Nazwano go księdzem od brudasów. Proboszcz z Bydgoszczy oddał kaplicę bezdomnym

Mimo sprzeciwu części parafian, oddał bezdomnym część kościoła. Bydgoski proboszcz, fan Metalliki, w młodości buntownik, dziś karmi codziennie kilkadziesiąt osób.
Czyta się kilka minut
Ksiądz Sławomir Bar, proboszcz bazyliki w Bydgoszczy z jednym ze swoich podopiecznych w noclegowni znajdującej się w piwnicach kościoła. Bydgoszcz, styczeń 2025 r. // Fot. Piotr Ulanowski
Ksiądz Sławomir Bar, proboszcz bazyliki w Bydgoszczy z jednym ze swoich podopiecznych w noclegowni znajdującej się w piwnicach kościoła. Bydgoszcz, styczeń 2025 r. // Fot. Piotr Ulanowski

Obiad wydają o szesnastej. Pierwsi chętni czekają od południa. Jak Grzegorz i Halina.

– Lepiej być tu wcześniej, bo czasem same kartofle na koniec zostają – mówi ona.

Siedzą na ławeczce pod przystankową wiatą przy kościele. „Przystanek Dobrej Nadziei” – czytam na tabliczce. Na drewnianym kramie, podobnym do tych, jakie są na świątecznych jarmarkach, napis „Miłosierdzie”. Na frontonie świątyni: „Błogosławieni miłosierni”.

– Zostałem księdzem, żeby pomagać potrzebującym – mówi ksiądz Sławomir Bar ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy, proboszcz bydgoskiej Bazyliki Świętego Wincentego à Paulo.

Kaplica dla bezdomnych

Sześć lat wcześniej.

Ze strachu przed pandemią mieszkańcy zamykają kamienice i bloki, żeby bezdomni nie nocowali po klatkach schodowych. – Była zima, ci ludzie nie mieli gdzie się podziać – wspomina ksiądz Bar.

W lewym skrzydle bazyliki jest boczna kaplica. W czasach PRL odbywały się tu po kryjomu śluby partyjnych działaczy, wojskowych i nauczycieli, którzy woleli nie przyznawać się do wiary. Chrzczono ich dzieci. Potem służyła studentom. Ostatnio była nieczynna.

Proboszcz ze współbraćmi wymyślił, że dadzą tam schronienie osobom w kryzysie bezdomności. Wyniesiono ołtarz, tabernakulum i ambonę, rozłożono karimaty. W najcięższe mrozy nocowało tu po pięćdziesiąt osób. W dawnej kaplicy powstała Ogrzewalnia „U Miecia”, czynna od jesieni do wiosny. Nazwa upamiętnia byłego proboszcza księdza Mieczysława Kozłowskiego, który też dbał o bezdomnych.

Część parafian miała pretensje, że zamienili kaplicę w noclegownię. „Ksiądz oddaje kościół brudasom” – ogłosił na YouTubie zagorzały tradycjonalista.

– Nie pozwolę ludziom umierać na ulicy z zimna – odpowiedział stanowczo proboszcz. Przywołał scenę z Ewangelii, gdy głodni uczniowie zrywali w szabat kłosy, a Jezus nie miał nic przeciwko. – Pretensje mieli faryzeusze – przypomniał. 

Bazylika po przejściach

Po zaborach w Bydgoszczy brakowało katolickich świątyń i polskich duchownych. Prymas Edmund Dalbor sprowadził do miasta księży misjonarzy i kazał budować kościół.

Stojąca w centrum miasta neoklasycystyczna bazylika z wielką kopułą to jedna z największych świątyń w Polsce: po Licheniu, Świątyni Opatrzności Bożej i paru katedrach. Powstawała pół wieku.

Gdy wybuchła wojna, Niemcy zamienili kościół w magazyn, a klasztor – w koszary. Komuniści przez dwadzieścia lat blokowali odbudowę. Potem renowacją kierował Wiktor Zin: zaprojektował latarnię ze złoconym krzyżem na szczycie kopuły, żeby światło docierało do środka. – Wystrój świątyni to też zasługa profesora Zina – ksiądz Bar wskazuje na pilastry, kasetony, witraże i rozety.

W proboszczowskiej kancelarii patrzy na nas z olejnego portretu kardynał Stefan Wyszyński: był tu wiele razy, pod koniec życia konsekrował kościół.

