Grudniowe spotkanie z europosłem Grzegorzem Braunem, dumnym antysemitą, miało miejsce w jednej z sal domu zakonnego parafii św. Jana Bosko w Szczecinie. Przeniosło się tam po tym, jak (pod presją) odmówiono Braunowi udostępnienia wcześniej umówionej sali seminarium diecezjalnego.
Kiedy ponad 20 lat temu pytałam warszawskiego proboszcza, czemu w piwnicy kościoła znajduje się otwarcie antysemicka księgarnia, tłumaczył, że musi wynająć, bo inaczej nieogrzewane piwnice mu gniją. Widać w Szczecinie bieda, skoro seminarium musi sobie dorabiać szemranym wynajmem. Też im coś gnije?
Tłumaczyli, że miało to być spotkanie opłatkowe i jak się dowiedzieli, że jednak bardziej ze zwolennikami, to wymówili. Salezjanom, którzy go przyjęli, widać taki gość nie przeszkadzał.
A może jednak ktoś tam sympatyzuje z europosłem, który symbolem swojej kampanii uczynił gaśnicę, wcześniej użytą w Sejmie do zdławienia ognia chanukowych świec. Trzeba jednak mocno zamknąć oczy, by po czymś takim dać mu salę na spotkanie w katolickiej instytucji…
Nie zazdroszczę zatem kardynałowi Rysiowi, że jest w episkopacie odpowiedzialny za dialog z judaizmem. Nie jest to najprostsza teka przy takim stanie spraw. I to nie tylko z powodu europosła.
Również dlatego, że antysemityzm to wciąż żywe uprzedzenie. Od zawsze ten temat jest w polskim Kościele dość niechciany, nielubiany i robiony po łebkach, od Dnia Judaizmu do Dnia Judaizmu, rzadziej pomiędzy, dogłębnie i codziennie. Przy czym doceniam, że te Dni się dzieją, wędrują po Polsce i uparcie przypominają, ile jest tematów i roboty.
A przecież to fascynująca dziedzina. Zmiana stosunku do Żydów i judaizmu to jedno z największych teologicznych nawróceń XX wieku. Teologia po Zagładzie, nie tylko w tej dziedzinie, nabrała pokory.
Sam dialog dotyka zaś spraw najważniejszych: wizji zbawienia, tego, kim jest Jezus, czy możemy i umiemy mówić o nim tak, by nie negować miejsca judaizmu. Czym jest w zasadzie chrześcijańska misja, zwłaszcza jeśli już nie prowadzimy jej wobec Żydów?
Przydaje się w nim dobra znajomość Biblii, zrozumienie historii starożytnej i czasów Jezusa. Znajomość historii współczesnej też jest konieczna. No i oczywiście sporo empatii i zupełnie międzyludzkich umiejętności.
Interdyscyplinarna, fascynująca dziedzina dotykająca na wielu poziomach bieżących wyzwań. Aż dziw, że z takim uporem nie uczą tego w seminariach i na wydziałach teologii.
Gdyby uczyli, to może kardynał Ryś, jako kolejny z odpowiedzialnych za ten temat biskupów, nie musiałby w wywiadzie dla KAI mówić, że „jako Kościół w Polsce naprawdę potrzebujemy naszym wiernym pokazywać, czego Kościół uczy na ten temat”.
Bo to brzmi trochę nudno, jak oblig z Watykanu, a nie jak intelektualna i międzyludzka przygoda, którą jest dialog. Inna sprawa, że ciężko pokazywać coś wiernym, jak się ma w tych sprawach kompletnie niewyedukowany personel.
Kardynał zapowiada list na te tematy, do odczytania w kościołach w 5. niedzielę Wielkiego Postu z okazji rocznicy wizyty Jana Pawła II w rzymskiej synagodze.
Zastanawia, że dopiero co minęła 60. rocznica soborowej deklaracji „Nostra aetate”, odpowiedzialnej za rewolucję w kościelnym nauczaniu o Żydach: chyba lepsza okazja do przypominania tej zmiany, no ale może w Polsce trzeba wszystko uzasadniać naszym papieżem, a nie wolą soboru powszechnego. A poza tym: sprawczość listów rozsyłanych po parafiach do przeczytania jest, jaka jest. Nikła.
I już z zupełnie innej beczki: czasy dla dialogu i relacji chrześcijańsko-żydowskich nie robią się prostsze, my zaś zajmujemy się w kółko powtarzaniem podstaw, drepczemy wokół dokumentów sprzed 60 czy 40 lat, zamiast wdrożyć, co w nich zadane, i iść do przodu.
Przy okazji Dnia Judaizmu na wiele sposobów odmienia się słowa, że judaizm to nasze korzenie. Ale judaizm to nie wykopalisko z czasów Jezusa i Apostołów, ale żywa rzeczywistość, zmieniająca się i rozwijająca.
Dialog wymaga, by widzieć go jako podmiot własnej historii, a nie tylko przypis do naszej teologii i oczekiwań. Dziś zresztą wyzwaniem dialogu jest także spotkać żywy judaizm, który ma swoich faszyzujących radykałów, łączących religię z nacjonalizmem i przy jej pomocy uzasadniających zbrodnie.
Nie jesteśmy jednak na to wszystko gotowi, bo wciąż odrabiamy zaległe lekcje.
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















