Pogłębia się izolacja ukraińskich dzieci w naszym systemie edukacji

Polska szkoła szybko i sprawnie znalazła miejsce dla dziesiątek tysięcy Ukraińców. Ale dwa i pół roku po wybuchu pełnoskalowej wojny nie bardzo wie, jak zarządzać tą różnorodnością. A młodzi Ukraińcy – jak się zintegrować.
Czyta się kilka minut
Przed Szkołą Podstawową im. Janusza Korczaka. Józefosław, 4 października 2024 r. // Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Wyborcza.pl
Przed Szkołą Podstawową im. Janusza Korczaka. Józefosław, 4 października 2024 r. // Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Wyborcza.pl

– Bardzo dobry pomysł. Nareszcie! – tak na pierwsze pytanie, o bezwzględny obowiązek szkolny wprowadzony od 1 września dla ukraińskich dzieci, odpowiada nienaganną polszczyzną Ukrainka Swietłana.

W więcej niż średnim wieku, drobna, z wigorem dwudziestolatki – oprowadza mnie po Szkole Podstawowej nr 62 w Krakowie. Choć jako asystentka międzykulturowa nie ma tu swojego gabinetu („Gdy trzeba z kimś porozmawiać, szukamy wolnego kąta”), w szkole czuje się jak gospodyni: pokaże mi sale, korytarze, aż wylądujemy w sali do języka angielskiego obwieszonej słówkami i gramatycznymi regułkami.

– Mieszkam w Polsce od 2012 roku. 

Jest późne popołudnie, więc gdy Swietłana zaczyna opowiadać, ściągamy ze stołu dwa z poustawianych już do góry nogami krzeseł. 

– I jestem święcie przekonana, że skoro tu przyjeżdżamy, tu mieszkamy, tu pobieramy zasiłki, to tutaj też nasze dzieci powinny chodzić do szkoły. Kompletnie nie rozumiałam przez dwa lata sytuacji, że ktoś prawie nie wychodził z domu, a dzieci uczyły się tylko zdalnie. Po co to patrzenie od rana do wieczora na zmartwienia i tęsknotę za domem? – pyta Swietłana, by za chwilę sama sobie odpowiedzieć: – Po nic. Dzieci mają być w szkole.

W niewielkiej krakowskiej podstawówce, w której jest zatrudniona (spokojna okolica, blisko Wisła, kilka kilometrów stąd słynne opactwo w Tyńcu), od 1 września zapisała się czwórka nowych ukraińskich dzieci. To pokłosie zmiany przepisów.

– W innych krajach, np. w Niemczech, obowiązek szkolny dla Ukraińców jest od początku wojny – słyszę od Natalii Ahramakowej, asystentki międzykulturowej z SP113 w Krakowie, gdzie co piąty uczeń spośród wszystkich czterystu to Ukrainiec. – Dla niektórych dzieci to trudna sytuacja, bo chcą kontynuować naukę w Ukrainie, więc muszą godzić lekcje w dwóch systemach. Ale wprowadzenie przymusu uważam za zrozumiałe.

Albo dziecko zapisze się do szkoły, albo nici z 800 plus

Przymus istniał też wcześniej, ale był tylko teoretyczny. Ukraiński rodzic, chcąc zwolnić z niego swoje dziecko, musiał przedstawić oświadczenie o pobieraniu zdalnej nauki w systemie ukraińskim – to wystarczyło, bo prawdziwości oświadczeń nikt nie weryfikował. Nowe krajowe władze zdecydowały się wprowadzić obowiązek bardziej restrykcyjny, zaszywając w nim straszak – albo twoje dziecko zapisze się do szkoły, albo nici ze świadczeń, na czele z 800 plus.

„To fundamentalny krok i polityczny sygnał, że polski rząd zaczyna brać odpowiedzialność za prawo do edukacji tysięcy ukraińskich dzieci” – oceniał na łamach „TP” jeszcze w kwietniu Jędrzej Witkowski, szef badającego m.in. obecność ukraińskich uczniów w naszych szkołach Centrum Edukacji Obywatelskiej (CEO), i nie był w tej ocenie odosobniony.

Choć uzależnienie wypłat od stawienia się w progach szkoły zacznie działać od 1 stycznia, już teraz spodziewano się nowej fali uczniów – liczącej nawet 80 tys. dzieci. Na wyrost: MEN podaje, że do 1 października w polskich szkołach stawiło się niecałe 20 tys. nowych ukraińskich uczniów, w związku z czym liczba wszystkich szkolnych dzieci z tego kraju (włącznie z tymi, które były tu przed lutym 2022 r.) zbliżyła się już do 200 tysięcy.

