W Bielsku-Białej miasto i przyroda przenikają się tak mocno, że trudno powiedzieć, gdzie jedno się kończy, a zaczyna drugie. Wystarczy kilkanaście minut jazdy autobusem z centrum, by znaleźć się na leśnym szlaku. Kilka kolejnych – i zaczynają się Beskidy. Z wielu miejsc w mieście widać zielone zbocza Szyndzielni, Klimczoka czy Kołowrotu. Dla mieszkańców to coś zupełnie oczywistego: po pracy wychodzi się na spacer do lasu albo na szybki wypad w góry.
Dla przyjezdnych bywa to jednak zaskoczeniem. Bielsko-Biała ma przecież długą historię przemysłową i przez setki lat było jednym z najważniejszych ośrodków włókiennictwa w tej części Europy. A jednak miasto rozwijało się w ścisłej relacji z pobliską przyrodą.
Jak mówi historyk i muzealnik Jakub Krajewski, pracownik Wydziału Kultury i Promocji UM w Bielsku-Białej, ta relacja jest znacznie starsza niż współczesna turystyka czy moda na outdoor. „Historia Bielska zaczyna się w lesie – opowiada. – Pierwszy dokument, w którym pojawia się nazwa Bielsko, pochodzi z 1312 roku i dotyczy właśnie lasu komunalnego”.
Drewno i przemysł: jak surowce napędzały rozwój regionu
W dokumencie książę cieszyński Mieszko przekazał teren lasu na wypas bydła i wyrąb drewna. Las był więc od samego początku jednym z fundamentów funkcjonowania miasta. „Drewno było podstawowym budulcem i źródłem energii opałowej – tłumaczy Krajewski. – Ale w Bielsku i Białej miało jeszcze jedno znaczenie. Z drewna wytwarzano potaż, który był potrzebny w produkcji sukna wełnianego, do uszlachetniania tkanin wełnianych”.
Wraz z rozwojem przemysłu rosło znaczenie miasta. W XIX wieku Bielsko i Biała – choć formalnie wciąż pozostawały oddzielnymi ośrodkami – tworzyły trzeci co do wielkości ośrodek włókienniczy w monarchii Habsburgów po Brnie i Libercu. Miasto pulsowało pracą fabryk, rytmem stukotu krosien, wyczuwalnym nawet na chodniku, i codziennym ruchem robotników. Ale właśnie wtedy coraz wyraźniej zaczęto odczuwać potrzebę czegoś zupełnie przeciwnego: ciszy, przestrzeni i oddechu.
Jak zauważa Jakub Krajewski, wraz z rozwojem przemysłu pojawiła się też nowa funkcja otaczającej miasto przyrody. Las i góry przestały być jedynie zapleczem gospodarczym – zaczęły pełnić rolę miejsca regeneracji. Mieszkańcy potrzebowali ucieczki od hałasu fabryk, od zanieczyszczeń wody i powietrza, i od gęsto zabudowanych ulic. Bywało też, że kolor rzeki Białej był uzależniony od koloru farb używanych do barwienia tkanin, spuszczanych następnie do wody. W drugiej połowie XIX wieku zaczęto więc świadomie rozwijać tereny rekreacyjne w okolicznych górach i lasach: tak zrodził się fenomen Cygańskiego Lasu.
Powstawały organizacje, które stawiały sobie za cel udostępnienie tych przestrzeni mieszkańcom. Towarzystwo Upiększania Miasta oraz Beskidenverein wytyczały szlaki, budowały punkty widokowe, stawiały ławki i urządzały alejki spacerowe. Zbudowano także działające do dzisiaj schroniska. Krajewski opowiada, że las był wówczas pełen nazw i symbolicznych miejsc: pojawiały się Aleja Westchnień, Aleja Brzozowa czy ścieżki nazwane na cześć lokalnych działaczy. Krajobraz był więc nie tylko przestrzenią wypoczynku, ale także mapą miejskiej pamięci.
Tramwajem do lasu: jak transport łączył z naturą
Znaczenie Cygańskiego Lasu najlepiej widać w historii komunikacji. Pod koniec XIX wieku miasto zdecydowało się na gest, który dziś może wydawać się zaskakujący: w 1895 roku doprowadzono tam linię elektrycznego tramwaju. Nie do nowej fabryki ani dzielnicy przemysłowej, lecz właśnie do lasu.
