W podejściu do Trumpa Kreml konsekwentnie stosuje dwie metody. Z jednej strony pochlebstwami łechta jego ego i to na najwyższym poziomie: niedawno sam Putin określił prezydenta USA mianem „mężnego”. Zarazem Rosja pokazuje, że gardzi pozycją Waszyngtonu i manifestuje siłę. Świadczą o tym coraz potężniejsze ostrzały ukraińskich miast. Rosjanie nie zważają na wezwania Trumpa, by zaprzestali ataków.
Putin składa życzenia i wysyła drony
W swej ostentacji Rosjanie idą dalej. 3 lipca odbyła się telefoniczna rozmowa między Trumpem a Putinem. W jej trakcie dyktator złożył życzenia prezydentowi z okazji Dnia Niepodległości USA. Poinformował też, że nie ma zamiaru zrezygnować z dążeń co do wyeliminowania „praprzyczyn” konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. Postawił zatem sprawę jasno: nie cofnie się, dopóki nie podporządkuje Kijowa.
Kilka godzin po tej rozmowie, jakby dla potwierdzenia tych słów, Rosjanie zaczęli kolejny zmasowany atak: wystrzelili ponad 500 dronów i rakiet, które nękały Ukraińców przez całą noc. Poranny Kijów pogrążony był w gęstym dymie. Tego samego dnia Amerykanie świętowali Dzień Niepodległości, urządzając pokazy fajerwerków.
Kampania terroru powietrznego ma złamać Ukraińców
Z tygodnia na tydzień Rosjanie zwiększają częstotliwość i skalę nalotów. Drony „nasycają” przestrzeń powietrzną, przeciążając obronę przeciwlotniczą i w efekcie coraz więcej ich trafia w cel. To intensyfikacja kampanii terroru, obliczona na złamanie Ukraińców.
Według obliczeń Radia Wolna Europa w czerwcu Rosjanie wystrzelili blisko 5,5 tys. dronów – to 16 razy więcej niż rok temu. Do skutecznej obrony Ukrainie potrzebne jest wzmocnienie obrony przeciwlotniczej. Szanse na to jednak maleją, również za sprawą USA. Według doniesień medialnych z 1 lipca, administracja Trumpa wstrzymała część dostaw uzbrojenia – w tym pocisków dla systemów Patriot, chroniących ukraińskie niebo. Powód? Niski stan zapasów armii USA.
Rosyjski dyktator ośmiesza amerykańskiego prezydenta
Rosjanie czerpią garściami z „okna możliwości”, jakim jest dla nich prezydentura Trumpa. Wykorzystują jego niezdecydowanie dla zwiększenia presji na Kijów i pośrednio na USA – i uchodzi im to płazem. W ich kalkulacji manifestacja nieustępliwości ma stanowić dla Trumpa argument, aby ten – świadomy „nierozwiązywalności” konfliktu – zostawił Kijów na lodzie. Jego retoryka, określająca rosyjską agresję jako „wojnę Bidena”, tylko to ułatwia.
Komentując rozmowę z 3 lipca, Trump powiedział, że jest niezadowolony, bo Putin wydaje się nie być zainteresowany pokojem. To trafna diagnoza. Najwyraźniej wciąż brakuje jednak refleksji, że rosyjski dyktator ostentacyjnie ośmiesza prezydenta USA.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















