Trump zachwiał sojuszem niezmiennym od czasów Churchilla. Czy Starmer zdoła go uratować?

Premier Keir Starmer próbuje ratować special relationship z Ameryką, kontynuując zarazem pomoc dla Kijowa. Może tu liczyć na społeczeństwo: większość Brytyjczyków uważa, że należy dalej wspierać Ukrainę, i że brytyjscy żołnierze mogą zostać tam wysłani jako siły pokojowe. Zgadzają się co do tego politycy i wyborcy głównych partii.
Czyta się kilka minut
Antyrosyjski protest na Downing Street podczas szczytu organizowanego przez premiera Wielkiej Brytanii. Na banerze napis nawołujący do ponownego wstąpienia Wielkiej Barytanii do Unii Europejskiej. Londyn, 2 marca 2025 r. Frank Augstein / AP / East News
Protest na Downing Street podczas szczytu zorganizowanego przez premiera Wielkiej Brytanii. Na banerze napis: „Trump zdrajca. Czas wrócić do UE”. Londyn, 2 marca 2025 r. Frank Augstein / AP / East News

Zwykle chłodny i opanowany, tym razem szef brytyjskiego rządu witał Wołodymyra Zełenskiego na Downing Street wyjątkowo wylewnie. Keir Starmer wyszedł na spotkanie swojego gościa i serdecznie go objął. Jakby pocieszająco, wskazywał mu na londyńczyków, którzy zgromadzili się na sąsiednich ulicach i wiwatowali na jego cześć.

O to jednak chodziło: aby pokazać, bez cienia wątpliwości, że brytyjskie władze wspierają ukraińskiego prezydenta, który przedwcześnie musiał opuścić Waszyngton po kłótni z Donaldem Trumpem i J.D. Vance’em.

Londyńskie spotkanie Keira Starmera i Zełenskiego, a także szczyt z przywódcami kilkunastu państw następnego dnia – to jedne z wielu elementów dyplomatycznej ofensywy brytyjskiego premiera.

Brytyjski premier próbuje obłaskawiać Donalda Trumpa

Kiedy świat obiegła wiadomość o szokującej wymianie zdań w Gabinecie Owalnym między Zełenskim a Trumpem i Vance’em, Starmer uznał, że zamiast wyrażać oburzenie, lepiej będzie, jak to sam określił, „zakasać rękawy” i zacząć działać.

Najpierw zadzwonił do Zełenskiego i do Trumpa, a następnego dnia przyjął ukraińskiego prezydenta na Downing Street. Po szczycie dotyczącym bezpieczeństwa, który odbył się w kolejnym dniu, udało się jeszcze zorganizować audiencję ukraińskiego przywódcy u króla Karola III.

Zaledwie kilka dni wcześniej sam Starmer był z wizytą u Trumpa. Starał się go obłaskawiać, wręczając mu napisane przez króla zaproszenie do złożenia wizyty w Szkocji. Być może nawet na zamku Balmoral – ulubionym miejscu królowej Elżbiety II, matki Karola. Trump deklaruje, że bardzo szanował Elżbietę.

Stawka tego dyplomatycznego zaklinania Trumpa – przed Starmerem podobną próbę podjął Emmanuel Macron – była wysoka: nie tylko kwestia wsparcia dla Ukrainy, ale także sprawy istotne dla samej Wielkiej Brytanii. Jak ewentualne amerykańskie cła, a także losy archipelagu Czagos. To brytyjskie terytorium zamorskie na Oceanie Indyjskim, które w 2023 r. Londyn zgodził się – w ramach dekolonizacji – przekazać Mauritiusowi. Problem w tym, że na Diego Garcia, jednej z wysp tego archipelagu, jest baza USA.

Spotkanie poszło dobrze, a Trump nawet żartował, w swoim stylu, że Starmer „zarobił tyle, ile mu tam płacą”.

Starmer i Macron: Europa w historycznym momencie

Jeszcze przed rozpoczęciem drugiej kadencji Trumpa było wiele obaw, czy Keirowi Starmerowi, politykowi centrolewicowej Partii Pracy, uda się z nim dogadać. Lecz jak dotąd wychodzi mu to całkiem dobrze.

– Starmer nie jest zainteresowany konfrontacją ani podkreślaniem różnic między USA a Brytanią. Nie ma zamiaru wdawać się w kłótnie z Trumpem – mówi „Tygodnikowi” dr Richard Johnson, politolog i wykładowca Queen Mary University w Londynie.

