Skąd się wzięła wiara w Boga i jaką formę przyjmie w dobie AI

Reza Aslan, religioznawca: Religia nie jest antynaukowa. Kto tak myśli, jest ignorantem. Religia ciągle się adaptuje do naszego rozumienia natury rzeczywistości.
Czyta się kilka minut
Reza Aslan, Nowy Jork, listopad 2019 r. // Fot. Jim Spellman / Getty Images
Reza Aslan, Nowy Jork, listopad 2019 r. // Fot. Jim Spellman / Getty Images

Piotr Sikora: W wielu tradycjach duchowych funkcjonuje powiedzenie: „poznaj siebie, a poznasz Boga”.

Reza Aslan: To może być motto prób naukowego wyjaśnienia genezy ludzkiej idei Boga i religii. Po pierwsze trzeba pamiętać, że słowo „Bóg” to tylko słowo, choć pełne znaczenia. Często zakładamy, że każdy rozumie je tak samo. Tymczasem gdy rozmawia kilka osób, to mówiąc o Bogu, mogą mieć na myśli różne rzeczy.

Ale co ma do tego poznanie siebie?

Dla wielu ludzi, religijnych i nie, Bóg jest niezależnym bytem, z wolą, osobowością, który czegoś chce, coś lubi, czegoś nienawidzi. Uważam, że taka koncepcja Boga ma źródło w pewnym triku umysłu: myślimy o boskości w ludzkich kategoriach, kształtujemy Boga jako boską wersję nas samych, obdarzamy Go naszą osobowością, wartościami. Na wzór tego, jak rozumiemy samych siebie.

Dlaczego tak się dzieje?

Działa tu kilka procesów. Najważniejszym jest, jak go nazywają kognitywiści, teoria umysłu. To skłonność do zakładania, że byty, które pod jakimś względem nas przypominają, muszą także czuć i myśleć jak my. Pojawia się ona u ludzi już w bardzo wczesnym wieku. Skłania do „obdarzania człowieczeństwem” każdej rzeczy, która przejawia jakieś cechy ludzkie, np. porusza się na dwóch nogach albo ma coś, co przypomina twarz. Moje dzieci traktowały tak np. samochodziki. Teoria mówi, że tak właśnie ludzie zaczęli pojmować boskość.

Antropomorfizujemy rzeczy konkretne na podstawie ich podobieństwa do nas. Z boskością jednak chyba tak nie jest?

Rzeczywiście. Ale tu pojawia się jeszcze bardziej pierwotny proces: „hiperaktywny wykrywacz podmiotów”. To mechanizm, który skłania nas do przypisywania sprawczości zjawiskom naturalnym: np. słysząc hałasy w nocy, uznajemy, że to ktoś hałasuje. A zatem nasz impuls do doszukiwania się sprawczości w zjawiskach naturalnych połączony z teorią umysłu przyczynił się do powstania idei, że istnieje boska, transcendentna obecność o ludzkich cechach, idea Boga.

Da się to potwierdzić empirycznie?

To hipoteza równie niepotwierdzalna jak konkurencyjna, głosząca, że taki podobny do człowieka Bóg istnieje, a On stworzył nasze mózgi, które wytworzyły ideę, która odzwierciedla tego istniejącego Boga. Jako myśliciel i badacz, ale także osoba wierząca, zostawiam konkluzje swoim czytelnikom.

Wedle tej teorii wszyscy powinniśmy mieć taką samą ideę Boga. Czy jednak historia religii nie pokazuje, że koncepcje boskości są odmienne w różnych kulturach?

W istocie nie ma tak wielu różnic w sposobie, w jaki ludzkość (także humanoidy wcześniejsze niż homo sapiens) pojmowała Boga. To zasadniczo wszędzie ta sama idea. Różnice biorą się z odmienności cywilizacyjnych. Gdy byliśmy łowcami-zbieraczami, żyjącymi w luźno zorganizowanych, niezależnych od siebie grupach, myśleliśmy o sferze boskiej jako o składającej się z wielu niezależnych boskich bytów, z których każdy miał swój obszar działania: byli bogowie deszczu, słońca, księżyca i drzew. Nie istniała ich hierarchia. 

