Znaczący jest tytuł wystawy w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie: „Odesa. Długi wiek XX w sztuce”. Nazwę miasta napisano przez jedno, a nie dwa „s”, i to nie błąd. Twórcy ekspozycji odwołują się do ukraińskiej, a nie rosyjskiej nazwy miasta i proponują, by także w Polsce wprowadzić korektę historycznie już przyjętej pisowni. Niby to niewielka zmiana, ale język jest jednym z kluczowych narzędzi budowy tożsamości i nawet drobne jego korekty mogą mieć dla niej fundamentalne znaczenie.
Klucz do świata
Odesa zatem, a nie Odessa – przyjmując zaproponowaną przez twórców wystawy zmianę pisowni – została założona przez Katarzynę II w 1794 r. jako port, a jednocześnie centrum Noworosji, czyli podbitych za jej rządów terenów nad Morzem Czarnym. Jej powstanie było realizacją ideałów oświeceniowego miasta, zbudowanego na regularnym uporządkowanym planie, przejrzystego i przestronnego. I do dziś należy do najlepiej zachowanych założeń urbanistycznych w Europie, z oryginalną zabudową z XIX i początku XX w. – w 2023 r. została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Od samego początku była miastem wielu narodów i języków. Mieszkali tu Grecy i Włosi, Ukraińcy, Tatarzy i Rosjanie, Turcy i Polacy. Byli też Żydzi, którzy mieli tu znacznie więcej swobód niż w Petersburgu czy Moskwie. W 1900 r. stanowili około 31 procent z 450 tys. mieszkańców. I to z Odesy wywodziło się wiele ważnych postaci o żydowskich korzeniach, w tym słynny bankierski ród Ephrussich, opisany przez Edmunda De Waala w przejmującym „Zającu o bursztynowych oczach”.
U progu XX w. Odesa stała się czwartym pod względem wielkości miastem rosyjskiego imperium: po Sankt Petersburgu, Moskwie i Warszawie. Z założonym w 1865 r. uniwersytetem, muzeami, teatrami, własną operą. Jednocześnie ucieleśniała kolonialne ambicje Rosji. Imperialny program był wpisany w samo miasto, które po rewolucji październikowej przechodziło z rąk do rąk, by – zajęte ostatecznie przez Armię Czerwoną w 1920 r. – stać się częścią sowieckiej, a potem niepodległej Ukrainy.
Od początku pełnoskalowej wojny w 2022 r. Odesa jest nieustannie atakowana, a wiele jej zabytków uległo zniszczeniu. Symboliczne są losy wzniesionego w końcu XVIII w. Soboru Katedralnego, który po kolejnych rozbudowach stał się jedną z największych świątyń w całym Imperium Rosyjskim. Został on zburzony przez władze sowieckie w 1936 r. W latach 1997-2005 starannie go odbudowano. W 2023 r. padł ofiarą Rosjan.
Co więcej, jak podkreśla Roger Cohen na łamach „The New York Timesa”, Odesa nie jest jednym z wielu atakowanych miejsc w których rozgrywa się ta wojna, lecz jej centralnym punktem. „Nie tylko dlatego, że stanowi klucz do Morza Czarnego, ale także dlatego, że ze szczególną intensywnością rozgrywa się w niej walka między rosyjską i ukraińską tożsamością – imperialną przeszłością i demokratyczną przyszłością, systemem zamkniętym i otwartym na świat. To właśnie to miasto, niepokorne i uparcie inkluzywne, symbolizuje wszystko, co Putin chce zniszczyć w Ukrainie”.
Długie XX stulecie
Powstała we współpracy z Odeskim Narodowym Muzeum Sztuki ekspozycja przedstawia spojrzenie od wewnątrz Ukrainy. Nie jest też obiektywną monografią sztuki w tym mieście, lecz, jak podkreśla jej współkuratorka Żanna Komar, próbą ukazania „sposobu myślenia współczesnego społeczeństwa ukraińskiego oraz tego, jak Ukraińcy postrzegają własne dziedzictwo kulturowe”.
