Upadek Rożawy. Czy to koniec kurdyjskiej autonomii w Syrii?

Rożawa, czyli Demokratyczna Autonomiczna Administracja Północno-Wschodniej Syrii przestała istnieć w niespełna dwa tygodnie. Czy to koniec legendy?
Czyta się kilka minut
Zwolennicy armii kurdyjskiej z flagami Kurdystanu i Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF). Hasaka, Syria, 24 stycznia 2026 r. // Fot. Thomas Noonan / AFP / East News
Zwolennicy armii kurdyjskiej z flagami Kurdystanu i Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF). Hasaka, Syria, 24 stycznia 2026 r. // Fot. Thomas Noonan / AFP / East News

Walki w Aleppo wybuchły 5 stycznia. Cztery dni później ewakuowane zostały stamtąd ludność cywilna i kurdyjskie siły zbrojne. Potem, 13 stycznia, syryjskie siły rządowe przekroczyły Eufrat, aby w ciągu kolejnego tygodnia zająć ponad połowę terenów kontrolowanych dotąd przez Kurdów i otoczyć ich główne miasta. 

Szkolone i zbrojone w ostatnich latach przez Amerykanów, kurdyjskie siły cały czas są w odwrocie. Kurdowie stracili zarówno naturalne linie umocnień, jak i wszystkie złoża naftowe i gazowe (to była podstawa ich gospodarki – i zarazem 80 proc. zasobów całej Syrii). 

Nie bronią ich Amerykanie. Swoje bazy w Syrii ewakuują Rosjanie. Tylko kolejne zawieszenia broni, regularnie łamane, spowalniają nieco tempo ofensywy armii rządowej. W chwili pisania tego tekstu, 28 stycznia, Kurdowie kontrolują jeszcze Hasakę, Kamyszli i zwłaszcza Kobane – ich ostatni przyczółek, na którym dekadę temu zatrzymał się walec Państwa Islamskiego.

Czy to koniec enklawy, w której Kurdowie mogli wreszcie poczuć się u siebie?

Rożawa – legenda i mit demokratycznej utopii na Bliskim Wschodzie

Z zachodniej perspektywy Rożawa jawiła się jako niemal idylliczna kraina. Była skrawkiem stabilności w początkowym okresie wojny domowej w Syrii, zapowiedzią bezpiecznego azylu dla umęczonych historią Kurdów. 

Była też pięknym snem lewicy, wcielającym w życie sny o demokratycznym konfederalizmie, równości (w tym o spektakularnym w tym regionie równouprawnieniu kobiet), o postępie i ekologii.

Była pięknym snem o walce z brutalnością wojującego islamu w wydaniu Państwa Islamskiego oraz z tureckim „neoimperializmem”, Kurdowie zaś byli najwierniejszym sojusznikiem USA w zwycięskiej wojnie z dżihadystami.

Była snem o wielonarodowościowym „państwie”, sprawnym systemie administracji i silnej (a przy tym pięknej, dzięki kurdyjskim „amazonkom”) armii i sprawnej dyplomacji (jednoczesna współpraca z USA, Rosją, Iranem i Izraelem).

Nowa Syria kontra Rożawa: dlaczego ten konflikt był nieunikniony

Dziś Rożawa pada przed armią syryjską. Zostając w konwencji legendy o Rożawie – armią „złożoną z byłych dżihadystów” (jest nim obecny prezydent Syrii Ahmed al-Szara), uważanych za „tureckich najemników” (jej oddziały tworzone były przy wsparciu tureckim, od lat walczyły z Kurdami).

Zarówno nowa armia syryjska, jak też w ogóle nowa Syria pojawiają się od roku w mediach zachodnich głównie przy okazji ostrych konfliktów: błyskawicznego obalenia reżimu Asada (grudzień 2024 r.), krwawego tłumienia „powstania” alawitów (marzec 2025 r.) i nie mniej krwawych walk z druzami (lipiec 2025 r.). Łatwo – zwłaszcza na tle legendy Rożawy – przypiąć im łatkę fundamentalistów w garniturach, dżihadystów w mundurach, klientów Turcji

Mówiąc nieco innym językiem: kategoryczny postulat zunifikowanej Syrii, silny rys islamski/sunnicki nowego rządu w Damaszku, a także obecny tutaj arabski nacjonalizm – wszystko to nie brzmi miło i nie zapowiada spokoju. Jakby na to nie patrzeć, dzisiejsza Syria po Asadzie jest antytezą Rożawy. Są ogniem i wodą, które razem być nie mogą.

