Od 112 lat ta najsłynniejsza na Wyspach Brytyjskich wystawa ogrodnicza jest „lustrem” swoich czasów. Co mówi nam dziś? Jakie są trendy w ogrodnictwie?

Dzisiaj ogrodnik musi się dostosować, radzić sobie i z suszą, i z ulewą. I nic nie może się marnować. To przesłanie tegorocznej wystawy Chelsea Flower Show, najbardziej w Wielkiej Brytanii prestiżowego pokazu ogrodów.
z Londynu
[ zdjęcia ]
Czyta się kilka minut
Judi Dench z sadzonką drzewa z Sycamore Gap na wystawie Chelsea Flower Show. Wielka Brytania, 20 maja 2024 r. // Fot. Wicek Sosna
Judi Dench z sadzonką drzewa z Sycamore Gap na wystawie Chelsea Flower Show. Wielka Brytania, 20 maja 2024 r. // Fot. Wicek Sosna

Avebury to angielska wioska w hrabstwie Wiltshire. Domki z kamienia, drewniane ganki oplecione różami, strumyk i staw, okrągły wiekowy gołębnik, a także rezydencja z XVI stulecia Avebury Manor: całość wygląda urokliwie, jak plan nostalgicznego filmu. Jednak głównym powodem, dla którego w to niedzielne przedpołudnie wieś zapełnia się przybyszami, jest krąg prehistorycznych kamieni. To on i inne pozostałości kamiennych konstrukcji datowanych na 2,8 tys. lat p.n.e. ściągają tu turystów, pasjonatów historycznych zagadek i poszukiwaczy kosmicznej energii.

Wielu z nich zajrzy też do Avebury Manor i otaczających ją pięknych ogrodów. Lub raczej kiedyś tak było, bo od stycznia rezydencja jest zamknięta – powódź, wywołana przez obfite zimowe opady, zalała parter i ogród. Zdjęcia ukazują zabytkowe meble w wodzie.

OGRÓD ODRODZONY | Do takich gwałtownych podtopień dochodziło ostatniej zimy, wyjątkowo deszczowej, w wielu miejscach Brytanii. Następnego dnia w Londynie, na corocznym pokazie ogrodów RHS Chelsea Flower Show, miałam zobaczyć, że na ten sygnał ostrzegawczy nie pozostali obojętni ich projektanci. O ile w poprzednich latach triumfy święciły ogrody pełne roślin odpornych na suszę, teraz ukazywano, jak radzić sobie z nadmiarem wody. Lub oboma problemami.

Na razie jednak w Avebury widzę, że choć renowacja Avebury Manor trwa, to ogród już się odrodził po styczniowej katastrofie. – Wszystko rośnie nawet lepiej – zdradza pracownik National Trust, organizacji, która opiekuje się tym miejscem. – Może to przez nawozy, które woda powodziowa wypłukała z sąsiednich pól?

Ogród w Avebury Manor podzielony jest kamiennymi murami na „pokoje”, z których każdy ma inny charakter. Jest „pokój”-sad, jest ogród warzywny. Rabaty wzdłuż muru niedługo zaczną pachnieć lawendą. Na razie rozkwitły tymianek i inne zioła, korzystające z ciepła magazynowanego w kamiennych ścianach. Kwitną jaśminowce, głóg i złotokap.

Inne rośliny się nie spieszą, lato dopiero się zaczyna. W jednym z „pokoi” ustawiono pod drzewami leżaki. Można tu poczuć spokój angielskiej wsi.

CAŁY TEN ZGIEŁK | Poniedziałkowy ranek w Londynie, oddalonym o 80 mil, wygląda już inaczej. Szczyt, korki, spieszące się tłumy. Gorączkowo jest na Sloane Square, gdzie wysiadam z metra, i na ulicach prowadzących do Tamizy, gdzie jest jedno z wejść na Chelsea Flower Show. Właściciele okolicznych sklepów jak zawsze włączają się w to ogrodnicze święto – dekorują je kwiatami. Przez kolejne dni kwiatami będzie żyć cała dzielnica, a relacje z wystawy będą śledzić w telewizji miliony miłośników ogrodnictwa.

