Najgorsze ze zwierząt

Wydźwięk serialu Netfliksa „Nasza planeta” to raczej „damy radę” niż „czeka nas zagłada” – choć to drugie jest bardziej prawdopodobne.

06.05.2019

Czyta się kilka minut

 / NETFLIX
/ NETFLIX

Modrogrzbiecik tęposterny, czarno-niebieski ptaszek żyjący w lasach Ameryki Południowej, opracowuje skomplikowaną choreografię. Angażuje kolegów jako tancerzy tła i zwołuje ich na próby, żeby w końcu wykonać układ przed samicą i w napięciu czekać na werdykt. Nagrodą za występ jest stosunek, trwający dokładnie dwie sekundy.

Lamprologus callipterus, ryba występująca tylko w jeziorze Tanganika, pracowicie zbiera pyszczkiem puste muszle i układa je w wielki stos, który ma zachęcić partnerkę do złożenia jaj. Nie zauważa, że za każdym razem, gdy odpływa w poszukiwaniu nowych okazów, jego kopiec się zmniejsza: inny samiec wykrada muszle do swojej budowli i wygrywa rywalizację.

Różowe flamingi brodzą w tęczowym jeziorze na skraju afrykańskiej pustyni. Gdy woda wyparowuje z solniska, zaczynają morderczy bieg do nowego źródła. Jedno z piskląt nie daje rady: chwieje się na nóżkach oblepionych bryłami soli, przewraca i podnosi. Walczy, choć nie ma szans.

Takich rozdzierających, zadziwiających i zachwycających scen są w „Our Planet” setki. Ośmioodcinkowy serial przyrodniczy, wyprodukowany dla Netfliksa przez organizację ekologiczną WWF i renomowane brytyjskie studio Silverback Films, pokazuje „wciąż jeszcze istniejące cuda natury i wyjaśnia, w jaki sposób możemy chronić zarówno ludzi, jak i przyrodę”.

Sen wełniaczka

Powstawał cztery lata, w 50 krajach i na siedmiu kontynentach. Pracowało przy nim 600 osób, ale w powszechnej świadomości będzie kojarzyć się tylko z jednym nazwiskiem: sir David Attenborough. Uwielbiany przez widzów BBC 92-letni autor legendarnych serii przyrodniczych został wybrany na lektora, żeby swoim auto­rytetem wzmocnić siłę przekazu. W polskiej wersji językowej zastępuje go Krystyna Czubówna, która wprawdzie nie była jak Attenborough gwiazdą ostatniego szczytu klimatycznego, ale za to o motylach i słoniach czyta najpiękniej.

Każdy odcinek skupia się na innym ekosystemie – dżunglach, pustyniach czy głębinach oceanów – pokazując ostatnie miejsca na Ziemi nietknięte ręką człowieka. Przedstawia charakterystyki terenu, fauny i flory, śledzi zadziwiające łańcuchy pokarmowe i strategie przetrwania. A jednocześnie wciąż przypomina, że nawet te enklawy przyrodniczej równowagi i różnorodności są zagrożone. Narracja przechodzi od szczegółu do ogółu: najpierw widzimy nietoperza wełniaczka z Borneo, który układa się do snu w kielichu kwiatu dzbanecznika i zostawia w nim odchody, zapewniając roślinie niezbędny do życia nawóz, następnie słyszymy morał: „Takie relacje potrzebowały milionów lat, by się rozwinąć, a wiele może zniknąć w ciągu dziesięciolecia”.

Nachalny dydaktyzm i powtarzalność scenariusza można by uznać za wadę, gdyby traktować serial wyłącznie w kategoriach artystycznych. Ale przecież nie mamy do czynienia z dziełem dla koneserów, tylko z projektem edukacyjnym, mającym dotrzeć do jak najszerszej widowni, złożonej przede wszystkim z ludzi, którzy naszą planetą do tej pory się raczej nie przejmowali. Główny reżyser przyznał w wywiadzie, że mierzy w miliardową widownię.

