Mówiąc po śląsku, czuję się lepszym człowiekiem

Wkrótce Sejm ma głosować nad uznaniem śląszczyzny za język regionalny. Swoim istnieniem Ślązacy zadają pytania fundamentalne dla przeżywania polskości. Choćby takie: czy naród ma być wspólnotą etniczną, czy obywatelską?

19.03.2024

Czyta się kilka minut

Zbigniew Rokita. Osiedle Nikiszowiec w Katowicach, listopad 2023 r. / Fot. Grażyna Makara
Zbigniew Rokita. Osiedle Nikiszowiec w Katowicach, listopad 2023 r. / Fot. Grażyna Makara

CZEGO DOWIESZ SIĘ Z TEGO ARTYKUŁU:

  • Na śląski przełożono dzieła literatury, od Tolkiena przez Ajschylosa po Muminki
  • Uznanie śląszczyzny popierają wszystkie siły parlamentarne poza PiS i Konfederacją
  • W budżecie na bieżący rok przewidziano na walkę o godkę 2 miliony złotych – to pierwsze w dziejach środki na śląszczyznę
  • W Polsce narodowość śląską deklaruje blisko 600 tysięcy osób, ale państwo ignoruje ich istnienie

 

Co Ślązacy stracą, jeśli język śląski wymrze?

– Użytkownik zagrożonego wyginięciem północnoamerykańskiego języka odżibwe wypowiedział kiedyś niepokojące zdanie: „To nie my tracimy język, to język traci nas”. Ślązacy straciliby autentyczny związek ze swoją ziemią, a ona zamilkłaby w swoim najbardziej rdzennym języku – mówi poeta i aktywista Marcin Musiał.

Według ostatniego spisu powszechnego 467 tysięcy obywateli posługuje się na co dzień językiem śląskim. Mówimy więc o trzynastym co do wielkości języku słowiańskim. I o trzecim najczęściej używanym – po polskim i angielskim – języku w Polsce. Mimo takich liczb śląski ma wciąż prawnie status taki sam jak slang grzybiarzy – nie ma żadnego. Choć niebawem może stać się drugim po kaszubszczyźnie językiem regionalnym w Polsce.

Marcin Pogrzeba „Pogrzeb górnika”, olej, 1993 r. / Ze zbiorów Małgorzaty Kamińskiej-Goli i Arkadiusza Goli

Rewolucja górnośląska

– Kilkanaście lat temu śląski był czymś więcej niż dialektem, a czymś mniej niż językiem. Był półbytem – mówi prof. Henryk Jaroszewicz, autorZasad pisowni języka śląskiego”, jeden z raptem kilku filologów śląskich. – W tym czasie wydarzyło się jednak ogromnie dużo i dziś śląski już językiem bez wątpliwości jest. 

Około 2010 r. rozpoczęła się rewolucja górnośląska. Kolejne lata to spis powszechny z 847 tysiącami deklaracji narodowości śląskiej, rozkwit aglomeracji, współrządzenie województwem przez Ruch Autonomii Śląska i wdzieranie się śląszczyzny do przestrzeni publicznej. Kultura Ślązaków wyszła z familoka, Ślązacy przedstawili się reszcie kraju.

Godka udowadnia, ile jest w stanie udźwignąć. Na śląski przełożono dzieła światowej literatury, od Tolkiena przez Ajschylosa po Muminki, rozwija się literatura pisana oryginalnie po śląsku, pojawiają się publikacje naukowe pisane w całości po śląsku (ostatnio np. Kamila Czaińskiego z PAN w obszernej pracy o kodyfikacji: „Podwiela wiynkszość perzōnōw zaangażowanych we ymancypacyjõ ślōnskij gŏdki a tworzyni jeji literackij wersyje niy sōm lingwiściŏ, laicki wejzdrzyni na problymatykã może mieć srogi ajnflus na jynzykowe planowani – jako my uwidzieli wyżyj przi forsztelōnku uznaniŏ w zakōnie ślōnskij regijōnalnyj gŏdki we trzech waryjantach”). Wielu to dziwi, tak jak 500 lat temu wielu dziwiło się, że ktoś próbuje pisać uczone książki już nie po łacinie, a po polsku.

