Od jesieni 2022 r., kiedy ukazała się u nas pierwsza i najsłynniejsza jego publikacja „Społeczeństwo zmęczenia”, dyskusja na temat filozofa z Korei Południowej przetoczyła się przez bardzo różne media.
Na łamach „Tygodnika” reżyserka Agnieszka Smoczyńska mówiła, że Byung Chul Han otworzył jej oczy. O jego „podmiocie osiągnięć” dyskutowano w hip-hopowym radiu newonce. O tym, co pisze na temat braku wspólnoty w czasach nadmiaru komunikacji, wspominano w felietonach „Gazety Wyborczej”. W internetowym Dwutygodniku znawczyni mediów elektronicznych, Agata Sikora, demaskowała Hana jako ukrytego, a więc groźnego reakcjonistę. Lewica zarzucała mu, że jest za mało polityczny, a jego myśli nie sposób przekuć na konkretne działania. W katolickiej „Więzi” Jarema Piekutowski, redaktor portalu Nowa Konfederacja, słusznie zauważał, że Han „nie podnosi moralnego larum, nie prowadzi wojny kulturowej”, a więc nie jest atrakcyjny dla tradycjonalistów.
Kiedy fragmenty tekstów Hana ukazywały się w „Krytyce Politycznej” w roku 2017, nie zostały zauważone, jakbyśmy dopiero teraz poczuli się wystarczająco wypaleni, by zainteresować się proponowanym przez niego „zaniechaniem”. Taki tytuł nosi zresztą wydana ostatnio przez Karakter książka Zofii Zaleskiej o prawie do niedziałania, które jest szansą na odzyskanie wolności.
Dlaczego warto czytać Hana
Spór o przynależność ideologiczną Byung Chul Hana przypomina mi dyskusje sprzed dwudziestu lat, kiedy to za sprawą wydawnictwa W.A.B. zaczęły ukazywać się w Polsce powieści Michela Houellebecqa. Znudzeni powtarzającym motywy narcystycznym pisarzem nie pamiętamy, że zażarcie walczyła o niego wtedy zarówno prawica, jak i lewica, bo każda strona ideologicznej barykady widziała w jego prozie uzasadnienie własnych idei. W tym samym okresie zaczęły być tłumaczone książki słoweńskiego filozofa-lacanisty Slavoja Žižka, który na początku XX w., mieszając popkulturę z psychoanalizą, trafił w zeitgeist.
Nadaktywny i komentujący na bieżąco wydarzenia polityczne Žižek wydaje się przeciwieństwem mało piszącego i jeszcze mniej mówiącego Hana, który – jak Houellebecq przed laty – wymyka się łatwemu szufladkowaniu i nie przedstawia wprost recept na życie.
Właśnie z tego powodu warto czytać niemieckiego filozofa z Korei (czy też koreańskiego Niemca). Sama jego tożsamość jest rodem z płynnej, globalnej ponowoczesności. Może właśnie dlatego tak silnie Han przeciwstawia się współczesnemu kryzysowi narracji.

Kim jest Byung Chul Han
Byung Chul Han urodził się w 1959 r. i wychował w Seulu, stolicy Południowej Korei. Kraj, kojarzony dziś przez młodzież z queerowym, wyzwolonym k-popem, pozostaje konfucjańsko konserwatywny i przoduje w niechlubnych, światowych statystykach liczby samobójstw. Szybki awans z biednego społeczeństwa rolniczego do potęgi przemysłowej obywatele przypłacili ogólnonarodową depresją i permanentnym przemęczeniem. Nierówności majątkowe w Korei Południowej są najwyższe spośród wszystkich krajów rozwiniętych, a głośny film „Parasite” (2019) w reżyserii Bong Joon-ho najlepiej oddaje panującą tam atmosferę relacji międzyludzkich.
Koreańczycy w jeszcze większym stopniu niż mieszkańcy Zachodu wydają się „zbyt martwi, aby żyć – zbyt żywi, by umrzeć”, jak zatytułował swój wstęp Rafał Pokrywka, tłumaczący Hana z niemieckiego na polski. Współczesne społeczeństwa są nie tylko „wypalone”, ale też „transparentne”, czyli „pornograficzne” oraz zbyt „informacyjne” (tak filozof zatytułował kolejne rozdziały swojego eseju).
Skutkuje to nie tylko epidemią depresji czy ADHD, ale też nadmierną koncentracją podmiotu na sobie samym. A przede wszystkim narzuconym przez neoliberalizm i głęboko uwewnętrznionym „kulcie pozytywności”, czyli przekonaniu, że „yes, we can” – damy radę i musimy oraz potrafimy osiągać ambitne cele.
