Jeszcze trzy miesiące temu taki wynik nie przyszedłby nikomu do głowy. Opiniotwórczy magazyn „MacLean’s”, czytany przez ponad trzy miliony Kanadyjczyków (czyli przez co trzynastego mieszkańca), zadecydował zawczasu i majowe wydanie poświęcił Pierre’owi Poilievre’owi i jego Partii Konserwatywnej.
Tymczasem Partia Liberalna, od marca na czele z bankowcem i technokratą Markiem Carneyem, po raz czwarty z rzędu stanie na czele rządu federalnego w Ottawie.
Kanadyjscy konserwatyści mieli zwycięstwo w kieszeni
Tutaj mówi się o niej jako o „naturalnej partii Kanady”, bo przez 158 lat istnienia państwa to Partia Liberalna desygnowała premiera przez ponad połowę tego czasu. Nie jest też przypadkiem, że Carney potwierdził swoją pozycję jako premiera dokładnie w setnym dniu urzędowania Donalda Trumpa.
Jeszcze na początku tego roku zdawało się, że opozycyjni konserwatyści mają zwycięstwo w kieszeni. Wśród osób mających głosować po raz pierwszy notowano ogromny wzrost poparcia dla nich i ich lidera Pierre’a Poilievre’a. Pod jego rządami Kanada miała stawiać na przemysł wydobywczy, inwestycje w armię i nowe technologie. Poilievre obiecywał, że skończy z podatkiem węglowym, zbuduje mieszkania w przystępnej cenie oraz rozprawi się z przestępczością i plagą narkotyków.
Obietnice Poilievre’a były odpowiedzią na realne niepokoje Kanadyjczyków, zmęczonych rosnącymi kosztami życia i wzrostem przestępczości.
Mark Carney stawia czoło Trumpowi i wygrywa wybory
Liberałowie wykonali jednak zwrot: 6 stycznia Justin Trudeau, znienawidzony przez wielu, podał się do dymisji, a 14 marca premierem został, jeszcze w starym rozdaniu parlamentarnym, Carney. W jego osobie Partia Liberalna postawiła nie na zawodowego polityka, lecz ekonomistę z wielkim doświadczeniem w świecie finansów, który wcześniej kierował Bankiem Kanady i Bankiem Anglii.
W wielu sferach Carney chce kontynuować politykę Trudeau, opartą na sprawiedliwości społecznej i suwerenności gospodarczej. Zapowiada zieloną transformację gospodarki, wysokimi podatkami dla najbogatszych chce finansować dobrą opiekę zdrowotną i edukację, chce budować tanie nieruchomości i pomagać rodzinom.
Carney przyniósł efekt świeżości, tzw. honeymoon effect. Mógł też przez półtora miesiąca wykazać się jako premier. Nie marnował czasu: ruszył zacieśniać więzi z Europą, rozmawiał z przedstawicielami Pierwszych Narodów, a przede wszystkim stawił czoło Trumpowi. Pokazał się jako lider nastawiony na umocnienie więzi międzynarodowych, a to daje nadzieję na zatrzymanie spadku kanadyjskiej gospodarki, na razie wciąż silnie uzależnionej od USA.
Etykieta „kanadyjski Trump” stała się kulą u nogi
Dziś można spekulować, czy wynik wyborów byłby inny, gdyby Poilievre – zamiast skupić się na atakowaniu Trudeau – więcej mówił o programie. Obiecywał on wielką zmianę po rządach Liberałów, które, jak mówił, „doprowadziły kraj do ruiny”. Za „symbol straconej dekady” uznał namiotowe obozowiska bezdomnych, rozrastające się w miastach. Tymczasem Trudeau wycofał się, a Liberałowie znieśli podatek węglowy dla konsumentów – podczas gdy te kwestie stanowiły istotę agendy Poilievre’a.
Na początku kampanii Poilievre został przez media ochrzczony „kanadyjskim Trumpem” i ta etykieta była wtedy atrakcyjna. Ale gdy Trump wypowiedział Kanadzie wojnę handlową i zasugerował, że może ją dołączyć do Stanów Zjednoczonych, skojarzenie trudno było już odwrócić.