– Ukraińscy uczniowie przestają być postrzegani jako nowi – ocenia Elżbieta Krawczyk, dyrektorka programowa w CEO, które opublikowało w październiku kolejny raport o funkcjonowaniu ukraińskich dzieci w polskim systemie edukacji. – W związku z tym jest też coraz silniejsze poczucie, że skończyła się dla nich taryfa ulgowa. Ci, którzy przybyli do Polski wkrótce po wybuchu pełnoskalowej wojny, dość dobrze odnajdują się w polskich szkołach, nawiązują relacje z rówieśnikami i uczestniczą w życiu szkolnym, choć odczuwają przeciążenie związane z nauką i dodatkowymi obowiązkami.

Jak obecność uchodźczych uczniów w naszej szkole oceniają Polacy? Choć nastroje antyukraińskie w porównaniu z rokiem 2022 wyraźnie się nasiliły, system edukacji wydaje się tu wyjątkiem. Jak wynika z kolejnej, ogłoszonej w sierpniu edycji badań UW i stołecznej Akademii Ekonomiczno-Humanistycznej, 82 proc. Polaków popiera możliwość chodzenia ukraińskich dzieci do polskich szkół.

Co nie oznacza, że ich funkcjonowanie w murach tych placówek jest bezproblemowe.

Ukraińscy uczniowie nie zawsze rozumieją mówiących po polsku nauczycieli 

– Fizyka i chemia – po tych wypowiedzianych przez siebie słowach Swietłana nie po raz pierwszy zaśmieje się w głos, przerywając ciszę niemal opustoszałej już szkoły (znacznie brutalniej przerywa ją co jakiś czas przeraźliwie głośny nawet jak na polskie standardy dzwonek). Tak odpowiada na pytanie o najtrudniejsze aspekty, z którymi mierzą się młodzi Ukraińcy.

Swietłana, z wykształcenia lingwistka, w swojej ojczyźnie nigdy nie pracowała jako nauczycielka. W Polsce też nią oficjalnie nie jest, ale w krakowskiej szkole – jako asystentka międzykulturowa – pomaga młodym rodakom w lekcjach. – Kocham te dzieci, są mądre i utalentowane, ale właśnie z fizyką i chemią jest największy kłopot – zapewnia.

Gdy pytam o inne problemy, opowiada o kulturowej mieszance – dzieciach z Ukrainy, Kazachstanu i Rosji: – W poprzedniej podstawówce, w której byłam asystentką, taka mieszanka doprowadziła do napięć. Wychowawczyni jednej z klas popełniła błąd, i dwóch chłopaków z Kaukazu nazwała „dziećmi z Rosji”, choć mama jednego z nich jest Ormianką, a tata Ukraińcem. W tej szkole jest zwyczaj, że każdy nowy uczeń dostaje od kolegów i koleżanek mały upominek: ołówek, notatnik, cokolwiek. Gdy ci dwaj chłopcy byli już jakiś czas w szkole, przyszła do klasy dziewczynka z Ukrainy. Do jednego z tych chłopców rzuciła: „Nie chcę nic od ciebie. Mój tata walczy przeciwko twojemu”. W obecnej szkole takich problemów nie ma – opowiada Swietłana.

– Przynajmniej z dziećmi – dodaje po chwili. – Zgłosili się ukraińscy rodzice, zaznaczając, że w klasie X nie chcą mieć dziecka, bo są w niej uczniowie mówiący po rosyjsku. Ale i to nieporozumienie udało się rozwiązać.

Także inni Ukraińcy opowiadają, że kluczowe w nowym miejscu bywają relacje z rodzicami. – Jeśli oni czują się w Polsce dobrze, to i z dziećmi jest zwykle wszystko w porządku – opowiada Natalia Ahramakowa. – A jeśli oni się boją, chcą do domu, są niepewni, podobnie zachowują się dzieci. Ogólnie uważam, że polska szkoła sprawiła się bardzo dobrze, dała Ukraińcom wielką pomoc. 

  Dziecko Zoriany Onyszkiewycz (9-letnia Julia) chodzi do czwartej klasy podstawówki. Zanim poszła do tej krakowskiej, przez półtora roku uczęszczała do szkoły w małopolskich Krzeszowicach. – Mimo że po przyjeździe miała 6 lat, poszła o rok wcześniej do polskiej pierwszej klasy – wspomina Zoriana. – Prawie zawsze był ktoś do pomocy, co pozwoliło Julce dobrze się zaadaptować. Miała też szczęście, bo rozpoczęła naukę w nowym miejscu od początku. Po 2,5 roku jej koledzy i koleżanki mówią, że nie słychać w jej mowie obcego akcentu. Czasami, gdy z młodszym synem, a jej bratem zaczynają się kłócić w domu, przechodzą na polski – śmieje się Zoriana.