„Odesa” opowiada o długim XX stuleciu w sztuce. To okres szczególny, bo jak pisze Wira Ahejewa we wnikliwym, wydanym także po polsku tomie „W cieniu imperium”, w Ukrainie ten wiek „nigdy nie przeszedł do historii, nadal nie da się go w sposób bezstronny i wyważony wyjaśnić, tworząc ekspozycję muzealną lub przygotowując publikację dokumentów archiwalnych”. Trzeba go raz po raz na nowo opowiadać, co nie jest łatwe, bo to było, dodaje Ahejewa, w jej kraju stulecie katastrof i niszczenia dorobku kolejnych pokoleń. Ginęli twórcy, płonęły archiwa i muzea. Nie raz wydawało się, że historia się cofnęła i trzeba zaczynać od początku, bo nie można przywołać dorobku poprzedników.
Wystawa w MCK jest zatem opowieścią o zerwaniach, lukach, stratach, a jednocześnie o ciągłości. O tym, jak Odesa traciła i odnajdowała swą „wieloaspektową tożsamość”. Wpisuje to miasto w dzieje kultury europejskiej, a jednocześnie powstającą w niej sztukę wyrywa „z lokalnej wizji przeszłości i umieszcza ją w szerszym kanonie sztuki ukraińskiej”.

Wolność zamordowana
„Odesa” przedstawia sztukę od czasów poszukiwań z pierwszych dekad XX w. poprzez stalinowskie represje, okres postalinowskiej odwilży i sztukę nieoficjalną lat 60. po prace powstałe w czasie obecnej wojny. Jednocześnie jest to spojrzenie na sztukę tego okresu z określonego punktu widzenia, z bardzo świadomymi pominięciami. Na wystawie nie ma chociażby artystów związanych z założonym w 1890 r. Stowarzyszeniem Malarzy Południoworosyjskich, ważnym dla życia artystycznego w Odesie, także dla twórców ukraińskich. A miasto miało swe własne tradycje, m.in. działała tu Odeska Szkoła Artystyczna, której początki sięgają 1865 r. Jednak twórcy wystawy uznali za kluczowe poszukiwania, które podejmowały na własny sposób dialog z tym, co działo się w sztuce zachodniej.
Twórcy ekspozycji przypomnieli, że w latach 20. Odesa stała się centrum ukraińskiego przemysłu filmowego. Z Odeską Wytwórnią Filmową był związany wybitny reżyser teatralny Łeś Kurbas, ważni pisarze, jak Mykoła Bażan, wreszcie Ołeksandr Dowżenko, najwybitniejszy ukraiński twórca filmowy.
Stalinizm lat 30. zakończył czas wolności artystycznej w mieście. Zabroniono wyświetlania awangardowych produkcji, a sama wytwórnia zajęła się kręceniem filmów przygodowych i dla dzieci. Łeś Kurbas został rozstrzelany 3 listopada 1937 r. z innymi wybitnymi ukraińskimi twórcami i działaczami społecznymi. Ofiarą czystek padł też Cwi Emski-Mohyłewski, malarz i ważna postać dla tutejszego życia artystycznego, dyrektor Odeskiego Muzeum Sztuki. W 1937 r. oskarżono go o szpiegostwo oraz agitację kontrrewolucyjną i zamordowano. Na wystawie jest jedno z jego ostatnich dzieł: pejzaż „Kachowka”. Pokazujący te same tereny, które zostały zalane wodą po wysadzeniu przez Rosjan zapory na Dnieprze w czerwcu 2023 r., co było jedną z najdramatyczniejszych chwil obecnej wojny.
Tragicznym wydarzeniem w dziejach Odesy był Holokaust – jego ofiarą padła znaczna część żydowskiej społeczności miasta, w tym także ci, który wcześniej wyjechali z ZSRS. W 1942 r. aresztowano we Francji Sandra Fasiniego, malarza i fotografa, i jego żonę. Oboje deportowano do Auschwitz. W tym samym obozie zamordowano Wołodymyra Baranowa-Rossiné, którego twórczość, próbująca dokonać syntezy malarstwa i muzyki, w ostatnich latach jest na nowo odkrywana i uznawana za jedno z najciekawszych zjawisk w sztuce pierwszej połowy XX w.