Pierre Poilievre nie zdobył nawet mandatu poselskiego
Ceny mieszkań, przestępczość – to wciąż ważne kwestie. Ale to negocjacje z Trumpem okazały się najważniejsze dla wielu wyborców. Kanadzie udało się uniknąć największych ceł, a wielu wierzy, że to dzięki postawie Carneya i jego rozmowom z Trumpem. Ten zdążył udowodnić, że pod jego rządami nic nie będzie przewidywalne. Kanadyjczycy uznali, że to Carney uratuje Kanadę przed skutkami jego impulsywnych decyzji.
Choć więc kanadyjski system partyjny jest bardzo różnorodny, tegoroczne wybory stały się starciem dwóch partii, a Kanadyjczycy do końca w napięciu śledzili sondaże, które pokazywały, jak z każdym tygodniem rządów Trumpa rośnie znowu poparcie dla Liberałów.
I na koniec to oni wygrali: otrzymali 169 miejsc w parlamencie federalnym, Konserwatyści zaś 144 miejsca, Partia Quebecka 22, najwięksi przegrani wyborów Nowi Demokraci zaledwie 7 (stracili 17 miejsc, a ich lider Jagmeet Singh podał się natychmiast do dymisji). Jedno miejsce przypadło Zielonym. Pierre Poilievre nie zdobył mandatu poselskiego.
Co o polityce myślą znajomi Kanadyjczycy?
W okolicach wyborów pytam sąsiadów i nieznajomych z Edmonton, na kogo oddają głos.
Ulisses, który przeprowadził się do Alberty z Meksyku 15 lat temu jako nastolatek, głosował za Poilievre’em, bo lider Konserwatystów wspiera bitcoin. – Obiecał, że Kanada będzie światową stolicą kryptowaluty. Poilievre sam używa bitcoinów i chce, żeby krypto było alternatywą dla dolara – tłumaczy Ulisses.
– Moja mama powtarza, że Poilievre sprzedałby nas Stanom, a że Carney będzie umiał negocjować z Trumpem – mówi kanadyjski wyborca w rozmowie z „Tygodnikiem”.
Cat jest lesbijką, dlatego przez całe życie głosowała na Partię Liberalną. Tym razem jednak głosuje na Partię Konserwatywną: – Poilievre obiecał, że rozprawi się z przestępczością i wyśle na przymusowy odwyk narkomanów. Jestem przedszkolanką, bezpieczeństwo dzieci jest dla mnie najważniejsze.
Także Yves-Lorne głosuje na konserwatystów, bo boi się, że liberałowie „zabiorą mi broń”. Uważa też, że Partia Liberalna kradnie konkurentom idee: – Kiedy Konserwatyści powiedzieli, że trzeba cofnąć podatek węglowy, Liberałowie go cofnęli. Gdy mówili o przestępczości i rynku mieszkaniowym, to Liberałowie zaczęli to za nimi powtarzać.
Joginka Mackenzie zagłosowała na Liberałów, jak zawsze, bo ważna jest dla niej sprawiedliwość społeczna, prawa mniejszości rasowych i seksualnych. Dlatego „zawsze będzie w opozycji do Konserwatystów”.
Tymczasem Jamie, która zawsze głosuje na Partię Konserwatywną, postanowiła tym razem oddać głos na Liberałów. Przekonał ją Carney: doświadczeniem w bankowości i wiarą chrześcijańską w sercu.
Podobnie uważa Erin, makijażystka, która do niedawna planowała głosować na Partię Konserwatywną i „za żadne skarby” nie oddałaby znów głosu na Trudeau: – Ze względu na sytuację ekonomiczną, w której jesteśmy, Carney jest najlepszy. Jest lepszym, sprawdzonym liderem. Ma czystą kartę, żadnych skandali. Owszem, przydałaby się nam zmiana, bo Liberałowie rządzą od wielu lat. Ale sam Carney ma bardzo konserwatywny sposób myślenia. Myślę, że on sprowadzi Liberałów w stronę centrum, w stronę konserwatywną.
Partner Erin głosował na Konserwatystów: – Tak jak wielu konserwatystów nie lubię Pierre’a, nie ufam mu, ale chcę zmiany rządu. Mój głos to głos na partię, nie na Poilievre’a. Moja mama powtarza, że Poilievre sprzedałby nas Stanom, a że Carney będzie umiał negocjować z Trumpem.
