Reklama

Ładowanie...

Nie odwiązujcie Odyseusza

Nie odwiązujcie Odyseusza

11.03.2016
Czyta się kilka minut
Prof. Marcin Matczak, prawnik: Obecna większość mówi, że Trybunał Konstytucyjny nie może sprzeciwiać się woli narodu. Ale kiedy ta większość robi coś niekonstytucyjnego, to też sprzeciwia się woli narodu – suwerena, który uchwalił konstytucję. Czy tamten naród był mniej ważnym suwerenem?!
Ogіoszenie wyroku Trybunału Konstytucyjnego ws. ustawy o TK, Warszawa, 09.03.2016 r. / Fot. Aleksandra Szmigiel-Wisniewska/REPORTER
P

PAWEŁ BRAVO: W zasadzie, że sędziowie TK podlegają tylko konstytucji widać jak na dłoni samoistność trzeciej władzy sądowniczej. To się zderza z intuicją, że źródłem całego ładu jest suweren zbiorowy. Teraz suweren właśnie zderza się z pewnymi aksjomatami.

PROF. MARCIN MATCZAK: Kiedy chcę to wyjaśnić, odwołuję się do amerykańskiego filozofa prawa Bruce'a Ackermana. Pokazał on, że w życiu społeczeństw istnieją dwa wymiary polityki. Polityka długofalowa, konstytucyjna i polityka zwykła, krótkofalowa. Suweren kształtuje te pierwszą w szczególnych momentach, zwanych momentami konstytucyjnymi. Może to być np. uzyskanie niepodległości, albo istotny przewrót, czy głębokie doświadczenie, takie jak pozbycie się kolonizatora. Suweren-naród spotyka się w tym momencie wokół projektu tekstu konstytucji i ustala pewnego rodzaju kierunki polityki, sposoby realizacji dobra wspólnego, pewien zbiór wartości, które długofalowo chce realizować, na przykład takich, jak ochrona godności człowieka. W ten sposób powstaje ustawa zasadnicza, której poziom akceptacji demokratycznej jest wyższy niż normalnych ustaw. Ackerman mówi, ze kiedy już polityka długofalowa zostaje wyznaczona, to wchodzimy w normalny tryb wyborczy, w zwykłe większości parlamentarne. Ta mniejsza większość ma prawo kształtować politykę zwykłą, ale w ramach polityki długofalowej.

W momencie konstytucyjnym, który dla Polski przypadł na rok 1997, suweren powołał organ, który ma pilnować, by ta polityka długofalowa była realizowana, tzn. aby polityka zwykła nie wykraczała poza ramy wyznaczone Konstytucją . Obecna większość, mówi, że Trybunał nie może sprzeciwiać się woli narodu. Ale kiedy ta większość robi coś niekonstytucyjnego, to też sprzeciwia się woli narodu: tego narodu, tego suwerena, który uchwalił Konstytucję. Czy mamy rozumieć, ze tamten naród, który uchwalił konstytucję był gorszym narodem, mniej ważnym suwerenem?!


CZYTAJ TAKŻE:

Michał Szułdrzyński: PiS zaostrza język i zapowiada, że nie ugnie się w sprawie Trybunału Konstytucyjnego, bo wie, iż nie panuje nad sytuacją.


Musimy zatem uszanować siebie sprzed dwudziestu lat...

Absolutnie tak. Aby to unaocznić, przywołam znaną metaforę Jona Elstera, wykorzystującą motyw mitologiczny: Odyseusza, słuchającego śpiewu syren, przywiązanego na swoje własne życzenia do masztu.. Odyseusz reprezentuje suwerena, który w momencie konstytucyjnym dobrowolnie każe się związać – w tym wypadku więzami jest konstytucja. Wie on bowiem, że może zdarzyć się sytuacja – symbolizują ją spotkanie z syrenami - gdy pod wpływem jakiejś potrzeby chwili, na przykład w wyniku pokusy populizmu będzie chciał działać całkowicie swobodnie. Taka pokusa może się pojawić w sytuacji spadków słupków poparcia, gdy trzeba pójść w populizm i coś ludziom dać: chleb bądź igrzyska. A zatem w momencie racjonalności, kiedy myśli długofalowo, Odyseusz stwierdza: „chcę się przygotować na ten moment, ustanawiam konstytucję jako więzy”. I daje swoim towarzyszom polecenie, ażeby kiedy zacznie szaleć i żądać odwiązania, ci go nie słuchali i tym samym utrzymali okręt (symbol państwa) na bezpiecznym kursie. Odyseusz nakazuje towarzyszom zatkać uszy woskiem. Ci towarzysze symbolizują sąd konstytucyjny, a zatkane woskiem uszy to symbol niezależności tego sądu. Nasz polski Odyseusz teraz krzyczy: „pozwólcie mi robić co chcę, nie stawiajcie mi barier”. Sąd konstytucyjny odpowiada na to: „sam powiedziałeś, że kiedy będziesz tego od nas żądał, to mamy być głusi na twoje prośby i w żadnym wypadku cię nie rozwiązywać”.

