Anne i Bess, czyli Elżbietka, zdrobnienie od Elisabeth: takie imiona noszą wielkie piece huty w Scunthorpe, w hrabstwie Lincolnshire (środkowa Anglia). Oba są już dość wysłużone. Ocenia się, że mogą działać jeszcze jakieś pięć lat.
W tym czasie rząd w Londynie musi zadecydować, co dalej z brytyjską stalą, np. czy Anna i Elżbietka zostaną zastąpione elektrycznymi piecami łukowymi, co byłoby krokiem ku czystszej produkcji stali.
To jednak zupełnie inna dyskusja. Na razie Brytyjczycy stanęli na progu gospodarczej katastrofy – i kompromitacji. Bo gdyby chiński koncern Jingye Group, właściciel kombinatu British Steel w Scunthorpe, przeprowadził swój plan wygaszenia obu pieców, to Wielka Brytania stałaby się jedynym krajem grupy G7 niezdolnym do produkcji stali z rudy żelaza – niezbędnej w przemyśle budowlanym, kolejowym czy coraz dziś ważniejszym obronnym.
Tym samym uzależniłaby się w pełni od jej importu. I to wszystko w obliczu rosnącej groźby wojen handlowych i pogłębiającej się niestabilności geopolitycznej świata.
Cały proces legislacyjny przeprowadzono w jeden dzień
Przejęcie kontroli (co nie jest jednak równoznaczne z wywłaszczeniem) przez władze nad British Steel mogłoby być tematem pełnego napięcia filmu sensacyjnego. Bez wątpienia jest też przykładem – rzadkiego na Wyspach – legislacyjnego sprintu.
Cały ten proces – od pierwszego czytania projektu ustawy do przyjęcia jej podczas nadzwyczajnej sesji parlamentu (posłów odwołano z rozpoczętych już ferii wielkanocnych) i uzyskania formalnej akceptacji przez króla (tzw. Royal Assent) – przeprowadzono w ciągu jednego dnia. Właściwie jednej soboty, 12 kwietnia.
Według BBC w czasie, gdy posłowie pracowali, w hotelu w mieście Scunthorpe w gotowości czekali już przedstawiciele rządu. Czekali na sygnał, by wejść na teren zakładu, jak tylko ustawa zostanie przyjęta. Gdy to się stało, w kolejnych dniach trwał wyścig z czasem, by dostarczyć surowce konieczne dla funkcjonowania pieców (np. koks).
Decyzję o tym, aby uruchomić taką awaryjną procedurę prawną, brytyjski rząd podjął, gdy stało się jasne, że mimo prowadzonych rozmów o finansowym wsparciu ze strony Londynu chińscy właściciele huty chcą przerwać dostawę zamówionych już surowców, a to doprowadziłoby do wygaszenia pieców.
Strona brytyjska uznała więc, że Chińczycy prowadzili rozmowy w złej woli. Przedstawiciele Jingye Group twierdzą natomiast, że mimo inwestycji stalownia ponosi straty rzędu 700 tys. funtów dziennie, i że ekonomicznie jest dla nich nie do utrzymania.
Chińskie inwestycje w Wielkiej Brytanii
Awantura wokół British Steel zmusza do szerszego spojrzenia na kwestię inwestycji w ważną infrastrukturę przemysłową przez zagraniczne firmy. Zwłaszcza wtedy, gdy – jak w przypadku chińskich firm – wszystkie podejmowane przez nie strategiczne decyzje wymagają zgody rządu w Pekinie.
Już dwa lata temu brytyjska Parlamentarna Komisja ds. Wywiadu i Bezpieczeństwa (Intelligence and Security Committee of Parliament, ISC) ostrzegała, że chiński wywiad wziął Wielką Brytanię na celownik, a Chińczykom udało się przeniknąć do każdego sektora brytyjskiej gospodarki. Chińskie inwestycje na Wyspach, w tym przejmowanie firm, wydają się wymykać spod „radaru” brytyjskich służb.
Na Wyspach Chińczycy mają dziś swoje udziały w inwestycjach w planowane elektrownie jądrowe, a także w sieciach dystrybucji gazu, w firmach wodociągowych, elektrowniach, w lotnisku Heathrow, farmach wiatrowych, w sieci pubów i browarze. Blisko współpracują też z wieloma brytyjskimi uniwersytetami.
Czy to koniec marzenia o globalizacji
Dyskusja o tych inwestycjach chińskich firm w Wielkiej Brytanii toczy się od wielu już lat – Chiny są czwartym największy partnerem handlowym Brytyjczyków. Ich zwolennicy wskazują, że przecież czasem chodzi o niewielkie pakiety akcji, niedające wcale kontroli nad daną firmą. Ponadto z tej strony debaty słychać argument, dlaczego Chińczycy mieliby szkodzić własnym inwestycjom.
Krytycy mówią zaś nie tylko o groźbie szpiegostwa, ale o możliwości zaburzenia działania brytyjskiej infrastruktury. Wśród nich wybija się 71-letni Iain Duncan Smith, weteran Partii Konserwatywnej i były minister pracy: od lat ostrzega on przed zagrożeniem ze strony Chin.
Teraz Iain Duncan Smith nie ma wątpliwości, że czasy się zmieniły. „Działaliśmy na, jak uważaliśmy, globalnym wolnym rynku. Musimy się obudzić i zdać sobie sprawę z tego, że ten rynek zniknął – pisał w komentarzu w dzienniku „The Telegraph”. – Marzenie o globalizacji i wolnym handlu, które szerzyły pokój i dobrobyt na całym świecie, już się skończyło”. Jego zdaniem Brytyjczycy znaleźli się w punkcie krytycznym, a obrona British Steel przed likwidacją to dopiero początek.
Co na to wszystko Pekin? Narzeka na „antychińską retorykę” niektórych brytyjskich polityków, a w reakcji na przejęcie zarządu British Steel ostrzegł przed „upolitycznieniem współpracy gospodarczej i handlowej”.
Aby odrodzić przemysł na Wyspach, nie wystarczy jedna ustawa
Sprawa huty British Steel jak w soczewce pokazuje, jakim ryzykiem może być dziś utrata kontroli nad ważną infrastrukturą w kraju. Nie jest to zresztą kwestia zamknięta – brytyjski rząd sprawuje nad kombinatem tymczasowy zarząd (nadzoruje produkcję, zakup surowców, wypłaty dla zatrudnionych), ale właścicielem pozostają nadal Chińczycy. Nie wiadomo jeszcze, czy finalnie huta zostanie znacjonalizowana.
Choć więc prawie trzy tysiące pracowników odetchnęło z ulgą, to losy British Steel nadal się ważą. Rząd musi być przygotowany na pokrycie strat, przekraczających 200 mln funtów rocznie, a odzyskanie rentowności będzie trudne m.in. z powodu wysokich na Wyspach kosztów energii elektrycznej (to już osobny problem, niezależny od działań lub ich braku ze strony chińskich inwestorów).
„Brytyjska stal stanie się podstawą ponownego budowania w Wielkiej Brytanii – zapowiada jednak premier Keir Starmer z Partii Pracy. – Przemysł jest dumą naszej historii i chcę, żeby był również naszą przyszłością”.
Aby tak się stało, Brytania – kiedyś kolebka rewolucji przemysłowej – musi jednak zmierzyć się z wieloma problemami, jak niedoinwestowanie, niska produktywność, spadające zaufanie przedsiębiorców czy brak kompleksowej strategii gospodarczej. Tutaj nie wystarczy jedna specjalna ustawa.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















