Opowieść o dwóch podbeskidzkich miastach

Rafał Matyja, historyk: Jeżeli ktoś chciałby się wyprowadzić z metropolii – to moim zdaniem Bielsko-Biała jest pierwszą propozycją do rozważenia. Istnieje nowoczesne życie poza największymi ośrodkami.
Czyta się kilka minut
Bielsko Biała, listopad 2022 r. // Oleksii Pyrogov / Shutterstock
Bielsko Biała, listopad 2022 r. // Oleksii Pyrogov / Shutterstock

MICHAŁ SOWIŃSKI: Zacznijmy od samej nazwy: Bielsko-Biała. Już w niej zapisany jest kawał historii tego miasta.

RAFAŁ MATYJA: Tak, ta podwójność jest tropem, za którym można podążać jak w śledztwie i odkrywać różne ciekawe rzeczy. Nie chodzi tu tylko o typową sytuację dwóch miast położonych po przeciwnych stronach rzeki, które mają podobną historię, ale funkcjonują jako odrębne organizmy. W przypadku Bielska i Białej różnica jest głębsza. Bardzo ważny jest moment nowożytny, gdy od Polski odpada księstwo cieszyńskie. Będące jego częścią Bielsko od dawna należało do monarchii Habsburgów. Biała natomiast znajdowała się po drugiej stronie granicy – najpierw w państwie polskim, a później w Galicji.

W efekcie były to dwa różne światy: administracyjny, polityczny, ale też etniczny. W Bielsku dominowała ludność niemiecka, podczas gdy w Białej – zwłaszcza po włączeniu Lipnika – proporcje wyglądały inaczej. To zresztą ciekawy moment w historii miasta, bo właśnie przyłączenie Lipnika sprawiło, że Biała nagle przestała być malutkim miasteczkiem. Nadal była mniejsza od Bielska, ale zaczęła być z nim porównywalna.

Do II wojny światowej, a właściwie aż do połączenia miast w 1950 r., były to jednak dwa dość różne światy. Wynikało to zarówno z ich historii, jak i z proporcji rozwojowych. Bielsko było dużym ośrodkiem przemysłowym, natomiast Biała długo należała do archipelagu galicyjskich miasteczek ciągnących się od Stanisławowa czy Tarnopola aż po zachodnią granicę.

Dziś ta różnica właściwie nie ma już większego znaczenia. Kiedy próbowałem o niej żartobliwie wspominać w rozmowach z mieszkańcami – było to niezrozmiałe, dominuje bardzo silne poczucie wspólnej tożsamości miasta. W dużej mierze wynika to z powojennych migracji, a szczególnie z napływu ludności w latach 70. i później.

Ta integracja jest ciekawa, bo w wielu miastach podzielonych rzeką czy dawną granicą różnice długo się utrzymują, a czasem prowadzą nawet do antagonizmów. Warszawa jest tu chyba dobrym przykładem.

Tak, to prawda. W Warszawie – mówię oczywiście o dawnych czasach, bo dziś pewnie wygląda to już inaczej – długo funkcjonowało poczucie, że Praga jest trochę innym światem. Mieszkańcy lewobrzeżnej części miasta patrzyli na nią z pewnym dystansem. Nie wynikało to z głębokich różnic etnicznych czy tożsamościowych, raczej z miejskich stereotypów i wyobrażeń. Zresztą w wielu miastach takie podziały z czasem się zacierają – zwłaszcza wtedy, gdy pojawia się dużo nowych mieszkańców, dla których dawne lokalne różnice nie są już czytelne.

Bielsko jest dobrym przykładem takiego procesu. To miasto, które przyciągało nowych ludzi, szczególnie w okresie rozwoju Fabryki Samochodów Małolitrażowych. Można więc powiedzieć, że Bielsko-Biała ma dziś wspólną tożsamość, która została zbudowana później niż w momencie połączenia miast.

W swoich książkach często próbuje Pan opowiadać historię Polski z perspektywy małych i średnich miast. Co zmienia taka optyka?

Bielsko jest w tym krajobrazie miastem dość szczególnym, choćby dlatego, że jest i przez długi czas było dużym miastem niewojewódzkim. Ma wyraźną tożsamość, ciekawą architekturę i charakterystyczny układ przestrzenny. To także miasto położone właściwie w górach – kiedy spojrzy się na mapę i zobaczy, że w jego granicach znajdują się nawet szczyty górskie, choćby Klimczok czy Szyndzielnia, widać, jak wyjątkowe jest to położenie.

