Kto korzysta na planie pokojowym Trumpa dla Gazy? Ani Hamas, ani Netanjahu

Trump zrewidował politykę bliskowschodnią USA i niewykluczone, że ofiarą tej rewizji padnie Netanjahu. Chyba że Hamas uratuje izraelskiego premiera i nie wypuści zakładników.
z Tel Awiwu
Czyta się kilka minut
Rodzice izraelskich żołnierzy przetrzymywanych w niewoli przez Hamas, domagający się natychmiastowego zakończenia wojny, Tel Awiw, 3o września 2025 r.. Tel Awiw, 30 września 2025 r. // Fot. Eyal Warshavsky / SOPA / LightRocket / Getty Images
Rodzice izraelskich żołnierzy przetrzymywanych w niewoli przez Hamas, domagający się natychmiastowego zakończenia wojny, Tel Awiw, 3o września 2025 r.. Tel Awiw, 30 września 2025 r. // Fot. Eyal Warshavsky / SOPA / LightRocket / Getty Images

„Umieram ze strachu! – krzyczała ze sceny Einav Zangauker, matka Natana porwanego przez Hamas 7 października 2023 r. – Ale dzięki wam rodziny porwanych boją się trochę mniej”. To był jeden z najliczniejszych w ostatnich tygodniach protestów na placu Zakładników w centrum Tel Awiwu. Według organizatorów uczestniczyło w nim 200 tys. ludzi, podobne, mniej liczne zgromadzenia miały miejsce w Hajfie, Jerozolimie i w innych miastach Izraela.

Nadzieja mieszała się tu z niepokojem. Mówcy wskazywali, że piątkowa deklaracja Hamasu o gotowości do przyjęcia planu Trumpa to początek drogi. „Jednak pierwszy raz, od kiedy odzyskałem wolność, słyszę słowa, które dają nadzieję” – mówił Gadi Moses wypuszczony przez Hamas po styczniowym porozumieniu, które kilka tygodni później zostało zerwane.

Jest jednak poważna różnica między sytuacją z ostatnich dwóch lat i obecną. Tę różnicę robi Donald Trump – bez wątpienia najpopularniejszy obecnie polityk w Izraelu. 

Co łączy Hamas i Netanjahu

Deklaracje Trumpa wyglądają niekiedy tak, jakby były oparte na przekonaniu, że słowami można naginać rzeczywistość i tworzyć fakty. Co ważne: obie strony konfliktu wydają się akceptować proponowaną przez niego fikcję po to, żeby przypadkiem nie wyjść na tych, którzy sprzeciwiają się otwarcie woli prezydenta USA. To łączy Hamas i Beniamina Netanjahu: zarówno izraelska, jak i palestyńska opinia publiczna mają dosyć wojny, ale Hamas i Netanjahu wiedzą, że prawdziwy jej koniec oznacza początek rozliczeń za to, co działo się przez ostatnie dwa lata.

Tylko że ostatni tydzień pokazał również, jak bardzo sam Trump chce końca wojny, nawet jeśli to, co ma się wydarzyć po wstrzymaniu ognia, pozostaje na razie mgliste.

Jak na plan Trumpa reaguje Hamas

Hamas oświadczył w piątek wieczorem, że jest gotowy przyjąć częściowo 20-punktowy plan pokojowy Donalda Trumpa dla Gazy, ale słowo „częściowo” jest tutaj nadużyciem. Organizacja zgodziła się w zasadzie na realizację jednego z 20 punktów planu Trumpa, czyli wymianę 48 zakładników, z których najprawdopodobniej 20 pozostaje przy życiu, na setki Palestyńczyków przebywających w izraelskich więzieniach. Wśród nich ma być 250 bojowników skazanych za morderstwa, niektórzy za wielokrotne.

W oświadczeniu Hamasu nie ma mowy o rozbrojeniu organizacji, a zgoda organizacji na „przekazanie administracji Gazy palestyńskiemu gronu technokratów w oparciu o palestyński narodowy konsensus oraz wsparcie arabskie i muzułmańskie” nie oznacza, że Hamas godzi się na rezygnację z uczestnictwa w przyszłych władzach Gazy.

Już w sobotę okazało się, że wypuszczenie zakładników potrwa dłużej niż zakładane w planie 72 godziny, a realnym skutkiem deklaracji Hamasu jest ograniczenie bombardowań Gazy przez Izrael. Jednak po wydaniu przez IDF oświadczenia, że wycofuje się na pozycje defensywne, doszło do kolejnych bombardowań: w weekend w Gazie zginęło 129 Palestyńczyków.

Jak się skończą negocjacje w Kairze

Wznowienie w Kairze negocjacji Izraela z Hamasem za pośrednictwem Kataru, Egiptu i USA to kolejny skutek interwencji Trumpa. Mogą one potrwać kilka dni, chociaż amerykański prezydent ponagla Hamas i grozi organizacji „kompletnym unicestwieniem”, jeśli nie będzie współpracować i nie odda władzy w Gazie.