Co rusz na deski teatralne trafiają spektakle po śląsku, firmy takie jak Ikea, Coca-Cola czy Tchibo po śląsku się reklamują. Wydaje się, że godka jest wszędzie: po śląsku można korzystać z telefonu Samsung, Facebooka, odkurzacza. Można iść do kina na film ze śląskim dubbingiem. Kultura śląskojęzyczna powoli staje się masowa: kryminał „Kōmisorz Hanusik” Marcina Melona miał kilkanaście dodruków, a na spektakl „Cholonek” sprzedano ponad 120 tys. biletów. Kultura śląskojęzyczna od dawna miała swój rejestr wysoki i niski, krupniokowy, teraz coraz chętniej mości się w kulturze popularnej.

– Polski establishment lingwistyczny jednak za tym nie nadąża, nie jest świadomy, jak wiele zdarzyło się w ciągu ostatnich kilkunastu lat – mówi Jaroszewicz. – Językoznawcy po sześćdziesiątce w większości pozostają na pozycjach z lat 90.

– A młodsi?

– Oni w większości popierają uznanie śląskiego.

Nie ma ścisłych kryteriów, które pozwalają oddzielić dialekt od języka. Max Weinreich powiedział, że język to dialekt, który ma armię i flotę. Gdyby istniała Rzeczpospolita Śląska, łatwo przyznano by, że istnieje język śląski. Na naszych oczach uznano istnienie mołdawskiego czy czarnogórskiego – tylko dlatego, że powstały takie państwa. Godka jest tymczasem językiem bezdomnym.

– Przeciwnicy mówią, że śląski nie jest skodyfikowany – mówię Jaroszewiczowi.

– Jest skodyfikowany w zadowalającym stopniu, żeby się komunikować, pisać książki – odpowiada. – Jeśli ortografia gwary podhalańskiej jest skodyfikowana w zeru procentach, a polskiego w stu procentach, to w przypadku śląskiego mamy 90 procent. Teraz kodyfikujemy gramatykę i leksykę.

Językoznawca Artur Czesak zwracał kiedyś uwagę, że polszczyźnie też to trochę zajęło: jeśli ostatnia poważna reforma ortograficzna miała miejsce w 1936 r., to licząc od Reja polski kodyfikował się 400 lat. Poza tym kodyfikacja nie jest warunkiem istnienia języka: spośród 6-7 tysięcy istniejących języków tylko 300 opatrzono w gramatykę, słownik i reguły pisowni.

Wejście do bramy podwórka przy ulicy Mariackiej w Katowicach. Październik 2022 r. / Fot: Arkadiusz Gola

Polska przechodzi na śląski

Dziś uznanie śląszczyzny popierają wszystkie siły parlamentarne poza PiS i Konfederacją. W budżecie na bieżący rok przewidziano na walkę o godkę 2 miliony złotych – to pierwsze w dziejach środki na śląszczyznę. Uznanie śląskiego przełożyłoby się w kolejnym roku na 300-400 milionów złotych, środki niemal w całości poszłyby na edukację. Śląski byłby fakultatywnie nauczany w szkołach, będzie można po śląsku zdawać maturę, tu i tam mogą pojawić się też dwujęzyczne nazwy miejscowości (w województwie opolskim, gdzie są już nazwy po niemiecku, nawet trójjęzyczne).

W przeszłości do Sejmu trafiło kilka projektów ustawy o uznaniu śląskiego – wszystkie przepadły. Czasem śląszczyznę nawet przeceniano. W stanowisku rządu wobec poprzedniego projektu stało np.: „Uznawanie istnienia kolejnych dialektów jako języków regionalnych mogłoby w rezultacie doprowadzić do paradoksalnej sytuacji, w której społeczeństwo Rzeczypospolitej Polskiej składałoby się wyłącznie z osób posługujących się odrębnymi językami regionalnymi bez istnienia narodowego języka ogólnego”. Ślązacy odpowiadali sarkastycznie: „Wszyscy Polacy nie przejdą chyba na śląski”.

– Dlaczego wtedy się nie udawało, a teraz ma się udać? – pytam posłankę KO Monikę Rosę, która złożyła projekt.

– Bo w międzyczasie coś przepracowaliśmy. Po pierwsze, wiele zadziało się na samym Śląsku, a później weszło do polskiego głównego nurtu. Po drugie, latami rozmawialiśmy, przekonywaliśmy kolejnych polityków. Aż wreszcie powstała masa krytyczna.

– A podczas rozmów z posłami opozycji? Godka budzi u nich negatywne emocje, pojawia się mantra: separatyści, folksdojcze?

– Emocje były parę lat temu, ale teraz już ich nie ma. Dziś temat kojarzy się z prawami człowieka, edukacją. Rozumieją, że trzeba to załatwić.

