Miały trafić na Ukrainę, ale tak się nie stanie. Decyzję, by wysłać Ukraińcom 20 tys. specjalnych pocisków przeciwlotniczych, podjęła jeszcze administracja Bidena. Miały służyć do zwalczania rosyjskich dronów-kamikadze dalekiego zasięgu typu „szahed”. To konstrukcja irańska, którą Rosja dostała od Teheranu, a której produkcję rozwinęła tak, że rosyjskie fabryki produkują dziś 160 „szahedów” – dziennie. Z tendencją rosnącą, wkrótce ma to być prawie 200 sztuk.
Co Biden dał, Trump odbiera
„Szahedy” to główne narzędzie, którym Rosja atakuje teren całej Ukrainy. Rzecz jasna śle też rakiety, ale tych jest mniej, bo ich produkcja trwa dłużej. W ostatnich dniach Rosjanie wysyłali więc co noc przeciw ukraińskim miastom po 200 lub więcej „szahedów” (i kilkanaście rakiet). Rekord padł w nocy 8/9 czerwca: było to 479 dronów i 20 pocisków manewrujących. Ze statystyk można sądzić, że obrona radzi sobie z nimi coraz gorzej – jest ich po prostu zbyt wiele.
Rekord padł w nocy 8/9 czerwca: 479 dronów i 20 pocisków manewrujących skierowano przeciw Ukraińcom
Na sam Charków spadło ich naraz około pięćdziesięciu (wygląda to tak, jakby agresor chciał sterroryzować Charków tak, że przestanie być miejscem do życia). Właśnie po to, by zwalczać drony, Biden i jego sekretarz obrony Lloyd Austin zlecili program, którego efektem miało być technologiczne opracowanie, wyprodukowanie i dostarczanie Ukrainie, jak czytamy, możliwie wielu „relatywnie tanich” pocisków przeciwlotniczych (bo pociski do Patriotów czy Iris-T są za drogie, by zbijać nimi drony).
Trump zmienił jednak decyzję poprzednika: 20 tys. pocisków trafi nie na Ukrainę, lecz, jak słyszymy, „na Bliski Wschód”.
Los Ukrainy zależy od Europy
Decyzja Trumpa zbiega się z innym faktem: kończy pomoc z USA. „Do końca czerwca jest realizowany pakiet pomocy wojskowej dla Ukrainy, który został przyjęty za czasów prezydenta Joego Bidena i nie ma w tej chwili decyzji, w jakim zakresie ta pomoc będzie kontynuowana – mówił w rozmowie z „Rzeczpospolitą” (z 4 czerwca) gen. Dariusz Łukowski, szef BBN. „Ewentualne decyzje wymagają czasu, zatem możliwa jest sytuacja, że w lipcu będziemy obserwować znaczący spadek wolumenu wsparcia dla Ukrainy. Pytanie, czy Europa będzie mogła tę lukę wypełnić”.
Tymczasem Trump nie tylko odmawia, ale znów okazuje polityczną ignorancję – sugerując, że Ukraińcy są sami sobie winni, bo gdyby nie ich uderzenie na rosyjskie lotniska, nie byłoby ostatnich zmasowanych nalotów. Tak jakby Putin potrzebował pretekstu.
Wiele już razy obwieszczano, że nadchodzi moment krytyczny tej wojny i takie przestrogi się mocno zdewaluowały. Mimo to fakty sugerują, że taki moment się zbliża. I że skoro nie można liczyć na Trumpa, obrona Ukrainy zależy teraz od tego, co zrobi Europa.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















