Daj dziecku patyk, zabierz do lasu. Niech go dotknie

Kontakt z naturą pozwala odnaleźć drogę do samego siebie, a spacery między drzewami mogą wręcz zadziałać jak naturalny antydepresant. Opowiedzmy o lasoterapii.
Czyta się kilka minut
Naturalna terapia japońska Shnrin Yoku // Fot. Herrmann Agentur / Alamy / B&EW
Naturalna terapia japońska shinrin-yoku // Fot. Herrmann Agentur / Alamy / B&EW

To był kolejny rok pracy bez dłuższego urlopu, byłam tak zestresowana i przemęczona, że sam widok maila od kierownika doprowadzał mnie do łez. Czułam, jak w gardle rośnie mi gula, a w klatce piersiowej pojawia się ucisk, kiedy dyrektor oddziału na zebraniach mówił, że musimy pracować jeszcze więcej, bo wyniki lecą w dół. W myślach odliczałam lata do emerytury, bałam się jednak, że jak tak dalej pójdzie, to jej nie doczekam – opisuje Luiza, pracownica działu sprzedaży w znanej warszawskiej korporacji.

Luiza mieszka na Białołęce, do pracy dojeżdża czterdzieści minut. Przenieśli się z mężem z ciasnego mieszkania w bloku do szeregówki. Teraz dzieci mają swoje pokoje, pies – mały ogródek, a ona może pić kawę na tarasie. Luiza podkreśla, że jest modelowym przykładem generacji „słoików”, bo choć skończyła niedawno czterdzieści lat, rodzice wciąż podrzucają jej bigos, pierogi i kiszone ogórki. Przyjechała do stolicy z Radzynia Podlaskiego, żeby studiować prawo, i zachłysnęła się wielkomiejskim gwarem.

Spacery w puszczy jak japońskie kąpiele leśne shinrin-yoku

Od tego czasu minęło jednak dwadzieścia lat. Codzienna gonitwa, kredyt na dom, dojrzewanie córek. No i praca, w której wszystko jest na wczoraj. Zabrakło czasu na elementarną refleksję. – Byłam wyczerpana, marzyłam o tym, żeby zniknąć, wciąż bezmyślnie skrolowałam ekran telefonu. Ale to właśnie wtedy trafiłam na informację o terapii leśnej, a tydzień później pojechałam do Puszczy Kampinoskiej na spacer z przewodnikiem. Po tej wycieczce wracam z mężem do lasu przynajmniej raz w miesiącu. Nauczyłam się kontaktu z przyrodą, a to pozwala mi nie tylko odpocząć od miasta, ale w ogóle nabrać dystansu do problemów – opowiada.

Adam Markuszewski, do którego trafiła Luiza, od 2015 r. organizuje w puszczy wędrówki nawiązujące do japońskich kąpieli leśnych shinrin-yoku. Ale już wcześniej zauważył, że kontakt z naturą uspokaja, a wchodzenie w głąb lasu pozwala zajrzeć także w głąb siebie. Choć las od wieków stanowił bardzo ważne środowisko dla człowieka, jego terapeutyczną rolę odkryli i opisali dopiero japońscy naukowcy pod koniec XX wieku. To oni również zainicjowali metodę shinrin-yoku, która nie polega na pływaniu w leśnym stawie, ale na świadomym chodzeniu po naturalnym rezerwacie lub puszczy, otwieraniu kolejnych zmysłów i zanurzaniu się w atmosferze miejsca.

Pierwszy ośrodek terapii powstał w 1982 r. w pradawnym lesie Akasawa w Japonii. Kraj ten posiada 68 proc. powierzchni pokrytej lasami, zarazem aż 90 proc. populacji mieszka w miastach. Co prawda panujący tu od dziesięcioleci kult pracy przyczynił się do ogromnego rozwoju kraju, ale doprowadził jednocześnie do kryzysu więzi społecznych i zjawiska karoshi, czyli śmierci z przepracowania. Zdjęcia Japończyków zasypiających z przemęczenia na dywanie w biurze czy na posadzce tokijskiego metra stały się symbolem wyzysku i podporządkowania jednostki korporacjom, kosztem rezygnacji z własnych potrzeb.

