W tym roku mija 35. rocznica zjednoczenia Niemiec, wydarzenia, które zmieniło radykalnie oblicze Berlina. Miasto stało się stolicą RFN, ale także bardzo ważnym miejscem na mapie współczesnej sztuki, a organizowane od 1998 r. Biennale Sztuki Współczesnej jednym z kluczowych wydarzeń w europejskim życiu artystycznym. Pokazywało Berlin jako miasto nowoczesne, otwarte.
Bardzo szybko zaczęto prosić o przygotowanie Biennale osoby spoza Niemiec. W 2006 r. jednym z jego kuratorów został Maurizio Cattelan, jeden z najgłośniejszych artystów obecnego stulecia. Za kolejne Biennale odpowiedzialni byli Polak Adam Szymczyk i Amerykanka Elena Filipovic. Później przygotowali je m.in Artur Żmijewski, amerykański kolektyw DIS czy – ostatnie – algiersko-francuski artysta Kader Attia. Za tegoroczną edycję jest odpowiedzialna urodzona w Mumbaju kuratorka i pisarka Zasha Colah. Zaprosiła ponad 60 twórczyń i twórców. Większość pochodzi z Afryki, Ameryki, przede wszystkim zaś Azji Południowej i Południowo-Wschodniej.
Berlińskie Biennale 2025: gdzie wystawy
Biennale od samego początku wpisywało się w przestrzeń miasta. Wystawy organizowano w miejscach znaczących dla Berlina i jego historii, za każdym razem stawiając pytanie o ich historię i obecne funkcje. Na wyspie muzeów, w Alte Nationale Galerie, najważniejszym muzeum sztuki niemieckiej XIX wieku i w Kaufhaus Brenninkmeyer, opuszczonym domu handlowym, wzniesionym na początku ubiegłego stulecia przez twórców sieci C&A, jednego z symboli niemieckiej gospodarki. W dawnej siedzibie Stasi i na ostatnich niezabudowanych terenach po murze berlińskim.
Hamburger Bahnhof
Tegoroczna edycja odbywa się w czterech miejscach. Jedną z nich jest stworzony w 1991 r. KW Institute for Contemporary Art, który powołał Biennale i od samego początku jego organizacji prezentowano w nim zasadniczą część wystawy. Drugą Hamburger Bahnhof, muzeum sztuki nowoczesnej, otwarte w 1996 r. w dawnym budynku dworca, który po II wojnie przez lata stał opuszczony.
To dość oczywiste lokalizacje, ale też obie są symbolami miasta po Zjednoczeniu Niemiec i nadziei związanych z rozpadem Bloku Wschodniego. KW stworzone w podupadłych dawnych pofabrycznych zabudowaniach na terenie byłego Berlina Wschodniego było miejscem eksperymentalnych praktyk artystycznych i przykładem nowego podejścia do tworzenia i prezentacji sztuki współczesnej.
Hamburger Bahnhof jako część Nationale Galerie nie tylko miał wprowadzać współczesność do kanonu sztuki, ale też go rewidować. Narzuca się pytanie, czy w czasach kolejnego przełomu obie instytucje nadal pełnią taką rolę. Pytanie o ich niezależność i przyzwolenie na to, by były miejscem otwartym na przedstawianie krytyki – czy to polityki państwa, czy to świata sztuki.

Sophiensæle
Dwa pozostałe miejsca przywołują inny okres historycznego przesilenia, z początku ubiegłego stulecia. Jednym z nich jest Sophiensæle, siedziba niezależnego centrum teatralnego mieszczącego się w budynku wzniesionym w latach 1904-1905 dla Domu Stowarzyszenia Rzemieślników. Tu prowadzono działalność kulturalną, edukacyjną i polityczną. To tu przemawiali Róża Luksemburg i Karl Liebknecht. Dom został zamknięty przez NSDAP po dojściu Hitlera do władzy, a w przejętym budynku mieścił się obóz pracy przymusowej dla cywilów.
Kunst-Werke Berlin
Z historią ruchu robotniczego jest też związany dawny budynek sądu przy Lehrter Straße. To w nim w 1916 r. odbył się słynny proces Karla Liebknechta, aresztowanego za zorganizowanie antywojennej demonstracji w Berlinie, który zakończył się jego skazaniem na cztery lata więzienia. Później ten gmach był więzieniem śledczym, a po drugiej wojnie siedzibą administracji sąsiadującego z nim więzienia dla kobiet, w którym osadzono m.in członkinie Frakcji Czerwonej Armii.