– Zarówno Starmer, jak też inni europejscy liderzy, jak Macron, zaczynają rozumieć, że jesteśmy w historycznym momencie, kiedy porządek międzynarodowy pod przywództwem Ameryki ewoluuje w coś innego – dodaje Johnson. – Jeśli w Wielkiej Brytanii oraz w Europie chcemy bronić naszych wartości, musimy być przygotowani, by zrobić to sami, bez oglądania się na USA.

Wyjście z cienia Brexitu: Wielka Brytania nie jest już w kontrze do Europy

Po II wojnie światowej, jak zauważa brytyjski politolog, przez większość czasu amerykańskie administracje – z wyjątkiem prezydenta Richarda Nixona i właśnie Trumpa – przynajmniej retorycznie zobowiązywały się do zachowania liberalnych wartości na świecie jako czegoś wartego obrony i wsparcia. – Teraz administracja Trumpa wykazuje tym minimalne zainteresowanie. To poważna zmiana – uważa Richard Johnson.

Ta zmiana to wyzwanie dla wszystkich Europejczyków, jednak Wielką Brytanię stawia w szczególnym położeniu. – Jest tu pewien apetyt na wyznaczenie sobie bardziej szczególnej roli niż w przeszłości – ocenia Johnson. – Być może fakt, że Wielka Brytania znajduje się poza Unią Europejską, daje jej pewien dodatkowy stopień niezależności, który pozwala przedstawiać się jej jako przyjaciel obu stron, bez jawnego wiązania się z jedną lub drugą.

Keir Starmer podkreślał w ostatnich dniach, że chce być pomostem między Zełenskim a Trumpem. Ale to porównanie można by rozciągnąć na całe Zjednoczone Królestwo, niejako łączące Europę z USA. Tym samym mogłoby to oznaczać również koniec okołobrexitowej retoryki, ustawiającej Brytanię w kontrze do Europy.

Brytyjski sojusz z USA od czasów Churchilla

W marcu 1946 r. Winston Churchill, charyzmatyczny przywódca Brytyjczyków w czasie II wojny światowej, był już ekspremierem: przegrał pierwsze powojenne wybory parlamentarne. Jednak to wtedy właśnie – niejako ex post – wygłosił przemówienie, w którym wprowadził do obiegu pojęcie „specjalnych stosunków” (special relationship) między Wielką Brytanią a Stanami Zjednoczonymi (w tej samej mowie użył słynnej frazy „żelazna kurtyna”, która zapadła nad Europą, podzieloną między Zachód i strefę wpływów Stalina).

Miejsce wystąpienia może zaskakiwać: był to Westminster College, uczelnia położona w liczącym kilkanaście tysięcy mieszkańców amerykańskim miasteczku Fulton, w rolniczym stanie Missouri. Churchill przyjechał tam na zaproszenie prezydenta Harry’ego Trumana, następcy zmarłego wiosną 1945 r. Franklina Delano Roosevelta. Truman miał zachęcać Churchilla, że ów college to „wspaniała szkoła w moim rodzinnym stanie”, i że ma nadzieję, iż ekspremier da radę przybyć.

Churchill przyjechał i mówił o wyzwaniach nowego powojennego świata, o odpowiedzialności za przyszłość, o ochronie przed „dwoma wielkimi nieszczęściami: wojną i tyranią”.  Aby się z tym wszystkim skutecznie zmierzyć, dowodził, potrzebne jest „braterskie stowarzyszenie narodów anglojęzycznych”, obejmujące brytyjskie Imperium, brytyjską Wspólnotę Narodów oraz Stany Zjednoczone.

Churchill nie omieszkał przejść od wizji do szczegółów i wskazać, że poza przyjaźnią i wzajemnym zrozumieniem istotne są też sprawy praktyczne, jak zwłaszcza współpraca wojskowa.

Wprawdzie bliska współpraca Brytanii z USA miała miejsce już wcześniej, zanim Churchill wygłosił swą przemowę o „specjalnych stosunkach”, ale rzeczywiście to jego relacja z prezydentem Rooseveltem w czasie II wojny światowej symbolizuje ową więź ponad Atlantykiem.

– Więź Churchilla i Roosevelta była istotnie szczególnie ważna – przyznaje Richard Johnson. Ale przypomina też powojenną współpracę między prezydentem Trumanem a laburzystowskim premierem Clementem Attlee, zwycięzcą pierwszych powojennych brytyjskich wyborów.