Nerwy w las. Jak działa lasoterapia

To właśnie menadżerowie i biznesmeni dużych firm jako pierwsi dostali lekarskie recepty z zapisem: „Pół godziny spaceru po lesie, raz w tygodniu”. Wcześniej jednak wzięli udział w badaniu naukowym prowadzonym przez doktora Qinga Li z Nippon Medical School w Tokio. 

Okazało się, że dwie godziny spędzone w lesie z bioróżnorodnym środowiskiem doprowadziły do znacznego obniżenia poziomu kortyzolu i ciśnienia krwi u badanych, ale także do wzrostu ich odporności. Qing Li badał aktywność tzw. komórek NK (natural killers), odpowiadających za wykrywanie i niszczenie m.in. komórek nowotworowych. Po kąpielach leśnych liczba limfocytów NK wzrastała o połowę, a podwyższona odporność utrzymywała się nawet do trzech tygodni.

Lasoterapia stała się popularna nie tylko w Japonii, gdzie prowadzi się różnorodne zajęcia terapeutyczne, ale także w Korei Płd. i USA, coraz częściej jest również obecna w Europie. W Polsce korzystny wpływ przyrody na człowieka opisała dr Katarzyna Simonienko – psychiatra, założycielka Centrum Terapii Leśnej, autorka książek „Lasoterapia” i „Nerwy w las”.

– Leśne powietrze ma inny skład od tego, którym oddychamy w miastach. Jest tu więcej tlenu, mniej związków siarki, a rośliny wydzielają fitoncydy zwiększające naszą odporność. Do tego kolor zielony działa kojąco na ośrodkowy układ nerwowy, a słuchanie głosów natury relaksuje i odpręża – wylicza korzyści autorka „Lasoterapii”.

Katarzyna Simonienko jest certyfikowanym przewodnikiem kąpieli leśnych i specjalizuje się w ekopsychiatrii. Niedawno wróciła z Japonii, gdzie uczyła się medycyny lasu, bo to jedyny obok Kanady kraj, który rozwija taką specjalizację, pozwalającą wydawać pacjentom zalecenia w postaci tzw. zielonych recept.

– W Kanadzie lekarz może wypisać pacjentowi roczny bilet do parku narodowego – opowiada dr Simonienko. – Ja sama przekonałam się w praktyce psychiatrycznej, że kontakt z naturą ma ogromne znaczenie w leczeniu depresji, nerwic i innych chorób cywilizacyjnych, takich jak otyłość. Pacjenci mówią, że skupiając się na obserwacji np. ptaków, mają mniej myśli natrętnych, co potwierdzają też badania znanego polskiego psychiatry dr. hab. Sławomira Murawca. Oczywiście lasoterapia nie może zastępować farmakologii czy psychoterapii, może być tylko trzecim filarem leczenia – zaznacza Simonienko.

W „Lasoterapii” czytamy: 

„Poszukaj miejsca, które szczególnie ci się podoba, rozejrzyj się i zastanów, co przyciąga twoją uwagę, pomyśl o swoich zmysłach jak o bramie lub mostach, przez które piękno może wędrować ze świata zewnętrznego do twojego świata wewnętrznego”. 

Simonienko zachęca, by odbierać las wszystkimi zmysłami, także przez dotyk, warto więc w sprzyjających warunkach zdjąć buty i poczuć pod stopami ściółkę, przytulić się do drzewa. Doświadczyć dotyku mchu lub kory.

– Zawsze żyłam blisko natury. Wychowałam się w domu z ogrodem, gdzie stały stare lipy, zajmowałam się też fotografowaniem przyrody w Puszy Białowieskiej. W moimi mieszkaniu i w gabinecie jest dużo roślin. Wiem, że ludzie nie zawsze mogą wyjechać do lasu, dlatego bardzo ważne jest zapraszanie zieleni do miast. Dobrym przykładem jest Białystok, gdzie jest dużo drzew, a parki są wkomponowane w przestrzeń osiedli – opisuje Simonienko.