Takie miasta pozwalają opowiadać historię Polski z trochę innej perspektywy. Dla Warszawiaka – ale pewnie także dla mieszkańca Krakowa – zaskakujące może być np. to, jak silna była tu obecność ludności niemieckiej. Widać to choćby na cmentarzach.

Dla porównania: mieszkałem wcześniej w Nowym Sączu i tam cmentarz zachowuje dużą ciągłość sięgającą końca XIX wieku. W Bielsku i w Białej ta ciągłość jest słabsza. Historia XX wieku sprawiła, że wiele dawnych grobów zniknęło lub zostało przekształconych. Choćby duży cmentarz ewangelicki w centrum Bielska jest dziś miejscem, które wymagałoby ogromnej pracy rekonstrukcyjnej, aby w pełni odtworzyć jego dawny kształt. To bardzo wyraźny ślad historii regionu.

To zmienia myślenie o polskiej historii? 

W Bielsku trudno ją opowiadać wyłącznie przez pryzmat powstań czy konspiracji XIX wieku, bo te wątki są tu mniej obecne. Zamiast tego widzimy inne procesy: rozwój przemysłu, przemiany społeczne, a później także intensywną modernizację okresu PRL.

W latach 70. doszła bardzo silna urbanizacja – budowa nowych osiedli i rozwój kolejnych gałęzi przemysłu. Z tym wiąże się też ciekawy, do dziś widoczny wątek kontaktów z Włochami. Fabryka Samochodów Małolitrażowych była przecież związana z Fiatem, wielu inżynierów wyjeżdżało do Włoch na szkolenia, a te kontakty zostawiły różne ślady. Do dziś w mieście działają choćby bardzo dobre sklepy z włoskimi produktami, są też osoby włoskiego pochodzenia, które tu mieszkają lub odwiedzają znane im miasto.

No i wreszcie trzeba pamiętać, że uprzemysłowienie Bielska zaczęło się bardzo wcześnie. W czasie, gdy w wielu regionach Królestwa Polskiego jako zakłady przemysłowe dominowały jeszcze cukrownie, gorzelnie czy produkcja narzędzi rolniczych, Bielsko było już rozwiniętym ośrodkiem włókienniczym i zaczynało rozwijać przemysł maszynowy. W tym sensie historia miasta jest ważnym uzupełnieniem historii Polski opowiadanej z perspektywy Warszawy – podobnie jak w przypadku innych miast, takich jak Katowice, Gliwice, Rzeszów czy Kalisz.

W kontekście tego, co pisze Pan w „Miejskim gruncie” o miejskości i urbanizacji, Bielsko wydaje się ciekawym przykładem miasta, które – choć nie idealne – spełnia wiele podstawowych funkcji i jest po prostu dobrym miejscem do życia.

Zawsze staram się podkreślać, że miasto idealne nie istnieje – i być może dobrze, że nie istnieje, bo to dość problematyczny ideał.

Kiedy przeniosłem się do Bielska po wielu latach mieszkania w Warszawie i Nowym Sączu, dwie rzeczy od razu rzuciły mi się w oczy. Pierwsza to pewien niedobór klasycznej zieleni miejskiej. Bielsko słusznie podkreśla, że ma w swoich granicach duże obszary leśne – i to rzeczywiście ogromny atut. Jednocześnie sprawia to trochę, że mniej uwagi poświęca się miejskim parkom. Park Włókniarzy oczywiście istnieje, ale z mojej perspektywy jest raczej niewielką przestrzenią.

Druga kwestia to problem jakości powietrza zimą, z którym boryka się wiele miast w Polsce. W sezonie grzewczym wciąż zdarzają się dni z dużym zanieczyszczeniem.

Mówię o tym dlatego, że warto widzieć zarówno mocne strony miasta, jak i jego problemy czy wyzwania. Bo oczywiście ogromnym atutem Bielska jest bliskość gór – można wsiąść w autobus i po chwili znaleźć się u podnóża szlaków. To jednak nie zawsze zastępuje miejską zieleń. Dla wielu osób, np. dla rodziców z małymi dziećmi, park w centrum miasta bywa równie ważny jak dostęp do górskich ścieżek.

Więc oczywiście – jak mówił Lech Wałęsa – są plusy dodatnie i plusy ujemne. Trzeba też pamiętać, że żyjemy w czasie, gdy oczekiwania wobec miast stale rosną. Rozmawiając z młodszymi mieszkańcami Bielska, często słyszałem opinie w rodzaju: „Tu się niewiele dzieje, w Krakowie czy Katowicach jest więcej wydarzeń”. 