Współbracia opowiadali księdzu Barowi, jak za komuny do innej kaplicy ze względów bezpieczeństwa wprowadzano auto prymasa. I nikt się wtedy nie buntował. – Samochód chronili, a ludzi to na zimnie chcieliby zostawić – zauważa proboszcz.

Metallica i bunt

Młody Sławek Bar słucha Metalliki. – Grają heavy metal – tłumaczy, bo nie wie, czy jestem zorientowany.

– Gdyby przyłożyć ucho do torów kolejowych, byłoby to samo – śmieje się jego młodszy brat.

W ich rodzinnym domu w Grodkowie na Opolszczyźnie było ich dziewięcioro. Niektórzy uważali to za patologię. Ojciec angażował się w Solidarność, po stanie wojennym stracił państwową posadę, założył firmę budowlaną.

A kilkunastoletni Sławek (rocznik 1975) buntował się, pyskował rodzicom. Do kościoła chodził z musu – męczyła go obłuda. Komuna upadła, w pierwszych ławkach zasiedli ci, co wcześniej służyli gorliwie partii. Najbardziej kościelny zrobił się były esbek, który nachodził ojca za Solidarność.

„Po co wierzyć?” – pytał Sławek samego siebie.

Poszedł do ogólniaka, ale uczyć mu się nie chciało. Ledwo przeszedł do drugiej klasy. Założył z kolegami zespół, grali ostrego rocka. Ojciec dał mu radę: – Skończ zawodówkę i zostań dekarzem, jak ja.

Pojechał na wakacje i wrócił odmieniony.

Ludzie z kolejki

– Potrafię zrobić wiele rzeczy – mówi Paweł.

Gdy Halina i Grzegorz siedzą na „Przystanku Dobrej Nadziei”, on kroi cebulę, kiełbasę, mięso na dzisiejszy gulasz. Roboty dużo – trzeba ugotować ponad pół setki porcji.

– Pracy na kilka godzin – podkreśla Paweł.

Był żołnierzem kontraktowym, pracował jako kaletnik w firmie u brata, ale ten umarł i praca się skończyła. Nie ma rodziny, mieszkania. – W bezdomność łatwo wpaść, wystarczy chwila nieuwagi – mówi.

Pół roku temu przyszedł do noclegowni. A że postanowił zmienić swoje życie, ksiądz Bar mu zaufał: pozwolił zostać do czasu, aż Paweł się usamodzielni, choć latem noclegownia jest nieczynna.

– Nie chcemy hodować bezdomnych – mówi proboszcz. – Zależy nam, żeby wrócili do świata i normalnego życia. Dajemy im nie tylko łaźnię i łóżko, ale także lekarza, prawnika, wspieramy w szukaniu pracy – wylicza.

Paweł stałą pracę zaczyna jutro. W kuchni pomaga mu jeszcze paru mężczyzn, którzy tak jak on starają się usamodzielnić.

Pani Zofia jest emerytką, kroi warzywa i pilnuje kaszy, żeby się nie przypaliła. Ma mieszkanie, emeryturę. – Lubię pomagać – tłumaczy, dlaczego przychodzi charytatywnie do stołówki. – Nie można wszystkiego robić za pieniądze – dodaje.

– Co gotujecie? – przez uchylone okno dopytuje Margarita, która też czeka na obiad. – Pachnie aż tutaj – mówi.

Do obiadu zostały trzy godziny.

Patron ubogich

Ksiądz Wincenty à Paulo słucha spowiedzi umierającego, ubogiego wieśniaka. Przez całe życie nie miał świadomości, że grzeszył. Spowiednik zrozumiał, że wielu ludzi nie umie wyznać grzechów. Martwi go, że skazują się na wieczne potępienie.

Na drugi dzień wygłasza płomienne kazanie o spowiedzi generalnej: że uwalnia sumienie od zadawnionych grzechów. Wieśniacy garną się do konfesjonału, trzeba sprowadzić spowiedników.

Jest XVII wiek. We Francji czas muszkieterów, religijnych wojen i dużych wpływów Kościoła – rówieśnik księdza Wincentego, kardynał Richelieu, zostanie zaraz pierwszym ministrem.

Ze względu na wykształcenie Wincenty ma koneksje wśród arystokracji: uczy ich dzieci, prowadzi duchowo. Pomaga także biedakom. „To są nasi Panowie i Mistrzowie” – mówi o nich.

