść „Najgorszy człowiek na świecie” o zmaganiach ze sobą, trudnym dzieciństwie w zamożnym, ale przemocowym domu, alkoholizmie i szukaniu chwiejnej równowagi. Z podobną szczerością, niekłaniającą się powściągliwości stylistycznej, dialogowała z Olgą Drendą w „Książce o miłości” (2020).

W najnowszym „Hałasie” Halber wyzywa na pojedynek cyfrowy późny kapitalizm. Zaczyna jednak od autoprezentacji. „Nazywam to »dylematem Katarzyny Nosowskiej« od nazwiska autorki tego paradoksu »za mądra dla głupich, a dla mądrych zbyt głupia«. To o mnie” – oznajmia. Wymierza uprzedzające ciosy w osoby z doktoratem, które na pewno ją wyśmieją „w niemiły sposób”. Ta strategia defensywno-ofensywna stawia w trudnej sytuacji piszącą te słowa. Co prawda, Halber (absolwentka filozofii) jest szczególnie wyczulona na kulturoznawców, a nie na socjologów, więc być może to, co napiszę, ujdzie mi na sucho.

„Hałas” to krótka historia internetu jako źródła cierpień, pisana z czułością dla ofiar. Tytułowy hałas oznacza nie tylko szkodliwe decybele, ale zatrucie smogiem informacyjnym, zalewem emocjonalnych wpisów, polaryzacją, zmasowanym odgłosem sieciowych urządzeń i produkcją wszystkiego. „Kamienie z plastiku to symbol ostateczny” – dodaje Halber. Trafnie pisze o pladze bezwartościowych komunikatów. „Otaczają mnie sterty, stosy słów. Złom słów” – grzmi. Broni spontanicznej twórczości przed rynkowym reżimem bycia kreatywnym. Krytykuje przerost medykalizacji odmienności. „Potrzebujemy mieć glejt na to, że nie daliśmy rady” – podkreśla symbiozę języka diagnostycznego i kapitalistycznego języka zysku. Naigrywa się ze „stref komfortu”, „filozofii mindfullnessu” i zatrudniania w korporacjach „Happiness Managerów”. Skoro cudze języki interpretacji zawodzą, sama wchodzi w rolę terapeutki.

„Więc moja diagnoza jest następująca: ludzie są dojmująco samotni. Ludzie chcą mieć przyjaciół. Ale nie byle jakich, tylko ludzi, z którymi można wesoło, mądrze i miło rozmawiać. Ludzi, z którymi można dokazywać. I to jest wyjściowy stan. Dobrze i miło jest robić rzeczy i mieć w tym wspólników. Ludzie chcą, żeby ktoś lubił ich za to, jacy są. Żeby było jak w liceum” – tłumaczy. Wie, że „brzmi jak Coelho”.

Na spotkaniu w Łodzi promującym „Hałas” mówiła, że nie jest fanką swojego pisania, ale że udała jej się forma nowej książki. Można ją nazwać literackim zinem, antypowieścią albo… śmietnikiem. To sieciowy strumień świadomości podzielony na rozdziały. Krytykę rzeczywistości Halber filtruje przez samą siebie; to, co osobiste, staje się obiektywną diagnozą, właśnie dlatego, że jest subiektywne, a więc wyciągnięte głęboko z trzewi. Koniec końców, zawsze zwraca wektor na siebie: „(…) byłam surrealistką, nie wiedząc o tym”, „Jestem Marią Antoniną, która chce, żeby ludzie nie musieli chodzić do pracy, bo wtedy mieliby czas na myślenie” – pisze. Porównuje się też do susła, który ma swoją norę, przesypia zimę i niczego się nie wstydzi. Kiedy mówi na spotkaniach autorskich o „susełku”, publiczność reaguje gromkim aplauzem.

Małgorzata Halber, pisarka. Warszawa, 1 września 2021 r. // Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl

Realiści i praktycy

Co łączy wymienionych wyżej twórców treści? Romantyczny gest, zerwanie z formą, surrealna wizja świata? Nic z tych rzeczy. To nowi pozytywiści, którzy w sposób skondensowany i dostosowany do percepcji przebodźcowanej publiczności opisują realny byt równie przebodźcowanych jednostek, uwikłanych w mało przyjemny polski kontekst kulturowy. Nie agitują, tylko puszczają oko. Wiedza, którą się dzielą, nie jest abstrakcyjna, ale praktyczna, wspólna i nietajemna.

Ich misja nie jest rewolucyjna, lecz skupiona na (czasem opacznym) samorozwoju. Ich opowieści są skrojone pod oczekiwania, ale wydają się spontaniczne. Ich książki to inteligentny produkt celebrujący samych autorów, a po trosze każdego z nas.

Małgorzata Halber, „Hałas”, Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2024

Małgorzata Halber, „Hałas”, Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2024

Malcolm XD, „Eskapada”, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2024

Malcolm XD, „Eskapada”, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2024

Bartek Przybyszewski, Mateusz Witkowski, „Podcastex 2. Polskie milenium. Co zapamiętaliśmy z lat 2005-2010”, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2024

Bartek Przybyszewski, Mateusz Witkowski, „Podcastex 2. Polskie milenium. Co zapamiętaliśmy z lat 2005-2010”, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2024

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 50/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Pozytywiści 4.0