To chyba nieprawda.

Z mojej perspektywy wcale nie wyglądało to tak skromnie. Gdy porównuję Bielsko choćby z Nowym Sączem, to oferta kulturalna – zwłaszcza muzyczna i teatralna – jest tu wyraźnie bogatsza. Sporo dzieje się także wokół książek, spotkań autorskich czy różnych wydarzeń artystycznych. Być może jednak dla dwudziestolatków to wciąż za mało albo nie zawsze jest to dokładnie to, czego oczekują.

Jest też zjawisko, które dotyczy wielu polskich miast tej wielkości: młodzi wyjeżdżają na studia i nie zawsze wracają. Widziałem to także w Nowym Sączu, który również ma wiele zalet i jest bardzo wygodnym miejscem do życia.

Nie traci się tu czasu na długie dojazdy, a „korek” oznacza zwykle krótkie spowolnienie ruchu, które dla mieszkańca Warszawy czy Krakowa byłoby właściwie niezauważalne. Miasto jest kompaktowe – wiele spraw można załatwić pieszo, centrum jest stosunkowo niewielkie, ale jednocześnie dość kompletne pod względem usług i instytucji. W tym sensie bardzo wiele codziennych potrzeb można tu zaspokoić bez większego wysiłku.

Dla mnie Bielsko-Biała to pod wieloma względami miasto bardzo wygodne do życia.

Bielsko przyciąga nowych mieszkańców – zwłaszcza z Krakowa i z aglomeracji śląskiej. Z czego to może wynikać?

Jeśli tak jest, to można wskazać kilka powodów. Przede wszystkim bardzo korzystne położenie w pobliżu dużej metropolii górnośląsko-zagłębiowskiej. Jest z nią całkiem dobrze skomunikowane, także transportem publicznym, co w Polsce nie zawsze jest oczywiste.

Pytanie tylko, dla jakich grup wiekowych jest to najbardziej atrakcyjne miejsce. Wydaje mi się, że szczególnie dobrze sprawdza się dla osób z dziećmi – bo jest mniejsze, spokojniejsze i bezpieczniejsze niż wielkie metropolie – oraz dla osób trochę starszych, które szukają spokojniejszego rytmu.

Dużym atutem jest styl życia. Jeśli ktoś lubi aktywność i bliskość natury, to Bielsko daje bardzo dobre warunki. Jednocześnie miasto jest stosunkowo dobrze połączone z resztą Europy. Czas dojazdu do Wiednia, Brna czy Bratysławy jest krótszy niż z większości polskich miast. Pod względem drogowym Bielsko znajduje się właściwie na progu europejskiego systemu autostradowego, choć z koleją bywa jeszcze różnie.

To wszystko sprawia, że jak na miasto średniej wielkości jest to miejsce bardzo atrakcyjne. Zresztą rynek nieruchomości już to dostrzega – mieszkania z widokiem na góry potrafią być wyraźnie droższe.

Wiele polskich miast po 1989 r. musiało na nowo zdefiniować swoją tożsamość. Bielsko wydaje się przykładem miejsca, w którym – mimo powojennej wymiany ludności i transformacji – ten proces przebiegł dość spokojnie. Jak Pan na to patrzy?

Trzeba najpierw doprecyzować, o co właściwie pytamy. Wiele rzeczy w Bielsku rzeczywiście się udało. To miasto wypracowało nową tożsamość. Powiedziałbym jednak, że jest ona raczej miękka, nie taka, którą każdy mieszkaniec natychmiast potrafiłby zdefiniować jednym zdaniem. Jest raczej obecna w codziennym funkcjonowaniu miasta – jako pewna mieszanka tradycji i nowoczesności.

W dużej mierze wynika to z dość stabilnej sytuacji gospodarczej. Jeśli porównać średnie zarobki z miastami podobnej wielkości – jak Radom, Częstochowa czy Opole – Bielsko radzi sobie całkiem dobrze. Istotną rolę odgrywa też wysoki poziom lokalnej przedsiębiorczości i rozwiniętego przemysłu. W pewnym sensie jest to element lokalnego genius loci. Miasto zachowało tradycję przemysłowo-handlową, której nawet okres komunizmu nie zdołał całkowicie zatrzeć.

Są jednak również kwestie trudniejsze. 