„Co ciekawe – zwraca uwagę Jakub Krajewski – w tamtym czasie elektrycznego tramwaju nie miały jeszcze Wiedeń ani Warszawa. A miał go Cygański Las”. Mówi to bardzo wiele o mentalności mieszkańców. Inwestycja w dojazd do terenów rekreacyjnych pokazuje, jak ważne było dla Bielszczan przebywanie w naturze.
Ta szczególna bliskość przyrody do dziś pozostaje jedną z najbardziej charakterystycznych cech Bielska-Białej. W granicach administracyjnych miasta znajduje się kilkanaście górskich szczytów, a beskidzkie szlaki zaczynają się praktycznie na jego obrzeżach. Krajewski podkreśla, że to nie jest jedynie turystyczny marketing, lecz realne doświadczenie mieszkańców: „W Bielsku-Białej wychodząc przed dom, jest się od razu na spacerze. Autobusem komunikacji miejskiej w piętnaście minut można z centrum pojechać w góry”.
Ta geografia bardzo konkretnie wpływa na codzienny styl życia. „Bielszczanie mają w naturze korzystanie z natury” – mówi z uśmiechem Krajewski, świadomie grając znaczeniem tego zdania. Spacer, szybki wypad na szlak, zimą narty – to dla wielu mieszkańców po prostu element zwykłego tygodnia, a nie specjalnie planowana wyprawa.
Najlepiej widać to właśnie w Cygańskim Lesie. Formalnie jest to las komunalny, ale w praktyce funkcjonuje jak ogromny park miejski, mimo że posiada bardzo dzikie i cenne przyrodniczo fragmenty. „Jest tam mnóstwo mieszkańców. Ten las jest bardzo intensywnie używany” – opowiada Krajewski. W weekendy i popołudniami ścieżki wypełniają się spacerowiczami, biegaczami i rowerzystami. To jedno z tych miejsc, gdzie historia miasta – przemysłowego, ale od zawsze zanurzonego w beskidzkim krajobrazie – wciąż daje się odczytać w bardzo codzienny sposób.
Przyroda wokół Bielska-Białej ma jednak znaczenie nie tylko rekreacyjne. W ostatnich latach coraz częściej mówi się o jej roli ekologicznej – i o tym, że lasy otaczające miasto są czymś więcej niż tylko miejscem spacerów.
Szybowce w górach: tradycja lotnictwa i turystyki górskiej
Jak podkreśla Jakub Krajewski, w przypadku bielskiego lasu komunalnego coraz wyraźniej zmienia się sposób myślenia o gospodarce leśnej. „Las pełni także funkcje ochronne i jest najlepszą formą retencji wody” – mówi. Dlatego ograniczono tradycyjne pozyskiwanie drewna z nastawieniem na zysk. Zyskujemy my i przyroda. Zamiast tego coraz większy nacisk kładzie się na zatrzymywanie wody w krajobrazie i wzmacnianie naturalnych procesów.
To zresztą kwestia wykraczająca daleko poza samo miasto. „Zwiększając retencję wody w Bielsku-Białej, zachowujemy ją nie tylko dla miasta, ale dla całej Polski” – zauważa Krajewski. Przez miasto przepływa rzeka Biała, która jest dopływem Wisły.
Bliskość gór i natury wpływała zresztą nie tylko na codzienny styl życia mieszkańców. W pewnym sensie ukształtowała także rozwój zupełnie innych dziedzin – na przykład lotnictwa. To właśnie pod beskidzkimi zboczami powstało jedno z najważniejszych w Polsce centrów szybownictwa.
„Szybowiec to wspaniałe wykorzystanie natury – mówi Krajewski. – Wykorzystuje różnice temperatur i prądy powietrzne, czyli naturalne zjawiska, żeby latać”. Lotnisko w Aleksandrowicach, położone tuż u stóp gór, należy do najpiękniej położonych w kraju. „W tym roku, podczas weekendu majowego, obchodzimy 80-lecie Szybowcowego Zakładu Doświadczalnego i 90-lecie lotniska”.
A jednak dla wielu mieszkańców najważniejsze pozostaje coś znacznie prostszego: możliwość codziennego kontaktu z przyrodą. „To jest ewenement – mówi Krajewski. – Siedząc w biurze z widokiem na góry, pragnę szybko się w nich znaleźć. Ten widok i ta praca w górach to wielki dar”. I może właśnie w tym tkwi sekret Bielska-Białej. To miasto, które przez setki lat rosło dzięki przemysłowi, ale nigdy nie odwróciło się od przyrody.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.





















