Dariusz Rosiak na 80. urodziny „Tygodnika”: Na początku są zmysły

Cieszy mnie świat słuchany z bliska, oglądany w trybie makro, dotykany fizycznie.
Czyta się kilka minut
Koncert Boba Dylana. Londyn 1981 r. // Fot. Keith Baugh / Getty Images
Koncert Boba Dylana. Londyn 1981 r. // Fot. Keith Baugh / Getty Images

Dla przykładu: lepsza jest podłoga drewniana skrzypiąca od nieskrzypiącej, lepszy jest obrus w niebiesko-czerwone kwiatki niż czysty lniany bez wzoru. Swoją drogą bywają wzory okropne: „Ta tapeta albo ja – jedno z nas musi odejść”, powiedział Oscar Wilde na łożu śmierci. Podobno. Cieszą mnie różne nikomu niepotrzebne znaleziska, np. ostatnie słowa znanych ludzi. Albo inne kompletnie nieprzydatne rzeczy, o których wiem. Np. wiem, dlaczego licząc punkty w tenisie po angielsku, na zero mówi się love.

Kiedy moczy się cieciorka, wydaje taki odgłos, jakby pękała skorupka od jajka albo jakby paliły się szczapy w ognisku. Takie rzeczy mnie cieszą, nawet jeśli to pękanie cieciorki w kuchni mnie budzi.

Pewien znany fotograf powiedział mi kiedyś, że jeśli zdjęcie jest słabe, to najczęściej dlatego, że fotograf stał zbyt daleko. Szczerze mówiąc, nikt mi tego nie powiedział, sam wymyśliłem. Ale to prawda.

Podobnie jest z dźwiękami. Jedno z moich najdalszych wspomnień: leżę na dywanie w dużym pokoju w mieszkaniu na Grochowie, patrzę na wielką skrzynkę przede mną i czekam, aż zacznie się spektakl. Oniemiały przyglądam się, jak za ciemną szybką rozbłyskują kolejne lampy, z początku ledwo się żarząc, a potem odzywa się szept piosenki albo lektora. Jarzenie zmienia się w światło, ledwo słyszalny szmer rośnie do pełnego brzmienia. A ja jestem jedną wielką uwagą, wtulam się w to radio całym sobą, do dziś pamiętam teksty piosenek, które wtedy słyszałem.

Cieszy mnie to wspomnienie, podobnie jak wiele innych, np. to z pierwszej komunii, na którą jako jedyny z klasy nie dostałem zegarka. Wyprosiłem u chrzestnej, żeby mi kupiła piłkę. I dostałem węgierkę, czyli taką w biało-czarne paski, a nie w kropki, bo wolałem węgierkę zamiast biedronki. Z takich wspomnień jestem utkany. Pamięć jest tworzywem życia, ona nadaje mu ciągłość i spójność. Bez pamięci byłbym niczym.

Zawodowo zapisuję pamięć. Jako reporter rozmawiam z ludźmi, rejestruję dźwięki otoczenia, wyłuskuję szczegóły. Na początku są zmysły: słyszę, widzę, dotykam, wącham, smakuję. Włączam reporterski dyktafon, on wszystkiego nie zapisze, ale jest dobrym narzędziem do łowienia detali, które umykają w czasie rzeczywistym. Czasem odnajduję na nagraniach rzeczy, o których istnieniu nie wiedziałem: niezauważone wcześniej zdanie wypowiedziane przez bohatera, śpiew ptaka, kroki przechodnia, trudny do zidentyfikowania szum, który intryguje. To dla mnie bezcenne drobiazgi, a ich odkrywanie to największy dar i największa radość dla mnie jako reportera.

Przedstawiam niekompletną listę rzeczy, które bardzo cieszą mnie prywatnie: miód, raczej skrystalizowany, żeby lepiej się rozsmarowywał na litewskim chlebie, ale płynny też, wiejskie Matki Boskie przy drodze, głazy na polu – czas w formie ciała stałego; cykanie świerszczy, skrzeczenie żab, klekot bocianów, zając z uszami jak peryskopy nad zbożem, pszczoły w chmurze nad lipą, patrzenie całymi dniami na to samo drzewo, mycie się w zimnej wodzie, pływanie, chodzenie, nicniemówienie, jedzenie lodów na murku przed wiejskim sklepem, jeżdżenie na rowerze, godzinami opędzając się przed komarami, które chyba uwielbiają pot, a potem wypicie dwóch łomż, pierwszą jednym haustem, drugą powolutku, gwałtowne burze z piorunami, w trakcie których trzeba wyłączyć światło, a i tak nie ma pewności, że komputer przetrwa, a w ogóle to trzeba było nie brać. Kilka lat temu wyszedłem w nocy przed dom i zobaczyłem na rozgwieżdżonym podlaskim niebie pociąg Starlinków. To było jeszcze, zanim wiedziałem, co to jest. Pomyślałem, że trafiłem we śnie do filmu Spielberga, i ucieszyło mnie to.

Powyższa lista dotyczy lata, czyli pory roku, w której wszystko jest bardziej: bliżej, gęściej i wyraźniej. Na trzy miesiące w roku, teraz coraz dłużej, nad Polskę nadciąga szarobura smuta jesienno-zimowa, w której znikają zapachy i gasną kolory, bo znika słońce. Ciała chronią opasłe palta i grube czapki, w szarości trudniej dostrzec drugiego człowieka. Ze świata na wskroś fizycznego przechodzę wtedy w rzeczywistość zapośredniczoną: książki, filmy, internet. Obce światy, które mogą zostać oswojone i nieść w sobie radość, pod warunkiem, że dobrze wybierzemy.

Pięć lat temu, gdy świat opanowała zaraza covidu, nie mieliśmy wyboru i wielu przepowiadało wówczas, że nie wróci do nas dotyk, zmysłowość, nie wróci fizyczność. Nie mieli racji. Bliskość wróciła, bo świat oglądany i doświadczany z bliska jest naszym naturalnym środowiskiem, nie chcemy się go wyrzekać, nie warto. A poza tym wszystko wcześniej czy później wraca na swoje miejsce. I to mnie cieszy.

Oto moja niekompletna zimowa lista rzeczy, które mnie cieszą: śnieg biały w mieście bez śladów kół, zwiędłe liście fruwające po ulicach na wietrze, chodzenie na piechotę po Warszawie bez względu na pogodę, odrywanie cen z płyt kompaktowych, przeglądanie mojej bogatej kolekcji cukrów z kawiarni na całym świecie, obsesyjne zmywanie naczyń.

Tej zimy czytałem „Lekcje” Iana McEwana. W jednej ze scen bohater książki idzie na koncert Boba Dylana w sali Earl’s Court w Londynie 26 czerwca 1981 r. Też na nim byłem i podobnie jak dla bohatera, ten koncert był dla mnie ważnym przeżyciem. Może nawet spotkaliśmy się tego dnia. Włączyłem to odkrycie do mojej pamięci, jest dzięki niemu bogatsza. Takie rzeczy mnie cieszą.

Dariusz Rosiak jest dziennikarzem radiowym, prasowym i reportażystą. Twórca i główny prowadzący „Raportu o stanie świata”, autor wielu książek, m.in. „Baumana”, „Żaru” i „Oblicz Wielkiej Brytanii”. Dziennikarz Roku 2020 w konkursie Grand Press. Z „Tygodnikiem” współpracuje od 1997 r.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 12/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Na początku są zmysły