Ukraińscy filmowcy walczą z Rosją na dwóch frontach

Wieści o bohaterskich filmowcach z frontu niosą się od Hollywood aż po Cannes. Szkoda, że równocześnie musimy słuchać o stracie, z jaką wiąże się bojkotowanie Rosji w kulturalnym obiegu.
Czyta się kilka minut
Premiera filmu „Byliśmy rekrutami”. Kijów, 30 kwietnia 2024 r. // Fot. Dmytro Larin / Getty Images
Premiera filmu „Byliśmy rekrutami”. Kijów, 30 kwietnia 2024 r. // Fot. Dmytro Larin / Getty Images

Korzenie stojącej w centrum Kijowa Akademii Kijowsko-Mohylańskiej sięgają początków XVII wieku. Uczelnia kontynuuje tradycje najstarszego uniwersytetu na ukraińskich ziemiach. Zanim runął mur berliński, przez blisko trzydzieści lat była Wyższą Szkołą Oficerów Politycznych Marynarki Wojennej. Związek Radziecki kształcił tam kadry na potrzeby floty. 

Po latach budynek zamienił się w wielkie cmentarzysko sowieckich marzeń. Jeden z nagrobków to duma Floty Północnej – lotniskowiec „Kijew”. Po upadku ZSRR sprzedano go Chińczykom, ci z kolei zamienili go w park rozrywki. Jeszcze dziesięć lat temu „Mińsk World” witał rodziny z dziećmi. Dziś to luksusowy hotel dla bogaczy.

Uruchamianie odtwarzacza...

W zrealizowanym już w trakcie inwazji Rosji na Ukrainę krótkometrażowym dokumencie „Pod znakiem kotwicy” Tarasa Spiwaka szkoła oraz „Kijew” pozostają symbolami radzieckiego jarzma, ale i punktem wyjścia dla niełatwej narracji – to film o „nieśmiertelności” Związku Radzieckiego, a jednocześnie opowieść o kolosie na glinianych nogach. 

Dziś w podobny sposób ukraińscy filmowcy opowiadają o Rosji. Kino dokumentalne pozostaje ich najpotężniejszą bronią, ale nie jedyną. Niedostatek ludzi, sprzętu oraz funduszy nie przeszkadza Ukraińcom we wzmacnianiu za pomocą kina swojej narodowej tożsamości. 

Ukraińskie filmy zapewniają wzrost wpływów z kinowych kas

Z Akademii przy ulicy Skoworody 2 do najbliższego kina jest piętnaście minut spacerem. Kinoteatr Żowteń to najstarsze takie miejsce w Kijowie. Działa z przerwami od 1931 r. Grają w nim superprodukcję Marvela „Thunderbolts*”, „Księgowego 2” z Benem Affleckiem, w cyklu klasyki zaś przypominają „Ghost Doga” Jima Jarmuscha. Do niedawna kontrowersyjnym hitem na afiszu było „Rasha Goodbye” Oleksieja Kirjuszczenki – opowieść o telewizyjnej prezenterce zniewolonej przez rosyjską propagandę, która wkracza na drogę moralnej reedukacji. Nominalnie to komedia, choć z perspektywy Ukraińców raczej dramat. Pomijając ryzykowną humorystyczną konwencję, wśród twórców nie brakuje ludzi związanych w przeszłości z moskiewską branżą filmową.

Przed inwazją w Ukrainie działało około 600 kin. Amerykański serwis Screen Daily pisał wówczas o rynku, który międzynarodowi dystrybutorzy powinni mieć na radarze, nawet pomimo sinusoidalnej frekwencji. Później przyszła jednak pandemia, po niej zaś – pełnoskalowa wojna. W maju 2022 r., nieco ponad dwa miesiące po jej rozpoczęciu, część kin została zniszczona, a inne zamknięto. Po dwóch latach ich liczba zmalała do 172 obiektów, później zaś wzrosła do 200. Od tamtej pory spada i rośnie, w zależności od przesuwającej się linii frontu, dynamiki liczebności populacji oraz wahnięć niestabilnej gospodarki. 

Jak podkreślają w rozmaitych świadectwach mieszkańcy Kijowa, kino spełnia swoją eskapistyczną funkcję, ale w ograniczonym stopniu. Nawet jeśli pozostaje jednym z najjaskrawszych symboli „normalności”, trudno zapomnieć o tym, że działa w cieniu konfliktu. Gdy Ukraińcy wybierają się na film, myślą o najszybszych drogach ucieczki, wyszukują schrony przeciwbombowe w okolicy, a w trakcie seansu regularnie sprawdzają telefony. 

