W mojej diecezji jest taki beton, że dopiero teraz, tyle lat po zakończeniu krzywdy, idę ją zgłosić, mimo że jak pani wie, jestem po wielu latach terapii – mówi Danka „Tygodnikowi Powszechnemu”. – To daje do myślenia. Pokazuje, gdzie jesteśmy. Ja jestem wewnętrznie „pozbierana” ze swoją krzywdą, ale potrzebowałam wiele czasu, by skonfrontować się z Kościołem instytucjonalnym. Wiem, że tam po drugiej stronie są ludzie, którzy myślą, że w diecezji nie ma skrzywdzonych, „bo u nas wszystko jest OK”.
Jej oprawca zmarł kilka lat temu. Dziesięć lat temu przestał ją krzywdzić. Krzywda seksualna trwała kilka lat.
Z Danką rozmawiam w momencie, kiedy Papieska Komisja ds. Ochrony Małoletnich wydaje drugi już roczny raport o stanie ochrony dzieci i młodzieży na świecie. Opublikowany 16 października dokument w ogromnej mierze skupia się na reparacjach, czyli polityce zadośćuczynienia za krzywdę wykorzystywania seksualnego.
Sześć etapów zadośćuczynienia według raportu watykańskiej komisji
Raport został stworzony na podstawie 40 wywiadów ze skrzywdzonymi na całym świecie. Dotyczy reparacji, choć nie tylko tych finansowych, które papieska komisja stawia na czwartym miejscu.
Po pierwsze – raport mówi o przyjęciu, słuchaniu i trosce o skrzywdzonych. Komisja zaleca tworzenie bezpiecznych przestrzeni, w których „ofiary/osoby, które przeżyły krzywdę – mogą dzielić się swoimi doświadczeniami, także bezpośrednio z władzami Kościoła, jeśli sobie tego życzą”.
Po drugie – komisja kładzie nacisk na komunikację, chociażby „wydawanie oficjalnych oświadczeń Kościoła, które uznają wyrządzoną krzywdę i biorą na siebie odpowiedzialność Kościoła jako całości”. Rozumie pod tym punktem także publiczne i prywatne przeprosiny.
Po trzecie – częścią rekomendowanych reparacji jest wsparcie duchowe i psychoterapeutyczne: zapewnienie dostępu do profesjonalnego poradnictwa, towarzyszenia duchowego i opieki duszpasterskiej, „ze szczególnym uwzględnieniem ofiar/osób, które przeżyły krzywdę, w perspektywie długoterminowej”.
Dopiero po czwarte komisja wymienia, zgodnie z licznymi rozmowami z osobami skrzywdzonymi – co trzeba przypomnieć – wsparcie finansowe, rozumiane jako „zapewnienie odpowiedniej pomocy finansowej ofiarom/osobom, które przeżyły krzywdę, na pokrycie kosztów poniesionych w wyniku nadużyć, w tym opieki medycznej i psychologicznej, jako kluczowego elementu procesu leczenia”.
Bardzo ważne w opinii komisji jest to, że „odszkodowania finansowe, które nie uwzględniają tych kosztów, zazwyczaj nie są skutecznym sposobem rekompensaty dla ofiar/osób, które przeżyły krzywdę, ponieważ profesjonalne leczenie znacząco wspomaga ich powrót do zdrowia. Kościół powinien przejąć odpowiedzialność za te koszty w ramach wsparcia dla nich i ich rodzin”.
Po piąte – za część rekomendowanych reparacji komisja uznaje także reformy instytucjonalne i dyscyplinarne: „wzmocnienie zabezpieczeń dla ochrony nieletnich i osób dorosłych w trudnej sytuacji, z istotnymi sankcjami dla sprawców i osób, które umożliwiły nadużycia”.
Skrzywdzeni, mówi komisja, nie powinni być pozostawieni „w niepewności co do odpowiedzialności sprawców nadużyć i tych, którzy im na to pozwolili lub je ukrywali”.
I wreszcie po szóste – komisja wymienia „inicjatywy na rzecz ochrony w społeczności kościelnej, takie jak wdrażanie programów uświadamiających skierowanych do duchownych, zakonników i wiernych świeckich, które będą wspierać proces zbiorowego uzdrowienia”.
