Dostałaś niespodziewanie wolny dzień. Co z nim zrobisz?

Co człowiek dorosły może zrobić z darem laby, dajmy na to, w Bydgoszczy? Postanawiasz iść, gdzie nogi poniosą, i czekasz na zdarzenia jak z filmu.
Czyta się kilka minut
Olga Drenda // Fot. Grażyna Makara
Olga Drenda // Fot. Grażyna Makara

Dzisiaj ćwiczenie z wyobraźni. Pomyślmy sobie tak: wiesz, że masz z jakichś przyczyn zawodowych umówione spotkanie, wizytę, wydarzenie, na którym musisz stawić się osobiście. Aby tego dokonać, konieczne jest dotarcie, przyjmijmy, na 17 maja do Bydgoszczy (niniejsza opowieść nie może zatem dotyczyć Bydgoszczan – musicie podstawić w to miejsce inną miejscowość). 

Rezerwujesz ten dzień na wyprawę, kupujesz bilet, pakujesz niezbędne rzeczy, ustawiasz na koncie mailowym informację zwrotną: „w dniu dzisiejszym (tak, wiem, że podobno nie należy tak mówić, ale ja bardzo lubię to niezgrabne sformułowanie) będę mieć ograniczony dostęp do internetu, na wszystkie wiadomości odpowiem po powrocie”, i wychodzisz z domu. Bydgoszcz wzywa.

W drodze zaglądasz jeszcze raz do korespondencji, żeby coś sprawdzić, i wtem w umyśle twoim jaśnieje słońce. Z jakichś przyczyn w miejscu czerwca uparcie widziałaś maj. Spotkanie dopiero za miesiąc, a ty już siedzisz w pociągu do Bydgoszczy. Za późno, żeby wszystko odkręcić. Ludzie wiedzą, że tego dnia jesteś poza zasięgiem, i przygotowali się na to. Dostałaś w prezencie dzień.

Co z nim robić? W Bydgoszczy nikt na ciebie tego dnia co prawda nie czeka, ale czeka za to sama Bydgoszcz. Jesteś anonimowym człowiekiem, który całkiem przypadkowo i zupełnie bez celu znalazł się nad Brdą. Do tego masz doskonałe alibi. Nikt nie będzie ci przeszkadzać: w końcu jesteś bardzo zajęta obecnością na ważnym wydarzeniu! To jak wagary, tyle że niczego nie zmyślasz. Przecież jeszcze chwilę temu sama byłaś przekonana, że to prawda. 

A teraz masz cały gratisowy dzień w nieznanym ci wcześniej mieście. To tak niebywałe w dzisiejszych czasach, że wręcz każe się spodziewać, by zdarzyło się coś niezwykłego, jak z filmu. Gdyby ludzie częściej płacili gotówką, patrzyłabyś pod nogi w poszukiwaniu stuzłotówek. Jeśli na ulicy nie podejdzie do ciebie ktoś i nie zaoferuje rady, która zmieni twoje życie, chyba będziesz rozczarowana. Dzień powszedni, lecz świąteczny. 

Na razie czujesz oszołomienie niespodziewaną chwilową wolnością. Co człowiek dorosły może zrobić z darem laby? Postanawiasz iść, gdzie nogi poniosą, i – jak głosił stary neon, poznać piękno ziemi bydgoskiej. 

Siadasz nad wodą, zwierzasz się z czegoś ślicznej betonowej rybce patrzącej na budynek opery. Idziesz na długi spacer w mało turystyczne rejony, które zainspirowały komiks „Osiedle Swoboda”, i przy okazji zażywasz sportu wspinając się pod górkę. Dzisiaj oczywiście okolice te wyglądają zupełnie inaczej niż w czasach komiksowych, a dla ciebie – ze względu na niemalże wakacyjne okoliczności, w których tu trafiasz – zaczynają kojarzyć się z innymi miastami, w których musiałaś wchodzić ostro pod górkę. Bukareszt, Lizbona, Bydgoszcz.

Nikt nie wie, kim jesteś, więc trochę więcej ci wolno. Masz na sobie czapkę niewidkę. Kupujesz ciasto marchewkowe i zjadasz je, siedząc na murku. Cieszysz się ze wszystkiego w sposób trochę durny, ale jak mawiał Zajączek Szare Uszko: „zawsze to, że jestem żywy, jest dla mnie wesołe”. A to rzadka chwila, gdy można poczuć się naprawdę żywym: będąc sobie. Nawet marnowanie czasu w internecie, bo i to robisz, nabiera jakby innego smaku. 

Nie dzieje się ostatecznie nic przełomowego. Twoje oczy nie krzyżują się ze wzrokiem przyszłej miłości twojego życia ani nie wygrywasz na loterii. Spędziłaś dzień na chodzeniu i rozglądaniu się dookoła. Mimo to powracasz do domu z poczuciem dokonania niegroźnego i bardzo satysfakcjonującego małego naruszenia. Powiedzmy – psoty.

To mogłaby być też zupełnie inna miejscowość, dajmy na to – Gorzów albo Skierniewice. Każda z nich ma przecież swoje niepozorne czary. Oczywiście wiem też, że nie w każdych okolicznościach zawodowych taka sytuacja byłaby możliwa. W niektórych pracach prawdopodobnie ktoś skrupulatny wcześniej by wyprowadził cię z błędu i uniemożliwił tę wyprawę w samym zarodku. Ale bywa, że się zdarza. Wiem, bo kiedyś pojechałam o dwa tygodnie za wcześnie do Bydgoszczy.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 22/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Psota