Nowe dane, podane właśnie jak co roku przez Fundację Edukacji Domowej, robią wrażenie: o ile względem poprzedniego roku wzrost to dziesięć tysięcy nowych uczniów, w perspektywie trzech lat mowa o przyroście trzystuprocentowym: z niecałych 20 tysięcy uczestników nauczania domowego w 2021 roku do niemal 58 tysięcy na samym początku tego roku szkolnego.
Popularność edukacji domowej w Polsce
Wgląd w długofalowe trendy dotyczące edukacji domowej daje jeszcze bardziej wyrazisty obraz zmiany: w 2013 roku GUS doliczył się niecałych 400 uczniów w edukacji domowej. We wrześniu 2024 roku osób uczących się poza tradycyjnymi placówkami jest ponad stukrotnie więcej. A to wszystko stało się na przestrzeni dekady.
Przypomnijmy: chodzi o dzieci, których kontakt z tradycyjną szkołą ogranicza się do zaliczenia końcoworocznego egzaminu (a i to czasami tylko online). W trakcie roku to rodzice odpowiadają za tok nauki dzieci. Pomagają im sami, wynajmują korepetytorów lub zapisują dziecko na platformę edukacyjną, choćby popularną „Szkołę w Chmurze”.
Nauczanie domowe nie tylko w czasie pandemii
Tegoroczne dane osłabiają głoszoną tu i ówdzie hipotezę polityczną: że rosnące słupki uczestnictwa w edukacji domowej były po prostu w dużej mierze pokłosiem ucieczki od ponurej rzeczywistości szkoły stworzonej przez poprzednią ekipę rządzącą. W ogóle skupione wokół nauczania pozaszkolnego środowiska niechętnie mówią o jakiejkolwiek „ucieczce”.
Wiceprezeska Fundacji Edukacji Domowej Gabriela Letnovska podkreśla przy każdej okazji świadome – i pozytywne – wybory rodziców. „To rozwiązanie dla uczniów, którzy w warunkach szkoły tradycyjnej nie osiągnęliby tego samego, co w edukacji domowej. Ten model daje im możliwość wykorzystać swój potencjał w sposób dopasowany do ich potrzeb” – diagnozuje Letnovska.
Jeśli szukać ważnych wydarzeń, które napędziły popularność edukacji domowej, będzie nim pandemia oraz zwiększenie dostępności narzędzi do jej realizacji.
„Pandemia spowodowała falę problemów dzieci, także tych psychicznych, co mogło skłonić niektórych rodziców do pozostawienia ich w domu. Ale też pokazała, że da się uczyć z dala od szkoły. Z kolei »Chmura«, polecana wówczas często na forach edukacyjnych, mogła tylko powiększyć skalę zainteresowania” – diagnozowały rok temu na naszych łamach prof. Kinga Lendzion i dr Agnieszka Wołk, socjolożki UKSW, autorki badań motywacji przechodzenia na edukację domową. A Gabriela Letnovska dodaje w komentarzu do najnowszych danych, że „szkoła tradycyjna nie nadąża za zawrotnym tempem rozwoju rynku pracy. Uczniom brakuje poczucia sprawczości i odporności psychicznej”.
Kryzys tradycyjnego modelu edukacji
Edukacja pozaszkolna, dobrze zapełniająca luki szkolnictwa tradycyjnego, ma też swoich krytyków. Niektórzy mówią o zaburzonym procesie socjalizacji dzieci omijających szerokim łukiem szkoły. Inni o kolejnym – reprezentowanym choćby przez wspomnianą „Szkołę w Chmurze” – przejawie prywatyzacji polskiej edukacji.
Niezależnie od oceny, kto tu ma rację, fakty są nieubłagane: kryzys tradycyjnej oświaty napędza marginalne jeszcze do niedawna zjawisko nauki domowej. I nic nie wskazuje na to, by wkrótce miało się to zmienić.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.


