Dane z ukraińskiego box-office spływają powoli, są niekompletne, większość to przybliżenia. Według statystyk strony internetowej Box-Office Mojo od czasu rozpoczęcia inwazji obserwujemy procentowy spadek frekwencji w kolejnych latach (średnio o 32 proc. w ciągu dwunastu miesięcy). Tyle że większość box-office’owych agregatów nie uwzględnia tego, jak w kinach radzą sobie lokalne produkcje. Jeśli zaś o nie chodzi, Ukraina jest dziś w europejskiej czołówce obok Francji i Polski.

W 2023 r. ukraińskie filmy doprowadziły do zauważalnego wzrostu wpływów z kinowych kas względem pierwszego roku inwazji. Z kolei ich udział w lokalnym box-office oscyluje w okolicach 30 proc. Biorąc pod uwagę okoliczności, nie jest źle. Międzynarodowa Unia Kin podkreśla, że tłem dla tych statystyk jest generalny spadek liczby produkowanych filmów oraz mniejsze wpływy w europejskim box-office w 2024 r.

Liczba ukraińskich dokumentów znacząco wzrosła

Pawło Ostrikow nakręcił doceniony na festiwalach w Strasburgu, Salonikach i Cottbus dramat science fiction „Ty – Kosmos”. Z Niemiec z główną nagrodą wyjechała również Anna Buraczkowa, autorka dramatu społecznego „Na zawsze – na zawsze”. W Locarno najlepszą reżyserką została Maryna Woda, twórczyni przepięknych „Kroków” o powrocie z wielkiego miasta na prowincję. „Eksplozje przy muzeum” Romana Chmiela i Jaremy Małaszczuk, czyli opowieść o rabunku w Muzeum Sztuki w Chersoniu, wygrały Warszawski Festiwal Filmowy. „Chciałbym nigdy nie nakręcić tego filmu. Nigdy nie pojawić się na tej scenie” – mówił Mścisław Czernow, odbierając pierwszego w historii Oscara dla Ukrainy za dokument „20 dni w Mariupolu”.

Zawsze uważałem podobne sukcesy za efekt stanu podwyższonej uważności. To moment, w którym mniejsza europejska kinematografia wchodzi na międzynarodowy radar za sprawą jakiejś geopolitycznej zawieruchy. Obserwując jednak to, jak w ukraińskich kinach radzą sobie filmy przeznaczone dla masowego widza, muszę posypać głowę popiołem. Weźmy „Jaremczuka: niezrównany świat piękna”, czyli dokument o kultowym ukraińskim śpiewaku Nazariju Jaremczuku, albo dystrybuowaną również w Polsce animację „Mavka i strażnicy lasu”. Ten pierwszy film jest dziś najbardziej kasowym dokumentem w dziejach ukraińskiego kina. Ten drugi – najbardziej dochodowym filmem w jego historii. W kinach zgromadził ponad 1,2 mln widzów i zarobił blisko 150 mln hrywien. 

Filmowcy, którzy zostali w kraju, wskazują na szereg problemów, z którymi zmaga się kinematografia naszych sąsiadów. Im dalej na wschód, tym więcej zniszczonych lub zamkniętych kin. Dostęp do sprzętu oraz lokacji zdjęciowych jest ograniczony, przerwy w dostawie prądu czy internetu skutecznie uniemożliwiają pracę. Wielu twórców wyemigrowało, część wyjechała na front. Ukrainę opuszczają też potencjalni widzowie. 

Do tego dochodzi kwestia finansowania. Jako że kultura z oczywistych względów znajduje się na szarym końcu listy rządowych priorytetów, pieniędzy na kino jest niewiele. Dzierżkino, czyli Państwowa Agencja Filmowa Ukrainy (odpowiednik naszego PISF-u) działa, ale staje przed nowymi wyzwaniami: niemożnością regularnego finansowania produkcji, koniecznością walki z dezinformacją oraz rosyjską propagandą, destabilizującymi pracę wewnętrznymi konfliktami. W 2022 r. dziennikarze odkryli aferę korupcyjną w strukturach Agencji. Wiktoria Czyrwa z polsko-ukraińskiego magazynu „Dialog” sugerowała wówczas, że jedyną szansą ukraińskiej kinematografii na przetrwanie jest współpraca zagraniczna.

