Świat pławi się w energii ekstrawertycznej. Na zmianę się nie zanosi

Tym, którzy pracują w korpo, funduje się szkolenia typu „Jak zaczarować tłumy” czy „Strategiczna obecność w kanałach społecznościowych”. Choć przydałoby się „Jak zajmować mniej miejsca?”.
Czyta się kilka minut
Natalia de Barbaro // Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Wyborcza.pl
Natalia de Barbaro // Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Wyborcza.pl

Osobiście bardzo lubię Homo sapiens. Fascynuje mnie różnorodność ludzkich osobowości; to, że nie ma dwóch identycznych przedstawicieli naszego gatunku. Są jednak pewne wymiary, w które psychologowie próbują tę różnorodność wpisać. Jednym z najlepiej udokumentowanych podziałów jest ten na introwertyków i ekstrawertyków.

Dla porządku – oraz na wypadek, gdybyście nie postawili sobie jeszcze w tej sprawie  autodiagnozy: ekstrawertyk często mówi i myśli w tym samym momencie; introwertyk potrzebuje mieć przemyślane, zanim powie. Ekstrawertyk często nawiązuje wiele krótkich kontaktów, introwertyk woli mniej relacji, ale głębszych. 

Ekstrawertyk śmiało zajmuje przestrzeń w rozmowie, introwertyk wchodzi w przestrzeń społeczną znacznie ostrożniej. Zmęczony ekstrawertyk mówi: „jestem wykończony, potrzebuję iść na imprezę!”. Zmęczony introwertyk mówi: „jestem wykończony, potrzebuję pobyć sam”. Dla niezdecydowanych jest jeszcze trzecia wersja – ambiwersja (trochę tego, trochę tego).

Uruchamianie odtwarzacza...

Oba typy mają swoje, jak mawia mój przyjaciel, zady i walety. Świat potrzebuje dnia i nocy, lata i i zimy, ekstrawersji i introwersji. Dobrze byłoby, gdyby obie energie pozostawały w równowadze. Ale tak nie jest. Świat bowiem obecnie pławi się w energii ekstrawertycznej. I nie zanosi się w tej sprawie na zmianę.

Jest trochę tak, jakby uznano, że introwertyk to taki ekstrawertyk, któremu nie wyszło. Niechby więc podciągnął się chociaż na tróję z minusem! Świat próbuje w tym pomagać. Tym, którzy pracują w korpo, firmy fundują szkolenia typu „Jak zaczarować tłumy”, „Asertywne przywództwo” czy „Strategiczna obecność w kanałach społecznościowych”.

No właśnie. Kanał! I do tego społecznościowy. Tu na scenę wkracza nowy bóg-którego-nikt-nigdy-nie-widział: Algorytm. Czymkolwiek jest ta bestia, nie da się jej odmówić zachłanności. Doświadczają jej zwłaszcza ci, którzy pracują w wolnych zawodach. Np. Bogu ducha winne utalentowane autorki i autorzy książek, którzy chcieli sobie spokojnie siedzieć przy biureczkach po babci i pisać – a tymczasem są przez potencjalnych wydawców pytani o zasięgi.

Niektórzy nie rozumieją pytania. Zasięgi? Ale że co? Czy mam zasięg? Tak, ja panią dobrze słyszę! Albo nauczycielki jogi, które chciały się szkolić z jogi, a nie z tego, jak robić rolki pod tytułem „dwie minuty dla kręgosłupa”, czy ogrodnicy, którzy zamiast przycinać rododendron, kręcą filmiki na tle nieprzyciętego rododendronu! Świat stał się sceną, na której jest za mało miejsca, ale ci, którzy woleliby siedzieć na widowni, wypychani są na środek tej sceny.

A przydałyby się nam szkolenia od introwertyków dla ekstrawertyków. Np. „Jak zajmować mniej miejsca?”, „Jak polubić bycie w pojedynkę?”, „Jak przestać perorować, kiedy przy stole siedzi ktoś jeszcze?”, „Jak nie zapchać znajomym pamięci w telefonie zdjęciami z podróży?”.

Introwertycy mają swoje sekrety i, zgodnie ze swoją dyskretną naturą, nie dzielą się nimi. Ale ja, osobiście ambiwertyczna, znam te sekrety i uchylę rąbka tajemnicy. Np. introwertyk prawie nigdy ekstrawertykowi nie powie, że po półtorej godziny spotkania towarzyskiego chętnie zostałby już sam. Że nawet dla niego, często umiejętnego słuchacza, słuchanie przez trzy godziny non stop o czyichś przygodach i osiągnięciach to za dużo. Że nie będzie karczował sobie drogi w dżungli monologów podczas zebrania zespołu, chociaż on akurat ma doświadczenie w temacie, a  monologujący perroryści – nie bardzo.

Liczne badania potwierdzają, że ci, którzy mówią więcej, głośniej i pewniej, nie mają więcej do powiedzenia niż ci, którzy mówią mniej, ciszej i z większym wahaniem. Nie potrzeba zresztą na to badań: wystarczy chwilę pożyć i posłuchać. W Świętej Księdze obiecywano, że cisi posiądą ziemię – jak do tej pory jednak żadne znaki na ziemi ani na niebie tego nie zwiastują. Jesteśmy więc skazani na swoje niedoskonałe narzędzia – rozum, zmysł obserwacji, wgląd w siebie i intuicję, która może podpowiedzieć nam, że warto słuchać tych, którzy potrafią milczeć.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 22/2026

W druku ukazał się pod tytułem: W oparach ekstrawersji