Dawniej, w epoce panoptykonu opisywanego przez Michela Foucaulta, aby zmusić nas do pracy i kontrolować, potrzebni byli strażnicy. Wraz z pojawieniem się telefonów komórkowych i internetu nie tylko sprzedajemy swoje dane, ale żyjemy w iluzji wolności, a tak naprawdę już sami siebie kontrolujemy.
Czy Han jest katolikiem
Algorytm liczący i dodający informacje z internetu (co Han określa jako dataizację, przeciwieństwo myślenia), niesłusznie określany jako „sztuczna inteligencja”, na pytanie o Koreę Południową od razu cytuje zewnętrzne źródła o tym, czego nie wypada tam robić. Między innymi nie zaleca się publicznego okazywania uczuć oraz zbyt głośnego zachowania w miejscach publicznych. W domu, szkole i pracy najważniejsza jest ścisła hierarchia wymuszająca stosowne zachowania i rytuały, bezwzględny szacunek dla starszych i przełożonych.
Nie jest jasne, czy Han był katolikiem już jako grzeczny uczeń szkoły i politechniki w garniturze i pod krawatem. Jeszcze w XIX w. to wyznanie było na półwyspie represjonowane, tysiące wiernych zginęły jako męczennicy za wiarę. Praktykowanie katolicyzmu w Korei było dużo bardziej buntowniczą postawą niż mantry i medytacje buddyjskie w PRL.
Świątynie, jak u nas, były w latach 80. schronieniem dla studentów i liberałów demonstrujących przeciwko brakowi demokracji. Po zakończeniu sowiecko-amerykańskiej zimnej wojny południem rządziła junta wojskowa, równie autorytarna jak konfucjański model rodziny. Nie chcąc się przeciwstawiać woli ojca, inżyniera budownictwa lądowego, współautora wielkich inwestycji modernizacyjnych, przyszły filozof studiował metalurgię. Kiedy miał dwadzieścia jeden lat, armia krwawo stłumiła jedną z wielu fal społecznych protestów, zabijając co najmniej kilkaset osób.
Byung Chul Han w Seulu i Berlinie
Choć rzadko udziela wywiadów i pojawia się publicznie, w 2015 r. zgodził się wystąpić w dokumencie Isabelli Gresser „Społeczeństwo zmęczenia. Byung Chul Han w Seulu i Berlinie”. Został sfilmowany między innymi w skromnym pokoiku, gdzie pokazuje swoje książki inżynieryjne, pełne wykresów i diagramów, włożonych do środka karteczek z precyzyjnymi notatkami po angielsku.
Przyznaje, że dziś nic z nich nie rozumie. Choć ani w tym filmie, ani nigdzie indziej nie podaje detali ze swojej biografii, wygląda na to, że właśnie po masakrach protestujących wyjechał na dalsze studia do Niemiec.
W wywiadach twierdzi, że od dziecka uwielbiał chodzić na cmentarze, a kiedy w jego domu pojawiła się płyta z muzyką Bacha, zrozumiał, gdzie jest jego duchowa ojczyzna. Rodzinie powiedział, że wyjeżdża kontynuować studia na niemieckiej politechnice, ale w rzeczywistości, choć nie znał języka, zapisał się na wydział filozofii i literatury.
Najpierw, „żywiąc się jedynie chlebem i dżemem”, studiował w prowincjonalnym Clausthal-Zellerfeld w Dolnej Saksonii, potem na uniwersytetach we Fryburgu i Monachium. Idąc tropem przywołanej wcześniej żarliwej krytyki Agaty Sikory, można uznać, że musiał najpierw dokonać głębokiego samowyzysku, by osiągnąć sukces i pozwolić sobie na robienie „niewiele”.
Autorka Dwutygodnika słusznie zauważyła, że „prezentowanie siebie jako osoby ambitnej, bardzo zajętej i zawsze gotowej do podjęcia »nowych wyzwań« dla wielu ludzi jest warunkiem zapewnienia sobie pracy, a co za tym idzie, utrzymania”. Prekariatu, szczególnie tego twórczego, który chętnie czyta Hana na całym świecie, nie stać po prostu na zaniechanie – ani w stylu zachodnim, ani wschodnim.
Tylko że Han, który – choć uważany za lewicowca – wcale nie odwołuje się do marksizmu i w przeciwieństwie do ruchów socjalistycznych nie obiecuje żadnych szczególnie rewolucyjnych rozwiązań, jedynie punktuje nasze współczesne bolączki.
