A więc tak może wyglądać nowe średniowiecze, pomyślałam sobie, kiedy dowiedziałam się o tej wymianie zdań. Oto osoba publiczna A, krytykując przeciwnika w publicystycznym zapale, użyła sformułowania „zachowywać się jak pies Pawłowa”.
Tę wypowiedź relacjonowała później osoba publiczna B, mówiąc, że „osoba A porównała człowieka do psa”.
Trudno odczytać to inaczej niż celowe przeinaczenie w złej wierze, ale takie traktowanie cudzych wypowiedzi jest niestety naszą smutną rzeczywistością od długiego czasu i nie o tym tu będzie mowa. Ważne jest to, co pozostało w wypowiedzi osoby B.
Dodajmy, że wykształconej i wygadanej, więc z pewnością świadomej, że „pies Pawłowa” to utarty frazeologizm dotyczący eksperymentu o odruchach warunkowych, a nie samego psa.
W oskarżeniu rzuconym przez osobę publiczną B nie ma znaczenia to, co naprawdę zostało powiedziane, w jakim kontekście, czy była to krytyka zasadna. To sprawy z innego, nowoczesnego porządku, a tu trzeba przyłożyć perspektywę myślenia magicznego.
Osoba B wyciągnęła z całej wypowiedzi jedynie „zniewagę symboliczną” dokonaną przy pomocy użycia słowa „pies”, które zinterpretowała obraźliwie, jakby był to staropolski „psubrat”.
Uraza symboliczna to jakby „skażenie przez kontakt”, trochę w myśl zasady magii zaraźliwej: co się ze sobą zetknie, pozostaje połączone na zawsze.
Czyli ponieważ adresat i metaforyczny pies znaleźli się w jednym zdaniu, to adresat jakby mocą klątwy stał się psubratem. Jest to zarzut absurdalny, ale by móc go odeprzeć, trzeba nauczyć się mówić i rozumować również w taki sposób.
Czym jest „nowe średniowiecze”
Umberto Eco, a potem Slavoj Žižek zaproponowali hipotezę „nowego średniowiecza”, czyli właściwości zglobalizowanego świata, które przypominałyby raczej dawne wieki niż rzeczywistość po oświeceniu.
Miałoby to dotyczyć nie tylko rozdrobnienia lojalności politycznych wewnątrz umownego wspólnego świata, przywiązania do rozdrobnionych tożsamości czy wzrostu znaczenia bytów innych niż państwa, ale także jednoczesnego funkcjonowania niekompatybilnych ze sobą modeli rozumienia świata.
W tym takich, które z oświeceniowym kryterium rozumu nie mają nic wspólnego i które można zbyć terminem „irracjonalne”.
Nie trzeba ich szanować, ale skoro istnieją w tym samym świecie, należy brać ich istnienie pod uwagę nawet dla własnego dobra – nigdy nie wiadomo, czy nie będziemy mieć z nimi do czynienia.
Nasze nowe średniowiecze zapowiada się przy tym na znacząco głupsze i gorsze od oryginalnego i obawiam się, że nie przyniesie nam nowej, powiedzmy, świętej Hildegardy. Bowiem w średniowieczu właściwym nadawca i odbiorca jakiegoś skrótu myślowego, rzeźby zdobiącej portal, ilustracji w manuskrypcie czy pieśni porozumiewali się mniej więcej tym samym kodem, opartym na znajomości Biblii, języku symboli czy elementach wiedzy starożytnej zachowanej w przekazie jeśli nie pisanym, to mówionym. I choć dzieła podlegały wówczas nieustannym, dość swobodnym remiksom, o czym ciekawie pisze Eco, to bazowy kod był ogólnie zrozumiały. Teraz zmierzamy raczej w kierunku płaskiej dosłowności i myślenia magicznego wykorzystywanego tylko instrumentalnie.
Czy rozumiemy jeszcze znaczenia przenośne?
Dzisiaj poczucie bycia „skażonym” przez związek frazeologiczny lub metaforę opiera się na tym, co Olga Tokarczuk nazwała literalizmem, czyli odmową rozumienia znaczeń przenośnych, symboli, ilustrowania poprzez przykład. Gdy poseł Kowalski głosił, że wyrażenie „nóż się w kieszeni otwiera” oznacza zapowiedź napaści bronią białą, to nie tylko testował możliwości udawania Greka czy popularnej dziś figury polityka-klauna. Zakładam, że prawdopodobnie nie poważa noblistki, ale postanowił uczyć się od swych wrogów, a to cenna umiejętność. I choć przeholował, to niestety prawdopodobnie miał trafne intuicje.
Literalizm – przemyślne, strategiczne udawanie, że się czegoś nie rozumie, przeinaczanie w celu udowodnienia, że ktoś podle ugodził nas w samo sedno naszego jestestwa i godności, ma przed sobą zapewne wielką przyszłość.
Osoba B z wyrażenia „pies Pawłowa” wyciągnęła jedynie „psa”. To jawnie urąga kompetencjom ludzkiego umysłu i wyobraźni „zwierzęcia symbolicznego”, jak człowieka określił filozof Ernst Cassirer. Jakby nie istnieli Ezop, Krasicki, średniowieczne bestiariusze i szereg przysłów, powiedzeń, porzekadeł, herbów, totemów, bajek i baśni. To część naszego bazowego oprogramowania, że umiemy stosować umowne analogie, w tym celu porównując się nie tylko np. do psa, mrówki, gdy jesteśmy pracowici, lub ptaka, gdy czujemy się wolni, ale także do roślin albo wręcz do bytów nieożywionych.
Możliwe zatem, że świat będzie „na nowo zaczarowany”, ale może zostać zaczarowany pokracznie, brzydko. Cóż jednak zrobić – trzeba sobie z tym radzić. Kiedyś istniała w internecie strona o nazwie „Wyjdź z domu, może na twoim podwórku nap… się magowie”. Aby umieć zwyciężyć w takiej konfrontacji, warto poczytać nowoczesne księgi. I zacząć np. od „Czystości i zmazy” Mary Douglas.

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