Język śląski po wojnie się upolitycznił. To język podejrzany, w którym knuli dziadkowie z Wehrmachtu. Obrósł stereotypami, którymi obrośli Ślązacy: że jeśli dać im palec, wezmą całą rękę, że Górny Śląsk przyłączy się do Niemiec – nawet jeśli z nimi nie graniczy. Kaszubi są bezpieczniejsi, jest ich mniej, ich inteligencja nie pisze publicznie: „pierdol się, Polsko” jak w 2013 r. Szczepan Twardoch, a do tego znacznie częściej wpisują swoją kaszubskość w polskość – tymczasem śląska tożsamość jest najmocniejszą tożsamością etniczną konkurencyjną wobec polskiej.

– A jeśli prezydent zawetuje ustawę?

– Wówczas będziemy szukać głosów, żeby odrzucić weto.

– Skąd je weźmiecie?

– Jako że idą wybory samorządowe, PiS może nie wprowadzić dyscypliny i część posłów poprze nasz projekt. Na prawicy też są zwolennicy godki – tłumaczy Rosa. – Jeśli jednak przed głosowaniem dojdzie do kolejnej eskalacji związanej np. z Pegasusem czy z Kamińskim i Wąsikiem, szanse będą mniejsze – śląski jest zakładnikiem bieżącej polityki.

Habitusowy tatuaż

Ale z tymi Ajschylosami i Tolkienami to nie takie proste. W szkole nie będzie nauczany śląski, którym się na co dzień posługujemy.

Lekcje śląskiego to szansa na zasypanie dziury, która zionie między śląszczyzną wysoką, literacką, a tym, jak się między sobą godo – ten ostatni wariant nazwijmy po naszymu. Deklarowanie posługiwania się śląszczyzną to często habitusowy tatuaż, deklaracja tożsamościowa. Wielu deklarujących posługuje się mieszanką śląskiego i polskiego, która za nic ma śląską gramatykę, wystarczy jej odrobina fleksji i garść leksyki. Takie rozdwojenie wykształciło się też w innych miejscach, gdzie długi czas żyły obok siebie dwa podobne języki, spośród których jeden był uprzywilejowany, np. w Ukrainie wywar z rosyjskiego i ukraińskiego nazwano surżykiem, a w Białorusi połączenie białoruskiego i rosyjskiego trasianką. W Ukrainie surżyk coraz bardziej ustępuje miejsca ukraińskiemu, ale na Śląsku najpewniej pozostaniemy z dwoma wariantami. Dalej będziemy mówić po naszymu, a nauka w szkole da młodym coś, czego nie mają starsze pokolenia: bierną znajomość śląszczyzny, umiejętność pisania i czytania. Dziś bowiem większość Ślązaków to analfabeci własnego języka. Potrafimy mówić po śląsku, po mówieniu przyjdzie czas na pisanie, a po pisaniu – może na myślenie.

To walka z czasem. Śląski szybko się polonizuje, spada liczba osób, które wynoszą śląszczyznę z domu. Np. taki ja – nie poznałem godki w dzieciństwie, choć jestem raptem drugim pokoleniem w rodzinie, dla którego nie był to pierwszy język. Uczyłem się go już w dorosłości, na komercyjnym kursie. A gdy próbowałem potem po śląsku mówić, wielokrotnie ze mnie kpiono. Uczyłem się godki, żeby zostać zaakceptowanym przez swoje plemię, a to mnie odrzucało, na ogół wyżej ceniąc ciężki akcent niż bogatą leksykę. Gdy przy piwie sięgałem po idiomy z podręczników, zwracano mi uwagę, że nikt tak nie mówi. Czułem wtedy, że śląskiego nauczyłem się „za dobrze”.

To wielkie wyzwanie stojące przed Ślązakami – zanim państwo uzna śląski za język, musimy uznać go sami w sobie. Gdyby tymczasem zapytać, czy śląski jest językiem, nie posłów, a śląskie społeczeństwo, wynik mógłby już nie być taki pomyślny. Podejrzewam, że Ślązacy w większości są agnostykami swojego języka. A spośród tych, którzy w jego istnienie wierzą, jest wielu wierzących, ale niepraktykujących.

Franciszek Kurzeja „Śląska rodzina”, rzeźba w węglu. / Ze zbiorów Małgorzaty Kamińskiej-Goli i Arkadiusza Goli.

