Władze starannie przygotowały się do działania. W ostatnich tygodniach podległa ośrodkowi prezydenckiemu prokuratura wszczęła postępowanie przeciwko Witalijowi Szabuninowi, jednemu z głównych aktywistów antykorupcyjnych. Natomiast prorządowe media rozpoczęły kampanię dyskredytacji Inny Wedernikowej, znanej dziennikarki śledczej.
Na dzień przed przegłosowaniem przez parlament feralnej ustawy, Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (narzędzie w rękach władz) dokonała najazdu na wybranych pracowników Narodowego Biura Antykorupcyjnego (NABU) i Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej (SAP), zarzucając im rzekome powiązania z Rosją.
Trudno nie postrzegać tego wszystkiego jako przygotowań do likwidacji niezależności obu tych instytucji.
Ukraińskie instytucje antykorupcyjne zagrażały obozowi władzy
Przyjęte zmiany prawne nadają Prokuraturze Generalnej – tradycyjnemu instrumentowi walki politycznej każdej ukraińskiej władzy – możliwość dostępu do spraw śledczych NABU i SAP, a także do wydawania poleceń ich pracownikom.
Zmiany zostały przegłosowane, co warto podkreślić, nie tylko głosami proprezydenckiej partii Sługa Narodu, ale również głosami części opozycji. Potwierdza to, że ogromna część ukraińskiej klasy politycznej pozostaje zjednoczona w oporze przeciwko agencjom walczącym z korupcją wśród polityków i urzędników.
Nie ma wątpliwości, że za działania władz bezpośrednio odpowiada Wołodymyr Zełenski, który już na początku swojej prezydentury podjął próbę ograniczenia niezależności NABU i SAP.
Wszczęte w ostatnim czasie przez biura antykorupcyjne śledztwa przeciwko wpływowym członkom ukraińskiego rządu, a także – według przecieków medialnych – sprawy przygotowywane wobec innych bliskich współpracowników prezydenta, stały się poważnym zagrożeniem dla obozu władzy. W tej sytuacji uznano, że najlepszą obroną będzie atak.
W wielu ukraińskich miastach rozpoczęły się protesty społeczne
Od momentu, gdy w 2015 r. utworzono NABU i SAP, kolejne ukraińskie władze kilkukrotnie podejmowały próby ograniczenia ich niezależności. Za każdym razem okazywało się to nieskuteczne ze względu na opór społeczny w kraju oraz krytyczną postawę USA i Unii Europejskiej.
Teraz, po wtorkowym głosowaniu, w największych ukraińskich miastach rozpoczęły się protesty, zaś społeczeństwo obywatelskie jest oburzone działaniami władz. Jednak tym razem trudno jest liczyć na zdecydowaną krytykę ze strony Stanów Zjednoczonych. Komisja Europejskie i państwa unijne zapewne będą protestować, ale władze w Kijowie liczą, że cała sprawa ujdzie im na sucho.
Na Kremlu mogą zacierać ręce
Niezależnie od dalszego rozwoju wydarzeń, skończył się rozdział w relacjach prezydent Zełenski–społeczeństwo ukraińskie. Rozpoczął się spór, którego prowadząca egzystencjalną wojnę Ukraina nie potrzebuje, a który będzie niezwykle szkodzić jej interesom i wizerunkowi za granicą. Władze uznały jednak najwyraźniej, że większym zagrożeniem dla ich interesów są niezależne instytucje antykorupcyjne, zaś Unia Europejska „pokrzyczy, a potem zapomni”.
Ręce może zacierać Rosja, bo Kijów strzelił sobie widowiskowego samobója. Efekty tego dla stabilności wewnętrznej na Ukrainie oraz dla jej procesu integracji europejskiej będą oczywiste.
Autor jest dyrektorem Ośrodka Studiów Wschodnich im. Marka Karpia w Warszawie, stale współpracuje z „Tygodnikiem”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