Nagrodzona na festiwalach w Odessie i Salonikach dokumentalistka Olga Gibelinda twierdzi, że spora część ukraińskich filmów nie powstałaby dziś poza systemem koproducenckim. Dotyczy to zarówno „tradycyjnych” filmów, jak i realizowanych w dosłownie i metaforycznie partyzanckich warunkach dokumentów o wojnie. Tradycja „kina okopowego” jest w Ukrainie wyjątkowo silna od czasu aneksji Krymu, tym razem jednak rozwija się ze wsparciem narodowych instytutów filmowych oraz ograniczoną pomocą dystrybucyjną w serwisach streamingowych.

Tym, którzy na taką pomoc liczyć nie mogą, zostaje YouTube. Liczba ukraińskich krótkometrażówek oraz dokumentów w serwisie znacząco wzrosła w ostatnich latach. Analitycy z Gradus Research twierdzą, że już w 2023 r. dla blisko 70 proc. Ukraińców YouTube stał się głównym źródłem informacji i rozrywki, zostawiając w tyle nawet portale społecznościowe. 

Spytana przez podkastera z organizacji ISAR „Ednannia” (zajmującej się projektami strategicznej filantropii) o swój optymizm względem przyszłości ukraińskiej kinematografii, Gibelinda mówi wprost o dumie jako jej konstytutywnym elemencie; o napędzanym przez kino rozkwicie narodowej tożsamości; o stopniowym, trwającym kilka dekad odrywaniu się od rosyjskich pieniędzy oraz ichniejszej kultury. Żeby lepiej zrozumieć skalę tego zrywu, trzeba sobie uświadomić, w jak mocnym uścisku obydwa filmowe światy dotąd funkcjonowały.

Kino ukraińskie, czyli jakie?

Kino ukraińskie przez całe dekady pozostawało instytucją zdecentralizowaną, zależną od fluktuacji politycznych wpływów, pozbawioną wyraźnej tożsamości. Często tworzoną przez twórców rosyjskiego pochodzenia, a jeszcze częściej – przez dzieci wielu światów. Niektóre z nich – jak Siergiej Paradżanow, Dżiga Wiertow czy Ołeksandr Dowżenko – do dziś pozostają przedmiotem sporu o „narodowe dobro”.

To historia naprzemiennego zaciskania i rozluźniania pasa w polityce kulturalnej Rosji. Dzieje kinematografii Ukrainy sięgają carskich czasów, płyną przez okres kulturowego zamordyzmu ZSRR oraz chruszczowowską odwilż aż po współczesność, czyli aneksję Krymu, która w kinie ukraińskim otworzyła zupełnie nowy rozdział.

Fantastycznie przeprowadza czytelnika przez tę skomplikowaną historię filmoznawca Miłosz Stelmach w tekście pt. „Kronika oporu. Niezbędnik ukraińskiego kina” w czasopiśmie „Ekrany”. Pisze tak: „Aneksja Krymu wstrząsnęła Ukrainą i uczyniła konsolidację obywateli wokół narodowych symboli jednym z priorytetowych zadań polityki kulturalnej. Kino i szerzej media audiowizualne miały odegrać znaczącą rolę w tych staraniach. Z dnia na dzień pojawiły się wszystkie brakujące do tej pory elementy niezbędne do budowy prężnej kinematografii: sympatia obywateli dla rodzimej kultury, wola polityczna do jej wspierania (a wraz z nią odpowiednie środki finansowe), rosnące zainteresowanie świata zachodniego, a także determinacja i pasja twórców chcących opowiadać o Ukrainie”.

Trudno spoglądać na ten imponujący narodowościowo-kulturalny zryw z innej perspektywy. Nie jest to pierwsza w historii Ukrainy szansa, by tworzyć kino bez rosyjskiego bata nad głową. Ale pierwsza, kiedy kręci się je bez rosyjskich pieniędzy.

Rosja kontra świat

Wieści o bohaterskich filmowcach z frontu niosą się od Hollywood aż po Cannes. Szkoda, że równocześnie musimy słuchać o stracie, z jaką wiąże się bojkotowanie Rosji w kulturalnym obiegu. Jak bumerang powraca szkodliwa narracja o wielkim kulturowym dziedzictwie, które wypadałoby odciąć od polityki, oraz o opozycyjnych artystach, których miejsce jest wśród Ukraińców. 