Po upadku Asada: jak powstało realne państwo syryjskie

Jakkolwiek legendy i mity są potrzebne (i przechowują wiele prawd), nie tłumaczą one wszystkiego. Tak jest również dziś. 

Przede wszystkim: w ciągu roku doszło do powstania w Syrii realnego i sprawczego organizmu państwowego. Choć problemów jest tu bezmiar – brak kontroli nad terytorium, obce wojska (izraelskie, tureckie, amerykańskie, rosyjskie), słabe kadry oraz instytucje (choć coraz sprawniejsze, to na pewno nie spełniające standardów demokracji liberalnej), a także obawy mniejszości – jest to jednak nadspodziewanie sprawne państwo.

Jest ono także coraz bardziej bezalternatywne dla ogółu syryjskiego społeczeństwa. Jest wiarygodne dla najważniejszych graczy zewnętrznych, czego miarą jest m.in. znoszenie sankcji i intensywne z nim kontakty dyplomatyczne. 

Jest to wreszcie coraz sprawniejsza armia i z każdym kryzysem coraz bardziej zdyscyplinowana. Choć dziś w Rożawie dochodzi do przestępstw, a być może i zbrodni wojennych, nie jest to już ta skala, co podczas walk z druzami i alawitami. Zajmowanie Rożawy to kombinacja operacji wojskowych i negocjacji z przeciwnikiem, mediacji USA oraz Kurdów irackich. To wreszcie względnie hojna oferta polityczna: praw dla Kurdów i struktur kurdyjskich. 

Kulisy władzy w Rożawie

Również po stronie kurdyjskiej spod legendy prześwitują poważne problemy. 

Na obszarach całej autonomii Kurdowie byli mniejszością (od 30 do 50 proc. ludności) wśród plemion arabskich. Sama Rożawa – dotąd relatywnie bogata, uporządkowana i stabilna – jest rządzona bardzo silną ręką przez Partię Unii Demokratycznej (PYD), za pośrednictwem instytucji mieniących się demokratycznymi. Armia kurdyjska zaś, tj. Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF), jest zdominowana przez Powszechne Siły Ochrony (YPG).

Zarówno PYD, jak i YPG są silnie związane z Partią Pracujących Kurdystanu, z bazą w irackim Kandilu, z silnym kadrowym wkładem w Rożawę. 

Sukces ofensywy rządowej wynika tyleż z czynnika wojskowego, co z zaostrzenia i rozegrania napięć w samej Rożawie – plemiona i oddziały arabskie wsparły Damaszek (co przyniosło krwawe pacyfikacje ze strony YPG) i zepchnęły Kurdów na obszary etnicznie przez nich zdominowane. Jednocześnie zaostrzyły się podziały między syryjskimi Kurdami (bardziej skłonnymi do kompromisu) a kadrami spoza Syrii (bliższymi PKK).

Dlaczego Rożawa przegrała politycznie i militarnie

Obecny kryzys jest też przejawem straconych okazji oraz kary za mityczną hybris – grzech pychy. Integracja Rożawy z resztą Syrii była banalną oczywistością po upadku Asada. Gotowość deklarowały obie strony, aktywnie wspierali tę ideę Amerykanie, chroniąc zarazem Rożawę przed turecką ofensywą. 

Ugodę obie strony przyjęły w marcu 2025 r. Potem termin realizacji odkładano na sierpień, październik, grudzień… Jeszcze w początku stycznia Kurdowie mogli otrzymać prawo do trzech własnych dywizji stacjonujących u siebie (w ramach armii syryjskiej), stanowiska ministerialne, prawa kulturalne. 

Odmówiono im formalnej autonomii (ze strachu przed efektem domina i pod presją Turcji), prawa do kontroli granicy i złóż ropy oraz nakazano wyjazd zagranicznych bojowników (z PKK). Dla Kurdów to było za mało.

Także obecny kryzys zaczął się od kurdyjskich ataków na siły rządowe w Aleppo, a nie odwrotnie. W walkach zaś obie strony używały artylerii, której w mieście SDF formalnie nie miały od kwietnia. Dwa rozejmy podpisywane po 5 stycznia były również łamane przez SDF. 