Biennale stawia pytania o dzisiejsze znaczenie tych miejsc, ich historii, osób i idei z nimi związanych. O zapisaną w nich pamięć. Czasami wprost, jak włoska artystka Anna Scalfi Eghenter, która w dawnych pomieszczeniach sądu odtwarza dzieje Liebknechta i jego procesu, ale też stawia pytania o aktualność jego tekstów dzisiaj.

Berlin Biennale 2025: co zobaczyć
Berlińskie Biennale powstawało na fali entuzjazmu po wydarzeniach 1989 r., końca zimnej wojny i kresu podziału świata. Tegoroczna edycja rozgrywa się w całkowicie innych czasach. Czy artyści są zdolni do odnalezienia się w tej nowej rzeczywistości?
„The Stairway” Margherity Moscardini
Jedną z prac najbardziej zwracających uwagę są „The Stairway” Margherity Moscardini. Nieoczywistą, bo odwołującą się do religijnego dziedzictwa. Włoska artystka odtworzyła fragment dziedzińca jerozolimskiej świątyni Grobu Matki Boskiej, jednego z miejsc, w którym nadal obowiązuje wprowadzona w połowie XIX wieku zasada status quo regulująca równy dostęp do miejsc wielowyznaniowych w Jerozolimie i Betlejem.
Jej praca została stworzona z kamieni, które wcześniej podarowała różnym organizacjom i grupom narodowościowym. Teraz poproszono o ich przekazanie na wystawę. Stały się częścią pracy należącej do wielu rozproszonych właścicieli, czyli nienależącej do nikogo, a jednocześnie wspólnej.
Armina Linkego
Główną część Biennale otwiera praca Armina Linkego, który przypomniał obraz Antona von Wernera z 1881 r., jednego z czołowych przedstawicieli niemieckiego akademizmu. Przedstawia on zorganizowany trzy lata wcześniej przez główne mocarstwa europejskie kongres berliński poświęcony podziałowi wpływów na Bałkanach. Jego ustalenia miały zasadniczy wpływ na sytuację w kolejnych dekadach tej części Europy, ale też w innych częściach Imperium Osmańskiego.
W 1884 r. zwołano drugi kongres, znany jako konferencja kongijska, która ustaliła podział terytoriów w Afryce. Postanowiono na niej o granicach większości kolonii, a podjęte na niej decyzje zaważyły na historii, często tragicznej, nie tylko tej części świata. Armin Linke pokazuje mechanizmy ustanawiania ładu międzynarodowego i jego przemocowy charakter – dobrze uchwycony w obrazie Antona von Wernera układ władzy i podległości: mocarstwa podejmowały decyzje o narodach i państwach, które zostały sprowadzone jedynie do roli statystów w tej politycznej rozgrywce.
Oba berlińskie kongresy przypominają, że żyjemy w cieniu wydarzeń sprzed wielu dekad – wykreślone wtedy granice do dziś obowiązują w Afryce i determinują tamtejsze życie polityczne i społeczne. Jednak twórcom tegorocznego Biennale nie chodzi jedynie o przypominanie odległej przeszłości. Przeciwnie, nacisk położono na współczesność.
Dlatego zaskakująca jest nieobecność rosyjskiej agresji na Ukrainę i konfliktu w Gazie. I uzasadnione jest pytanie, czy milczenie o działaniach Izraela nie jest podyktowane politycznymi względami i koniunkturalizmem wymuszonym przez instytucje, w których jest organizowane Biennale. Decyzja o tym przemilczeniu może zaważyć na publicznym odbiorze całej tegorocznej edycji. Jednak, co też znaczące, upominający się o brak Gazy pomijają nieobecność Ukrainy, jakby ta wojna, rozgrywająca się niecałe tysiąc kilometrów od Berlina, wyparowała ze świadomości społecznej.
„The Fool’s Journal” Hudy Lutfi
Biennale przypomina zarazem o wydarzeniach, które zostały wyparte, zepchnięte na margines, także przez środowiska zajmujące się sztuką. O tych, którym w ostatnich latach nie poświęcano zbyt wiele uwagi. Instalacja egipskiej artystki Hudy Lutfi „The Fool’s Journal” przywołuje protesty na placu Tahrir podczas Arabskiej Wiosny w 2011 r. A Chaw Ei Thein stworzył serię rzeźb wykonanych z tkanin przedstawiających osoby, wydarzenia i budynki związane z protestami przeciwko reżimowi wojskowemu Myanmaru od demonstracji studenckich w 1996 r. przez rewolucję szafranową w 2007 r. po zamach stanu w 2021 r.