Eseje Byung Chul Hana
Niemieckiego uczy się od 22. roku życia, w tym języku również wykłada, z lekkim akcentem, udziela wywiadów i pisze. Krótkimi zdaniami, jakby wciąż się bał tych rozbudowanych i wielokrotnie złożonych. Ta krótka fraza powoduje zarazem, że Han jest dużo przystępniejszym autorem niż Francuzi, jak Michel Foucault czy Gilles Deleuze, z którymi polemizuje, czy wielcy Niemcy jak Georg Friedrich Hegel, do którego komentarzami zaczynał pracę naukową.
W przeciwieństwie do Josepha Conrada, który ucząc się angielskiego, wymyślił ten język na nowo na potrzeby prozy modernistycznej, Han poczyna sobie z nim nieśmiało, wręcz skromnie. Pisząc krótkie zdania (twierdzi, że ledwie trzy dziennie) wydaje krótkie książki, właściwie broszury, których kolejność nieco zaciemniają zbiorowe polskie tomy, mieszające teksty z różnych okresów – trudno na ich podstawie prześledzić rozwój jego poglądów.
Niektórzy, może z tego powodu, zarzucają mu poetyckość i niejasność wywodu, ale wystarczy porównać „Nie(do)rzeczy” Hana (wydane przez Uniwersytet Łódzki) z „Brutalizmem” czy „Polityką wrogości” (Karakter) innego ważnego dziś filozofa, Achille’a Mbembe, żeby zrozumieć, że Han jest naprawdę przejrzysty. Koreańczyka z Kameruńczykiem łączy nie tylko odwoływanie się do światopoglądu miejsca urodzenia, ale także zwrócenie uwagi na brutalne „rozbijanie i rozszczepianie” przez kapitalizm ziemi, zasobów oraz realności ciał i przedmiotów, a co za tym idzie, także łączących ich więzi społecznych.
Han i Vita contemplativa
Film Isabelli Gresser, zaczynający się od ujęć mnichów w Korei Południowej, pokazuje jedną z regularnych, zimowych podróży Hana do ojczyzny. Spotyka się tam między innymi z reżyserem filmu „Oldboy”, Park Chan-wookiem, który jest jego wiernym czytelnikiem. Przede wszystkim odwiedza jednak świątynię taoistyczno-buddyjską i analizuje teksty mistrza Zhuangzi (Czuang-tsy) z przełomu III i IV wieku przed naszą erą o medytacyjnej wędrówce.
Choć jako student Han porzucił zbyt sformalizowane życie w Korei, filozofa nie opuszcza tęsknota za formą, wschodnioazjatyckim „imperium znaków” i gier społecznych, o których pisze w eseju otwierającym „Ducha nadziei”. Chodzi mu także o pojednanie człowieka z naturą poprzez politykę „pozostawiania”, którą odnajduje u Heideggera.
W eseju „Vita contemplativa” cytuje „Księgę Południowego Kwiatu” Zhuangzi i anegdotę o kucharzu, który „wiedzie nóż przez już istniejące szczeliny” w ciele wołu. „Wykorzystuje »możliwości«, które drzemią w rzeczach, zamiast celowo w nie ingerować”. Dopiero bezczynność, zupełnie różna od martwego „czasu wolnego” wyznaczonego jako przerwa w pracy, „ustanawia to, co ludzkie” w ciszy i rytuale religijnym, nie tylko chrześcijańskim, także w tym znanym najdawniejszym społeczeństwom pierwotnym.
Kapitalizm, szczególnie ten neoliberalny i cyfrowy, nie tylko zmusza do ciągłej, wypalającej aktywności, ale też sprowadza nas do „ubóstwa nagiego życia”. Stajemy się zombie, istotami tak popularnymi przecież w koreańskiej popkulturze, serialach i kinie.
Kawiarenka na cmentarzu
Byung Chul Han jest dziś profesorem na interdyscyplinarnym Uniwersytecie Sztuki w Berlinie. Jego ulubionym miejscem na terenie uczelni są nieodbudowane po wojnie ruiny – miejsce pustki, kluczowej w filozofii Wschodu, kompulsywnie zapełnianej na Zachodzie, miejsce ciszy zagłuszanej na co dzień cyfrowym hałasem komunikacyjnym.