W dzieciństwie zaznał biedy (żeby opłacić jego studia, ojciec sprzedał bydło), przeżył kilka lat w muzułmańskiej niewoli. Na starej rycinie widać, jak na paryskiej ulicy pochyla się nad żebrakiem. To dla nich zakłada Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia, w Polsce nazywanych popularnie szarytkami: od francuskiego słowa charité – „miłosierdzie”. W 1625 r. powstaje Zgromadzenie Księży Misjonarzy: mają troszczyć się duchowo i materialnie o ubogich.

– Wypełniamy nakaz naszego założyciela – mówi ksiądz Bar.

Oaza i krzyż

Na rekolekcje oazowe do Orawki szesnastoletniego Sławka wyciągnął brat. Jechał bez przekonania. Delikatne granie na gitarze, ckliwe religijne piosenki, modlitwa – to nie jego świat. – Przeżyłem tam swoją drogę krzyżową – mówi dziś. – Rozmawiałem z Bogiem o moim życiu. Zastanawiałem się, co chcę robić? – wspomina.

Z kolegą zbili z ciężkich belek pięciometrowy krzyż. Sławek wypisał na tabliczce osobistą intencję: że chce się zmienić. Krzyż wnieśli na wzgórze.

Po wakacjach zmienia klasę, żeby odciąć się od poprzedniego towarzystwa. Poprawia oceny, widzi sens chodzenia do kościoła. Im bliżej matury, tym więcej myśli o kapłaństwie. Parafię w Grodkowie prowadzą księża misjonarze – zdecydował, że pójdzie do nich.

Od początku wie, że będzie pomagać biedakom – jak założyciel zgromadzenia. Ale żyjący kilkaset lat wcześniej francuski kapłan to postać odległa. Współczesny wzór Sławek ma w domu.

W Grodkowie żyła sędziwa pani Władysława, która straciła dach nad głową. Urzędniczka z gminy spytała Barów, czy nie odstąpiliby jej jednego pokoju, który gmina przydzieliła im w kamienicy. Rodzice się zgodzili, choć dzieci się buntowały.

Potem w pomoc samotnej kobiecie zaangażowali się wszyscy. Ojciec przenosił staruszkę do wanny, mama ją kąpała i przewijała, chłopcy nosili z piwnicy węgiel, rano wynosili popiół. Pani Władysława spędzała u nich święta.

– Mama pokazała nam wrażliwość na drugiego człowieka. Nie w gadaniu, ale w działaniu – wspomina dziś ksiądz Bar. Czasem myśli, że właśnie dlatego angażuje się tak w pomaganie innym.

Ksiądz w moro

Że to ksiądz, wiedzą tylko uczniowie i nauczyciele. Zamiast sutanny i koloratki, do szkoły zakłada moro, obwieszone łańcuchami. Uczy religii w jednym z najlepszych w Bydgoszczy liceów.

Proboszcz namawia dyrektorkę, żeby na niego wpłynęła. Miała odpowiedzieć, że straciłby zaufanie wśród młodzieży, gdyby przychodził ubrany jak ksiądz.

Jeszcze na początku kapłaństwa założył Stowarzyszenie Młodzieży Misjonarskiej. Dla wierzących, niewierzących, poszukujących. Niektórzy przyszli z sekt, inni brali narkotyki albo pili.

Hubert Kowalewski był w liceum, gdy poznał księdza Bara. Opowiada, jak na rekolekcjach był z nimi niewierzący chłopak. Na mszy wszyscy przyklękali, a on wstawał – z szacunku do nich. – Trzymały nas relacje. Rozmawialiśmy o życiu, miłości, nie tylko o wierze – wspomina dziś ksiądz Hubert Kowalewski, który po maturze wstąpił do Zgromadzenia Księży Misjonarzy.

Nie tylko modlili się i rozmawiali. Z księdzem Sławkiem robili kanapki dla bezdomnych. – Pomaganiem drugiemu człowiekowi chciałem im pokazać Boga; nie przez duchowe uniesienia, ale praktyczne działanie – tłumaczy ksiądz Bar. – Gdy widzieli, jak ze szczerością nalewam biedakom zupę, rozumieli, że miłosierdzie to coś więcej niż filantropia.

Jeżdżą za granicę. – Poznawali inny, lepszy świat – mówi. Choć był też inny cel: – Chodziło o to, żeby mieli marzenia, zaczęli walczyć o siebie.

Pojechał z nimi kiedyś na oazowe rekolekcje. – Ci twoi nie pasują do naszej młodzieży – marudzili księża. – Przeklinają, palą, zepsują naszych.

