Witaj i żegnaj, smutku

W zaduszkowym numerze wielu naszych autorów krąży w swoich tekstach wokół przemijania i wspomnień. Jednak komponując całość, nie daliśmy się ponieść smutkowi.
Czyta się kilka minut
Marek Rabij
Marek Rabij

Nie ćwiczymy się w żałobie. Nie próbujemy przetrenować jej na sucho, nim jeszcze stanie się prawdziwa. Pewnie by się dało. Być może nawet zyskalibyśmy coś dzięki temu, ale z reguły nie próbujemy. Perspektywa utraty bliskiej osoby jest wpisana w życie, nie chcemy jednak tracić go na przedwczesne żale.

Dorota Segda w rozmowie z Katarzyną Kubisiowską dzieli się za to swoją żałobą po zmarłym mężu. Bez zbędnej czułostkowości, ale i bez udawania. Buzują w tym wywiadzie uczucia najwyższej intensywności, co dziwić nie może, bo od śmierci Stanisława Radwana minął dopiero rok. Nie sposób oczywiście traktować tej rozmowy jako uniwersalnej odpowiedzi, w końcu żałoba i tęsknota zawsze mają wymiar wybitnie indywidualny, są w niej jednak szczerość i autentyczność, które pozwalają wierzyć, że w każdym mroku można wypatrzeć iskierkę nadziei.

W historii, którą opowiada Annie Goc poeta i pisarz Maciej Robert, mamy cuchnące łódzkie podziemia. Brniemy przez gęste trawy, z których nie widać dalej niż na metr, duszące opary unoszące się nad wodą barwy nieokreślonej, wreszcie tropem samej wody, która znika nagle pod ziemią, by wydostać się spod niej paręset metrów dalej, jak rzezimieszek, który próbuje zgubić pościg. Robert prowadzi naszą reporterkę śladem rzeki, która była towarzyszem jego dzieciństwa, której miasto Łódź zawdzięcza nazwę i sens egzystencji, i które potem niewdzięcznie skryło ją pod ziemią, jak świadka własnej, wstydliwej młodości.    

W tym numerze, związanym w oczywisty sposób ze Świętem Zmarłych i dniem zadusznym, wielu naszych autorów krąży w swoich tekstach wokół przemijania i wspomnień. Mam jednak wrażenie, że komponując całość, nie daliśmy się ponieść smutkowi. Jest nawet miejsce, w którym, jak sądzę, na Państwa twarzach zawita uśmiech: kiedy przeczytacie, w jak nieprawdopodobnych okolicznościach Lech Wałęsa trafił na osiemnastowieczny plafon.  

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 44/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Witaj i żegnaj, smutku