Leśne warsztaty uruchamiają wszystkie zmysły 

„Gość w dom, Bóg w dom”, słowa te słyszała często Małgorzata Anna Charyton, która wychowała się w Puszczy Knyszyńskiej. Dom rodzinny stał pół kilometra od wioski, więc spotkanie z drugim człowiekiem było dla niej ważnym przeżyciem. 

– W kąpielach leśnych chodzi o szeroko pojmowaną bliskość, więc grupy nie mogą być zbyt duże, żeby uczestnik otrzymał ode mnie odpowiednią ilość uwagi – tłumaczy Charyton. – Warsztaty nastawione są na tzw. multisensorykę, dlatego staramy się uruchomić wszystkie zmysły. Jednak aktywność jest dobrowolna, goście otrzymują tylko „zaproszenia” do kolejnych ćwiczeń, a ja im oferuję zaufanie i akceptację. Rozumiem też, jeśli odczuwają dyskomfort, gdy np. proszę, by ktoś podał innej osobie rękę.

Małgorzata Anna Charyton, z wykształcenia przyrodniczka i antropolożka medyczna, prowadzi portal turystyczny Moc Podlasia. W uzdrowisku Supraśl oferuje warsztaty łączące kąpiele leśne, ziołolecznictwo i wiedzę o medycynie ludowej. Pokazuje, jak bardzo kultura wpływa na nasze zdrowie. Antropologię medyczną łączy też z psychologią.

– Kiedy pojechałam na studia, zauważyłam, że inni chodzą po lesie jak po chodniku i zupełnie nie zauważają tego, co się w nim dzieje. Rozmawiają o polityce, ostatnio obejrzanym filmie, choć w tym samym czasie mają wokół siebie tyle żyjątek robiących niezwykłe rzeczy. Mnie las natychmiast absorbuje, zmysły wychwytują najdrobniejsze szczegóły. I dlatego mogę pokazać uczestnikom warsztatów stworzenia chowające się blisko nas, wyjaśnić, co i dlaczego robią. To pozwala bardziej zbliżyć się do natury, a taka bliskość wzbudza miłość, daje spokój i równowagę wewnętrzną – wyjaśnia Charyton.

Kąpiele leśne, które prowadzi w Puszczy Knyszyńskiej, trwają około trzech godzin. Przewodniczka lubi zaczynać warsztaty nad wodą, potem prowadzi grupę przez różne typy lasu, by na koniec dotrzeć do hamaków – kiedy zamyka spotkanie sesją relaksacyjną, efekt regeneracyjny jest mocniejszy.

Nie strasz dziecka lasem

Wiele osób boi się lasu, i nie chodzi tylko o kleszcze, które możemy przynieść równie dobrze z miejskiego parku. Lasem straszy się nas i w dzieciństwie, i w życiu dojrzałym. To tam czeka na nas Baba Jaga, wilki i zbóje; las jest też scenerią dla horrorów i kryminałów. Nic dziwnego, że potem boimy się tej „dzikiej” natury.ea

– Pamiętam starszego pana, który nie był w lesie od wielu lat. Przyszedł na życzenie żony, zaczął od marudzenia i narzekania. Po trzech godzinach był odmieniony i zapewniał, że teraz to on będzie ciągnął żonę do lasu – wspomina Jacek Gawroński, prowadzący kąpiele leśne w Nadleśnictwie Gryfino. 

To tam, w Puszczy Bukowej, powstała pierwsza w Polsce ścieżka edukacyjna shinrin-yoku, zaopatrzona w tablice z opisem tego, na czym warto skupić się podczas spaceru. Gawroński zainspirował do tego pracowników nadleśnictwa, gdy wrócił z Wielkiej Brytanii z kursu kąpieli leśnych.