Jakie?

Mam wrażenie, że o ile Bielsko dość dobrze potrafi dziś opowiadać o historii swojej społeczności żydowskiej, o tyle historia społeczności niemieckiej jest nadal tematem trudnym. W innych miastach – jak Gdańsk czy Wrocław – próbowano ją opisać szerzej. W Bielsku to trudniejsze, bo była to historia silnych napięć narodowych. Część Niemców przed wojną sympatyzowała z nazizmem, była nastawiona antypolsko, co utrudnia uznanie jej osiągnięć na polu gospodarczym czy urbanistycznym.

To jednak również fragment historii miasta, z którym prędzej czy później trzeba się zmierzyć – nie po to, by go upraszczać czy zacierać, ale żeby go spokojnie zrozumieć. Trzeba też pamiętać, że część infrastruktury miejskiej powstała dzięki ludziom, którzy po II wojnie światowej z Bielska wyjechali. Skala nie jest taka jak we Wrocławiu, ale ten wątek jest obecny.

Natomiast jeśli mówimy o współczesnej tożsamości – tej bardziej codziennej – to mam wrażenie, że jest ona raczej pogodna i pozytywna. Opiera się na trochę innym zestawie odniesień niż klasyczne narracje historyczne. W dużej mierze budują ją elementy kultury popularnej: pamięć o Studiu Filmów Rysunkowych, o „małym Fiacie”, o różnych doświadczeniach przemysłowych i kulturowych miasta. W tym sensie jest to tożsamość bardziej popkulturowa niż historyczna.

Mam wrażenie, że Bielsko zachowało ducha XIX wieku. Wciąż czuć tu silną tradycję mieszczańską.

Co więcej, kiedy pójdzie pan trochę dalej, zobaczy pan, że nawet to, co powstało w XX wieku, także w okresie PRL, całkiem dobrze się wpisało w tkankę miasta. Pomogło w tym oczywiście ukształtowanie terenu, ale też swoboda w projektowaniu niektórych osiedli.

Oczywiście nie wszystko jest tu tak efektowne, jak reprezentacyjne XIX-wieczne kamienice, ale nawet w tych mniej oczywistych dzielnicach można znaleźć sporo interesujących miejsc. Bielsko musi sobie radzić także z naturalnym procesem rozlewania się miasta. W jego bezpośrednim sąsiedztwie znajduje się wiele ciekawych miejscowości, które w praktyce tworzą z nim jeden organizm – czasem granice są wręcz trudne do uchwycenia, jak choćby między Bielskiem a Kozami.

Dużym atutem jest oczywiście ukształtowanie terenu. Trudno wyobrazić sobie, by Bielsko wyglądało tak samo, gdyby powstało gdzieś na zupełnie płaskim obszarze. Nachylenia terenu, różnice wysokości – to wszystko dodaje uroku. Gdy spojrzy się choćby na Górne Przedmieście, widać, jak bardzo topografia wpływa na odbiór urbanistyki i architektury.

Jest też historia „malucha” – samochodu, który w pewnym sensie zmienił oblicze Polski. Bielsko jest więc miastem z jednej strony bardzo XIX-wiecznym w swoim charakterze, a z drugiej – przez pewien czas było symbolem nowoczesności.

To prawda. Fabryka Samochodów Małolitrażowych wyraźnie zmieniła pozycję Bielska w sieci miast. Nie przepadam za rankingami, ale można powiedzieć, że wpłynęła zarówno na rozwój demograficzny, jak i gospodarczy miasta. Nadała mu też nowy charakter – rozpoczął się okres intensywnej modernizacji, a Bielsko stało się bardziej rozpoznawalne. Co ważne, wydarzyło się to w latach 70. Mam wrażenie, że był to jeden z tych przykładów inwestycji miejskich, które naprawdę trudno podważyć. Sam samochód, „maluch”, odegrał ogromną rolę w upowszechnieniu motoryzacji w Polsce.

Dla Bielska równie istotne okazało się jednak to, że była to inwestycja, która przez długi czas stanowiła bardzo solidny fundament rozwoju gospodarczego. W tamtym czasie była to prawdziwa licencja na rozwój. 

A dziś?

Dziś myślenie o przyszłości miasta nie powinno polegać wyłącznie na kontynuowaniu wątku motoryzacyjnego. Ważniejsze jest znalezienie nowego kierunku – podobnie odważnego jak ten sprzed kilkudziesięciu lat.