Uważam te argumenty za kuriozalne. Na festiwalu w Cannes od trzech lat trwa dziwaczny spór. Festiwal nie wpuszcza rosyjskich dziennikarzy, którzy publicznie nie potępili polityki Kremla, co jest godne pochwały. Wpuszcza natomiast rosyjskich filmowców, którzy rywalizują o canneńskie laury z Ukraińcami (by wspomnieć kontrowersyjny przykład Kiryła Sieriebriennikowa i jego „Limonowa” sprzed roku). Nie spotkałem w kuluarach żadnego Ukraińca, który nie czułby się tymi decyzjami skrzywdzony. Spotkałem natomiast wielu dziennikarzy, którzy zasłaniają się „profesjonalizmem” w trakcie relacjonowania dokonań rosyjskich filmowców. Jasne, zdaję sobie sprawę, że sprawa jest bardziej skomplikowana. Myślę jednak, że jest czas na zawodową solidarność i czas na niuanse.

Problem jest zresztą znacznie poważniejszy. Choć największe hollywoodzkie wytwórnie wstrzymały dystrybucję swoich filmów na terenie Rosji, mniejsze studia są w tym względzie znacznie bardziej liberalne. Nie wspominając nawet o zachodnioeuropejskich wytwórniach, które przez pierwsze lata wojny ochoczo wypełniały lukę po Amerykanach.

Rosyjskie kina bez ceregieli kradną amerykańskie filmy i puszczają je na lokalnych ekranach. Portal „Kiyv Independent” donosi, że to, co dzieje się w Rosji, można nazywać już legalizacją piractwa. Jak przekonuje dziennikarz Oleg Sułkow, wpływy z kinowych kas wzmacniają budżet podatkowy Federacji. Widzowie płacą zatem za bomby i pociski, które każdego dnia zabijają Ukraińców.

Animacje, dramaty, kino science fiction, dokumenty. Donbas i Bucza, żydowski sztetl tuż przed niemiecką inwazją oraz mistrzowie obróbki porcelany z Charkowa, system sprawiedliwości po upadku ZSRR i legendarny zbójnik Ołeksa Dowbusz; Akademia Kijowsko-Mohylańska i lotniskowiec „Kijew”… Powstające w cieniu konfliktu nowe ukraińskie kino mówi wielogłosem i nie ogranicza się do opowieści z frontu. 

Pojawia się w streamingu, znajdziecie je w wypożyczalniach VOD, nie brakuje go na YouTube czy w programach imprez filmowych (choćby organizowanego w wielu miastach Polski festiwalu „Ukraina!”). Doceniając tę różnorodność, powinniśmy pamiętać, że akurat na tym froncie wiele zależy od nas. Jeśli kiedyś, po wojnie, zatęsknimy za rosyjskim kinem, będzie można zacząć tę dyskusję od nowa. A teraz cóż – mamy co oglądać.

 

NAJCIEKAWSZE UKRAIŃSKIE FILMY OSTATNICH LAT

Mavka i strażnicy lasu, 2023 r. // Materiały prasowe

MAVKA I STRAŻNICY LASU (2023)

Reżyseria: Oleg Małamuż, Oleksandra Ruban

Animacja o obrończyni leśnej fauny i flory, która mierzy się z nikczemną księżniczką, nie zaskoczy ludzi wykarmionych przez Disneya czy DreamWorks. To jednak przyzwoita i niegłupia rozrywka dla wszystkich od lat pięciu do stu pięciu. Nic dziwnego, że w Ukrainie zapracowała na status kasowego hitu wszech czasów. 

Pamfir, 2022 r. // materiały prasowe

PAMFIR (2022)

Reżyseria: Dmytro Suchołytkyj-Sobczuk

Dramat o ojcostwie, thriller o przeszłości rzucającej długie cienie, kino etnograficzne o rejonach Bukowiny. Potrzeba sporego talentu, by żonglując tak odległymi gatunkami, oczarować Europejską Akademię Filmową. Suchołytkyj-Sobczuk ma go pod dostatkiem. 

20 dni w Mariupolu, 2023 r. // materiały prasowe

20 DNI W MARIUPOLU (2023)

Reżyseria: Mścisław Czernow

Nagrodzony Oscarem wstrząsający zapis zbrodni wojennych, których w Mariupolu dopuścili się Rosjanie. Kronika upadku miasta oraz próba obudzenia sumienia Zachodu. Czernow został w mieście do samego końca. Z narażeniem życia stworzył nie tylko akt oskarżenia, ale i rewelacyjne formalnie kino. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 20/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Głośniej od bomb