Disco-hanysco

– Pisałeś kiedyś, że mówienie po polsku czy niemiecku to dla ciebie jak popis brzuchomówstwa: wydobywają się dźwięki, ale rytm serca nie pokrywa się z brzmieniem. I dopiero mówiąc po śląsku twoje „doświadczenie spotyka się ze słowami i myślami”. Co zyskamy na uznaniu śląskiego? – pytam prof. Zbigniewa Kadłubka. To autor przełomowych, pisanych po śląsku „Listów z Rzymu”, przekładuPrometeusza w okowach”, tłumaczący właśnie „Hamleta”, który po śląsku będzie wystawiony w Teatrze Śląskim.

– Idę ostatnio po Tauzenie, para przede mną rozmawia po śląsku. Zbliżam się, a oni milkną. Mijam ich i po chwili znów słyszę śląski. Chciałbym podejść i powiedzieć: „Jo tyż godom!”. Może gdy uznają śląski, ta para już nie zamilknie? – mówi.

– A dlaczego wówczas zamilkła?

– Wśród Ślązaków wciąż jest dużo lęku i wstydu. Ale nie jest tak, że gdy nas uznają, wstąpimy do nieba języka śląskiego. Chcemy być na równych prawach ze swoimi emocjami. W literackim polskim wielu emocji nie wyrażę. Język otwiera serce. Język to kwestia estetyczna, ale też etyczna. My się w swoim języku stajemy lepszymi ludźmi – mówi Kadłubek. – Ania ochrzania mnie, że kupuję za dużo bułek, ale ja mam małą piekarnię, gdzie sprzedawczyni mówi po śląsku i ja tak lubię tam przychodzić i mówić: „Trzi żymły”.

– Bo „trzi” lepiej się wymawia niż „dwie”.

– Tak. Wyśląszczając się tracę cząstkę siebie.

Sól ziemi

Ślązacy z roczników 80. wyzwolili się z poczucia wstydu, które towarzyszyło ich poprzednikom. Coraz odważniej włączają się w spór o kierunek rozwoju regionu.

Ja też czuję się lepszym człowiekiem po śląsku niż po polsku. Trudno to wyjaśnić. I wiem, że kluczowe jest wyzbycie się wstydu, nad czym sam pracuję. Jeśli śląski nie będzie dla ludzi atrakcyjny, możemy go pouznawać, ale co z tego, skoro nikt się go nie będzie chciał uczyć. Wielu Ślązaków wciąż widzi w śląszczyźnie to, co widzi wielu Polaków – gwarę nadającą się jedynie do prostych rozmów.

Ślązacy po wojnie musieli przyjąć barwy ochronne i w sferze publicznej zmieścić śląskość w etnograficznym gorsecie Barbórki, wulgarnych żartów i disco-hanysco. A gdy przyszła wolność, wielu zapomniało, że tylko udawali. Uznanie godki przez parlament da coś jeszcze: prestiż.

O to, czy uznanie godki to też kwestia etyczna, pytam Marcina Musiała – to on był autorem projektu ustawy, który Monika Rosa składała w Sejmie w latach 2018 i 2020.

– Śląski to pograniczne dzikie zwierzę, które zostało zranione przez czas, politykę, globalizację, i którego rany winno się opatrzeć z pobudek humanitarnych i etycznych – odpowiada. – Bliskie mi jest myślenie ekolingwistyczne, widzące języki jako część przyrody i ukazujące zagrożenie, które wywołuje unifikacja świata.

W wierszu „Ostatni sen Tevfika Esença” opisał on ostatniego użytkownika języka ubyskiego: „Beztōż gibko siodōmy do roboty, dykcjōnorz bydzie arkōm, na kiero wlezōm słowa-zwiyrzynta”. I dalej: „Kożōm gŏdać, już niy po naszymu, już ino po mojymu, chcōm mie słuchać, po jakiymu tak niyskoro”.

Rzeczywiście, XXI wiek to potop dla różnorodności. Arką dla Ślązaków jest ich język, a dla języka państwo jest kroplówką – na szczęście jeszcze nie defibrylatorem.

Następnie mniejszość

Gdy śląszczyzna zostanie uznana, Ślązacy stracą nimb dyskryminowanych buntowników. Romantyzm zmieni się w pozytywizm i na jaw wyjdzie, jak się przez te dekady przygotowaliśmy.

Nie raz słyszałem, że może i lepiej, żeby prezydent godkę zawetował. Twierdzenia, że język to kęs, którym się zadławimy – że do września 2025 r., gdy śląski miałby wejść do szkół, nie zdążymy przygotować nauczycieli, podręczników i podstawy programowej. Jak zawetuje – mówi się – to popracujemy jeszcze trochę, za dwa lata zmieni się prezydent, uzna godkę, a my będziemy już gotowi.