Gorzej bywa ze starszymi dziećmi. Z raportu CEO wynika, że „uczniom nie jest łatwo zrozumieć polecenia czy zaangażować się w ćwiczenia wymagające znajomości skomplikowanych i abstrakcyjnych słów”. Autorzy wyliczają też problemy z nauczaniem języka polskiego jako drugiego: grupy bardzo zróżnicowane, łączące starszych z młodszymi i zaawansowanych z mniej zaawansowanymi; nieprzygotowanie niektórych nauczycieli do prowadzenia tego przedmiotu; monotonne zajęcia.

– Brakuje nie tylko fachowców, ale też standardów nauczania – komentuje Elżbieta Krawczyk z CEO. – Bariera językowa młodych Ukraińców, która nadal jest odczuwalna, będzie miała konsekwencje w ich dalszych edukacyjnych wyborach. Widzimy w danych, że wielu wybiera z konieczności szkoły branżowe zamiast liceów, i dopóki będzie istniała bariera, wiele się tu nie zmieni.

Grupa na WhatsAppie tylko dla Polaków. Pogłębia się izolacja uczniów z Ukrainy

Głównym problemem szkoły w kontekście obecności w niej przyjezdnych dzieci jest integracja. Natalia Ahramakowa, asystentka międzykulturowa, ale też mama 13-letniej uczennicy z tej samej szkoły, uważa, iż generalnie relacje dzieci polskich i ukraińskich są poprawne. – Ale nie obyło się bez przykrych sytuacji – jak mówi. – Córka usłyszała od polskiego rówieśnika: „Wypier... na Ukrainę”.

Inna Natalia, mama ukraińskiego dziecka chodzącego do szkoły w dużym mieście (dokładnych danych podawać nie chce), mówi, że w ich szkole istnieje podział: Polacy–obcy. A gdy zdarza jej się słyszeć zdanie: „Ukraińcy powinni się integrować”, myśli też o Polakach, którzy nie zawsze tej integracji sprzyjają. – Ani my, ani nasze dzieci nie czujemy się jeszcze włączeni w stu procentach w codzienne życie szkoły – mówi Natalia. – Podam przykład. Polskie dzieci z klasy mojej córki założyły sobie grupę na WhatsAppie. Z Ukraińców znalazła się w niej tylko moja córka. Ale najwyraźniej przypadkowo, bo za chwilę ktoś na tej grupie napisał: „Przecież to miała być grupa tylko dla Polaków”.

Zoriana: – Moja Julia, ale też Damian w przedszkolu są zaprzyjaźnieni bardziej z Ukraińcami. Wolałabym, żeby nie wybierali sobie koleżanek i kolegów wyłącznie ze względu na narodowość, ale nic na to nie poradzę. Podobnie robią też niestety dzieci polskie. Były sytuacje przykre. Np. gdy byliśmy jeszcze w Krzeszowicach, w jej tornistrze odkryłam kartkę z napisem: „Ukraińcy zabijają Polaków”. Julia to usłyszała, a potem sama zapisała. Była przerażona.

Zoriana zgłosiła incydent szkole, ale nie jest pewna, że na tamtym etapie – mając jeszcze barierę językową – precyzyjnie wytłumaczyła problem. Nie pomógł też jedyny pracujący w placówce asystent międzykulturowy. W efekcie sprawa rozeszła się po kościach. – Porozmawiałam z Julią, tłumacząc jej, że historia to jest coś takiego, co może ludzi skłócić, ale też ich do siebie zbliżyć – opowiada Zoriana.

Na problem z integracją wskazują też eksperckie raporty. „Nasza wychowawczyni powiedziała kiedyś: »Spójrzcie na Daszę, zaprzyjaźniliście się z nią«. Szukała jakichś pozytywnych cech u Ukraińców, by pokazać je Polakom. Ale to nie pomogło – jeśli Polak nie lubi Ukraińca, to nie zmieni zdania. To może się udać tylko wtedy, gdy Ukrainiec mieszka tu od 10 lat i mówi doskonale po polsku” – opowiada autorom raportu CEO jedna z uczennic.

– Integracja sama się nie dokona. Pogłębia się izolacja uczniów i uczennic cudzoziemskich, a tam, gdzie w danej klasie jest większe grono uczniów ukraińskich, oni po prostu trzymają się ze sobą. To rolą szkoły jest wdrożenie działań, które zmienią tę sytuację – komentuje Elżbieta Krawczyk. I dodaje: – Potrzebujemy rozwiązań systemowych, choćby znajomości metod pracy z klasami zróżnicowanymi kulturowo czy narodowościowo.

