Elegia dla Donbasu. Opowieść o ludziach, którzy spod bomb ratują wspomnienia

Ostatnia dekada to w Donbasie czas rozkwitu różnych inicjatyw artystyczno-kulturalnych. Pokolenie młodych Ukraińców zakochiwało się na nowo w tym regionie, ciężkim do kochania. Dziś większość Donbasu jest pod okupacją. Obok walki zbrojnej trwa walka o zachowanie wspomnień.
z Pokrowska, Dobropola i Świętogórska
Czyta się kilka minut
Wschód słońca w okolicy Słowiańska, 9 marca 2025 r. Słowiańsk, sąsiedni Kramatorsk, a także położone nieco dalej na południe Pokrowsk i Myrnohrad to ostatnie większe miasta Donbasu, których Rosjanom nie udało się zdobyć. // Fot. Maks Muravsky / Global Images Ukraine / Getty Images
Wschód słońca w okolicy Słowiańska, 9 marca 2025 r. Słowiańsk, sąsiedni Kramatorsk, a także położone nieco dalej na południe Pokrowsk i Myrnohrad to ostatnie większe miasta Donbasu, których Rosjanom nie udało się zdobyć. // Fot. Maks Muravsky / Global Images Ukraine / Getty Images

Pogłos artylerii miesza się z gruchaniem gołębi. Pisk jerzyków z brzęczeniem orłanów, zwiadowczych dronów. A książki, rozrzucone na podłodze, z okruchami szkła i gruzem.

Bibliotekę miejską w Pokrowsku, mieszczącą się na parterze, jakimś cudem ominął pożar, który oblizał resztę bloku. Inne skutki eksplozji jej nie oszczędziły. Sufit wisi w strzępach lub już odpadł, zasypując posadzkę strzępami betonu. Spomiędzy zwalonych regałów, przez wybite okna, widać czerniejące po drugiej stronie ulicy resztki centrum handlowego Bulwar. Kiedyś było to popularne miejsce spotkań.

Zniszczona biblioteka w Pokrowsku. Ukraina, 21 maja 2025 r. // Fot. Antonina Palarczyk

Kiedyś, to znaczy jeszcze niecały rok temu. Wówczas Pokrowsk, jedno z ostatnich większych miast w tej części obwodu donieckiego, która jest wciąż kontrolowana przez Ukraińców, był miastem na zapleczu frontu. Pełnym wojskowych, ale też cywilów, w tym pracowników okolicznych kopalń węgla. Bywało, że ci, którzy w 2022 r. stąd uciekli, wracali – w przekonaniu, że front jest stabilny.

Teraz Rosjanie są pod Pokrowskiem i idą do przodu. Miasto wciąż stawia opór, ale jest wymarłe, zostało tu parę tysięcy ludzi. I w znacznej mierze zrujnowane przez rosyjską artylerię, bomby lotnicze i drony.

Pokrowsk: zrujnowana biblioteka i zgliszcza miasta

Ściemnia się już, gdy razem z Jonaszem – polskim dokumentalistą, od roku związanym z ukraińskim kolektywem krajoznawczym Sady Donbasu – trafiamy do tej biblioteki. W komórce, ciasno zastawionej regałami, oglądamy, co można by ocalić.

W świetle latarki migają tematyczne działy: „Folklor Donbasu”, „Doniecka obwodowa partyjna organizacja”, „Ośrodki naukowe”, „Park Narodowy Święte Góry”.

Przekopujemy się więc przez sterty pożółkłych tytułów krajoznawczych i donieckiej literatury. Jest „Ballada górnicza” i biuletyn „Krasnoarmiejsk” (przed 2016 r. Pokrowsk nosił taką nazwę). Autor biuletynu, Modest Aleksandrowicz Podzolkin, uczestnik II wojny światowej, tutaj mieszkał; był korespondentem gazety „Donbas”.

Nie mogę znaleźć nigdzie „Z aniołem stróżem i fotografią przez życie”, książki Marka Zalizniaka, pokrowskiego fotografa, który zapisał się w historii dokumentacją kolektywizacji i Hołodomoru. Jest za to „Książka o Donbasie. Przyroda, ludzie i rzeczy”. Oraz sterty sowieckich jeszcze pocztówek. Z kolei „Historyczna przeszłość Kraju Pokrowskiego” – wydanie niedawne – pełna jest zdjęć porównujących różne punkty miasta: te archiwalne i te sprzed paru lat. Choć te drugie z dzisiejszej perspektywy też są archiwalne – niemal wszystkie te miejsca zamieniły się dziś w zgliszcza.