„Do budowania bezpiecznego Kościoła – mówi papieska komisja – zobowiązana jest cała wspólnota kościelna”. I dodaje, że nie chodzi tu o „zewnętrzne zobowiązania”, ale o „samo serce Ewangelii, którą żyje Kościół”.
Według raportu najważniejsze jest słuchanie skrzywdzonych
Teresa Kettelkamp, jedna z sekretarzy papieskiej komisji (znanej na całym świecie pod nazwą Tutela Minorum), ocenia, że tegoroczny raport jest „znacznie lepszy niż pierwszy, który był raportem pilotażowym”. Rozmawiałam z nią w Krakowie, dla amerykańskiej agencji informacyjnej OSV News. Właśnie w Krakowie odbywało się zebranie plenarne komisji, spotykającej się raz w roku w Rzymie, drugi raz – w wybranym miejscu w świecie.
Zdaniem Kettelkamp komisja dąży do ustanowienia mechanizmów, dzięki którym „władze kościelne będą mogły wziąć na siebie odpowiedzialność za zapewnienie bezpieczeństwa dzieciom i osobom bezbronnym pozostającym pod opieką Kościoła, a także za zapewnienie bezpieczeństwa Kościoła”.
– Mamy słowa Jezusa Chrystusa, które mówią: waszym obowiązkiem jest troska o małe dzieci – dodała, wyjaśniając, że wprowadzenie środków ochrony to zadanie lokalnych biskupów, a komisja jest w tej kwestii jedynie organem doradczym.
– Jeśli biskupi spotkają się z ocalałymi i wysłuchają ich historii, wtedy Duch Święty wkroczy i przemieni serca – mówiła Kettelkamp w wywiadzie. – Myślę, że jeśli uda nam się zachęcić biskupów do większej wrażliwości, takiej, jaką powinni odznaczać się apostołowie Chrystusa, może zobaczymy globalne nawrócenie w kwestii bezpieczeństwa dzieci. Miejmy nadzieję, że także poza Kościołem katolickim, bo inne wspólnoty religijne również mogą pójść w nasze ślady.
Ochrona dzieci przed przestępstwami duchownych w Polsce
Jakie jest status quo ochrony dzieci i młodzieży w Polsce? Przypomnijmy najważniejsze fakty.
Pierwszym ośrodkiem badającym problem kościelnych krzywd było krakowskie Centrum Ochrony Dziecka (COD), w 2024 r. obchodzące swoje 10-lecie – instytucja, na rzecz której od lat pracują jezuita o. Adam Żak i dr Ewa Kusz, członek papieskiej komisji.
W ciągu 5 lat od ujawnienia kryzysu w kraju, Kościół w Polsce wprowadził sporo innowacji. Do najważniejszych należy powołanie w 2019 r. Fundacji św. Józefa, która finansuje wsparcie – w tym terapię – ofiar przemocy. Kluczowe było także stworzenie Biura Delegata ds. Ochrony Dziecka Konferencji Episkopatu Polski, na czele którego stoi od lat Wojciech Polak, arcybiskup gnieźnieński, prymas Polski.
Wciąż jednak nie opublikowano krajowego raportu o skali przemocy. Ma nad nim pracować komisja śledcza, której powołanie zapowiedziała – w marcu 2023 r. – Konferencja Episkopatu Polski. Po 30 miesiącach od rozpoczęcia prac koncepcyjnych komisja wciąż nie powstała. Co więcej, po burzliwych obradach w czerwcu tego roku biskupi odwołali z funkcji jej głównego organizatora prymasa, stawiając na czele zespołu bp. Sławomira Odera z Gliwic.
Tymczasem eksperci wskazują, że jedną z głównych przyczyn gwałtownego spadku zaufania do Kościoła katolickiego w Polsce jest jego niechętna reakcja na kryzys związany z przemocą seksualną. Według badań Kościołowi ufa dziś zaledwie jedna trzecia tradycyjnie katolickich Polaków.
Czy zatem Kościół w Polsce jest gotowy na reparacje, o których mówi papieska komisja? Nawet jeśli nie chodzi w pierwszej kolejności o zadośćuczynienie finansowe?
Jak sytuację w Polsce widzą sami skrzywdzeni
Danka, pytana wprost, czy myślała kiedykolwiek o żądaniu reparacji finansowych, odpowiada krótko: „Nie”.
