Uderzenie było precyzyjne. W środę 19 marca został zatrzymany przez policję mer metropolii stambulskiej Ekrem İmamoğlu, a wraz z nim blisko stu jego współpracowników. W kolejnych dniach zatrzymanie uzyskało sankcję prokuratorską i zamienione zostało na areszt. Zarzuca im się przestępstwa finansowe i korupcyjne (zrezygnowano za to z formułowanych początkowo zarzutów o kontakty z terrorystami kurdyjskimi).
İmamoğlu jest nie tylko merem miasta, które generuje ok. 30 proc. PKB Turcji, i w którym żyje blisko 20 proc. populacji kraju. To najważniejszy polityk opozycji, który w wyborach lokalnych w Stambule w 2019 i 2024 r. udowodnił, że na nierównym boisku jest w stanie wygrywać z kandydatami partii rządzącej prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana. Teraz areszt i perspektywa procesu zapowiadają jego eliminację z życia politycznego, a zwłaszcza z wyborów prezydenckich w 2028 r.
Zatrzymanie İmamoğlu stało się iskrą do burzliwych protestów w całym kraju na skalę niewidzianą od ponad dekady. W ciągu tygodnia zatrzymano 2 tys. osób, byli ranni. Protesty mają trwać dalej. Macierzysta formacja İmamoğlu, Republikańska Partia Ludowa (CHP), już po jego zatrzymaniu wybrała go na kandydata w wyborach w 2028 r. Działania władz krytykowane są w Europie. Tąpnęła lira, turecka waluta, i giełdy. W kraju rozpowszechnia się bojkot firm wiązanych z władzami. W chwili pisania tego tekstu trwają spekulacje na temat strajku generalnego.
Turcja na drodze autorytaryzmu
Pytania o demokrację i praworządność w Turcji są poniekąd retoryczne. Unia Europejska zamroziła z nią negocjacje członkowskie w 2019 r. właśnie na tle krytyki tureckich standardów.
Faktycznie są powody do niepokoju. Tylko nieudany pucz z 2016 r. pociągnął za sobą setki tysięcy represjonowanych; w więzieniu siedzi m.in. charyzmatyczny lider parlamentarnej opozycji kurdyjskiej Selahattin Demirtaş. Z drugiej strony opozycja tylko o włos (i bez zarzutów o fałszerstwa) przegrywała wybory parlamentarne i prezydenckie (2023 r.) i wygrywała wybory lokalne w głównych metropoliach, w tym w Stambule.
Teoretycznie nie można dziś wykluczyć zasadności zarzutów wobec İmamoğlu i jego ludzi: kieruje on dużym „biznesem” w kraju, w którym szara strefa i nieformalne układy mają się świetnie; jak mówią cynicy, tutaj na każdego są dowody, tylko nie każdym interesuje się prokuratura. Dziś jednak dalece ryzykowne byłoby odmawiać politycznej intencji i politycznych skutków tego, co się stało – oraz tego, co zapewne wydarzy się w sądzie. Turcja ma coraz silniejszy rys autorytarny.
Aresztowany mer Stambułu i jego partia to dziś główny rywal Erdoğana
Próba odpowiedzi „dlaczego” jest bardziej spekulatywna. Oczywiście pokusa wyeliminowania groźnego rywala wydaje się bezdyskusyjna. Szerszym planem jest osłabienie głównej partii opozycji – jest nią właśnie CHP, która w 2024 r. w wyborach lokalnych zdobyła blisko 30 proc. głosów, a jej kandydat w wyborach prezydenckich blisko 48 proc.
CHP to partia starych kemalistowskich elit, tj. nacjonalistycznych i świeckich, dziś akcentujących hasła demokratyczne i europejskie (przymiotnik pochodzi od Kemala Atatürka, założyciela tureckiej republiki po I wojnie światowej). Elit, dodajmy, starego „głębokiego państwa” z własnym biznesem i zapleczem instytucjonalnym. Jest dziś też główną alternatywą wobec prezydenckiej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) dla pokolenia wyżu demograficznego, z jego rozbudzonymi aspiracjami i zmęczeniem po blisko ćwierćwieczu rządów AKP.