Dobropole: w restaurację Złoty Kogut trafił dron

Ewakuacja zarządzona w Pokrowsku przez władze ukraińskie nie objęła bibliotek – priorytetem są ludzie. Ze skarbnicy tytułów krajoznawczych – w wielu przypadkach na pewno trudnych do znalezienia gdzieś indziej, zwłaszcza jeśli chodzi o publikacje dotyczące Pokrowska i okolicy – udaje się dziś wywieźć tylko maleńką część. Oddolnie, upchniętą w plecakach.

Upychamy więc i wyjeżdżamy. Wcześnie rano, po nocy przespanej płytkim snem między regałami. Przykryci płaszczami pozostawionymi w bibliotecznej szatni.

Płaskorzeźba z trafionej rosyjskim dronem restauracji „Złoty kogut” w Dobropolu. Ukraina, 21 maja 2025 r. // Fot. Antonina Palarczyk

Jedziemy spiesznie. Najpierw między gruzami miasta, potem pod rozwieszoną nad drogą siatką (ma chronić przed dronami), wzdłuż kwitnących drzew.

Mijamy zgliszcza trafionej dronem przepięknej starej restauracji Złoty Kogut w Dobropolu (kiedyś było to kilkunastotysięczne górnicze miasteczko między Pokrowskiem a Kramatorskiem). Kiedyś Kogut przyciągał wzrok kunsztownymi płaskorzeźbami i rzeźbioną w drewnie ornamentyką.

Na mapie obu obwodów, ługańskiego i donieckiego, na terenie których położone jest Donieckie Zagłębie Węglowe, jego ostatni wolny skrawek wydaje się niepozorny. Od 2023 r. praktycznie cały obwód ługański jest pod okupacją. Doniecki – dziś w około 70 procentach.

Trudna miłość do Zagłębia Donieckiego 

Z Donbasem jest dziś jak z siedzeniem przy łóżku umierającej osoby. Trzyma się ją za rękę i żałuje, że nie spędziło się razem więcej czasu. Że nie zobaczyło się tego, czego być może nie zobaczy się już nigdy, skoro wszystko przepadnie (czytaj: wpadnie w rosyjskie ręce). Że zamiast wciąż tylko o wojnie, nie opowiadało się częściej o donieckich parkach narodowych, o lokalnych historiach, o polach porośniętych stepową roślinnością.

Donbas to nie tylko posowiecka mentalność i rozkradzione zakłady przemysłowe. To nie tylko nieciekawe podglebie, na którym po rozpadzie Związku Sowieckiego wyrosło bezrobocie i kryminał. Choć swoje zrobiły – pielęgnowane latami i wykorzystywane też jako narzędzie polityczne – stereotypy, które dzieliły ukraiński wschód i zachód (przykładem kampania prezydencka z 2004 r., gdy Janukowycz konkurował z Juszczenką).

Miłość do Donbasu z pewnością jest trudniejsza niż miłość do Ziemi Lwowskiej czy do Kijowa. Ale to nie sprawia, że nie może być szczera, autentyczna. Zwłaszcza w chwilach, gdy siedzi się na czubku kredowych skał biłokużmyniwskich (dziś 10 km od frontu). Kiedy pachnie step i kwitnie szałwia, a przy zrywach wiatru grzbiety okalających skały pagórków, pokrytych kępami puszystej ostnicy, ożywają i falują jak morze.

Front znów jest bliżej Świętogórska

Włóczymy się zatem po tych pagórkach i wdychamy step, podobno ostatni pierwotny step w Europie. Wspinamy się do pomnika Artioma, wielkiej statui sowieckiego żołnierza, która góruje nad Ławrą Świętogórską. Ławra, czyli zespół klasztorny, położona jest na skałach nad rzeką Siwierski Doniec (w 2022 r. stał tu front).

Horyzont się rumieni, ekipa młodzieży ze śmiechem (bo śmiech, mimo wszystko, jest potrzebny, leczniczy) wspina się na draśnięty odłamkami postument, cyka zdjęcia. Znad rzeki, wijącej się w dole, u podnóża wzniesienia, niesie się rechot żab.

