Trzeba wreszcie z tego dworku wyjechać. Co o nas mówi drugi sezon serialu „1670”

Kiedy ogląda się te krótkie odcinki, poskładane z różnej jakości składników, długo (może nawet za długo) nic nie zwiastuje, że miałyby się one ułożyć w głębszą całość. Aż nadchodzi odcinek finałowy.
w cyklu CO OBEJRZEĆ W WEEKEND
Czyta się kilka minut
Bartłomiej Topa w drugim sezonie serialu „1670” // Fot. Robert Pałka / Netflix / Materiały prasowe
Bartłomiej Topa w drugim sezonie serialu „1670” // Fot. Robert Pałka / Netflix / Materiały prasowe

„Kto nie ryzykuje, nie je ziemniaków” – chciałoby się powtórzyć za bohaterem tego serialu. I jednocześnie postawić michę kartofli z grubą omastą jego twórcom, którzy po pierwszym sezonie nie poszli wyłącznie za algorytmami Netflixa, żeby powtórzyć tamten sukces. 

Opowieść o mieszkańcach dworu i folwarku w Adamczysze najlepsza jest wtedy, gdy nie poprzestaje na dosłownym obśmiewaniu staropolskiego „wczoraj” z perspektywy naszego „dziś”. Kiedy prócz serii mniej lub bardziej udanych skeczów serwuje jakąś opowieść o nas. 

Jan Paweł podkręca mentalnego wąsa

Wąsaty szlachciura Jan Paweł Adamczewski (Bartłomiej Topa) rozkręca się w nowej odsłonie jeszcze bardziej – w końcu chciałby zostać królem Polski. Po drodze, udawszy się z rodziną do tureckiego kurortu Al-Inkluziw, przypadkowo zaczyna negocjować pokój z Imperium Osmańskim. Potem, na swoich włościach, organizuje iście barokowy pogrzeb i planuje wielką imprezę dożynkową z udziałem koronowanej głowy. Co z tego, że kiesa pusta – „zastaw się, a postaw się”. 

Turniej gry w palanta, przygoda z hazardem i casting na żonę dla szwagra mają podreperować szlachecki budżet. Trzeba na dodatek znaleźć następcę w zarządzaniu podupadłym folwarkiem i od dawna wiadomo, że najlepiej nadaje się do tego córka Aniela (Martyna Byczkowska), jedyny prawdziwy hajduczek wśród potomstwa. Ale scenariusz napisany przez Jakuba Rużyłłę szykuje także parę niespodzianek.

Po staremu różnicuje humor, co sprawia, że nie wszystko śmieszy wszystkich. Od satyrycznej szopki, nie zawsze pierwszej świeżości (Polacy na wczasach, sklep z odzieżą patriotyczną, festyn o swojskiej nazwie „Stos”, wieczór kawalerski w Krakowie, pornografia po staropolsku), po aluzje do „Trylogii”, „Wiedźmina” czy „Czarnej Żmii”. Są też znane już mrugnięcia do kamery, jakby bohaterowie kręcili rolki czy występowali w teleturniejach, i jest humor z najniższej półki, typowo „sławojkowy”. 

Niewyczerpanym źródłem żartu stają się oczywiście wszelkie anachronizmy – znacznie wyprzedzające epokę teksty, ustrojstwa czy mody, jak tajna działalność mafii solnej czy płomienne wystąpienie Anieli w obronie „starych bab”. Zresztą te postępowe manifesty, z chłopomanią na czele, nie zawsze wybrzmiewają z należytą ironią, co osłabia obosieczność filmowej satyry.

Na szczęście historia o chorym na władzę, niegospodarnym, ociężałym umysłowo, choć w gruncie rzeczy dość poczciwym dziedzicu ma swój osobliwy wdzięk i zdecydowanie większy rozmach produkcyjny niż poprzednio. Widać to chociażby w kostiumach Katarzyny Lewińskiej, które są popisem bajecznej kreatywności w swoich wariacjach na temat kontusza, kapelusza czy gorsetu.

Finał „1670”: jak to się dla nas skończy?

Nie mając pretensji do jakiegokolwiek realizmu, bo to przecież bardzo umowny rok 1670, autorzy serialu bynajmniej nie zaniedbali strony etnograficznej (patrz: odcinek „Noc Kupały”), a wątek miłosny Anieli i Macieja (szlachcianki i chłopa, Polki i „obcego”, zagranego przez Kiryła Pietruczuka) chwilami zaprzecza komediowej konwencji, a nawet wzrusza. By już za chwilę przeskoczyć na zupełnie inne, acz równie przekonujące terytoria gatunkowe – na przykład krwawego i mocno przegiętego slashera.

Kiedy ogląda się te krótkie, krotochwilne odcinki, poskładane z bardzo różnej jakości składników, długo (może nawet za długo) nic nie zwiastuje tego, że miałyby się one ułożyć w głębszą całość. Że owe grubymi nićmi szyte odsyłacze do współczesności miałyby coś istotnego nam powiedzieć o rodzimej kulturze – w kategoriach długiego trwania, rdzennie polskich fantazmatów i fantomów czy po prostu mentalnych wąsów. 

Aż nadchodzi odcinek finałowy, który ma właściwie kilka zakończeń i każde z nich przynosi fatalistyczną puentę dla wszystkich mieszkańców Adamczychy. Czyli dla Polski. I każda sprowadza się do jednego: trzeba wreszcie z tego dworku wyjechać, dosłownie albo w przenośni. Z dworku rozumianego jako zaścianek i zarazem odklejony od życia inteligencki salon.

Ale czy ów obśmiany podwójnie dworek wyjedzie z nas na dobre po obejrzeniu tego serialu? Finał sugeruje, że jeszcze będzie nas nawiedzał, być może jako „straszny dwór”. Na razie możemy sobie w nim bezkarnie i bez żadnych zobowiązań pobuszować, ciesząc się, że to przecież wcale nie o nas.

  • „1670” – reż. Maciej Buchwald, Kordian Kądziela, prod. Polska 2025, sezon 2, odc. 1 – 8, Netflix 
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”