Bielsko ma do tego predyspozycje. Wciąż wyczuwa się przemysłowy charakter miasta. Pamiętam, że gdy tu mieszkałem, korki pojawiały się około godziny czternastej – w porze zmiany w fabryce. To coś, czego nie obserwuje się w miastach pozbawionych dużych zakładów produkcyjnych. Ten przemysłowy rytm życia był wyraźny. I mam nadzieję, że pozostanie jednym z elementów jego tożsamości – oczywiście w połączeniu z innymi wątkami, także kulturowymi. Bo właśnie takie połączenie może sprawić, że Bielsko będzie dobrze przygotowane na kolejny etap rozwoju.

To zresztą wyzwanie dla wielu polskich miast średniej wielkości. Świat staje się coraz bardziej metropolitalny, dlatego każdy sygnał pokazujący, że istnieją inne ścieżki rozwoju, jest bardzo ważny. W tym sensie nawet bliskość aglomeracji górnośląsko-zagłębiowskiej – choć czasem budzi obawy – może być raczej atutem niż słabością. Bo najtrudniejsza sytuacja to taka, gdy miasto znajduje się daleko od wszystkiego. W Bielsku akurat to się nie zdarzyło. Właśnie dlatego warto patrzeć na bliskość dużych ośrodków raczej jako na atut. Nie ma powodu myśleć o niej w kategoriach wysysania potencjału czy pozbawiania miasta energii rozwojowej.

Jeszcze jeden wątek, z którego Bielsko jest znane i z którego jest dumne, to rozwój filmu animowanego. 

Pytanie o to, jak ten potencjał jeszcze lepiej wykorzystać. Jeśli ktoś interesuje się miastem i zajrzy na stronę turystyczną czy do przewodnika, z pewnością natrafi na tę historię.

Natomiast kolejnym krokiem mogłoby być jeszcze mocniejsze wpisanie animacji w wizerunek Bielska. Tak, aby nie była tylko ciekawostką dla osób, które już tu trafiły, ale jednym z wyraźnych znaków rozpoznawczych. Wtedy mogłaby stać się jednym z elementów, które pomagają miastu wyróżniać się na tle innych ośrodków tej wielkości.

Mam też wrażenie, po rozmowach z mieszkańcami, że Bielsko jest miastem bez kompleksów.

Nie wiem, czy mam aż tak czuły radar na kompleksy i ich brak. Mam raczej poczucie, że w dzisiejszej Polsce nie jest to już tak istotny problem. Jako społeczeństwo pozbyliśmy się wielu dawnych kompleksów – zwłaszcza w pokoleniu osób mniej więcej czterdziestoletnich i młodszych.

Podobnie jest w miastach, w których po prostu dobrze się żyje. Często to raczej język wielkich metropolii tworzy opowieść o „prowincji”. Pamiętam rozmowę ze znaną polską polityczką, która mówiła, że partie powinny bardziej zajmować się prowincją, bo tam najważniejsze są transfery socjalne i pomoc. Tymczasem wystarczy pojechać do Bielska czy nawet do pobliskiego Żywca, żeby zobaczyć, że codzienne życie wcale nie polega na oczekiwaniu na tego typu transfery z Warszawy.

Na czym więc polega?

Ludzie mierzą się raczej z bardziej przyziemnymi problemami: dostępem do usług publicznych, zwłaszcza ochrony zdrowia, czy kwestiami transportu. I to jest bardzo konkretna różnica między metropoliami a miastami średniej wielkości. Poruszanie się transportem publicznym w Warszawie czy Krakowie to zupełnie inne doświadczenie niż w Bielsku czy Nowym Sączu. W Krakowie samochód jest niepotrzebny. Natomiast gdy zamieszkałem w Nowym Sączu, musiałem go kupić. W takich miastach posiadanie przynajmniej jednego samochodu w rodzinie jest w praktyce koniecznością, a wiele rodzin – nawet niezamożnych – ma dwa auta. Wystarczy spróbować poruszać się komunikacją poza ścisłym centrum, żeby zobaczyć, że bywa to trudne. Czasem trzeba długo czekać na przesiadkę czy kolejny autobus. To zresztą nie jest specyfika tylko Bielska – większość miast tej wielkości w Polsce zmaga się z podobnym problemem.