Przekaz o globalnym ociepleniu potrzebuje globalnego medium, obecny w 190 krajach Netflix wydaje się więc stworzony dla tego projektu. A jednocześnie rozmach, z jakim nakręcono „Naszą planetę” – te wszystkie zbliżenia makro i plany totalne, ujęcia z lotu ptaka i spod wody, w zwolnionym i w przyspieszonym tempie – sprawia, że aż wstyd oglądać ten serial na małym ekranie.

Skok morsa

Widzowie, którzy traktują zmianę klimatu tak, jak na to zasługuje, czyli śmiertelnie poważnie, mogą mieć do „Naszej planety” pretensje, że to raczej baśniowa pogadanka niż alarmistyczny manifest. Bo zamiast powiedzieć wprost, że żyjemy w epoce szóstego wielkiego wymierania gatunków i zostało nam 12 lat, aby ocalić planetę przed katastrofą, lektor mówi spokojnie: „Po raz pierwszy w historii ludzkości równowaga w przyrodzie nie może być brana za pewnik. Jednak natura jest odporna na atak i wciąż potrafi nas zaskoczyć. A z naszą pomocą planeta może się odrodzić”. Zamiast wzywać do walki ze zwyrodniałym modelem kapitalizmu i własnymi nawykami konsumpcyjnymi, zachęca do odwiedzenia strony internetowej WWF. Zamiast ujawniać hipokryzję rządów zblatowanych z korporacjami, podaje przykłady miejsc, w których udało się przywrócić zagrożone populacje.

Nie znaczy to, że w scenariuszu nie ma zatrważających danych. Są w każdym odcinku, choć dawkowane ostrożnie: „W ciągu ostatnich 50 lat fauna i flora zmniejszyła się średnio o 60 procent”, „Lodowce zawsze wypuszczały lód do oceanu, ale teraz dzieje się to prawie dwa razy szybciej niż 10 lat temu”, „Filipiny straciły 90 procent lasów deszczowych”, „Ławice ryb zostały zdziesiątkowane. Jedna trzecia przestała już istnieć”.

Jeszcze bardziej do wyobraźni i sumienia przemawiają niepokojące obrazy, np. biały szkielet wymarłej rafy koralowej czy pełne rozpaczy oczy umierających z pragnienia bizonów. Najbardziej wstrząsający jest fragment z morsami odpoczywającymi u wybrzeży Rosji. Oglądamy sto tysięcy cielsk stłoczonych na jednej małej plaży. Leżą tam nie dlatego, że lubią, ale dlatego, że muszą: w wyniku zmian klimatycznych zniknęły szerokie połacie lodu, na których odpoczywały. Niektóre w poszukiwaniu wolnego miejsca wspinają się na osiemdziesięciometrowy klif. A gdy zgłodnieją, nieświadome wysokości i niemające innego wyjścia, rzucają się do morza. Ujęcia w zwolnionym tempie pokazują, jak ważące tonę zwierzęta bezwładnie obijają się o skały i dogorywają. W swoim traumatycznym potencjale ta scena równa się chyba tylko z wcześniejszymi sekwencjami polowania na pingwiny: bezlitosnymi oprawcami okazują się foki i orki.

Mimo wszystko, wydźwięk „Naszej planety” to raczej „świat jest piękny” niż „świat jest straszny”, raczej „damy radę” niż „czeka nas zagłada”. I choć to ostatnie jest bardziej prawdopodobne, trzeba zrozumieć wybór twórców. Nazbyt okrutny przekaz skłaniałby raczej do przerwania odtwarzania niż radykalnej zmiany zachowań. Ludzie nie należą do odważnych zwierząt i zazwyczaj wolą uciekać od stworzonych przez siebie problemów, niż się z nimi mierzyć. ©℗

NASZA PLANETA (Our Planet), serial dokumentalno-przyrodniczy, reż. Alastair Fothergill, prod. Wielka Brytania 2019.

Czytaj także: W co się bawić: Marek Rabij o Netfliksie

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Absolwentka dziennikarstwa i filmoznawstwa, autorka nominowanej do Nagrody Literackiej Gryfia biografii Haliny Poświatowskiej „Uparte serce” (Znak 2014). Laureatka Grand Prix Nagrody Dziennikarzy Małopolski i Nagrody „Newsweeka” im. Teresy Torańskiej,… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 19/2019