To koniec epoki w relacjach USA–Kanada
W przemówieniu zaraz po ogłoszeniu wyników Carney zapowiedział negocjacje z USA z pozycji suwerennego narodu i ze świadomością, że „mamy wiele, wiele innych opcji, żeby budować dobrobyt dla wszystkich Kanadyjczyków”.
„Nasza relacja ze Stanami Zjednoczonymi, oparta o stabilnie rosnącą współpracę, jest zakończona. System globalnego wolnego handlu, zakotwiczony w USA, na którym Kanada polegała od II wojny światowej – ten system, który chociaż nie idealny, to dostarczał dobrobyt naszemu krajowi od dekad – zakończył się” – mówił Carney.
Ponownie podkreślał, że „Stany Zjednoczone chcą kanadyjskiej ziemi, wody, zasobów, kraju”. I że nigdy to nie nastąpi. „Nigdy. Prezydent Trump chce nas złamać, żeby Stany Zjednoczone mogły nas sobie przywłaszczyć. To nigdy, przenigdy się nie wydarzy”.
„Build, baby, build!”, „buduj, kochanie, buduj!” – mówił Carney, parafrazując powiedzenie Trumpa
Carney obiecuje, że będzie premierem „wszystkich Kanadyjczyków”, także tych, którzy na niego nie głosowali. Poza negocjacjami z Trumpem, jednym z jego pierwszych wyzwań będzie opracowanie planu ułatwienia handlu między prowincjami (to odpowiednik stanów w USA). Zniecierpliwieni Kanadyjczycy oczekują też niższych rachunków w sklepach i niższych cen nieruchomości.
„Build, baby, build!”, „buduj, kochanie, buduj!” – mówił Carney, parafrazując powiedzenie Trumpa, gdy ten zapowiadał zwiększenie wydobycia paliw kopalnych („drill, baby, drill!” – „wierć, kochanie, wierć!”).
Polityka kanadyjska i światowa stają się mniej przewidywalne
Z kolei Poilievre w swoim wystąpieniu powyborczym dziękował wyborcom partii, pogratulował Carneyowi, nazwał wyniki „praktycznie remisem” i podkreślił, że Liberałowie zasiądą na czele mniejszościowego rządu. Rzeczywiście, Liberałom do samodzielnej większości parlamentarnej zabrakło zaledwie trzech miejsc. Nie wydaje się, aby Partia Quebecka była odpowiednim dla nich koalicjantem.
Kanadyjskie media straszą teraz, że wygrana Liberałów może ponownie rozbudzić tzw. zachodni separatyzm: że rozczarowani podejściem rządu Carneya do paliw kopalnych, mieszkańcy prowincji Alberta będą woleli odłączyć się od Kanady, może nawet zostać kolejnym stanem USA. Tymczasem silna pozycja Partii Quebeckiej w rządzie mogłaby wpłynąć łagodząco na budzenie podobnych nastrojów w Quebecu, gdzie w przeszłości silne były głosy opowiadające się nawet za niepodległością tej wschodniej frankofońskiej prowincji.
Brytyjski „Spectator” nazywa wyniki kanadyjskich wyborów „rewanżem centrystów”: przesunięcie oczekiwanych wyników o 20 punktów procentowych w ciągu zaledwie trzech miesięcy ma pokazywać, że Kanada nie jest tak spolaryzowana, jak mogłoby się wydawać, i że ludzie są gotowi głosować na idee, na program wyborczy, a nawet na lidera ponad partyjnymi podziałami. Wybory pokazują też, że nic nie potrafi zjednoczyć tak bardzo, jak wspólny wróg. A najlepszym wrogiem dziś jest ten, kto jeszcze wczoraj był przyjacielem.
Polityka kanadyjska i światowa stają się mniej przewidywalne. Typowany na zwycięzcę Poilievre stracił nawet miejsce w parlamencie, przywódca Nowych Demokratów złożył rezygnację, a Mark Carney, który dopiero w marcu wszedł do polityki, zaczyna urzędowanie z bardzo mocną pozycją.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















