Wystawa „W oku cyklonu” w łódzkim Muzeum Sztuki opowiada o wyjątkowym okresie formowania się nowoczesnej sztuki w Ukrainie w pierwszych dekadach XX wieku. Tytuł powinien brzmieć raczej „W oku cyklonów”, bo wystawa podsumowuje czasy, w których zaszła niejedna burzliwa przemiana, poczynając od rewolucji 1905 r. W przypadku Ukrainy przyniosła ona zniesienie podpisanego w 1876 r. ukazu emskiego zakazującego używania w Rosji języka ukraińskiego (także wydawania w tym języku książek i wystawiania sztuk teatralnych).
Potem przyszła I wojna światowa, rewolucja 1917 r., upadek caratu i powstanie Ukraińskiej Republiki Ludowej. Wreszcie zwycięstwo bolszewików, powstanie USRS w ramach Związku Sowieckiego, czas ukrainizacji, zakończony wraz z postępująca stalinizacją, Hołodomorem, czyli Wielkim Głodem w latach 1932-1933, który doprowadził do śmierci miliony mieszkańców ukraińskich wsi, i Wielką Czystką w latach 1937-1938. Równolegle miały miejsce wielkie zmiany społeczne, przyspieszona urbanizacja i uprzemysłowienie.
„W oku cyklonu” pokazuje poszukiwania artystyczne podejmowane w tym czasie w Ukrainie. Wystawa jest wyjątkowa – to największy poza granicami kraju pokaz tamtejszego „nierozłącznego, choć mało znanego fragmentu kultury europejskiej” – jak pisze Konstantin Akinsha, jeden z kuratorów ekspozycji. Do tej pory bowiem twórczość zgromadzonych na wystawie artystek i artystów, powstająca w Imperium Rosyjskim, a potem w ZSRR, była i nadal bywa utożsamiana z Rosją, albo po prostu jest nieznana.

Ukraina patrzy na Zachód, ale tworzy po swojemu
Wystawa od czterech lat podróżuje po Europie: od madryckiego Museo Thyssen-Bornemisza i Museum Ludwig w Kolonii, po Musées royaux des Beaux-Arts w Brukseli, Belvedere w Wiedniu i londyńską Royal Academy of Arts. Pokazuje historię tej części Europy w sposób wyłamujący się z imperialnej, rosyjskiej perspektywy. Odmienny od dominującej w dzisiejszej Rosji narracji o awangardzie w pierwszych dekadach XX wieku, ale też odbiegający od zachodniego spojrzenia na nasz region.
Przed I wojną światową Ukraina była jednym z kluczowych miejsc nowatorskich poszukiwań artystycznych, konfrontujących to, co działo się na Zachodzie kontynentu, w Paryżu, Berlinie czy Monachium, z własnymi tradycjami artystycznymi. Wystawę w Łodzi otwiera efektowny „Portret żony artysty” urodzonego w 1875 r. Ołeksandra Muraszki, najważniejszego ukraińskiego twórcy przełomu XIX i XX wieku, który w oryginalny sposób zinterpretował poszukiwania impresjonistów i ich następców. Był też jednym z twórców utworzonej w 1917 r. Akademii Sztuk Pięknych w Kijowie, pierwszej wyższej szkoły artystycznej w Ukrainie.
Wcześniej pozostawała możliwość nauki w Petersburgu albo studia za granicą. I te coraz częściej zaczęto podejmować. Istniała natomiast Kijowska Szkoła Sztuk Pięknych dająca podstawowe umiejętności. To jej uczniowie w 1908 r. zorganizowali w Kijowie wystawę „Ogniwo”, pierwszą wspólną prezentację młodej sztuki zafascynowanej nowoczesnością. Znalazły się na niej prace m.in. Aleksandry Ekster, Ołeksandra Bohomazowa i Dawida Burliuka, a opublikowany przez niego tekst „Głos impresjonisty w obronie malarstwa” jest uważany za jeden z pierwszych awangardowych manifestów. Ten współtwórca futuryzmu i jeden z najbardziej radykalnych twórców tego czasu, osiadł potem w Czorniance. I tu, na jego zaproszenie, tworzyli m.in. Wielimir Chlebnikow oraz Natalia Gonczarowa i Michaił Łarionow. Niewielka wieś nieopodal Chersonia przez chwilę stała się jednym z głównych centrów narodzin awangardy.