Po piątkowym oświadczeniu Hamasu prezydent Trump ogłosił „wielki dzień” i zadeklarował: „Wierzę, że są gotowi na trwały pokój”. W istocie Hamas był co najwyżej gotowy do negocjacji najważniejszych punktów planu, a Trump najwyraźniej uwierzył, że wszystko potoczy się dalej po wprowadzeniu w życie jego pierwszej fazy, czyli zwolnienia zakładników, przerwania wojny i wycofania IDF o kilkaset metrów od pozycji obecnie zajmowanych.

W każdej innej sytuacji Netanjahu odrzuciłby oświadczenie Hamasu uznając je za nic nieznaczące. Nie miał przecież żadnych skrupułów zerwać uzgodniony na początku roku przez Bidena rozejm i zablokować Gazę na dwa miesiące. Tym razem jednak tego nie zrobił – nie zrobił dlatego, że Trump wymógł na nim akceptację gry medialnej, którą prowadzi.

Trump wywraca do góry nogami politykę USA na Bliskim Wschodzie

Gra medialna nie oznacza jednak w tym przypadku gry pozorów, z czego zdają sobie sprawę obie strony konfliktu. Trump dokonał bowiem w ostatnich latach poważnej rewizji amerykańskiej polityki bliskowschodniej i niewykluczone, że pierwszą jej ofiarą padnie Beniamin Netanjahu. Chyba że Hamas go uratuje i jednak nie wypuści zakładników. 

W ostatnich dekadach świat przyzwyczaił się – nie bez powodu – traktować Izrael jako amerykański przyczółek na Bliskim Wschodzie, a od Waszyngtonu oczekiwać bezkrytycznego wsparcia dla kolejnych rządów „jedynej demokracji w regionie”. Trump już w pierwszej kadencji zaczął dokonywać wyłomu w tej polityce, a obecnie wywraca ją do góry nogami. Dla amerykańskiego prezydenta partnerami co najmniej tak samo istotnymi jak Izrael w polityce bliskowschodniej są dziś Katar, Arabia Saudyjska czy Emiraty.

Dla Trumpa zniszczenie Hamasu jest ważne, ale na liście priorytetów ustępuje robieniu miliardowych interesów z państwami Zatoki. Liczy się z głosem Egiptu, a prezydenta Turcji Erdoğana nazywa „twardym gościem”. „To mój przyjaciel” – mówi o zadeklarowanym wrogu Izraela.

Dlaczego na inicjatywie Trumpa najwięcej korzysta Katar

Największym wygranym wydarzeń ostatniego tygodnia nie jest więc ani Izrael, ani, niestety, ludność Gazy, ale Katar. Trump najpierw zmusił Netanjahu do publicznego przeproszenia premiera tego kraju za niedawny atak bombowy na budynek w Dosze, w którym znajdowała się delegacja Hamasu, a następie zadeklarował publicznie, że Ameryka zareaguje militarnie, jeśli Izrael kiedykolwiek powtórzy atak na Katar. W końcu zaś udzielił Katarowi – jednemu z długoletnich sponsorów i opiekunów Hamasu – gwarancji bezpieczeństwa i ochrony wobec działań Izraela.

To wskutek presji państw arabskich Trumpowska wizja „Riwiery w Gazie” przejdzie zapewne do historii jako chwilowy kaprys ekscentrycznego polityka, to dzięki nim amerykański prezydent jasno sprzeciwił się aneksji Zachodniego Brzegu i okupacji izraelskiej w Gazie. To wskutek wpływów państw arabskich i Turcji Trump zdecydował się na ryzykowne wsparcie osadzonego w Damaszku w roli prezydenta Syrii byłego terrorysty islamskiego. Najwyraźniej dla obecnego gospodarza Białego Domu Izrael nie jest już jedynym partnerem do dyskusji na temat kształtu regionu, w tym Gazy.

Jeśli przyjrzeć się deklaracjom Trumpa z ostatnich dni, to można nawet zaryzykować tezę, że potraktował Hamas i Netanjahu niemal symetrycznie: jednym zagroził „rozpętaniem piekła”, jeśli odrzucą plan, drugiemu po prostu rozkazał zaprzestać bombardowania Gazy. I obie strony polecenia wykonały: Hamas teoretycznie przyjął plan, Netanjahu teoretycznie zakończył bombardowania.

Czy Trump dostanie pokojowego Nobla

Trump nie odwołuje oczywiście poparcia dla Izraela. Jeśli Hamas nie wypuści zakładników w ciągu kilku dni, Netanjahu dostanie po raz kolejny wolną rękę. Plan amerykańskiego prezydenta jest, jak na razie, zapisem projektu negocjacyjnego niewiele różniącym się od poprzednich tego typu inicjatyw. Wszystkie upadły, jednak styl jego przywództwa sprawia, że tym razem nadzieje na koniec koszmaru, który przeżywają dwa miliony ludzi w Gazie, nie są pozbawione podstaw.

Jeśli ceną za to miałaby być Pokojowa Nagroda Nobla dla Trumpa, to niech ją dostanie. 

Tekst ukończono rano w poniedziałek, 6 października

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 41/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Czy Trump przyniesie pokój