Jak wynika z filmu Gresser, pierwszym przewodnikiem Hana po stolicy Niemiec stał się w dużej mierze czarno-biały, melancholijny film Wima Wendersa i Petera Handkego, którego zresztą często cytuje w esejach. Mieszka w pobliżu mostu Langenscheidt, gdzie kręcono jedną ze scen historii dwóch aniołów w długich czarnych płaszczach mieszkających we wciąż jeszcze podzielonym murem Berlinie.
Zarówno w 2015 r., kiedy miał jeszcze długie włosy i kucyk, jak i dziś, kiedy profesor Han ma już 65 lat, jego ulubionym miejscem przechadzek w dzielnicy Schöneberg, gdzie mieszka, jest cmentarz św. Mateusza. Odwiedza tu zawsze groby braci Grimm i syna Hegla, chyba tylko fascynacja tym berlińskim mistrzem łączy go ze Slavojem Žižkiem. Właśnie w kawiarence na tym cmentarzu umawia się na rzadkie wywiady. Ostatnio rozmawiał z lewicowym, madryckim dziennikiem „El País”, być może dlatego, że właśnie w Hiszpanii książki Hana cieszą się największym zainteresowaniem.
Większość profili w mediach społecznościowych dotyczących filozofa (on sam nie ma konta ani na Facebooku, ani na Instagramie) jest właśnie hiszpańskojęzyczna. Mimo sukcesów wydawniczych, trwających od publikacji „Społeczeństwa zmęczenia”, które sprzedało się w ponad 100 tys. egzemplarzy na świecie, jego autor wciąż chodzi w starej, skórzanej kurtce i wytartych dżinsach. Jak przystało na berlińczyka, jeździ na rowerze.
Ma za to trzy fortepiany: Steinway & Sons w mieszkaniu i dwa inne w podmiejskiej willi. Nadal słucha i gra Bacha, twierdzi, że codziennie inaczej jest chory, dlatego też rzadko podróżuje. Światowy sukces Hana bierze się chyba z tego, że zaufaliśmy mu, ponieważ codziennie pozwala sobie na kontemplację i zaniechanie w duchu swoich tekstów.
Nadzieja pośród rozpaczy
Tytułowy esej „Duch nadziei” jest rzeczywiście najnowszym tekstem Hana, zarówno po polsku, jak i niemiecku. Jest tu mowa o Bogu, autor cytuje żydowską filozofię szabasu, List do Rzymian, polemizuje z Hannah Arendt, powołuje się także na Marcela Prousta, Alberta Camusa i po raz kolejny Heideggera. „Najsilniejsza nadzieja budzi się dopiero pośród najgłębszej rozpaczy” – zdaje się pocieszać. „Szeroko rozpowszechniony klimat strachu tłumi nadzieję w zarodku. Strach i resentyment popychają ludzi w ramiona prawicowych populistów i podsycają nienawiść”.
Niby oczywiste, ale spróbujmy sobie wyobrazić i empatycznie poczuć, że krzyczący „Polska dla Polaków” tak naprawdę się boją. A my z kolei boimy się ich oraz apokalipsy klimatycznej, utraty pracy, ostatecznego demontażu państwa prawa i końca demokracji. „Solidarność, życzliwość i empatia ulegają erozji”, przecież nie tylko u „tamtych”, ale też „u naszych”.
Zarazem „strach jest ulubionym narzędziem władzy”, a także „zamyka przyszłość, odbierając nam dostęp do tego, co możliwe i nowe”. Han nie ewangelizuje i nie nawraca, jako ateista kiwam głową, czytając jego teksty o rytuałach, a więc ponownym „zaczarowaniu” czy „przeczarowaniu świata”. Taki tytuł nosiła zresztą praca Małgorzaty Mirgi-Tas o Romach w polskim pawilonie w Wenecji, włączająca „inność” jej krewnych do światowej wspólnoty i historii.
Kierunek myśli Hana jest też zbieżny z filozofią Achille’a Mbembe, który powołuje się na płynne, również seksualnie, tożsamości zakotwiczone jednak mocno we wspólnocie i duchowości tradycji afrykańskiej. Nowe człowieczeństwo, którego szukają ci filozofowie, musi być oparte na dopuszczeniu słabości, troskliwości o innych i silnej wspólnocie. A w tym celu na pewno trzeba przestać się bać, odnaleźć nadzieję oraz sposoby jej realizacji w wolnej od przymusu bezczynności.

Byung Chul Han, DUCH NADZIEI I INNE ESEJE, przeł. Rafał Pokrywka, Krytyka Polityczna 2025
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.





