Zanim jednak Flower Show otworzy się dla publiczności, zaprasza media i osobistości ze świata kultury. To tzw. Press Day. Po południu niemal wszyscy zostaną wyproszeni, by ogrody w spokoju mogła obejrzeć rodzina królewska. Już tego pierwszego dnia na terenach otaczających Royal Hospital Chelsea – to utworzony w XVII w. dom opieki dla weteranów, którzy na wystawie zjawią się w swoich czerwonych mundurach – jest tłoczno.

Jednak to nic w porównaniu z tym, co następuje w kolejnych pięciu dniach. Co roku wystawę odwiedza ponad 160 tys. osób, którzy wypijają 50 tys. kaw i herbat, 32 tys. pint pimmsa (popularnego koktajlu na bazie ginu) i 10 tys. kieliszków szampana.

Ogród World Child Cancer's Nurturing Garden. Przy jego tworzeniu wykorzystano tylko naturalne materiały, wykonując wszystko ręcznie. Wystawa Chelsea Flower Show. Wielka Brytania, 20 maja 2024 r. // Fot. Wicek Sosna

ZIELONE ZASADY | Niezależnie od tej pogoni za celebrytami, fantazyjnych kapeluszy i ekstrawaganckich garniturów – to, co się dzieje na Chelsea, jest istotne dla ogrodnictwa. Tu testuje się trendy i rozwiązania, prowokuje dyskusje. Coraz więcej też odpowiedzialności wobec środowiska: dziś każdy zgłoszony na pokaz projekt ogrodu musi przejść tzw. zielony audyt. Organizatorzy sprawdzą, jakie materiały zużyto, czy ograniczono np. cement, czy rośliny gwarantują bioróżnorodność (i są tego efekty, ślad węglowy ogrodów na tegorocznej Chelsea zmniejszono o 28 proc.).

W tym roku po raz pierwszy przyznano nagrodę RHS Environmental Innovation Award: docenia projektantów i wykonawców, którzy przy budowie ogrodu zminimalizowali wpływ na środowisko. W wyróżnionym ogrodzie, World Child Cancer's Nurturing Garden, wykorzystano tylko naturalne materiały (ziemia, glina, drewno), nie ma cementu i plastiku. Podczas prac nie korzystano z narzędzi elektrycznych, wykonując wszystko ręcznie.

Przy tym ogród jest piękny: pomarańczowe i brązowe odcienie terakoty kontrastują z łagodnymi, niemal srebrzystymi zieleniami ziół i roślin odpornych na suszę. Problem podlewania rozwiązano przez system tradycyjnych glinianych pojemników zwanych ollas, które dostarczają wodę bezpośrednio do korzeni (tak oszczędza się do 70 proc. wody).

W PRAKTYCE | Jest też coś jeszcze: po wystawie każdy z ogrodów na Chelsea musi trafić w konkretne miejsce. Lub, jeśli to niemożliwe, jego elementy i rośliny muszą zostać zagospodarowane w innych ogrodach. Praktykowano to już wcześniej, teraz to obowiązek. Projektanci muszą dostosować się nie tylko do terenu na wystawie, ale i miejsca późniejszego przeznaczenia. Wybrać rośliny, które przetrwają nie tylko show, ale i kolejne lata.

Robert Myers, projektant ogrodu St James’s Piccadilly: Imagine the World to be Different, potraktował to niemal dosłownie: przedstawił nie tylko ogród, który później trafi, jak wskazuje nazwa, na dziedziniec anglikańskiego kościoła St James’s na Piccadilly w centrum Londynu, ale też repliki fragmentów otaczających go kościelnych ścian. Otwarty dla osób w potrzebie, będzie jedną z zielonych oaz tak potrzebnych w wielkim mieście.

– Ważne, aby w praktyce żyć tak, jak wierzymy, a nie tylko głosić o tym kazania. I pokazać ludziom, że możemy sprawić, iż świat będzie lepszy – mówi mi z pasją wielebna Mariama Ifode-Blease. – Wspieramy ludzi z różnych środowisk, bezdomnych, uchodźców. Dbamy o środowisko.