(…)

Na kompromis się nie zanosi, a więc co teraz?

Jestem patriotą konstytucyjnym i dla mnie sprawa jest jasna: legitymacja TK nie podlega dla wątpliwości. Wyjście z kryzysu polega na tym, żeby wylać zimną wodę na rozgrzane głowy polityków i powiedzieć sobie, że to jest próba przebicia głową muru, że zamiast likwidować recenzenta, trzeba tak uchwalać prawo, żeby ten recenzent go nie uchylał. Jeśli premier odmawia publikacji wyroku, to czeka nas eskalacja, która może zakończyć się tylko w razie dość mocnej presji międzynarodowej. Nam się narzędzia skończyły. Jeśli ktoś nie akceptuje wyroku najważniejszego sądu w kraju, którego orzeczenia są ostateczne, to rola prawa się skończyła. Jeśli ktoś lekceważy prawo, to mamy atak siły przeciwko prawu, a prawo z nagą polityczną siłą nigdy nie wygra.

Czy jest możliwa sytuacja, w której będziemy mieli chaos, zaczną powoli działać obok siebie dwa odrębne systemy prawa?

Dyskutowaliśmy kiedyś teoretycznie zagadnienie rozproszonej kontroli konstytucyjności. Mogłaby ona wyglądać tak: TK wydaje orzeczenia, publikuje je na swojej stronie, a sądy powszechne i administracyjne traktują poważnie te wyroki. Weźmy hipotetyczny przykład. TK uznaje niekonstytucyjność prawa o ruchu drogowym. Policjanci, którzy podlegają władzy wykonawczej dalej jednak nakładają mandaty. My nie przyjmujemy tych mandatów, idziemy do sądu. Ten zaś decyduje, na podstawie art. 8 ust 2 Konstytucji (który mówi o jej bezpośrednim stosowaniu): skoro zapadł wyrok TK, uchylam ten mandat. To miał na myśli prezes Rzepliński mówiąc kiedyś o 10 tysiącach sędziów konstytucyjnych. Sędziowie nie są wprawdzie nauczeni stosowania konstytucji, ale temu można zaradzić. TK mógłby zamienić się w edukatora: wydawałby wyrok, a jego uzasadnienie pisałby jako podręcznik stosowania tego wyroku przez sądy powszechne.

Mielibyśmy więc stan wojny między filarami władzy.

Paraliż Trybunału oznaczałby, że generałowie zostali pojmani i armia się rozpadła, a, ale walka partyzancka trwa. Jeżeli sędziowie sadów powszechnych poważnie potraktowaliby swoją rolę „zastępczych” sędziów konstytucyjnych, byłby to poważny problem dla władzy. 15 ludzi można bezpodstawnie oskarżyć o to, że nie pracują, ale nie 10 tys. ludzi. Oczywiście bądźmy realistami – taka zmiana nie dokonałaby się od razu. Wymagałoby to przeszkolenia władzy sądowniczej. Jeżeli jednak pan mnie pyta, czy w takiej sytuacji ja się zgadzam pro publico bono szkolić sędziów – odpowiadam bez wahania: tak. I wiem, że wielu moich kolegów postąpi podobnie. Trzeba wierzyć w etos prawników. Może się mylę, ale wierzę, ze nie ustaną protesty. Nacisk międzynarodowy i wewnętrzny bunt prawników mogą zmusić drugą stronę, żeby odpuściła. Sądownictwo konstytucyjne to straż pożarna demokracji. Nie możemy pozwolić na jej likwidację, bo nie wiadomo, ile jeszcze pożarów przed nami.

Marcin Matczak, prof. Uniwersytetu Warszawskiego profesor w Katedrze Filozofii Prawa i Nauki o Państwie UW, partner w Kancelarii Domański Zakrzewski Palinka. Członek zespołu ekspertów prawnych przy Fundacji im. Stefana Batorego.


CAŁA ROZMOWA W BIEŻĄCYM NUMERZE "TYGODNIKA POWSZECHNEGO" ORAZ TUTAJ >>>

  • ​Tadeusz Sławek: Zadaniem obywatelskiej polityki jest stworzenie przestrzeni, w której władza mogłaby się opamiętać. Jeżeli nie zechce, trzeba ją do tego zmusić.

Autor artykułu

Prawnik, profesor Uniwersytetu Warszawskiego i praktykujący radca prawny. Zajmuje się filozofią prawa i teorią interpretacji, a także prawem administracyjnym i konstytucyjnym. Prowadzi blog...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]