Wielu udało mu się zmienić. Są lekarzami, prawnikami, zajmują się biznesem, niektórzy zostali duchownymi. Jak ksiądz Hubert, który opiekuje się Młodzieżą Misjonarską w bydgoskiej bazylice.

Paryska kaplica

W jednej ręce ściska religijne pisemko, drugą wyciąga po pieniądze. „Pan Bóg patrzy” – komentuje naszą obojętność. Philippe nie wytrzymuje natarczywości, sięga do kieszeni.

To Paryż, Siódma Dzielnica. Sanktuarium Matki Bożej Cudownego Medalika przy Rue du Bac zamknięte na czas obiadowej przerwy. W czerwcowe popołudnie, kwadrans przed otwarciem, czeka kilkanaście osób. Mężczyzna z pisemkami podchodzi do kolejnych.

Co paryska kaplica ma wspólnego z jadłodajnią i noclegownią w bydgoskiej bazylice? Tutaj dwieście lat temu Matka Boża miała poprosić szarytkę Katarzynę Labouré o wybicie medalika z wizerunkiem Maryi – ma pomagać tym, którzy będą go nosić.

Ksiądz Bar też tu był ze swoją młodzieżą. Pokazał ważne dla Zgromadzenia Misjonarzy miejsca: przy Rue du Bac jest relikwiarz z sercem Wincentego à Paulo, przy Rue du Sèvres – jego grób.

– Byli w szoku, że są w Paryżu – wspomina pielgrzymkę. – A w jeszcze większym, że przychodzi tutaj tylu ludzi z całego świata.

Późną nocą przyszli raz jeszcze: w opustoszałym sanktuarium odprawił dla nich mszę.

Uchodźcy z Ukrainy w kolejce po ciepły obiad

Zegar na wieży bazyliki wybija czwartą. W kolejce do budki „Miłosierdzie” ze czterdzieści osób. Rozmawiam z niektórymi.

Grzegorz: – Pracowałem na budowach, ale umowa wygasła. Nie mogę nic znaleźć. Nie wiem, czy za stary już jestem, czy co?

Jedni jedzą na miejscu, inni zabierają jedzenie do domu, dla bliskich.

– Jak było na praktykach? – Margarita wita kilkunastoletnią córkę. Słucha uważnie jej wrażeń, przechodzą na luźne tematy. Chwalą gulasz. Dziewczyna zachęca Margaritę, żeby zabrała porcję na wynos dla młodszej siostry.

Sebastian przyszedł prosto z pracy. Schludnie ubrany, wziąłbym go za nauczyciela, choć pracuje fizycznie.

– Po rozwodzie straciłem mieszkanie – opowiada. Przygarnęli go znajomi. – Jak dostanę pensję, pójdę na pokój – mówi.

Natalia ma 77 lat, ciągnie torbę na kółkach – spakowała do niej pojemnik z gulaszem, surówki, ciasto. Przyjechała z Charkowa, zaraz po rosyjskiej agresji.

– Tam wsje wriemja bomby – rosyjski miesza z polskim.

Chcę jej pomóc dojść do autobusu. Mówi, że da radę sama. Życzę jej zdrowia. – I mira – dopowiada.

Inni też się rozchodzą.

Pomoc na stałe

– Tutaj będzie nowoczesny gabinet lekarski, a tutaj pokój dla psychologa – ksiądz Bar oprowadza mnie po lewym skrzydle bazyliki.

W jednym z pomieszczeń powstaje nowocześnie wyposażona kuchnia. – Niejedna restauracja chciałaby taką mieć – ksiądz Sławomir nie kryje dumy. Obok kuchni będzie bar socjalny. – Kogo nie będzie stać, będzie jadł za darmo, inni mogą dać tyle, na ile ich stać – tłumaczy ideę proboszcz.   

Księża misjonarze prowadzą też w innej części miasta dom dla kobiet, które wyszły z więzienia. Na miejscu rozdają paczki z żywnością, jest sklep z tanią odzieżą.

– Ma Ksiądz w tym wszystkim czas na duchowość, modlitwę? – dopytuję, bo mam wrażenie, że zajmuje go przede wszystkim dobroczynność.   

– Codziennie mamy wspólną modlitwę wieczorną, a w niedzielę odmawiamy razem jutrznię – odpowiada. – Modlitwa daje nam siłę do pracy. Bez niej nie dalibyśmy rady.

Na koncerty Metalliki jeździ nadal.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł