Timur i jego drużyna. Jak wygląda korupcyjny układ na szczytach ukraińskich władz

Wraz z rosnącym skandalem korupcyjnym w Ukrainie pojawia się coraz więcej wątpliwości wokół przekazywania Kijowowi kolejnych funduszy. Europa nie chce karmić złodziei.
Czyta się kilka minut
Ujawniona afera uderza w prezydenta Ukrainy i jego zaplecze. Na zdjęciu: Wołodymyr Zełenski i szef jego biura Andrij Jermak (z prawej) w Kijowie, styczeń 2024 r. // Fot. Sergey Dolzhenko / EPA / PAP
Ujawniona afera uderza w prezydenta Ukrainy i jego zaplecze. Na zdjęciu: Wołodymyr Zełenski i szef jego biura Andrij Jermak (z prawej) w Kijowie, styczeń 2024 r. // Fot. Sergey Dolzhenko / EPA / PAP

Mityczny Midas w obydwu najbardziej popularnych wersjach jego historii uchodzi za symbol głupoty. W pierwszej, zamieniając wszystko w złoto, ryzykuje głód, gdyż szlachetny kruszec nie może zastąpić mu chleba ani wina. Złoto nie zastąpi mu też córki, którą przemienił dotykiem w pomnik. W drugiej wersji bohater legendy zmuszony jest nosić turban, gdyż bóg ukarał go oślimi uszami za niewłaściwy wynik sędziowania rywalizacji muzycznej między Apollinem a Marsjaszem.

W rzeczy samej i współczesna wersja tej legendy – kryptonimem Midas określono bowiem operację Narodowego Antykorupcyjnego Biura Ukrainy (NABU) przeciwko przestępczemu układowi w otoczeniu najwyższych władz państwa – spełnia wszelkie kryteria głupoty i prostactwa. 

Układ Mindicza

Bliski kolega Wołodymyra Zełenskiego i zarazem główny złodziej, czyli Timur Mindicz oraz jego drużyna, kradną niemądrze. Nie wyciągnęli żadnych wniosków z rządów kleptokraty Wiktora Janukowycza, obalonego w 2014 roku przez Majdan. Tak jak on, Mindicz również żywi się państwem, pobierając haracz od wielu przetargów i usług zamawianych na koszt budżetu. Następnie pierze pieniądze, inwestując je w obce waluty lub krypto

Interesy w Atlancie czy Moskwie – jurysdykcja nie ma znaczenia. Wróg przestaje być wrogiem, gdy w grę wchodzą ogromne zyski. Na razie mówi się o ok. 100 milionach dolarów.

Jak działa korupcja w Ukrainie

Schemat działania jego twórcy określali mianem szlabanu. Jak wynika z nagrań NABU publikowanych w ukraińskich mediach, drużyna Timura, rozlokowana m.in. w strategicznej spółce Enerhoatom, dopuszczała do świadczenia usług na jej rzecz tylko te firmy, które były gotowe podzielić się prowizją wahającą się od 10 do 15 proc. wartości zamówienia. Jeśli ktoś nie chciał w tym uczestniczyć, czekał za „szlabanem” do momentu, gdy zmieni zdanie.

Z kolei w przypadku spółki Fire Point ekipa Mindicza miała zawyżać koszty produkcji uzbrojenia, pompując ceny do nieracjonalnych rozmiarów. Płaciło oczywiście państwo. Komponent wojskowy ma być zresztą drugą częścią „studia nagrań”, które NABU stworzyło w domach skorumpowanych osób.

Mindicz jako właściciel spółki Kino Kit zarabiał również na współprodukcji czegoś, co określa się mianem telemaratonu. To wspólny program telewizyjny nadawany od początku wojny – w imię jedności narodu – przez największe stacje w kraju. O ile na początku miało to jakiś sens, dziś telemaraton służy głównie realizacji przekazów dnia, które płyną od szefa administracji prezydenta, Andrija Jermaka, również kolegi Mindicza.

Midas gate i ukraińska propaganda

Najciekawsze w tym wszystkim jest jednak coś innego. Propaganda Wołodymyra Zełenskiego już nakłada ruskie onuce tym, którzy nagłaśniają Midas gate. Tymczasem mieszkanie w centrum Kijowa, które stanowiło tzw. back office do rozważań, jak kraść i jak prać pieniądze – należy do rodziny Andrija Derkacza, byłego oficera Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, przed wojną szefa Enerhoatomu. 

Derkacz to zarazem zdrajca, który po wyborach w USA w 2020 r. został objęty przez USA sankcjami za rozpowszechnianie materiałów szkalujących Joego Bidena, ale dopiero w 2023 r. stracił obywatelstwo Ukrainy. Z paszportem rosyjskim pełni dziś funkcję senatora Rady Federacji, a przez Amerykanów uznawany jest za oficera rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego.

Wojna z NABU zamiast wojny z korupcją

Prezydent Zełeński i jego zaufany Jermak próbowali chronić cały ten prymitywny układ, uderzając w służbę antykorupcyjną. Mimo że pół Kijowa plotkowało o wielkiej aferze na szczytach władzy, wrogiem Zełenskiego było – i jest – NABU, a nie skorumpowani ludzie. 

Przy rekonstrukcji rządu, której dokonał kilka miesięcy temu, zdymisjonował jednego z uczestników afery, wicepremiera Ołeksija Czernyszowa. Kolejnego, ministra energetyki Hermana Hałuszczenkę, przesunął na inne stanowisko, szefa resortu... sprawiedliwości. Być może po to, by mógł zyskać większy wgląd w Midas gate.

Równocześnie z rekonstrukcją, Zełenski zaczął przy pomocy SBU de facto likwidację NABU. Biuro, aby przetrwać, uruchomiło przecieki do mediów, które zmusiły do interwencji zachodnie rządy; rozpoczęło też aresztowania wśród ludzi z drużyny Mindicza. 

Ucieczka Mindicza i europejski dylemat

On sam, jako przyjaciel głowy państwa, mógł liczyć na przeciek i kilka godzin przed rewizją jego mieszkania, 10 listopada tuż po godz. 2 w nocy wjechał do Polski przez przejście w Budomierzu luksusową taksówką. Mercedes S-350 należał do firmy byłego wysokiego funkcjonariusza ukraińskiej Straży Granicznej. Potem Mindicz miał odlecieć do Izraela.

Wszystko to dzieje się w szczycie unijnej dyskusji o wykorzystaniu zamrożonych rosyjskich aktywów przez Kijów. 200 mld euro mogłoby wystarczyć na dwa do trzech lat prowadzenia wojny. Kolejne transze miały być przekazywane jako pożyczki pod zastaw przyszłych roszczeń Ukrainy wobec Rosji. 

Wraz z narastającym skandalem (wątek energetyczny jest tylko wierzchołkiem góry lodowej) dyskusja o pieniądzach dla Kijowa może się jednak radykalnie zmienić. Już dziś można usłyszeć, że pożyczki nie mają sensu, bo ekipa Zełenskiego je rozkradnie.

Kleptokracja po ukraińsku

Najbardziej znany kleptokrata ukraiński Wiktor Janukowycz z racji braku finezji w złodziejstwie określany był mianem szybkobogackiego. Mindicz i jego świta zreprodukowali taki sam porządek. Obok Rosji, ten wewnętrzny przestępczy układ jest dziś największym wrogiem Ukrainy. Podobnie jak i ci, którzy go chronią.

Autor jest publicystą „Dziennika Gazety Prawnej”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 47/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Timur i jego drużyna