Również inni skrzywdzeni, z którymi rozmawialiśmy, wymieniają zadośćuczynienie finansowe gdzieś na końcu listy spraw do załatwienia. Wszyscy zgodnie mówią, że Kościół w Polsce nie jest jeszcze w stanie ich „przyjąć” i „wysłuchać”, a właśnie od tego – na szeroką skalę – należałoby zacząć. Dodają, że choć wszystkie diecezje mają już odpowiednie komórki i pracowników – delegatów, którzy przyjmują zgłoszenia krzywd – to w wielu diecezjach wciąż panuje mentalność, że skrzywdzonych „nie ma”.
– Przede wszystkim myślę o tym, że chciałabym być przyjęta i usłyszana. I że to jest początek do czegokolwiek dalej – mówi „Tygodnikowi Powszechnemu” Ola. – Gdybym miała takie bezpieczne miejsce, w którym mogę opowiedzieć o tym, co się stało, co mi dolega i czego w związku z tym potrzebuję, to myślę, że znaleźlibyśmy płaszczyznę jakiegoś porozumienia – dodaje.
Inna osoba skrzywdzona, mężczyzna, który nie chciał podawać swojego imienia, mówi „Tygodnikowi”:
– Czytam w raporcie o wypracowywaniu praktyk komunikacyjnych, systemów wsparcia... I myślę o tym, że wprowadzenie nawet najlepszych praktyk i systemów jest wtórne wobec zmiany mentalności. Bo jeśli te dobre praktyki komunikacyjne dostaną do rąk ludzie do nas nieprzekonani lub wrogo nastawieni, wszystko skończy się na retraumatyzacji.
Zastanawiam się więc, jakie kroki można by podjąć w kierunku głębszej zmiany mentalności. Widzę, że w raporcie jest mowa o programach uświadamiających. To chyba jest dobry kierunek – dodaje skrzywdzony. – Zmiana mentalności musi zacząć się od dialogu, a nie od kampanii informacyjnych. Myślę, że potrzeba nam dzisiaj nawet wysłuchania lęków i złości tych, którzy są do nas wrogo nastawieni.
Fundacja św. Józefa
Ola, zapytana, czy znalazła w Kościele przestrzeń wysłuchania i rozmowy, odpowiada: – Znalazłam, ale w grupach zorganizowanych wokół osób skrzywdzonych. Natomiast brakuje mi tego, jeśli patrzę na swoją diecezję. Tam w zasadzie nie spotkałam się z żadną z form wysłuchania i rozmowy. Wiem, że jest z tym problem.
Skrzywdzeni podkreślali zgodnie, że Fundacja św. Józefa, kierowana od początku (czyli od 2019 r.) do września tego roku przez Martę Titaniec, jest właśnie taką przestrzenią słuchania.
– Działania fundacji są ewenementem na skalę światową – mówi jeden ze skrzywdzonych. – Fundacja jest oceniana bardzo wysoko, ale raczej przez świat zewnętrzny, pozakościelny. Paradoksalnie kiepską sławą cieszy się wśród duchowieństwa i hierarchii w Polsce. Szkoda, że coś, z czego moglibyśmy być dumni, wciąż w wielu środowiskach kościelnych uznawane jest za zagrożenie.
Reparacje finansowe, często „niechciane” przez skrzywdzonych, są jednak bardzo potrzebne, zważywszy na ich sytuację życiową. Skrzywdzeni zgodnie mówią: „w Polsce jakby nie jesteśmy na to gotowi”. Podkreślają jednak, że krzywda często „zrujnowała skrzywdzonym życie”, niektórzy znaleźli się „w bardzo trudnych warunkach materialnych” i w wielu przypadkach wskazane byłoby wyznaczenie kwoty, jaką Kościół przeznaczy na finansowe reparacje.
– Być może na zasadach indywidualnych – sugeruje Ola – poprzez wsłuchanie się w historię konkretnego człowieka.