Z kolei w Odessie na wystawach organizowanych w latach 1909-1911 przez tamtejszego rzeźbiarza i krytyka sztuki Wołodymyra Izdebskiego wystawiano prace włoskich futurystów, francuskich kubistów i niemieckich ekspresjonistów. Wreszcie w Kijowie w 1914 r. Aleksandra Ekster i Ołeksandr Bohomazow otworzyli zbiorową wystawę „Pierścień”, która okazała się manifestem nowej sztuki w Ukrainie. „Naszym zadaniem jest uwolnić żywioły malarstwa od banałów, które je ograniczają” – oznajmiali. Chcieli sztuki zrywającej z akademickimi przyzwyczajeniami, zmieniającej świat.
Granice artystycznej autonomii Ukrainy w ZSRR
Wystawa zdecydowanie przełamuje stereotypowe wyobrażenia o sztuce nad Dnieprem, utożsamianej przede wszystkim z ikonami i sztuką ludową. Jednocześnie nie wpada w pułapkę, przed którą przestrzegał Nikita Kadan, jeden z najważniejszych współczesnych ukraińskich artystów. W rozmowie z Martą Czyż opublikowanej w Dwutygodniku mówił, że podejmuje się obecnie próby odzyskania Kazimierza Malewicza czy Wassilego Kandinskiego i uznania ich za artystów ukraińskich. Kadan nie neguje potrzeby pokazania klasyków awangardy z nierosyjskiej perspektywy. Jednak jego upominanie się o innych, spychanych na margines twórców i twórczyń jest bardzo ważne.
W Muzeum Sztuki nie zabrakło więc Malewicza, który urodził się w polskiej rodzinie w Kijowie, jednak potem przez lata był związany z Moskwą i Leningradem. Wrócił do rodzinnego miasta dopiero w 1927 r. Do 1930 r. wykładał w Kijowskim Instytucie Sztuki. Planował osiąść w Kijowie na dłużej, ale początek represji stalinowskich zmusił go do powrotu do Leningradu. Na wystawie znalazł się tylko jeden rysunek, trochę zaskakujący – to szkic malowidła do sali konferencyjnej Wszechukraińskiej Akademii Nauk w Kijowie z 1930 r. I ta skromna prezentacja Malewicza okazuje się zaletą wystawy. Pozwala bowiem lepiej pokazać inne, nie mniej ważne postaci i zjawiska.
Poznajemy przede wszystkim Aleksandrę Ekster jako współautorkę rewolucyjnych przemian, jakie zaszły w tym czasie w ukraińskim teatrze. Drugą z kluczowych osób był reżyser Łeś Kurbas, który zaproponował radykalną zmianę w myśleniu o spektaklu, ale też o samej funkcji teatru; miał on nie tyle odzwierciedlać, co przeobrażać życie. Ekster zaś zaproponowała inne myślenie o scenografii teatralnej: „Do artystycznego odtworzenia określonej epoki na scenie konieczne jest jedynie uchwycenie głównej idei plastycznej jej stylu, którą można wcielić absolutnie swobodnie, bez uciekania się do kopiowania muzealnych modeli”.
Pierwsza dekada funkcjonowania USRR to historia u nas nieznana. Ograniczona, ale jednak formalna autonomia sprawiła, że jako jedyna z republik w latach 1928 i 1930 Ukraina miała własną sekcję w Pawilonie Sowieckim na Biennale Sztuki w Wenecji. Skorzystała też z tzw. korienizacji – Moskwa uznała, że najlepszym sposobem legitymizacji władzy sowieckiej będzie jej oparcie w republikach na miejscowych wzorach kulturowych.
Proces „unarodowienia” dokonywał się w wielu częściach ZSRR, jednak w Ukrainie miał on szczególny przebieg. Udało się bowiem zrealizować projekt stworzenia nowej tożsamości kulturowej – ukraińskiej i sowieckiej zarazem, a Charków jako stolica nowego państwa szybko stał się silnym ośrodkiem życia kulturalnego, do którego przeniosło się wiele kijowskich instytucji, jak teatr Berezil Łesia Kurbasa.
„Ukraińcy stawali się narodem z własną elitą polityczną i pełnowartościową, wysoką, a nie »chłopską« kulturą” – podkreśla Jarosław Hrycak w niedawno wydanej także po polsku książce „Ukraina. Wyrwać się z przeszłości”. I dodaje: „Transformacji doznał język ukraiński – centralny symbol ukraińskiej tożsamości. W 1925 roku w Charkowie (...) skodyfikowane zostały zasady ukraińskiej pisowni. W Charkowskiej Bibliotece Publicznej można było wysłuchać po ukraińsku wykładu o teorii względności Einsteina – w języku, który jeszcze pięć-dziesięć lat temu był uważany za »chłopski«”.