– Ale śląski w szkołach nie będzie tylko kursem językowym. To będzie edukacja regionalna z nauką języka – Rosa tłumaczy, dlaczego uznać godkę należy niezwłocznie. – Rozmawiałam o tym z ministrami Sienkiewiczem i Nowacką. Zależy im na tym, żeby w całej Polsce zatroszczyć się o edukację regionalną. Śląsk to początek.

W poprzedniej dekadzie emocje wielu Ślązaków – kombinacja dumy i wstydu, poczucie krzywdy, chęć obrony swojej kultury – wyrażały się w postulacie autonomii. Autonomia kilka lat temu trafiła do lamusa, dziś na sztandarach jest język, a po języku przyjdzie czas na uznanie Ślązaków za mniejszość etniczną. W Polsce narodowość śląską deklaruje blisko 600 tysięcy osób, ale państwo ignoruje ich istnienie.

– A dlaczego nie upomnieć się od razu o uznanie i języka, i mniejszości?

– Język przepracowaliśmy. U większości społeczeństwa i polityków nie budzi on już kontrowersji – mówi Rosa.

– A mniejszość?

– Jest zupełnie nie przepracowana, nawet na Śląsku ludzie nie myślą, że możemy być uznani za mniejszość etniczną. Jasne, możemy romantycznie złożyć ustawę o mniejszości i romantycznie ją przegrać. Lepiej uznać język, zacząć działać, a później oswoić ludzi z kolejnym tematem i za rok-dwa złożyć wniosek o uznanie mniejszości.

– To będzie kolejny cel?

– Tak.

Rozgrzewka

Walka o jak najszybsze uznanie śląskiego to walka o jego przetrwanie, a dziś przetrwanie śląskiego to warunek przetrwania śląskiej odrębności. Śląskowi grozi „wielkopolonizacja” – na przestrzeni kilku pokoleń Śląsk może rozpuścić swoją wyjątkowość w polskości i podobnie jak Wielkopolska pozostać jedynie z nieco bluźnierczą pamięcią i lokalną gwarą. Dziś język to główna cecha odróżniająca Ślązaków od Polaków, a tożsamości, cóż począć, opierają się na odróżnianiu się.

Ale uznanie śląszczyzny jest ważne również dla Polaków. Polska w latach 1939-1948 przeszła rewolucję demograficzną – z jednego z najbardziej wielonarodowościowych, wielokonfesyjnych i wielojęzycznych społeczeństw Europy stała się jednym z najbardziej jednolitych społeczeństw świata. Dyskusja o języku i mniejszości śląskiej to element trawienia tej rewolucji. Ślązacy swoim istnieniem zadają pytania fundamentalne dla przeżywania polskości, np. czy można być niepolskojęzycznym obywatelem Polski? Czy naród polski ma być wspólnotą etniczną, czy obywatelską? Są zębem, który choć boli, to nie sposób nie trykać go językiem. Ślązacy są wyzwaniem dla polskości, choć wyzwaniem łatwym – rozgrzewką przed integracją Ukraińców, a następnie kolejnych mniejszości.

– Gdyby ktoś powiedział ci 30 lat temu, że znajdziemy się w miejscu, w którym jako Ślązacy jesteśmy dziś, uwierzyłbyś? – pytam Kadłubka.

– To przerosło nasze, na pewno moje marzenia. Trwa śląska hossa, ale Ślązacy nie są ludźmi hossy. Mamy szpicę, fundament musimy dopiero położyć – mówi profesor. – Poza tym prawo się zmienia: może teraz dadzą nam język, a za cztery lata odbiorą? Pracujemy, a pracować potrafimy, ba, śpieszymy się nawet. Przed nami cudowna przygoda.

Zbigniew Rokita jest reporterem i dramaturgiem, laureat nagrody Nike, autor książek, m.in. „Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku” i „Odrzania. Podróż po Ziemiach Odzyskanych”. Stały współpracownik „TP”.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
89,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Dziennikarz zajmujący się Europą Wschodnią, redaktor dwumiesięcznika „Nowa Europa Wschodnia”. Autor książki „Królowie strzelców. Piłka w cieniu imperium”, Czarne 2018.  Za wydany w 2020 r. reportaż „Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku” otrzymał podwójną… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 12/2024

W druku ukazał się pod tytułem: W tym języku czuję się lepszym człowiekiem