Dlaczego tak jest? Na pewno Kurdowie mają dużo do stracenia i nie ufają Damaszkowi. Na pewno istnieje także wspomniany już ostry konflikt między bardziej skłonnymi do kompromisu Kurdami syryjskimi a oddziałami związanymi z Kandilem, który kompromisy odrzuca. Na pewno też Kurdowie przecenili swoje siły militarne – mit silnej i zmotywowanej armii poważnie się zachwiał.

Koniec kurdyjskiej autonomii nie oznacza końca wojny w Syrii

Kryzys daleki jest od zakończenia – formalnie do 8 lutego obowiązuje rozejm i trwają negocjacje. Rożawa jeszcze nie została w całości zajęta przez siły syryjskie. Kurdyjskie oddziały są zdezorganizowane, osłabione przez napięcia wewnętrzne, „dezercję” plemion arabskich i zepchnięte do swojego matecznika – ale wciąż są groźne. 

Być może czekają nas krwawe walki, może Kobane (lub inne miejsce) potwierdzi legendę bastionu, który oparł się Państwu Islamskiemu. Do Rożawy przenikają ochotnicy. Damaszek demaskuje magazyny, mające świadczyć o przygotowaniach do działań terrorystycznych. Wojna lubi płatać figle – może nagle zmieni się koniunktura.

Jednak niemal na pewno nie do odtworzenia jest Demokratyczna Autonomiczna Administracja Północno-Wschodniej Syrii jako niezależne parapaństwo – niewyobrażalne jest odzyskanie terytorium, kontroli nad ludźmi, wreszcie złożami ropy i gazu, które gwarantowały ekonomiczne podstawy odrębności.

USA w Syrii: cichy architekt nowego porządku na Bliskim Wschodzie

Tymczasem trwa piękny sen Ahmeda al-Szary: w ciągu roku Syria wyrosła na relatywnie dojrzały organizm, który jest atrakcyjny dla silnych graczy zewnętrznych (bardziej niż sąsiednie Liban i Irak). Rozwiązanie kwestii kurdyjskiej autonomii byłoby jego największym sukcesem od czasu obalenia Asada. 

Czy do tego dojdzie? Czy uda się integracja bardzo innego i wymagającego aktora, jakim są Kurdowie? Czy za osobistym talentem i politycznym szczęściem al-Szary nadąża budowa instytucji, a Syria przetrwałaby bez niego? Zobaczymy.

Jest wreszcie słoń w pokoju – USA. Wbrew wszelkim intuicjom i obawom, Amerykanie grają bardzo ambitną i ostrożną grę. Tak jak niegdyś byli patronem historycznego sukcesu Rożawy, tak dziś są patronem sukcesu Szary. 

Celem Waszyngtonu wydają się stabilność (a nie np. idealistyczne prokurdyjskie nation- i state-building), interesy (doraźnie: zapobieżenie odrodzeniu Państwa Islamskiego), środkiem zaś – wypracowanie i narzucenie kompromisu. Od roku ten konflikt-dialog między Kurdami a Damaszkiem odbywa się pod presją i parasolem Amerykanów: każda runda negocjacji i każde obecne zawieszenie broni jest efektem ich nacisków.

Strategia USA w Syrii: stabilność zamiast prokurdyjskiej polityki

Nie wspomniano tu jeszcze o jednym graczu: w całej tej amerykańskiej układance uwzględniana jest także Turcja – m.in. skutecznie powstrzymywana przez Waszyngton przed ofensywą militarną przeciw Kurdom, a długofalowo potrzebna Stanom jako partner w bliskowschodniej rozgrywce.

Identyczny mechanizm działa w kwestii sporu Damaszku z druzami oraz z Izraelem, który wtargnął do południowej Syrii i ją okupuje oraz wspiera druzów. Także tu nie ma dróg na skróty. Nie ma ani jednostronnego faworyzowania przez Stany jednej ze stron, ani wrzucania pod pociąg drugiej (co dotyczy również Rożawy) – realistyczne rozwiązanie musi się spokojnie utrzeć, a ostatecznie wszyscy muszą liczyć się z Waszyngtonem. 

Czy to się uda? Czy USA na trwałe zmieniają swój sposób funkcjonowania w tym regionie? Czy jest to w ogóle do utrzymania w tym napiętym do granic możliwości kawałku świata, przy przerośniętych ambicjach i strachach Izraela, Turcji, Iranu? Zobaczymy.

Tekst ukończono 28 stycznia

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 06/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Upadek Rożawy