Istotnie, St James’s Piccadilly był pierwszym miejskim kościołem wyróżnionym nagrodą Gold Eco-Church. Na dachu ma panele. Wydawane są tam posiłki dla bezdomnych, uprawiane warzywa i ratowane tony jedzenia, które inaczej zostałoby zmarnowane.

Ogród w Chelsea też jest zrównoważony: wykorzystano cegły z recyklingu, a rośliny są odporne na zmiany klimatu. Są też rośliny ruderalne, np. wyka i gwiazdnica pospolita – takie, jakie wyrosły w ruinach kościoła, gdy został zbombardowany w czasie II wojny światowej. Przypominają, jak z ziarenka odradza się życie.

Darryl Moore w swoim ogrodzie Chelsea Repurposed na wystawie Chelsea Flower Show. Wielka Brytania, 20 maja 2024 r. // Fot. Wicek Sosna

Z ODZYSKU | Jeśli chodzi o ideę recyklingu, najdalej posunęli się Darryl Moore i Toby Magee. Ich ogród nazywa się Chelsea Repurposed, co można przełożyć jako „Chelsea Przerobiona”. Nie tylko powstał z recyklowanych materiałów, ale jego elementy już były na pokazach, wykorzystywane w ogrodach innych projektantów, jak np. stalowe kolumny i betonowe ławki. Inspirowana islamem fontanna o gwieździstym kształcie w centrum ogrodu też jest znana – w 2018 r. pojawiła się w ogrodzie The Lemon Tree Trust, zaprojektowanym przez Toma Masseya. Latami leżała w magazynie, by teraz znów trafić do Chelsea.

Teraz fontannę otaczają pokruszony beton, cegły i piasek, pozyskane ze zburzonych budynków. W tym na pozór nieprzyjaznym podłożu dobrze odnalazły się jednak kocimiętka, szałwia, oregano, tymianek i werbena. Brutalność betonu i stali łagodzą trawy, jak drżączka.

Chelsea Przerobiona to nie pierwszy taki ogród. – Zaczęło się w 2013 r. od projektu ogrodu Remix Garden – mówi mi projektant. Tamten ogród – instalacja na nabrzeżu Tamizy w Londynie – powstał właśnie z remiksu elementów innych ogrodów.

– Zasoby świata są ograniczone. Musimy wykorzystywać to, co dostępne. Wielu młodych projektantów nie stać też na zamawianie nowych elementów. Czemu nie mogliby używać tych, które leżą w magazynach? – tłumaczy Moore. Jest dumny, że – jak mówi – w jego ogrodzie „nie ma ani jednej nowej rzeczy”.

Meteorolożka Laura Tobin w ogrodzie Flood Re. Wystawa Chelsea Flower Show. Wielka Brytania, 20 maja 2024 r. // Fot. Wicek Sosna

NA SUSZĘ I ULEWY | Wśród ogrodników dużo mówi się dziś o konieczności oszczędzania wody i wykorzystania roślin odpornych na suszę. Bo ostatnie lata były suche i upalne. W tym roku na Chelsea podjęto jednak problem odwrotny: co dzieje się z ogrodem, gdy pada bez przerwy lub zalewa go woda z wezbranego strumienia?

Ogród Flood Re: The Flood Resilient Garden pokazuje kilka rozwiązań. I jest mały – taki, jaki mógłby znaleźć się na tyłach miejskich domów, więc pomysły można przenieść do własnego ogródka. Powierzchnię rekompensuje jego głębokość: w centrum jest zagłębienie, po kamiennych schodkach można zejść do oczka wodnego na dnie. Wszystko otoczone bujną roślinnością, w tym lubiącymi podmokły grunt wierzbami. W rogu taras: wygodne siedziska, kolorowe poduchy i… zbiorniki na wodę.