Przy Ławrze w Świętogórsku. Ukraina, 25 maja 2025 r. // Fot. Antonina Palarczyk

Między drzewami, które porastają tu zbocze, kołysze się cienka nić. Trudna do pomylenia: to nić światłowodu, coraz częściej wykorzystywana jako przewód do sterowania dronami kamikadze. Te są najgroźniejsze, bo odporne na elektroniczne zagłuszenie.

Odepchnięty stąd jesienią 2022 r. front znów zbliża się do Świętogórska. W zasięgu rosyjskich bomb i artylerii jest od dawna. Teraz drony będą pojawiać się tu coraz częściej.

Jonasz na stepie, czyli Polak w Donbasie

Kręcąc się po okolicy Dobropola – przejęło ono po Pokrowsku rolę logistycznego węzła na tyłach – trudno nie zagapić się na terekony. Tak po ukraińsku nazywane są kopalniane hałdy. Są typowe dla krajobrazu Donieckiego Zagłębia. Siadamy w trawie naprzeciw dwóch szpiczastych pagórków, porastających zielenią.

Pytam Jonasza, jak opowiadać o świecie, którego zaraz nie będzie. – Myślę, że strata jest najbardziej pierwotną warstwą wojny. Do niej staram się odnosić w mojej pracy. Do napięcia związanego z życiem zwykłych ludzi w strefie frontowej i towarzyszących im decyzjach. Chciałbym też nadać Donbasowi wymiar inny niż tylko wojenny.

Już w 2014, gdy jako dwudziestoparolatek Jonasz pojechał z aparatem na kijowski Majdan, Donbas był z jego perspektywy czymś więcej niż tylko regionem ogarniętym wojną. Na dobre trafił tu dziesięć lat później. I zaczął go poznawać z perspektywy krajoznawczego kolektywu, z którym się związał.

Perspektywy obejmującej przyrodę, historię i kulturę, dawną i współczesną. A także dziesiątki rozwijanych, zwłaszcza po 2014 r., inicjatyw: od sceny rave’owej po wystawy organizowane w poindustrialnych przestrzeniach. I z perspektywy stojących za nimi ludzi, tutejszych i przyjezdnych. Aktywistów i artystów. Tworzących nowe pokolenie, zakochane w atmosferze tego miejsca.

Jonasz: – Gdy mowa o Donbasie, czuję analogię między nim a Śląskiem. Pochodzę z Dolnego Śląska. Podobieństwo, na które zwracam uwagę, to kontrkultura rozwinięta w obu tych industrialnych regionach. Jej specyfika wynika z surowości zastanej tu rzeczywistości.

Także Mariupol mógł być fajnym miastem

Bez wątpienia jedną z najważniejszych książek o ukraińskim Wschodzie ostatnich lat jest „Zmieszam z węglem twoją krew” Ołeksandra Mycheda (wydana też w Polsce).

Myched opowiada o nim z wrażliwością, bez galicyjsko-kijowskiej wyższości. Bez określeń w rodzaju „połowa w Donbasie to emeryci, a połowa to urki” (kryminaliści). Albo: „Kijów rozumie, że jeśli chce utrzymać Donbas przy Ukrainie, może to zrobić tylko dotacjami i pochlebstwem. O patriotyzmie tego regionu zapomnij. Chyba że Kijowem będzie rządzić ich człowiek” (oba cytaty z wywiadu rzeki z pisarzem Jurijem Andruchowyczem).

Podróżując po 2014 r. po ukraińskim Wschodzie, Myched przyglądał się pokrętnej historii Donbasu – i opisywał inicjatywy lokalnych artystów.

To one – kilkadziesiąt projektów realizowanych w obwodzie ługańskim i donieckim głównie po 2014 r. – zostały szczegółowo opisane w zeszłorocznej publikacji Galerii Neotodryosh pt. „Za nas, za was, za Donbas”, autorstwa Witalija Matuchno, Anny Newidomej i Natalii Katerinenko. W wywiadach, przeprowadzonych z autorami tych inicjatyw, rozmawiali o kulturalnym życiu miejscowości, które im dalej na wschód, tym bardziej znane są niemal wyłącznie jako miejsca bitew z ostatnich 11 lat.