Danka dodaje: – Gdy chcę spotkać się w mojej sprawie z delegatem czy z biskupem, boję się, że będę oskarżona o to, że chcę wyłudzić pieniądze. Dlatego czuję w sobie opór. Bo wiem, że właśnie takie jest często podejście do osób skrzywdzonych: znowu czegoś od nas chcą. Czegoś, czyli pieniędzy. A ja chcę być usłyszana. Dopiero wtedy zniknąłby ten lęk, po każdej stronie. Bo ja nie zagrażam Kościołowi. Jestem jego częścią.
Inny skrzywdzony mówi, że pomogłoby prawne uznanie ich za stronę w procesie kościelnym:
– Dopóki skrzywdzeni nie zostaną upodmiotowieni w procesach kanonicznych, stosowanie zaleceń dotyczących informowania ich o przebiegu spraw pozostanie kwestią wyłącznie uznaniową.
Bp Artur Ważny komentuje watykański raport
O skomentowanie raportu i jego wytycznych poprosiliśmy także bp. Artura Ważnego, ordynariusza diecezji sosnowieckiej, jednego z niewielu – obok prymasa Wojciecha Polaka – hierarchów w Polsce gotowych na rozmowę ad hoc o kryzysie wykorzystywania seksualnego w Kościele.
Zapytany o stosunek Kościoła w Polsce do tego kryzysu, bp Ważny przyznaje, że „jesteśmy w procesie” – mamy procedury, „żeby do takich sytuacji już więcej nie dochodziło”, ale też „uczymy się pewnej wrażliwości, czyli tak naprawdę mamy do czynienia ze zmianą mentalną dotyczącą przyjmowania osób skrzywdzonych, traktowania ich podmiotowo, rozmawiania z nimi, słuchania ich, rozumienia”.
– Myślę, że w wielu sytuacjach jeszcze nie rozumiemy dramatu osób skrzywdzonych, tego, co one przeżyły – przyznaje biskup. – Tego, że złamane jest życie, a nie tylko zdrowie.
Bp Ważny zwraca uwagę, że kwestia reparacji to „doświadczanie poczucia sprawiedliwości” i że skrzywdzeni w Polsce „na pewnym etapie chcą wiedzieć, że to oni byli ofiarami, a nie że prowokowali czy kogoś krzywdzili”.
– Powoli dostrzegamy, że potrzebujemy takiego całkowitego wsparcia, że to też jest proces towarzyszenia osobom skrzywdzonym. Długofalowy, specjalistyczny proces wsparcia psychologicznego, terapeutycznego, w tym także opieki duchowej. Dlatego dla procesu zdrowienia jest bardzo ważne, żeby pojawiło się też odszkodowanie. W takiej czy innej formie.
Biskup Ważny podkreśla również rolę nawrócenia.
– Mentalnego, dotyczącego wszystkich w Kościele, żebyśmy inaczej myśleli o skrzywdzonych.
Sosnowiecki ordynariusz uznaje to za „kwestię teologiczną” – wizję Kościoła.
– Gdy patrzymy na Kościół, to gdzie jest osoba skrzywdzona? Kto jest w centrum? Myślę, że do tej pory często chodziło nam o instytucję, wspólnotę, o jakieś dobre imię, fałszywie rozumiane w Kościele. Osoba skrzywdzona nie była brana pod uwagę. A to ona dla Jezusa stanowi centrum.
– Taka optyka jest ważna. – podkreśla biskup. – Bo Jezus przyszedł do tych, co się źle mają, a nie do tych „sprawiedliwych”. A my często próbowaliśmy się zajmować tymi „sprawiedliwymi”, żeby uratować tę wizję Kościoła, uratować jego dobre imię. I nie byliśmy wierni Ewangelii.
Bp Artur Ważny: polskie diecezje wypłacają odszkodowania także bez wyroków sądowych
Bp Artur Ważny potwierdza, że „wiele z tych osób nie chce odszkodowań w formie finansowej”, oczekują natomiast „pomocy w terapii”. Dodaje, że odszkodowania są już wypłacane przez polskie diecezje – po mediacji i bez procesów sądowych, w których, jak przyznaje hierarcha, skrzywdzeni „czują się narażeni na kolejne skrzywdzenie, wykorzystywanie i manipulowanie przez adwokatów”. Dlatego najważniejsza jest troska o te osoby.
– To także troska, by nie było innych skrzywdzonych. To również dojście do prawdy, pociągnięcie do odpowiedzialności osób winnych, sprawców, ale i tych, którzy na różnych etapach ukrywali takie procedery. Temu zresztą mają służyć też wszystkie nasze komisje – dodaje biskup.
Jego diecezja jest pierwszą, która powołała niezależną komisję ds. zbadania skali i charakteru kryzysu wykorzystywania seksualnego. Jej przewodniczącym został Tomasz Krzyżak, dziennikarz „Rzeczpospolitej”, od wielu lat zajmujący się m.in. tematyką wykorzystywania seksualnego dzieci i młodzieży w środowiskach kościelnych.
Biskup Ważny pytany o przyczyny powolnej zmiany mentalności w Kościele w Polsce i braku radykalnego nawrócenia na skrzywdzonych mówi, że za biskupami „ciągnie się” wyniesiona z czasów komunizmu „nieufność do osób świeckich”.
– Może też o to chodzi w kwestii reparacji – przyznaje biskup – że pomogłyby w odzyskaniu wiarygodności Kościoła. Po to, by mógł pełnić swoją misję.
– Jeśli w tych kwestiach nie będziemy sprawiedliwi, czy będziemy w stanie głosić Ewangelię? – pyta retorycznie hierarcha.
Komisja Tutela Minorum: Kościół jest dziś świadomy problemu i konieczności podejmowanych kroków
Ostrożnym optymistą jest też bp Luis Manuel Alí Herrera, sekretarz komisji Tutela Minorum. Prezentując tegoroczny raport na watykańskiej konferencji, przyznał, że w wielu krajach mentalność zmienia się wolno i wciąż nie można powiedzieć, że Kościół uporał się z kryzysem (a chodzi nie tylko o kraje globalnego Południa, ale także choćby o Włochy, gdzie wiele diecezji nie odpowiedziało w ogóle na pytania wysłane przez komisję).
Sekretarz komisji zapewniał jednak, że proces, choć powolny, „posuwa się do przodu”.
– Pamiętam, że gdy zaczynaliśmy, bardzo trudno było nawiązać relacje z niektórymi lokalnymi Kościołami czy nawet z pewnymi strukturami w kurii rzymskiej. Nie rozumieli, czym jest papieska komisja.
Bp Herrera dodał, że dziś Kościół jest o wiele bardziej świadomy podjętych kroków, a troska o skrzywdzonych jest w sercu działań jego komisji.
Całe szczęście nie jesteśmy już na etapie, kiedy myślimy o problemie jako o „rodzinnym sekrecie”, który „należy zabrać ze sobą do grobu”, mówił na konferencji nowy przewodniczący papieskiej komisji, abp Thibault Verny. „To dlatego, że uczymy się przez łaskę spotkania ze skrzywdzonymi, która w sposób wyzwalający pozwala nam być świadomymi dramatu [wykorzystywania]”.
O tym, że przed Kościołem w skali globalnej – nierównym w odpowiedzi na kryzys, co widać po zmieniającej się bardzo powoli mentalności hierarchów w Polsce – jeszcze dużo pracy, świadczą słowa Maud de Boer-Buquicchio, liderki zespołu tworzącego roczny raport komisji Tutela Minorum, współpracującej z Radą Europy (od 1969 r.) i pełniącej w tejże instytucji funkcję specjalnej sprawozdawczyni ds. handlu i wykorzystywania seksualnego dzieci (od maja 2014 do kwietnia 2020).
Podczas konferencji prezentującej raport podziękowała ona dziennikarzom za ich misję słuchania skrzywdzonych.
– Jesteście niezastąpionym sojusznikiem. Proszę, kontynuujcie swoją nieocenioną pracę jako sygnaliści, ujawniając nadużycia i domagając się odpowiedzialności.
Dopóki jednak to dziennikarze, nie biskupi, będą słuchać regularnie skrzywdzonych, instytucja nie zrobi kroku w przód – bardzo wyraźnie pokazuje to roczny raport komisji.
Słuchanie i transparentna komunikacja problemu musi stać się także priorytetem dla kościelnej hierarchii. Słuchanie jest pierwszym elementem zadośćuczynienia. Elementem, który wymaga czasu i zatrzymania się nad dramatem człowieka. A to często o wiele trudniejsze niż sięgnięcie do kurialnego portfela z napisem „reparacje”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















