Ludzie rzeki. Reportaż z peruwiańskiej Amazonii

Ich domem jest amazoński las. Ponieważ jest on wciąż ofiarą wycinek i przemysłowych zanieczyszczeń, muszą walczyć o jego ochronę. Nasza autorka spotkała się z aktywistami i leśnymi przewodnikami z Peru.
z peruwiańskiej Amazonii
Czyta się kilka minut
Rzeka Marañón - jedna z głównych rzek Peru i najważniejszych dopływów Amazonki. Peru, 19 lutego 2024 r. // Fot. Magdalena Bartczak
Rzeka Marañón - jedna z głównych rzek Peru i najważniejszych dopływów Amazonki. Peru, 19 lutego 2024 r. // Fot. Magdalena Bartczak

Pierwszą rzeczą, która uderza po dotarciu do Iquitos, to ciężkie tropikalne powietrze. Wydaje się oblepiać ciało i spowalniać ruchy, wymaga stopniowej adaptacji.

Stolica peruwiańskiej Amazonii

Rzecz druga to dekadencka atmosfera tego dziwnego miasta, rozłożonego na wydartym puszczy kawałku ziemi. Iquitos, stolica peruwiańskiej Amazonii, pełne jest smutnej elegancji zamierzchłego świata. Nad szerokimi alejami i podniszczonymi bulwarami wznoszą się podupadłe pałace, wille i warsztaty. Większość powstała pod koniec wieku XIX, w czasach świetności, którą przyniósł wtedy wielki popyt na kauczuk, tutaj pozyskiwany.

W prawie półmilionowym mieście dominują chaos i zgiełk. Należy ono do tych miejsc, które mogą szybko zmęczyć. Mnóstwo tu głośnych motocykli, autobusów i tuk-tuków, popularnych trójkołowych pojazdów.

Wystarczy jednak opuścić jego granice – wsiąść na łódź lub jedyną dostępną drogą przejechać kawałek na zachód – aby przenieść się do innej rzeczywistości. Tuż za przedmieściami odsłoni się amazońska selwa: dzika i nieprzewidywalna, gęsta od zapachów i dźwięków. Kraina z pogranicza jawy i snu, w której bije serce Ameryki Południowej.

Miasto Iquitos - stolica peruwiańskiej Amazonii. Peru, 15 lutego 2024 r. // Fot. Magdalena Bartczak

 „Ekologiczny Nobel” dla peruwiańskiej aktywistki

Peruwiańska Amazonia jest ponad dwa razy większa od Polski: rozciąga się na obszarze ponad 780 tys. km2. Zamieszkana jest przez 51 rdzennych grup etnicznych. Jedną z nich jest Kukama-Kukamiria. Jej nazwa w wymierającym języku kukama oznacza „Ludzie Rzeki”.

Dawniej było to plemię nomadów, którzy wędrowali po dorzeczu Amazonki w poszukiwaniu żywności. W pewnym momencie osiedli, zamieszkując po części w lasach dzisiejszej Kolumbii i Brazylii, a po części po stronie peruwiańskiej. Dziś ich społeczność w Peru liczy 15 tys. ludzi. Żyją przede wszystkim w osadach wokół Marañón – głównej odnogi Amazonki, której potężna rdzawa wstęga łączy andyjskie doliny z amazońskimi lasami.

W jednej z takich wiosek żyje kobieta, o której niedawno usłyszał świat: Mari Luz Canaquiri Murayari. Pod koniec kwietnia niepozorna 57-latka o uśmiechniętym spojrzeniu za zasługi na rzecz rzeki Marañón otrzymała Nagrodę Goldmanów.

To najważniejsze wyróżnienie w dziedzinie ochrony środowiska, zwane „ekologicznym Noblem”. Co roku dostaje je kilkoro laureatów – tym razem trafiło też m.in. do tunezyjskiej naukowczyni Semii Gharbi i mongolskiego aktywisty Batmunkha Luvsandasha.

Podczas ceremonii w San Francisco Mari Luz Canaquiri Murayari mówiła wzruszona: „My, kobiety z ludu Kukama-Kukamiria, istniejemy i stawiamy opór w obronie przyrody oraz naszego terytorium. Rzeki są dla nas czymś świętym, łączą przyszłe i przeszłe pokolenia. Stanowią też źródło życia dla wszystkiego, co istnieje wokół”.

