Organizowany od niemal ćwierćwiecza w Krakowie Miesiąc Fotografii nieustannie się zmienia. Jedna rzecz jest jednak na tej imprezie stała: od samego początku stawia ona pytanie o miejsce fotografii we współczesnym świecie, rozumiejąc to medium bardzo szeroko. A jednocześnie przygląda się temu, czego dzięki zdjęciom dowiadujemy się o rzeczywistości.
Vladimir Nabokov w wydanej w roku 1947 „Pamięci, przemów” pisał o „przygodnych włościach”. Zwrot dotyczy nie tylko utraconych przez niego miejsc, ale też ludzi, rzeczy, a nawet drobnych zdarzeń czy chwil. Autobiograficzne zapiski są jednak nie tylko sentymentalnym powrotem do przeszłości. „Pamięci, przemów” stanowią też opowieść o budowaniu tożsamości w sytuacji przymusowego wykorzenienia.
„Odziedziczyłem poniekąd wyborną ułudę – piękno nieuchwytnej posiadłości, przygodne włości – co okazało się wyśmienitym przygotowaniem do zniesienia późniejszych strat” – wyznawał Nabokov.
Dlatego właśnie „Unreal estate” (Wyborna ułuda) stała się hasłem przewodnim tegorocznego Miesiąca Fotografii. Odwołanie do Rosjanina – arystokraty wspominającego to, czego pozbawiła go rewolucja – może zaskakiwać. Jednak dla odpowiedzialnych za tegoroczną edycję imprezy Krzysztofa Pijarskiego oraz Anny Voswinckel sformułowanie użyte przez pisarza stało się kluczem do opisania sytuacji w naszej części Europy. „Unreal estate” to „kraina pomiędzy, przestrzeń bliskich, sąsiedzkich relacji, naznaczona jednocześnie widocznymi bliznami”.
Miejscem, któremu się przyglądają organizatorzy Miesiąca Fotografii, są Niemcy i Polska. Mogłoby się wydawać, że ostatnie 35 lat zbliżyło oba społeczeństwa – ukazały się przecież niezliczone książki, filmy, a przede wszystkim rozwinęły się kontakty gospodarcze, polityczne czy kulturalne. Tymczasem coraz wyraźniejsze staje się nasze rozmijanie. Zwłaszcza relacje minionego wieku wywołują emocje, czego przykładem może być niedawny spór o gdańską wystawę „Nasi chłopcy”.
Te niejasne odczucia nadal są istotnym kapitałem politycznym. Tymczasem w Niemczech Polska, a zwłaszcza polsko-niemiecka przeszłość, wzbudza coraz mniejsze zainteresowanie. Dlatego kuratorzy obecnego Miesiąca porównują naszą granicę do ekranu, przez który ledwie się „nawzajem dostrzegamy, a jednak zarówno nasze państwa, jak i tożsamość pozostają głęboko splecione i nawiedzone przez duchy przeszłości”.
Polsko-niemieckie duchy
Program rozpisano na trzy wystawy przypominające rozdziały książki. Pierwszy akt poświęcono właśnie „duchom przeszłości”. W Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK zorganizowano wystawę niemieckiej artystki Annette Kelm. Pokazano na niej fragmenty dwóch cykli. W „Die Bücher” artystka sfotografowała okładki pierwszych lub wczesnych wydań książek, które w latach 1933-45 zostały w nazistowskich Niemczech zakazane.
Są wśród nich dzieła Waltera Benjamina, Alfreda Döblina czy Ericha Marii Remarque’a – kluczowe dla kultury XX w. Ale znalazła się tu również literatura popularna, a nawet książki dla dzieci i młodzieży. To szczególne zdjęcia: przypominają portrety ludzi, zdjęcia dowodowe lub paszportowe.

Drugi cykl artystki, „Travertinsäulen Recyclingpark Neckartal”, przypomina o historii pomnika Benito Mussoliniego w Berlinie, którego fragmenty zostały porzucone na przedmieściach Stuttgartu. Dziś wznoszą się obok nich ogromne zakłady przetwórstwa odpadów. Resztki monumentu wyglądają jak fragmenty antycznej budowli. Ślady przeszłości, przypomina niemiecka artystka, wciąż tutaj są, co więcej: mogą się stać niebezpieczne.
Bilans transformacji
Druga część Miesiąca, zorganizowana w Bunkrze Sztuki, została poświęcona znacznie bliższym nam czasom. Wystawa „Możliwy układ” przygląda się przemianom społecznym i gospodarczym, jakie zaszły od 1989 roku w obu krajach. Stawia pytania o bilans tej transformacji i jej społeczną cenę.
Zdjęcia Arweda Messmera pokazują, jak zmieniały się Niemcy po zjednoczeniu, także architektonicznie. Tytus Szabelski-Różniak przygląda się, w jaki sposób zostały przekształcone Warszawa i Berlin, ale także Belgrad, Budapeszt i Ryga. Jaki wpływ na ich wygląd miał kapitał, w jaki sposób je unifikował. Natomiast Fungi (Phuong Tran Minh) wraca wspomnieniami do swojego dzieciństwa w Niemczech po ich zjednoczeniu.
Zdjęcia, ale też teksty pokazują ten okres z bardzo indywidualnej, osobistej perspektywy wietnamsko-niemieckiej twórczyni. To opowieść o staraniach odnalezienia się w obcej rzeczywistości. O próbach dostosowania się, upodobnienia.