Tyle że wśród działań polskich placówek dominuje (po dwóch i pół roku od wielkiej fali imigracji) przymuszanie ukraińskich dzieci do tego, by dostosowały się do zastanych warunków. „W szkołach coraz częściej obecne są postawy lub podejmowane są działania bardziej o charakterze asymilacyjnym niż integracyjnym. Jest to szczególnie widoczne w oczekiwaniu, by uczniowie z Ukrainy nie posługiwali się językiem ukraińskim na terenie szkoły, oraz w znikaniu ukraińskich symboli z przestrzeni szkolnej” – czytamy w raporcie CEO.

To nie pierwsza podobna diagnoza. Raport „Młodzi w demokracji. Wyniki Międzynarodowego Badania Kompetencji Obywatelskich ICCS 2022” pokazał m.in. nastawienie nauczycieli do szkolnej różnorodności. O ile zdecydowana większość uważa ją za zasób, niemal połowa stwierdza, że za jej sprawą zajęcia są trudniejsze. „Ta opinia wyróżnia polskich nauczycieli na tle innych państw – nigdzie indziej nauczyciele nie wyrażają tak często obawy z tym związanej” – piszą autorzy raportu.

W szkołach wciąż brakuje asystentów międzykulturowych i psychologów

Polska szkoła może sobie z tym wszystkim nie poradzić – wzdycha Swietłana, gdy pytam ją o napływ nowych uczniów z Ukrainy. – Brakuje asystentów, bo wielu rezygnuje, znajdując inną pracę. I trudno im się dziwić, skoro zarabiają często mniej niż szkolne sprzątaczki, np. tysiąc złotych z hakiem za pół etatu.

– Jestem sama jedna na całą szkołę – mówi Natalia Ahramakowa. – Jeśli chodzi o kwestie organizacyjne, wprowadzanie nowych uczniów, to wystarczy. Ale jeśli doliczymy do tego wsparcie każdego ucznia na co dzień, w lekcjach i nie tylko, to na pewno za mało.

– Tak, w szkołach jest z tym duży problem  – potwierdza Elżbieta Krawczyk z  CEO. – Jeśli w ogóle taki asystent jest, to często w zbyt małym wymiarze. Poza tym, jego rola wciąż nie jest jasno określona. Zajmuje się wszystkim: od tłumaczenia, przez kontakt z rodzicami i mediowanie w konfliktach, aż po pomoc psychologiczną czy współprowadzenie lekcji. To wszystko nie pomaga w wykonywaniu tej pracy na poziomie odpowiadającym potrzebom.

Ale jeszcze częściej asystentki czy asystenta w szkole w ogóle nie ma – tak było w momencie przeprowadzania badania w każdej z ośmiu placówek odwiedzonych przez przedstawicieli CEO. Powód jest często prozaiczny: niektórzy dyrektorzy nie wiedzą, że taki ktoś w ogóle istnieje. – Po dwóch latach od wybuchu pełnoskalowej wojny zdawałoby się, że już ta wiedza jest powszechna, a jednak nie – mówi Elżbieta Krawczyk.

Inna ważna systemowa luka to pomoc psychologiczna. Jak jest ważna, pokazują cytaty z raportu CEO. „Chłopiec z Charkowa, który uczęszczał do szkoły baletowej, uciekł do Polski z mamą i młodszym bratem (...) W polskiej szkole był prześladowany przez rówieśników i korzystał z pomocy psychologa szkolnego” – piszą autorzy. „Maksym ma trudności w relacjach z rówieśnikami i często wdaje się w bójki z polskimi chłopcami. Jego ojciec walczy na froncie. Maksym bardzo za nim tęskni” – to opis innego przypadku.

– Do naszej szkoły ukraiński psycholog przychodzi raz w tygodniu – mówi Natalia Ahramakowa. A Elżbieta Krawczyk potwierdza, że fachowców brakuje w całej Polsce. – W dodatku ci, którzy są dostępni, deklarują często, że nie potrafią pracować z traumą. Tak samo zresztą jak wiele polskich nauczycieli i nauczycielek – mówi ekspertka CEO. 

Centrum, poza diagnozą sytuacji, w swoim raporcie publikuje listę rekomendacji. Wśród nich jest kompetencyjne wsparcie nauczycieli, zwiększenie liczby asystentów, profesjonalizacja nauki polskiego jako obcego, upowszechnianie w szkołach edukacji międzykulturowej i antydyskryminacyjnej, a przede wszystkim szersze i skuteczniejsze działania integracyjne.

Bez tego wszystkiego polska szkoła pozostanie na etapie chwalenia się „cudem” z 2022 r.: przyjaznego i w miarę bezkolizyjnego przyjęcia tysięcy uczniów. Dziś, czyli dwa i pół roku po rozpoczęciu wielkiej fali imigracji, sporo z nich nadal nie czuje, że jest u siebie. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 43/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Wyobcowani