– Chodzimy po lesie za szybko, musimy zwolnić tempo. Warto wyłączyć telefon lub zostawić go w aucie, otworzyć zmysły i skupić się na obrazach i zjawiskach obecnych w naturze. Las to naturalny antydepresant – zapewnia Gawroński. – W grupach mam czasem ludzi zalęknionych, ale nigdy nie lekceważę ich obaw. Wiem, że jeśli założą odpowiednie obuwie, strój i zastosują środki odstraszające owady, nie mają się czego obawiać.

Chodzenie po lesie pod okiem certyfikowanego przewodnika kosztuje od 35 do 150 zł. Ceny zależą od metod i narzędzi, które wykorzystują mentorzy. Polskie Towarzystwo Kąpieli Leśnych i Terapii Leśnej publikuje na swojej stronie mapę – wystarczy kliknąć i pojawia się telefon lub adres mailowy przewodnika w danej okolicy.

– Pamiętajmy jednak, że lasy są w Polsce za darmo, podobnie rezerwaty przyrody, taki spacer nic nie kosztuje, można zresztą robić to w miejskim parku. Można też wędrować z certyfikowanym przewodnikiem i praktykować kąpiele leśne pod okiem fachowca, który pomoże oswoić lęki i doświadczyć pełnego kontaktu z przyrodą – tłumaczy ideę lasoterapii Gawroński.

Leśne przedszkola

Lęk przed naturą najlepiej oswoić w dzieciństwie. Jednak wielu rodziców w obawie przed chorobami, kleszczami i dzikimi zwierzętami nie tylko nie jeździ na takie wycieczki, ale jeszcze ogranicza aktywność dzieciom na podwórkach, pod blokiem czy w parku (tu straszy się je ludźmi). Tymczasem przebywanie w domu, w zamkniętym pokoju z tabletem czy smartfonem niesie większe zagrożenia.

Odpowiedzią na odseparowanie dzieci od środowiska naturalnego są leśne przedszkola, których idea (wychowanie poprzez kontakt z naturą) narodziła się w Danii w 1952 r. Zapoczątkowała ją Ellla Flatau, wychodząc na codzienne spacery z dziećmi do lasu. Z czasem znalazła swych naśladowców w całej Europie; w Polsce funkcjonuje trzydzieści leśnych przedszkoli, w których dzieci mają stały kontakt z przyrodą, a dzięki przebywaniu na świeżym powietrzu poznają cykliczność natury, kształtują w sobie zachowania proekologiczne, ćwiczą wytrzymałość.

Zabawa w lesie rozwija wyobraźnię i uczy kreatywności – w przedszkolach nie ma tradycyjnych zabawek, a maluchy korzystają z kącika konstruktorskiego, gdzie operują narzędziami. Mają saperki, taczki ogrodowe albo zużyte garnki, które świetnie nadają się do zabawy. Dzieci przeżywają prawdziwe przygody wspinając się na drzewa czy budując bazy w krzakach. To uczy wspólnoty i dlatego m.in. Fundacja Sztuka Przetrwania rozpoczęła akcję „Daj dziecku patyk zamiast smartfona”. Dlaczego patyk? Bo to najlepsza zabawka, można z niej zrobić wszystko, można się o niego pokłócić, a potem pogodzić. No i nie ma dwóch takich samych patyków.

– Dzieci są bardzo aktywne, potrzebują dużo uwagi, chcą biegać i eksplorować przestrzeń wokół siebie, dlatego las jest dla nich doskonałym miejscem do nauki kreatywności i rozwijania wyobraźni. Kiedy dostają ode mnie lupę, przyglądają się własnej skórze, potem obserwują kolegę, badają strukturę liścia i kory na drzewie. Dlatego wielu przewodników w Polsce organizuje spacery i kąpiele leśne skierowane specjalnie dla dzieci lub dla rodzin, a podczas wycieczek wykorzystuje narzędzia takie jak kostki z rysunkami, które pozwalają dzieciom lepiej zrozumieć procesy zachodzące w lesie. Ale kontakt z naturą to też kluczowa sprawa w życiu dorosłego człowieka, dzięki niej możemy lepiej zrozumieć siebie, warto więc uczyć się takiej uważności już w dzieciństwie – uważa Adam Markuszewski.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 30/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Daj dziecku patyk