Tłumacząc swoje motywacje, przyznała, że po prostu podąża drogą przodków, robi coś, co do niej należy. Troszczy się o miejsce, które jest dla jej społeczności całym światem.

Osada 20 de Enero. Peru, 17 lutego 2024 r. // Fot. Magdalena Bartczak

Mari Luz Canaquiri Murayari wierzy, że jej bliscy, którzy odeszli, umarli dwa razy. Po raz pierwszy, gdy opuścili ziemski wymiar, a ich duchy, karuara, zamieniły się w podwodne stworzenia i zamieszkały w okolicznych rzekach. Po raz drugi, kiedy wody tych rzek zaczęły się wypełniać ropą.

Wycieki z ropociągów to zmora Amazonii

Do wycieków ropy z rurociągów dochodzi w peruwiańskiej Amazonii od dawna. Za co najmniej jedną trzecią z nich odpowiada Petroperú – państwowe przedsiębiorstwo, do którego należą trzy rafinerie i system rurociągów NorPeruano, od 1970 r. ciągnący się m.in. przez puszczę amazońską.

Z danych peruwiańskiego Ośrodka Praw Człowieka (Coordinadora Nacional de Derechos Humanos) wynika, że od końca lat 90. XX w. zarejestrowano 474 potężne wycieki, które doprowadzały do zatrucia wód i gleb toksynami oraz metalami ciężkimi, m.in. ołowiem, rtęcią i arszenikiem.

Wycieki oznaczały katastrofę dla ekosystemu, ale też katastrofę humanitarną: nad rzekami w peruwiańskiej Amazonii żyje ponad 660 tys. ludzi uzależnionych od ich zasobów. Większość z nich należy do rdzennych plemion, które pozostają najuboższą, najbardziej marginalizowaną częścią społeczeństwa.

Kobiety przeciwko Petroperú

Jeden z większych wycieków do rzeki Marañón miał miejsce w 2000 r. Kilka miesięcy wcześniej Canaquiri Murayari utraciła wuja, którego duch, zgodnie z wierzeniami jej ludu, zamieszkał w głębinach rzeki.

Wtedy to, w poczuciu rosnącej desperacji, postanowiła działać. W 2001 r. założyła organizację Huaynakana Kamatahuara Kana (w języku kukama: Pracujące Kobiety). Początkowo należało do niej kilka członkiń, dziś skupia mieszkanki kilkunastu wiosek.

Wspólnie prowadzą kampanie informacyjne, wywierają naciski na lokalne władze, aktywizują kobiety w działania na rzecz przyrody. A przede wszystkim: organizują sprzeciw wobec działań Petroperú i obojętności rządzących.

W 2022 r. organizacja kobiet Kukama-Kukamiria – z pomocą prawników, wspierających ją księży i kilku organizacji pozarządowych – wniosła pozew przeciw przedsiębiorstwu naftowemu. Adresatami pozwu byli też m.in. Ministerstwo Ochrony Środowiska, Ministerstwo Energii i Górnictwa oraz władze amazońskiego regionu Loreto.

Organizacja złożyła też petycję, aby nadać rzece Marañón osobowość prawną i uznać jej znaczenie dla kultury ludu Kukama-Kukamiria, a także jej prawo do istnienia, swobodnego przepływu, życia wolnego od zanieczyszczeń i dalszego pełnienia swojej kluczowej roli w ekosystemie.

Walka nie była łatwa. „Czułam, że chcieli mnie zmusić do milczenia” – mówiła Canaquiri Murayari w jednym z wywiadów dla peruwiańskiej prasy. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Petroperú złożyły przeciw jej organizacji skargę karną, żądając, by zapłaciła grzywnę w wysokości 100 tys. soli (ok. 100 tys. zł).

Pierwsza rzeka w Peru uzyskała osobowość prawną

Choć skarga została oddalona, potężni adwersarze zdołali zasiać strach i niepewność wśród członków społeczności. Canaquiri Murayari czuła, że te metody działania były nieuczciwe – że jej organizacja nie miała przecież złych intencji, walczyła po prostu o lepsze życie dla swoich dzieci i wnuków.