CHP jest wreszcie naturalnym liderem rozdrobnionej opozycji, punktowo (przykład İmamoğlu) szukającej porozumienia z lewicą kurdyjską. Aresztowanie İmamoğlu potęguje chroniczny w ostatnich dekadach problem przywództwa w CHP. „Przypadkiem” zbiega się też z ujawnieniem śledztwa (prowadzonego na wniosek zmarginalizowanych działaczy partyjnych) w sprawie korupcji w czasie wyborów władz CHP w 2023 r. Partii grozi więc dziś zarząd komisaryczny aż do wyjaśnienia sprawy.
Ideologiczna i instytucjonalna przebudowa Republiki Turcji
Równolegle poważnym przeciążeniom poddana jest inna formacja opozycyjna – lewicowa i kurdyjska Partia Równości i Demokracji Ludów (DEM; 9 proc. głosów w wyborach 2023 r.).
Z jednej strony, w ramach walki z kurdyjską partyzantką PKK, państwo tureckie zaostrzyło presję, ale z drugiej weszło w nowy etap otwarcia na Kurdów. Założenia ideologiczne PKK zakwestionował niedawno jej założyciel, przebywający w więzieniu Abdullah Öcalan. Zaplecze społeczne DEM i sama ta partia muszą się więc określić – lub podzielić.
W takim scenariuszu – podziałów w CHP i DEM – wybory, choćby przedterminowe, nie byłyby straszne dla władzy. W szerszym planie demontaż partyjnej ostoi kemalizmu i jej kurdyjskiej antytezy domknąłby ideologiczną i instytucjonalną przebudowę Republiki Turcji, pozwoliłby obozowi rządzącemu wrócić do projektu nowej konstytucji i spokojnie myśleć o przyszłości AKP i kraju, gdy zabraknie Erdoğana. Ma on 71 lat i za sobą bardzo intensywne życie.
Polityka Trumpa zdaje się potwierdzać turecką diagnozę
Obecnego kryzysu w Turcji nie sposób zrozumieć w oderwaniu od kontekstu zewnętrznego.
Przez lata standardy europejskie forsował tu Zachód, uzależniając od nich także współpracę gospodarczą (w pierwszej dekadzie przy zaangażowaniu samej AKP). Z czasem europejska presja zaczęła być traktowana jako instrumentalna i wywrotowa. Erdoğan zarzucał Zachodowi podsycanie protestów w 2013 r. czy wsparcie ze strony USA dla próby puczu w 2016 r. Z kolei mentorski ton Unii i USA podsycał tureckie resentymenty wobec Zachodu.
Dziś jest inaczej. Już choćby polityka Trumpa zdaje się potwierdzać turecką diagnozę, że porządek światowy się sypie, że liczą się twarde interesy i bezpieczeństwo, a nie porządkowanie ogródka u sąsiada. Stany ograniczają zaangażowanie w świecie i szukają mocnych partnerów, z którymi można rozwiązywać lokalne problemy (reakcje USA na obecny kryzys są mdłe). Z kolei Europa oswaja się z myślą o bezpieczeństwie bez USA i z niepokojem patrzy na Ukrainę czy na Bliski Wschód.
Turcja ma więc szansę być dla Europy głównym partnerem w regionie – ze swoją armią oraz z interesami, które umie egzekwować (w grudniu 2024 r. wypchnęła Iran i Rosję z Syrii, a w ostatnich latach umocniła się kosztem Rosji na Kaukazie i Morzu Czarnym).
Erdoğan zaprasza Europę i USA do kolejnej rundy pokera
Wielkie wizje mają to do siebie, że mierzą się z szarą rzeczywistością. Dzisiejszy kryzys i protesty nie wydają się zagrażać władzom – zapewne zabraknie im koordynacji, zapewne się wypalą. A jeśli nie, władzom zawsze pozostaje aparat państwa. Choć, z drugiej strony, frustracja w społeczeństwie jest duża, a pokolenie wyrosłe pod rządami AKP prędzej czy później dojdzie do głosu. Pozostaje wreszcie czynnik losowy – społeczeństwo potrafi zaskoczyć…
Jednak na razie Erdoğan może mieć poczucie, że domyka się dzieło jego życia – nie tylko gdy idzie o wewnętrzną przebudowę Turcji, ale też uzyskanie przez nią pozycji samodzielnego podmiotu oraz bieguna politycznego i cywilizacyjnego, silnego i siłą własną, i zdolnościami koalicyjnymi na wielu kierunkach (w tym zachodnim). Aresztując İmamoğlu, Erdoğan zaprosił właśnie Europę (ale też USA) do kolejnej rundy pokera – i patrzy im prosto w oczy, mówiąc: sprawdzam.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