Jego barwne, zabawne, ale też urzekające swym pięknem prace opowiadają o nadziejach, jak również strachu, traumie. Jedna z nich wyobraża gmach tamtejszego sądu. Obok niego wiszą zdjęcia przedstawiające akcję przed innym sądem – Wojewódzkim w Warszawie. W 1980 r., podczas trwającej w nim rozprawy rejestracyjnej NSZZ „Solidarność” członkowie Akademii Ruchu stojący po drugiej stronie ulicy rozwinęli 30-metrowej długości transparent z napisem „Sprawiedliwość Jest Ostoją Mocy i Trwałości Rzeczpospolitej”. Napis stanowił lustrzane odbicie takiego samego tekstu wykutego na fasadzie sądu.
13. Berlińskie Biennale Sztuki Współczesnej pod patronatem
Opowiadając o konkretnych historiach – zbiorowych, ale też indywidualnych – wystawa przygotowana przez Zashę Colah pokazuje nieoczywiste powiązania, związki, podobieństwa. To, jakimi metodami artystki i artyści szukali adekwatnej odpowiedzi na sytuację, w której się znaleźli.
Biennale patronują zaś dwie postacie-figury: lisa i Jokera. Miejskie lisy, żyjące obok ludzi, omijające zakazy, stały się symbolem tych, którzy szukają luk, przeoczeń, nieoczywistych przestrzeni do działania. Są zbiegami, o których mówi tytuł tegorocznej edycji Biennale: „Passing the Fugitive On”. Joker zaś to ten, który przełamuje granice.
„Żadnej sztuki. Tylko dzikie akty wyobraźni. Żadnego publicznego programu. Tylko żywość: ukradkowa, dzika, uboga w estetykę” – żąda w tekście napisanym przez Zashę Colah.
Śmiech i żart są narzędziem, które pozwala powiedzieć o tym, co jest niebezpieczne, przemilczane. Przekazuje informacje, które w inny sposób nie mogą funkcjonować w obiegu publicznym, zwłaszcza w państwach autorytarnych.
„Weź żart, przekaż go dalej, rozśmiesz innych i znajdź w nich nowych wspólników”– przekonuje Valentina Viviani, argentyńska kuratorka współtworząca tegoroczne Biennale.
Tak się buduje sieć oporu. Humor wykorzystywano m.in. w akcji Panties for Peace w 2007 roku. Kobiety na całym świecie wysyłały swoją bieliznę do ambasad birmańskich. Wykorzystano podzielany przez przywódców wojskowej junty przesąd, że kontakt z damskimi majtkami lub kobiecymi pośladkami sprawia, że mężczyźni tracą siłę. Powstały też purnonsensowe filmiki, wlepki, a nawet gra komputerowa, w której generałowie są unieszkodliwiani za pomocą kobiecych gaci.
Zasha Colah przypomina nie tylko o roli humoru w sztuce. Wystawę otwierają prace poświęcone... kwiatom. Powstały w różnym czasie, miejscach i okolicznościach. Jest wśród nich zdjęcie Steve’a McQueena, przedstawiające jeden z kwiatów rosnących na Grenadzie. Kwiaty, oszałamiające kolorami, są jedynym śladem po dawnym życiu w tym wyspiarskim kraju na Karaibach. Francuscy kolonizatorzy wytępili bowiem jego rdzenną ludność, a następnie sprowadzili niewolników z Afryki, aby zamienić wyspę w plantacje.
Siłą tego Biennale jest właśnie zwrócenie uwagi na niejednoznaczność sztuki. To, że niekoniecznie musi ona mówić wprost.
Na praktyki artystyczne i na prace, które wydają się być pozbawione politycznego czy społecznego znaczenia. A jednak dotykają kwestii ważnych i trudnych zarazem. Jak kwiaty na zdjęciach Steve’a McQueena.
13. BERLIŃSKIE BIENNALE SZTUKI WSPÓŁCZESNEJ, Berlin, wystawy czynne do 14 września 2025 r. Kuratorka: Zasha Colah
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