O tym, że w 2020 r. w stepie pod skałami biłokużmyniwskimi rozłożono didżejski sprzęt i odbyła się impreza z cyklu Shum Rave. Że w okupowanej dziś Awdijiwce, która w latach 2014-24 leżała na linii frontu, odbywał się festiwal Awdijiwka FM. Że cztery lata przed tym, jak w 2022 r. po ciężkich walkach Rosjanie zdobyli Lisiczańsk, otwarto tam centrum ulicznych kultur Drużba. O inicjatywach artystycznych mariupolskiej Platformy TJU skierowanych do młodzieży, by pokazać jej, że Mariupol może być fajnym miastem.

Całą wczesną młodość Anna przeżyła w Ługańsku

Wspomniana przed chwilą Anna Newidoma to także pisarka i członkini kolektywu Sady Donbasu. Spotykamy się w Charkowie. Anna pochodzi z obwodu ługańskiego, dom opuściła w 2014 r. Od lat włóczy się po Donbasie w poszukiwaniu lokalnych perełek architektury i osobliwości, a także ludzkich historii.

Anna: – Myślę, że kochanie swojego kraju trzeba zacząć od patriotyzmu lokalnego, od najbliższego otoczenia. A potem przenosić to uczucie na kolejne, dalsze regiony. Ponieważ z mojego rodzinnego Donbasu zostaje coraz mniej i mniej, staram się szukać go w innych miejscach. Na Charkowszczyznie, na południu w Mikołajowie i Odessie. Szukam znajomych z domu uczuć, podobieństw w atmosferze. Pochodzę z małej przytulnej miejscowości w wiejskiej głuszy. Gdy mówię „Donbas”, w pierwszej kolejności myślę o czasach dzieciństwa.

 Anna z książką „Za nas, za was, za Donbas”. Ukraina, 27 maja 2025 r. // Fot. Antonina Palarczyk

I dalej: – Donbas to przede wszystkim pole, step. I to wszystko, co zostało wyciągnięte z ziemi na powierzchnię, usypane w hałdy. Fakt, łatwiej romantyzować step niż industrialny krajobraz. Ale jeśli nie będzie się go romantyzować, to jak nie oszaleć, żyjąc w jego środku? Całą wczesną młodość przeżyłam w Ługańsku. Podoba mi się i górniczy etos pracy, i krajobraz kopalń i zakładów, przypominają mi jakieś monstra, okręty na morzu, znaczy na stepie. Został we mnie taki dziecięcy sposób postrzegania świata i opowiadania o nim.

Zostaną tylko te wspomnienia, które uda się ocalić

Kolektyw Sady Donbasu powstał jako przestrzeń do opowiadania o tym miejscu. Anna Newidoma: – To wolna, niezależna organizacja poświęcona ochronie dziedzictwa kulturowego, zachowaniu wspomnień. Teraz nasza działalność jest ograniczona, dwie dziewczyny od nas wstąpiły do ukraińskiej armii. Wcześniej przez niemal dwa lata jeździłyśmy po Donbasie na krajoznawcze ekspedycje. Zimą kolędowałyśmy w przebraniach, z wielką kolorową gwiazdą.

Wiele z miejsc, które odwiedziły, dziś jest na linii frontu lub pod rosyjską kontrolą. Anna wspomina: – Rozmawiałyśmy z ludźmi, którzy nawet w obliczu wojny woleli zostać w domach, na swojej ziemi, blisko rodziców pochowanych na pobliskim cmentarzu. Ilekroć zjawiam się w jakiejś nowej miejscowości, idę na cmentarz, to prawdziwe regionalne muzeum.

– Tak, słyszałyśmy pytania: „Czego tu szukacie? Jest wojna, a wy zajmujecie się głupotami”. Albo od żołnierzy, którzy przyjechali z zachodu: „Jaka niby jest kultura w tym Donbasie?”. Tymczasem trzeba zajmować się tym teraz, bo ukraiński Donbas znika w oczach. A kultura? To przecież nie tylko muzea i teatry, to dialekt, zwyczaje i codzienne życie, lokalne rzeczy. I to, co jest w czyimś domu, a czego nie ma u kogoś innego.

– Chodzi o to, żeby nie zapomnieć o świecie, który wojna zabiera nam codziennie, po kawałku – dodaje. – Kończy się era w historii Donbasu, której nie zobaczymy już nigdy. Zostaną tylko te wspomnienia, które uda się ocalić.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 26/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Elegia dla Donbasu