Jedną z prac otwierających ekspozycję jest „Urna” (2014) Pawła Bownika. Ta znacznych rozmiarów fotografia przedstawiająca urnę z pozostałościami książek spalonych przez Niemców w październiku 1944 roku w gmachu Biblioteki Ordynacji Krasińskich. Zniszczeniu uległy wtedy jedne z najcenniejszych zabytków piśmiennictwa ze zbiorów Biblioteki Narodowej. Ta jedna fotografia przypomina o tym, jak bardzo nasza przeszłość jest stale obecna.
Miejsca i pamięć
Śladom przeszłości zostały także poświęcone „Uwarstwienia” w Pałacu Potockich. Artyści i artystki przyglądają się na wystawie konkretnym miejscom, zarówno ważnym dla naszej pamięci, ale też wypartym czy przemilczanym. Wojciech Wilczyk od 2020 roku szukał na terenie Polski krzyży i kapliczek upamiętniających zniesienie pańszczyzny, wydarzenia o fundamentalnym znaczeniu dla wsi i jej mieszkańców, ale nadal marginalizowanego w oficjalnej historiografii. Znalazł ich w sumie 136. Poprzez fotografie przywraca pamięć o tych, którzy je wznosili.

Anna Orłowska zajmuje się Górą Świętej Anny, odgrywającą ważną rolę w polskiej, ale też niemieckiej polityce pamięci. Jadwiga Janowska zaś przygląda się funkcjonowaniu Radiostacji Gliwickiej, miejsca ważnego dla polskiej tożsamości. W jaki sposób jej wizerunek jest komercjalizowany i wykorzystywany np. jako motyw na... czekoladkach.

Jednak nie jest to jedynie wystawa o przeszłości. Tobias Zielony w wideo „Jak rozpalić ogień bez dymu” (2026) przygląda się temu, jak wygląda przekraczanie granicy między Litwą a Białorusią. Natomiast Jonas Höschl w pracy „80 portretów: 73 mężczyzn, 7 kobiet” gromadzi pochodzące z internetu zdjęcia osób związanych z grupami neonazistowskimi.
Pokazują one symbolikę, do której odwołują się te osoby, sposób ich ubierania się. Höschl dokumentuje niebezpieczne postawy, ale unika popadania w sensację.
ShowOFF: młoda fotografia
Nie mniej ważne na Miesiącu Fotografii jest przyglądanie się i wyszukiwanie nowych postaci i zjawisk w tej dziedzinie sztuki. Częścią tegorocznej edycji jest wystawa studentów polskich i niemieckich szkół artystycznych. Jednak kluczowe znaczenie mają pokazy w ramach realizowanej od dawna Sekcji ShowOFF. O jej randze świadczy m.in. to, że w przeszłości prezentowano na niej prace m.in. Dominiki Gęsickiej, Ireny Kalickiej czy Diany Lelonek.
Uczestników i uczestniczki wyłania się w międzynarodowym konkursie, a nad wystawami pracują osoby o dużym doświadczeniu. W tym roku są to m.in. Aneta Grzeszykowska, Yulia Krivich i Tobias Zielony, ważne nazwiska współczesnej fotografii.
Przygotowano sześć wystaw. Abdalsalam Alhaj (Galeria Szara Kamienica) opowiada, odwołując się do rodzinnej historii, o politycznym i gospodarczym upadku Sudanu. O złudzeniach związanych z modernizacją, jaka miała miejsce po ogłoszeniu przez ten kraj niepodległości, i konfliktach, które go pogrążyły. Witalij Herasymenko (Galeria Piana) fotografował, służąc w szturmowym batalionie Sił Zbrojnych Ukrainy. Nie tylko dokumentował strefę wojny, ale pokazywał, jak się zmienia i wpływa na tych, którzy w niej przebywają.
Z kolei Sonia Góral (Apteka Janicki gallery) fotografie z dzieciństwa wykonane przez jej ojca wykorzystała jako podłoże do obrazów. Pokrywa zdjęcia farbą, nadając przedstawionym na nich ludziom i wydarzeniom nowe znaczenia. To spojrzenie na własne dzieciństwo, niepozbawione humoru, żartobliwe, ale też chwilami okrutne. Wystawy te, ale także Andrzeja Frydrycha, Moniki Libery i Maite Vanhellemont, pokazują, jak różnie dziś jest rozumiana fotografia, ale też że nadal daje możliwość mówienia o aktualnych sprawach.
23. Miesiąc Fotografii w Krakowie, „Unreal estate. O granicach, splątaniach i niedokończonych historiach”. Wystawy można oglądać do 14 czerwca. Ekspozycje w Galerii Bunkier Sztuki i Galerii Pałacu Potockich czynne są do 30 sierpnia.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















