Czwartek 8 sierpnia 2024 roku był jednym z najbardziej groteskowych dni w najnowszej historii Królestwa Hiszpanii.
Właściwie zaczęło się już w środę, gdy swój powrót do kraju zapowiedział były premier Katalonii, od siedmiu lat mieszkający w belgijskim Waterloo, dokąd uciekł po zorganizowaniu nielegalnego referendum niepodległościowego i gdzie utworzył „rząd Katalonii na uchodźstwie”. Gdy tylko Carles Puigdemont ogłosił w mediach społecznościowych, że mimo ciążącego na nim nakazu aresztowania pojawi się jako poseł na głosowaniu wotum zaufania dla nowego rządu autonomii, na nogi została postawiona katalońska policja.
Zamknięto barceloński park Ciutadella, w którym znajduje się siedziba parlamentu, przeszukano piwnice budynku i kanały, a także zabarykadowano drzwi łączące parlament z ogrodem zoologicznym (tak się składa, że najbliższymi sąsiadkami katalońskich posłów są – jak zauważył portal Politico – hieny).
W czwartek rano, na godzinę przed posiedzeniem, Puigdemont w obstawie współpracowników pojawił się pod pobliskim Łukiem Triumfalnym, gdzie z flagami niepodległej Katalonii czekał na niego kilkutysięczny tłum zwolenników (według straży miejskiej – 3,5 tys. osób, według organizatorów – 10 tys.). Wygłosił pięciominutowe przemówienie ze słowami: „Przybyłem tu, żeby im przypomnieć, że ciągle tu jesteśmy. Ciągle tu jesteśmy, bo nie mamy prawa się poddać”. Parafrazował w ten sposób słowa „Już tu jestem”, wypowiedziane przez legendarnego premiera Katalonii Josepa Tarradellasa po powrocie z trwającego 38 lat wygnania. „Niech żyje wolna Katalonia!” – wykrzyknął Puigdemont przed zejściem ze sceny. Wzięty pod ramię przez swojego adwokata, zniknął za przepierzeniem z białego kartonu. I tyle go widziano. Uciekł jak Harry Houdini.
Katalońska policja uruchomiła operację „Klatka”, przećwiczoną w czasie zamachu terrorystycznego z 2017 roku. Obstawiono drogi wyjazdowe z miasta i granicę z Francją, ustalono numery rejestracyjne dwóch samochodów, którymi mógł odjechać Puigdemont, zatrzymano też dwóch funkcjonariuszy, którzy mieli pomóc w ucieczce. Ale jak na razie byłego premiera nie odnaleziono.
Tymczasem w parlamencie zgodnie z planem – lecz bez Puigdemonta – odbyło się posiedzenie, na którym udzielono wotum zaufania nowemu premierowi. Został nim przeciwny niepodległości regionu Salvador Illa z rządzącej Hiszpanią Partii Socjalistycznej. Utworzenie jego mniejszościowego rządu stało się możliwe po trzech miesiącach negocjacji. Kluczowe było poparcie udzielone przez niepodległościową partię ERC (konkurencyjną wobec ugrupowania Puigdemonta), która wynegocjowała dla Katalonii m.in. nowe zasady finansowania.
Według lipcowego badania katalońskiego instytutu opinii publicznej 40 proc. Katalończyków opowiada się za niepodległością, a przeciw jest aż 53 proc. – najwięcej, odkąd w 2015 roku zaczęto prowadzić sondaż.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