– Warto podkreślić, że u nas to jest kwestia ponadpartyjna. Zarówno laburzyści, jak i konserwatyści rozumieją znaczenie transatlantyckiego sojuszu z USA. Zawsze zdawali sobie sprawę, że Stany mają potencjał i zasięg jak żaden inny kraj na świecie, a ze względu na wspólną historię, język i powiązania kulturowe Brytania postrzega się jako kluczową część gwarancji, że ​​USA są zaangażowane w infrastrukturę międzynarodową – mówi Johnson.

– A teraz właśnie widzimy, jak to się zaczyna walić… – mówi Johnson i tym samym wracamy do współczesności. – Starmer robi, co może, by utrzymać Stany w tej współpracy, ale jego możliwości są ograniczone.

W historii brytyjsko-amerykańskich stosunków Keir Starmer może jednak znaleźć dla siebie pewną cenną wskazówkę. Jego poprzednik na Downing Street w latach 60. i 70. XX w., lewicowy premier Harold Wilson skutecznie opierał się naciskom prezydenta USA Lyndona B. Johnsona w sprawie wsparcia dla Amerykanów toczących wojnę w Wietnamie.

Johnson: – To mogłaby być ważna lekcja dla Starmera, który nie musi zawsze zgadzać się z Trumpem. Może powiedzieć „mam inny pogląd na tę sprawę, więc tu cię nie wesprę” i to nie musi podważać całej relacji. A na marginesie: gdy Starmer starał się o przywództwo w Partii Pracy, wyznał, że jego politycznym idolem jest właśnie Wilson.

Większość Brytyjczyków chce nadal wspierać Ukrainę

Tak jak obie strony brytyjskiej sceny politycznej zgadzają się, że transatlantyckie stosunki są istotne, tak samo ponadpartyjna zgoda panuje w kwestii pomocy dla Ukrainy. To nie zmienia się od początku inwazji Rosji: i rządząca dziś Partia Pracy, i opozycyjna Partia Konserwatywna opowiadają się za suwerennością i integralnością Ukrainy, a po kłótni w Gabinecie Owalnym zgodnie wyraziły wsparcie dla Zełenskiego.

Co do tego, że Ukrainie trzeba pomagać, zgadzają się też Brytyjczycy. W sondażu ośrodka YouGov pytani o to, co należy zrobić w przypadku, gdyby pokój – wynegocjowany przez Trumpa bez udziału Ukrainy – oznaczał dla Ukraińców utratę części terytoriów, odpowiadali w większości, że należy ich dalej wspierać w kontynuowaniu walki. Jedynie 11 proc. uważa, że należałoby wycofać wsparcie wojskowe, gdyby Ukraińcy odmówili przyjęcia takiego porozumienia.

Dalej: 62 proc. Brytyjczyków popiera ukraińskie aspiracje do członkostwa w NATO, a aż 58 proc. deklaruje, że nie miałoby problemu z wysłaniem do Ukrainy brytyjskich żołnierzy jako sił pokojowych. Zgadzają się co do tego wyborcy Partii Pracy, Partii Konserwatywnej i Liberalnych Demokratów. Jedynie zwolennicy Reform UK, partii Nigela Farage’a, są w tej sprawie podzieleni.

Brytyjska pomoc dla Ukrainy: kredyt na obronność i pociski przeciwlotnicze

Zełenski opuszczał Londyn nie tylko ze wsparciem moralnym i politycznym. Wielka Brytania pozwoli Ukrainie na użycie 1,6 miliarda funtów kredytu eksportowego na zakup ponad 5 tys. pocisków przeciwlotniczych. Będą produkowane w Belfaście, jest to więc także korzyść dla brytyjskiego przemysłu. Londyn udzieli też Ukrainie pożyczki w wysokości ponad 2 mld funtów na obronność; zostanie ona spłacona z przychodów pochodzących z zamrożonych aktywów rosyjskich.

„Będziemy stać przy Ukrainie tak długo, jak to będzie konieczne” – zapewniał Keir Starmer. Pytanie, czy w miarę, jak pogarszają się stosunki Waszyngtonu z Kijowem, nie będzie to coraz trudniejsze.

Choćby w obliczu decyzji Trumpa o wstrzymaniu wsparcia wojskowego, a nawet odcięciu Ukraińców od informacji wywiadowczych. Te ostatnie są niezbędne, aby brytyjskie pociski manewrujące Storm Shadow, podarowane Ukraińcom, mogły precyzyjnie trafiać w cele za linią wroga.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 11/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Brytyjski konsens