Wreszcie, po niespełna dwóch latach, sąd regionalny regionu Loreto wydał werdykt. Pozytywny. Tym samym Marañón, jako pierwsza rzeka w Peru, uzyskała osobowość prawną. Zgodnie z tym historycznym rozporządzeniem każda próba naruszenia jej dobra jest odtąd traktowana tak, jakby chodziło o naruszenie praw człowieka.

W swoim orzeczeniu sąd nakazał też podjęcie działań związanych z zapobieganiem przyszłym wyciekom i wdrożenie planu ochrony ekosystemu. Oraz uznanie ludu Kukama-Kukamiria za prawowitych strażników rzeki Marañón.

Ekolodzy z Ameryki Łacińskiej żyją w zagrożeniu

Mimo korzystnego rozstrzygnięcia, laureatka Nagrody Goldmanów nie czuje ulgi. Wie, że większość zarządzeń sądu istnieje na razie tylko na papierze. Jest też krytyczna wobec obojętności instytucji i państwa – przede wszystkim wobec rządzącej od dwóch i pół roku prezydentki Diny Boluarte.

Mari Luz Canaquiri Murayari uważa, że Boluarte nie sprzyja rdzennym mieszkańcom i przymyka oko na zniszczenia w Amazonii. Odbierając Nagrodę Goldmanów, mówiła: 

„Władze kryminalizują naszą działalność, zamiast nas wspierać. Jesteśmy w naszej walce osamotnieni. I wielu z nas, broniąc naszego terytorium, płaci za to najwyższą cenę”.

Zagrożenie, o jakim mówiła, jest w Ameryce Łacińskiej czymś permanentnym: bycie obrońcą przyrody należy tu do profesji podwyższonego ryzyka. Region ten od lat jest najniebezpieczniejszym miejscem na świecie dla działaczy na rzecz środowiska i klimatu.

Według opublikowanego w maju 2025 r. raportu organizacji Front Line Defenders, w zeszłym roku przemoc wobec aktywistów klimatycznych eskalowała na całym świecie, ale jej wzrost był największy właśnie w krajach latynoskich. W Ameryce Łacińskiej miało miejsce 80 proc. wszystkich udokumentowanych zabójstw popełnionych na tym tle.

Wedle tego raportu, od stycznia do grudnia 2024 r. zamordowano w tej części świata 257 obrońców przyrody. Państwem, które już po raz siódmy otwiera niechlubną czołówkę, jest Kolumbia (157 ofiar), a na kolejnych miejscach są Meksyk, Gwatemala, Brazylia i Peru.

Próby kryminalizacji działań obrońców przyrody

Raport Front Line Defenders uwzględnia też inne rodzaje przemocy, jak pobicia, porwania i pogróżki. Wskazuje też na charakterystyczne dla niektórych latynoskich państw zaangażowanie grup przestępczych w niszczenie przyrody – głównie w nielegalne górnictwo, masowe wycinki i karczowanie ziem pod nielegalne uprawy.

To właśnie w Ameryce Łacińskiej najbardziej widoczna jest także bezczynność władz, które często nie egzekwują praw chroniących aktywistów, a nawet same wspierają tych, którzy stoją po stronie niszczycieli.

Co więcej: próby kryminalizacji działań obrońców przyrody, których doświadczyła Canaquiri Murayari, stają się coraz powszechniejszym procederem. Według zeszłorocznego raportu Global Witness, w ostatnich latach zaczęło przybywać zarzutów wobec osób pracujących lub protestujących pokojowo na rzecz ochrony przyrody – również w Amazonii.

Rezerwat „Las Luster”

Gdy o te zagrożenia pytam jednego z moich przewodników po amazońskich lasach, Segunda Guerrę, przyznaje on, że sytuacja nie jest dobra. Ale uważa, że i tak lepsza niż kiedyś: – Teraz mamy więcej możliwości działania, ale też reagowania. Dużo więcej mówi się o przypadkach przemocy, częściej alarmuje. Kiedyś one przechodziły bez niczyjej uwagi. Nadal są jednak problemem, z którym się mierzymy.