Jak to działa, pytam eksperta Dermota Kehoego, wspierającego projektantów. – Ogród funkcjonuje na różnych poziomach – tłumaczy. – Zbiornik jest teraz wypełniony w niewielkiej części, w razie gwałtownych opadów lub podtopień zmagazynuje wodę, mieszcząc aż sto wanien. Dziesięć kolejnych wanien deszczówki przyjmą zbiorniki na tarasie.

Do kilku połączonych ze sobą metalowych pojemników schodzą z dachu łańcuchy – po nich spływa woda. Aby nie wyglądały surowo, w zbiornikach posadzono wodne rośliny.

Ogród wydaje się bujny, może za sprawą gęstych nasadzeń (ponadto to spowalnia przepływ wody). Rośliny dobrano starannie: najniżej te, co lubią wilgoć (irysy, niezapominajki, kaczyńce), wyżej naparstnice, paprocie, szałwia, mak, róże. Na najwyższym, bezpiecznym gruncie – rośliny jadalne.

– Chodzi o to, żeby się przygotować. Zbiorniki można opróżniać lub napełniać zależnie, czy wody potrzebujemy, czy mamy jej nadmiar – mówi Kehoe.

NAZWĘ GO ANTONINUS | Aktorka Judi Dench nie ukrywa, że drzewa odgrywają w jej życiu wielką rolę. Kiedyś wyznała, że sadzi drzewo, gdy umrze bliska jej osoba. W maju – jak co roku – można było ją spotkać na Chelsea. W jednym z ogrodów wręczono jej maleńką sadzonkę drzewa. Specjalnego, bo słynnego drzewa z Sycamore Gap.

Był to ponad 150-letni klon jawor, który rósł samotnie w hrabstwie Northumberland, niedaleko muru Hadriana, wału obronnego z czasów rzymskich. Ulokowany widowiskowo, był ponoć najczęściej fotografowanym drzewem na świecie. Tam zakochani wyznawali sobie miłość, a młode pary robiły romantyczne zdjęcia.

W grudniu 2023 r. drzewo ścięli wandale, wywołując oburzenie w całym kraju. I choć wydawało się, że straty nie da się naprawić, fundacji The National Trust udało się wyhodować z nasion kilka sadzonek.

Jedną z nich wręczono Judi Dench i poproszono ją o zasadzenie na Chelsea Flower Show. Z bezmyślnego aktu zniszczenia coś udało się ocalić. „Nazwę go Antoninus” – stwierdziła Dench. Tak miał na imię adoptowany syn i następca cesarza Hadriana. „Drzewo musi mieć imię” – wyjaśniała aktorka.

Co potem stanie się z sadzonką? – Nie ma jeszcze decyzji, gdzie ostatecznie trafi. Może do Northumberland – mówi „Tygodnikowi” Sally Robinson z The National Trust. – To takie szczęście i radość, bo drzewo z Sycamore Gap było naprawdę wyjątkowe.

KWESTIA TRWANIA | Spektakularne ogrody na Chelsea buduje się od podstaw w 19 dni – dość, by stworzyć ogród dojrzały, który wygląda, jakby trwał tu od lat. Po wystawie są one demontowane (w przypadku dużych zabiera to pięć dni, mniejszych trzy). Jak powiedziano, wszystkie trafią gdzieś dalej. A zielone tereny wokół Royal Hospital Chelsea na kolejny rok staną się miejscem spacerów weteranów. – Uwielbiamy się tu przechadzać. To nasz dom – mówił mi jeden z nich.

Co zabierają ze sobą do domu odwiedzający Flower Show? Inspiracje, rośliny, plany na przyszłość. Ja zabrałam paczkę nasion, jakie rozdawali twórcy Roman Garden – rekonstrukcji ogrodu w rzymskiej willi z okolic Neapolu. To marchew zwyczajna (rośnie też dziko, ma drobne białe kwiaty), mak lekarski, jastrun, rumian rzymski. Wszystkie rosły w typowym rzymskim ogrodzie około roku 78 naszej ery.

Cesarstwa przeminęły, a te skromne rośliny trwają w wielu ogrodach całego świata. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 24/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Kwestia przetrwania