Schody i okno
Pewną przestrzeń wolności przynosi dopiero odwilż czasów Chruszczowa. Wystawa pokazuje próby odejścia od socrealistycznych dogmatów w sztuce oficjalnej lat 60., jednak przede wszystkim znalazła się na niej sztuka nieoficjalna tego czasu, prekursorska dla kolejnych pokoleń, jak wystawa, zorganizowana w 1961 r. przez Wiktora Maryniuka w prywatnym mieszkaniu. Sześć lat później Stanisław Syczow i Wałentyn Chruszcz powiesili swe prace na ogrodzeniu teatru-opery. Wisiały zaledwie trzy godziny, ale była to pierwsza niezależna ekspozycja w przestrzeni publicznej miasta, początki niezależnego ruchu artystycznego. W kolejnych dekadach przyniósł on m.in. tamtejszą formę konceptualizmu i performance, m.in. organizowane w latach 80. akcje polegające na zbiorowym wykonywaniu niby oczywistych czynności, ujawniające absurdy ówczesnej rzeczywistości.
Jednocześnie jest to ekspozycja o tym, jak mierzą się tamtejsi artyści z kluczowymi dziś wyzwaniami. Jednym z nich jest rosyjskie dziedzictwo i nadal dominujące wyobrażenia o Odesie. Przez dziesięciolecia patrzono na nie przez prozę Izaaka Babla, który tu się urodził i w „Opowiadaniach odeskich” stworzył bardzo sugestywny obraz miasta, jego codziennego życia, obyczajów, lokalnego folkloru. Jednak przede wszystkim Odesa to dramatyczne sceny na schodach w „Pancerniku Potiomkin” Sergieja Eisensteina, jedne z najsłynniejszych ujęć w dziejach kina, nieustannie przywoływane, przytaczane, naśladowane. Nic dziwnego, że właśnie od tych schodów zaczyna się wystawa. Ołeksandr Rojtburd, jeden z kluczowych artystów dla sztuki w Ukrainie ostatnich 30 lat, sięgnął po ujęcia z „Pancernika”, manipulując nimi, zniekształcając, wprowadzając dystans, ironię, tym samym rozbijając patos oryginalnego dzieła Eisensteina.
Jednak przede wszystkim artyści i artystki mierzą się z wojną i jej następstwami. Ona, jak mówią niektórzy, w Odesie się zaczęła. 2 maja 2014 r. doszło do walk ulicznych między uzbrojonymi sympatykami Rosji a zwolennikami Majdanu. Po obu stronach zginęli ludzie. Ostatecznie promoskiewscy demonstranci zamknęli się w budynku związków zawodowych. Wybuchł tam pożar, w którym zginęły 42 osoby. Po latach Mykoła Karabinowycz wszedł do pustych, zaniedbanych pomieszczeń. Jego film to szukanie śladów dawnych wydarzeń.
Nigdy nie udało się wyjaśnić przyczyn pożaru. Został on natomiast wykorzystany przez rosyjską propagandę jako jedno z uzasadnień okupacji wschodniej Ukrainy. To wydarzenie pokazało głęboki podział między tymi, którzy wybierali proeuropejską Ukrainę, a tymi, który przyszłość widzieli w Moskwie. Od tego czasu zaczyna się zmieniać sama Odesa. Wzrasta zainteresowanie ukraińską kulturą. Zmienia się życie artystyczne. Miasto dokonuje ostatecznego wyboru, a po 24 lutego 2022 r. zaczyna się także odchodzenie od języka rosyjskiego.
Pozostaje pytanie o to, jak mówić o doświadczeniu samej wojny. Jak opowiadać o niej, nie konkurując z mediami, zwłaszcza społecznościowymi. I jak radzić sobie z nieuchronnym przesytem obrazami konfliktu, swoistym opatrzeniem się z przemocą, normalizacją wojny. Wystawę otwierają ujęcia odeskich schodów, które – jak okno – otwierają miasto na morze. Okna też ją zamykają. Darja Kolcowa wykonała cztery znacznej wielkości witraże. W swej stylistyce przypominają te, które powstawały w ostatnich dekadach ZSRS – ich projektowanie było jedną z nielicznych przestrzeni pewnej wolności dla chcących tworzyć oficjalnie artystów. Poszczególne płyciny szkła podzielone są grubymi pasami – przypominają taśmy, którymi zaklejano okna w pierwszych miesiącach wojny. To przedstawienie pór dnia widziane właśnie z takiej perspektywy. Życia w katastrofie, które mimo okoliczności, nadal trwa.
Odesa. Długi wiek XX w sztuce, Międzynarodowe Centrum Kultury, Kraków, wystawa czynna do 1 września br., kuratorzy: Julija Berdijarowa, Żanna Komar, Walerija Plechotko.
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