Kadr z dokumentalnego serialu "Believer", w którym Reza Aslan odkrywa świat wierzeń i religii, CNN 2015-2017 // Fot. CNN / zrzut z ekranu

Później, gdy grupy zaczęły się łączyć, tworzyć miasta-państwa, a społeczna struktura hierarchiczna przeniknęła do rozumienia bogów: przestaliśmy ich traktować jako równych, pojawił się jakiś bóg bogów, podobny do ludzkiego króla. Podobnie też sposób, w jaki określony bóg zdobywał pozycję „w niebie”, odzwierciedlał sposób funkcjonowania społeczeństwa. W Babilonie i w Asyrii był to bóg-wojownik, który okazywał się najsilniejszy.

A monoteizm?

To też dobry przykład na to, jak ludzka koncepcja boskości odzwierciedla koncepcję społeczeństwa. Wiele tysięcy lat minęło, zanim idea monoteizmu się wykrystalizowała i zdobyła społeczne uznanie. Znamienny jest sposób, w jaki się to stało: polityczna idea jednego lidera, jednego faraona czy imperatora wymaga idei jednego Boga, nie tylko wyższego od innych, ale po prostu jedynego. Nasza koncepcja Boga zmienia się, ewoluuje, ale tylko o tyle, o ile zmiany te odzwierciedlają zmiany cywilizacyjne.

Z drugiej strony, jak przekonuje Pan w swojej książce „Bóg. Ludzka historia religii”, przejście od formy życia łowców-zbieraczy do osiadłych rolników dokonało się pod wpływem zmian religijnych – wykrystalizowania się zorganizowanych form kultu i wielkich centrów religijnych. To zmusiło grupy nomadów do osiedlenia się.

Gdy już osiedliśmy i zaczęliśmy uprawiać ziemię i hodować zwierzęta, zmieniły się nasze idee religijne. Zaczęliśmy pojmować Boga jako stwórcę podtrzymującego życie, na znaczeniu zyskały bóstwa żeńskie, Bogini Matka związana z ziemią. Aż do czasu, gdy społeczeństwo stało się bardziej patriarchalne i znów wzięły górę wojownicze bóstwa męskie. Wpływy są więc obustronne i dynamiczne, ale moim zdaniem zawsze zaczyna się od tego, co jest tu, na ziemi. To, jak rozumiemy siebie, fundamentalnie wpływa na to, jak rozumiemy niebo. Na przykład wynalazek pisma istotnie zmienił nasze myślenie religijne.

Dlaczego?

Pismo „zamroziło” mitologię. Wcześniej opowieści o bogach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, nieustannie się zmieniały, dostosowywały do nowych warunków i potrzeb. Gdy je zapisano, zmieniać się mogły tylko interpretacje. Po drugie, zapisywanie idei dotyczących boskości spowodowało, że antropomorfizacja bogów stała się bardziej konkretna, szczegółowa: bogowie zaczęli prowadzić życie rodzinne, mieszkać w domach, spożywać konkretne pożywienie, według bosko-ludzkiego menu.

Co skłaniało ludzi do takiej konkretyzacji?

Mitologia służy nam do zrozumienia nas samych – jest metaforą tego, co znaczy być człowiekiem. Tak mity czytamy dzisiaj, ale często zapominamy, że starożytni rozumieli je podobnie. Pomysł, że oni rozumieli je dosłownie, jako historie o faktach, jest wyrazem współczesnej ignorancji. Nie ma żadnych danych sugerujących, że jesteśmy mądrzejsi od starożytnych. Są za to dane wskazujące, że oni rozumieli mitologię metaforycznie. Różnica polega na tym, że my dziś utożsamiamy prawdę z faktualnością, a dla nich prawda mogła być alegoryczna.

Czy to nowożytne utożsamienie prawdy i faktów ma wpływ na nasze rozumienie Boga i religii?

Z pewnością jest przyczyną rozdzielenia tego, co nazywamy nauką i religią, wiary i rozumu. Tzw. nowi ateiści, Richard Dawkins, Sam Harris, Christopher Hitchens i Daniel Dennett, argumentowali przeciw religii, że jest nierozumna. Kto rozumny wierzy, że Jozue wstrzymał Słońce albo że Łazarz wstał z grobu po trzech dniach? Z drugiej strony ludzie religijni, uznając, że ich wiara może być prawdziwa tylko wtedy, gdy dotyczy faktów, próbują interpretować teksty religijne tak, jakby opowiadały o faktach. Gdy jednak zrozumiemy, że ludzie, którzy napisali te historie, nie łączyli prawdy z faktualnością, a nawet nie za bardzo pojmowali ideę faktualności empirycznej – pozbędziemy się potrzeby rozumienia świętych tekstów jako opisów faktów. I nie będzie powodu do wrogiego podziału między rozumem a wiarą. Nauka pyta: „jak?”, a religia: „dlaczego?”. One powinny koegzystować jako odpowiedzi na różne pytania.