Segundo Guerra, podobnie jak Mari Luz Canaquiri Murayari, należy do społeczności Kukama-Kukamiria. Przyszedł na świat pośrodku lasu deszczowego leżącego na terenie Parku Narodowego Pacaya Samiria.

To największy obszar chroniony w Peru, czwarty pod względem wielkości w Ameryce Południowej. Liczy ponad 20 tys. km2 (to mniej więcej tyle co Słowenia). Jego nazwa pochodzi od dwóch przecinających go rzek: Samirii, która jest dopływem Marañón, oraz rzeki Pacaya, dopływu Ukajali.

W ich falach odbija się zieleń dżungli i bezkres nieba. Jak mówi Segundo, dlatego rezerwat Pacaya Samiria zwany jest „lasem luster” (selva de los espejos): płynące przez park rzeki i ich dopływy sprawiają, że jest to najrozleglejszy obszar lasu łęgowego w Amazonii.

Żyje tu wiele gatunków ssaków, m.in. delfiny różowe, pumy, jaguary, kapibary, leniwce i wyjce, a także co najmniej 330 gatunków ptaków, 150 gatunków gadów i płazów. To miejsce o jednej z największych bioróżnorodności na Ziemi.

Przewodnicy po parku Pacaya Samiria i zarazem jego rdzenni mieszkańcy - po lewej na zdjęciu Segundo Guerra. 19 lutego 2024 r. // Fot. Magdalena Bartczak

Turystyka na własnych warunkach

Region Pacaya Samiria stał się terenem chronionym w 1972 r., na kilka lat przed narodzinami Segunda Guerry. Mężczyzna śmieje się, że jest niemal równolatkiem miejsca, w którym się urodził, i w którym spędził pół życia: to wioska 20 de Enero (czyli 20 stycznia), nazwana tak od daty swojego założenia.

Segundo skończył tu szkołę podstawową, a do średniej pływał codziennie, wraz innymi dziećmi ze wsi, do nieco większej pobliskiej osady. Potem wyjechał do Iquitos. Tam studiował turystykę i marketing. Od kilku lat prowadzi własną agencję turystyczną. Pracuje jako przewodnik i zatrudnia swoich sąsiadów z 20 de Enero i okolicznych wiosek. Jak twierdzi, cała turystyka w Pacaya Samiria opiera się na pracy jej rdzennych mieszkańców.

– Jestem dumny, że możemy pokazywać turystom naszą piękną krainę. I że robimy to na własnych warunkach – opowiada Segundo z satysfakcją. – Członkowie naszych społeczności brali udział w szkoleniach, uczyliśmy się, jak dobrze wykorzystywać zasoby naszych lasów i rzek bez szkodzenia im.

– Wspólnie z pracownikami parku wypracowaliśmy też zasady działania – dodaje. – Na jego teren nie mają wstępu „obce” agencje, a przewodnikami mogą być tylko osoby, które tu żyją. Korzystają na tym i przyjezdni, i mieszkańcy, którzy mają pracę. I czują się bezpiecznie.

Spokój amazońskiego lasu

Wstęp do parku Pacaya Samiria jest ograniczony. Nie można tu wpłynąć na własną rękę, bez pozwolenia wydanego przez strażników. Ci na bieżąco monitorują sytuację, mają dzienne i nocne patrole na łodziach. W straży parku pracują 64 osoby, a poza tym, jak mówi Segundo, pilnują go też sami mieszkańcy. Dodaje, że na terenie rezerwatu są wytyczone trasy, którymi można się poruszać.

Segundo: – Do większości parku wstęp jest zakazany. I tylko mieszkańcy mogą wchodzić w głąb lasu. Gdy przywozimy turystów, wędrują pod naszym nadzorem. Znamy to miejsce od podszewki, większość z nas spędziła tu całe życie.

Segundo żyje dziś między rodzinną wioską a Iquitos, gdzie ma biuro. Nie wyobraża sobie, by mieszkać na stałe w hałaśliwym mieście. Tęskniłby za bliskością rzeki, w której rano można się kąpać, po południu popłynąć w odwiedziny do sąsiadów, a wieczorem łowić ryby. Za spokojem lasu, który jest, jak mówi, jego jedynym prawdziwym domem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 24/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Ludzie rzeki