Przez lata funkcjonowało tam podejście, które zawsze krytykowałem: że komunikacja miejska jest przede wszystkim dla dzieci i osób starszych. W efekcie traktuje się ją dość marginalnie – dowozi dzieci do szkoły, zapewnia starszym mieszkańcom dojazd do ogródków działkowych raz na godzinę i na tym właściwie koniec. To utrudnia stworzenie systemu transportowego, który byłby realną alternatywą dla samochodu. I dlatego, gdy mieszkańcy takich miast narzekają na transport publiczny, często robią to z poczuciem, że różnica w porównaniu z metropoliami jest po prostu bardzo wyraźna.

Podsumowując: jakim miastem jest dziś Bielsko-Biała?

Powiedziałbym, że to jedno z ciekawszych polskich miast średniej wielkości. Ma wyraźną historię, silną tradycję przedsiębiorczości i dość dobrą jakość życia. Nie próbuje na siłę udawać metropolii, tylko rozwija się we własnej skali. W tym sensie pokazuje, jak może wyglądać nowoczesne życie poza największymi ośrodkami. Jeżeli ktoś chciałby się wyprowadzić z metropolii – to moim zdaniem Bielsko-Biała jest pierwszą propozycją do rozważenia.

Rafał Matyja // Fot. Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.pl

Rozmawiał Michał Sowiński

Rafał Matyja (ur. 1967) – historyk i politolog, doktor habilitowany nauk społecznych, publicysta. Wydał m.in. „Wyjście awaryjne. O zmianie wyobraźni politycznej” (2018), „Miejski grunt. 250 lat polskiej gry z nowoczesnością” (2022) oraz „Kraków. Miasto zero” (2024). Pracuje w Instytucie Rozwoju Miast i Regionów.

 

 

Dzieje Bielska-Białej

  • 1312 – pierwsza historyczna wzmianka o Bielsku w źródłach pisanych.
  • 1723 – Biała otrzymuje prawa miejskie, rozpoczynając samodzielną historię jako ośrodek miejski.
  • 1752 – król August III potwierdza prawa miejskie Bielska, umacniając jego pozycję administracyjną.
  • 1855 – do Bielska dociera pierwszy pociąg, włączając miasto w sieć kolejową monarchii Habsburgów.
  • 1890 – otwarty zostaje Teatr Miejski, dzisiejszy Teatr Polski, jedna z najważniejszych instytucji kulturalnych miasta.
  • 1895 – uruchomiona zostaje elektryczna linia tramwajowa do Cygańskiego Lasu, findesieclowy symbol nowoczesności.
  • 1918 – po zakończeniu I wojny światowej Bielsko i Biała znajdują się w granicach odrodzonej Polski.
  • 1939 – zniszczenie synagogi i początek okupacji niemieckiej przerywają wielokulturową historię miasta.
  • 1947 – powstaje zespół filmowy, z którego wyrośnie późniejsze Studio Filmów Rysunkowych.
  • 1 stycznia 1951 – Bielsko i Biała zostają połączone w jedno miasto.
  • 1956 – Studio Filmów Rysunkowych zostaje powołane jako samodzielna wytwórnia.
  • 1963 – na ekranach pojawiają się pierwsi bohaterowie serii „Bolek i Lolek”.
  • 1967 – wyemitowany zostaje pierwszy odcinek „Reksia”.
  • 1971 – w Bielsku-Białej uruchomiona zostaje Fabryka Samochodów Małolitrażowych.
  • 6 czerwca 1973 – z taśmy produkcyjnej zjeżdża pierwszy Fiat 126p, czyli „maluch”.
  • 1992 – powstaje Fiat Auto Poland, otwierając nowy etap rozwoju przemysłu motoryzacyjnego po transformacji ustrojowej.
  • 1999 – odbywa się pierwsza edycja Bielskiej Zadymki Jazzowej, która z czasem stanie się ważnym wydarzeniem na jazzowej mapie Europy.
  • 2000 – kończy się produkcja Fiata 126p, symbolicznie zamykając epokę „malucha”.
  • 2001 – powołana zostaje Akademia Techniczno-Humanistyczna, wzmacniając akademicki charakter miasta.
  • 2014 – zakończona zostaje modernizacja dworca Bielsko-Biała Główna.
  • 2022 – działalność inauguruje Cavatina Hall, jedna z najnowocześniejszych sal koncertowych w Polsce.
  • 2023 – Akademia Techniczno-Humanistyczna zostaje przekształcona w Uniwersytet Bielsko-Bialski.
  • 2026 – Bielsko-Biała obejmuje tytuł Polskiej Stolicy Kultury.
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 13/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Miasto w dobrej skali