Za wyborem języka ukraińskiego szedł też inny wybór – wzorów kulturowych. Opowiedzenie się za Europą. Jak przekonywał pisarz i krytyk literacki Mykoła Chwylowy w głośnym pamflecie znamiennie zatytułowanym „Apologeci grafomaństwa” opublikowanym w 1926 r., „naszego sojuszu politycznego nie należy mylić z literaturą. Ukraińska poezja musi jak najszybciej uciec od rosyjskiej literatury i jej stylów. Polacy nigdy nie wydaliby Mickiewicza, gdyby nie porzucili skupienia na moskiewskiej sztuce. Faktem jest, że literatura rosyjska góruje nad nami od wieków, jak pan sytuacji, i szkoli naszą psychikę do niewolniczego naśladownictwa”. Tego typu deklaracje nie mogły pozostać bez odpowiedzi Moskwy.
Kijów pozostał ważnym miejscem na mapie artystycznej Ukrainy. Tamtejszy Instytut Sztuki, powstały z dawnej Akademii Sztuk Pięknych, stał się jedną z najważniejszych i najbardziej nowoczesnych szkół artystycznych w całym ZSRR, a wśród nauczycieli znalazł się Ołeksandr Bohomazow. Wrócił on w tym czasie do malarstwa figuratywnego, przekonywał, że „konieczne jest uczynienie dzieł sztuki zrozumiałymi dla mas”. Jego ostatnim dziełem miał być tryptyk przedstawiający pracę robotników przemysłu drzewnego. Zdołał przed śmiercią ukończyć dwa monumentalne płótna – „Ostrzenie pił” i „Pilarzy”. Oba – dziś to jedne z ikonicznych dzieł sztuki ubiegłego stulecia – są na wystawie w Muzeum Sztuki.

Ukraińska nowoczesność i jej krwawy kres
Ukraińska nowoczesność była wynikiem połączenia dwóch nurtów: radykalnego i tradycjonalistycznego. Ten drugi reprezentował absolwent krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych Mychajło Bojczuk. W czasie I wojny światowej osiadł w Kijowie, gdzie wykładał na Akademii Sztuk Pięknych, a potem w Instytucie Sztuki. Podjął on próbę odnowienia malarstwa monumentalnego, która nie była prostym powtórzeniem dawnej sztuki. Jak zresztą podkreślał: „Nie mamy naiwności, by powrócić do praktyki prymitywów”; chciał połączyć tradycję sztuki cerkiewnej i włoskiego quattrocenta z doświadczeniem sztuki nowoczesnej. Wzorce zaczerpnięte z dawnej sztuki religijnej służyły teraz do opowiadania o współczesnej Ukrainie. Stworzył nawet całą szkołę malarską, zwaną bojczukistami, która zrealizowała liczne zamówienia państwowe.
Kres polityce ukrainizacji przyniosła stalinizacja. Ofiarami Hołodomoru padli Jewhen Pszeczenko i Wasyl Dowhoszyja, ludowi artyści, którzy współpracowali z warsztatami w Werbiwce. 13 marca 1933 r. samobójstwo popełnił Mykoła Chwylowy. 13 lipca 1937 r. Mychajło Bojczuk wraz z uczniami został rozstrzelany w Kijowie. Pięć miesięcy później została stracona jego żona, także artystka, urodzona w Łodzi Zofia Nalepińska-Bojczuk.
3 listopada 1937 r. na północy Rosji, w Karelii, w zbiorowej egzekucji zastrzelono czołowych ukraińskich artystów, naukowców i działaczy społecznych. Był wśród nich Łeś Kurbas. Na liście zamordowanych znalazło się ponad tysiąc osób. Niszczono nie tylko ludzi, ale też rękopisy, książki i dzieła sztuki, lub zamykano je w tzw. specfondach. To, co dziś możemy oglądać, także na łódzkiej wystawie, to jedynie ślady kultury, którą krwawo wymazywano.

W OKU CYKLONU. MODERNIZM W UKRAINE, Łódź, Muzeum Sztuki, wystawa czynna do 1 lutego 2026, kuratorzy: Konstantin Akinsha, Katia Denysova, współpraca Jakub Gawkowski.
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