Skoro jednak starożytni nie rozumieli mitów dosłownie, lecz metaforycznie, to może również ujmowanie bogów na obraz ludzi było metaforą. Może wcale nie uznawali bogów za dosłownie podobnych do ludzi.

Zapewne tak. Co ciekawe, najstarsze przedstawienia bogów w quasi-ludzkiej postaci są raczej uproszczone, pozbawione szczegółów. I to nie jest tak, że ich twórcy nie umieli szczegółowo odzwierciedlać w sztuce przyrody – istnieje wiele bardzo realistycznych rzeźb i malunków z tamtego okresu. Ale bogów przedstawiali inaczej, np. bez rysów twarzy. Jakby chcieli pokazać, że ich obraz to tylko metafora. Albo rysowali ludzko-zwierzęce hybrydy, których na pewno nie mogli zobaczyć w rzeczywistości empirycznej. 

Na długo przed wynalezieniem pisma tworzyliśmy przedstawienia, które przez swą formę wskazywały: to metafora. Późniejsze przedstawienia religijne, np. z Mezopotamii, gdzie już znano pismo, są znacznie bardziej konkretne, szczegółowe, dosłownie ludzkie.

Za pomocą pisma, właśnie w odróżnieniu od obrazów, które zawsze są jakoś konkretne, można wyrażać idee abstrakcyjne. Wynalezienie pisma powinno raczej pomóc w wyzwoleniu się ze zbyt dosłownego rozumienia opowieści o bogach w ludzkiej postaci.

Gdy już nauczyliśmy się zapisywać bardzo skomplikowane mitologie, to tak było. Ale warto pamiętać, czemu pismo pierwotnie służyło – zbieraniu podatków, liczeniu, precyzyjnemu określaniu własności, czyli bardzo konkretnym celom i konkretnemu myśleniu. Więc na początku wynalazek pisma wsparł konkretyzację także myślenia religijnego.

Zauważenie związków między naszymi mechanizmami kognitywnymi i zmianami kulturowymi, takimi jak wynalazek pisma, a zmianami w naszym pojmowaniu boskości i religii, może służyć zrozumieniu współczesnych procesów. Czy wynalezienie i rozwój sztucznej inteligencji może mieć jakiś wpływ na przyszłość „Boga” i praktyk religijnych?

Jeśli to prawda, że nasza koncepcja boskości zależy od naszej wizji nas samych, to możemy postawić kilka hipotez dotyczących przyszłości myślenia religijnego, przyglądając się naszemu społeczeństwu. Na pewno AI jest ważnym elementem współczesnej cywilizacji. Ale chciałbym najpierw zwrócić uwagę, że ostatnie dekady przyniosły ogromny przyrost wiedzy o działaniu ludzkiego mózgu, związków pomiędzy określonymi reakcjami układu nerwowego a naszymi emocjami, myślami, percepcjami.

I co z tego wynika?

Mamy dziś możliwość manipulowania reakcjami mózgowymi tak, by wywoływać doświadczenia przypominające przeżycia religijne, duchowe. Niektórzy wyciągają stąd wniosek, że doświadczenie religijne nie jest rzeczywiste, bo jest produktem reakcji mózgowych. Nie przekonuje mnie to rozumowanie. Wszystkie nasze świadome doświadczenia są efektami reakcji w mózgu. Ale czy to znaczy, że miłość nie istnieje? A jeśli miłość jest prawdziwa, to i wiara może być podobnie prawdziwa. Najważniejsze pytanie brzmi: po co mamy miłość i po co mamy wiarę, doświadczenia religijne?

Ale jak to się wiąże ze sztuczną inteligencją?

Im bardziej rozumiemy mechanizmy mózgowe i im bardziej jestem w stanie tworzyć coś, co działa podobnie, czyli AI – tym bardziej prawdopodobne, że stworzymy AI, która wierzy w Boga. Nie ma żadnego powodu, by wiara w Boga była tylko ludzką właściwością. Ale skoro istnieje w mózgu, można nią manipulować i ją imitować. To fascynujące: możliwość stworzenia AI, która ma wiarę religijną.

Jakie konsekwencje dla naszej wiary religijnej będzie miała realizacja tej możliwości?

Po pierwsze, uświadomienie sobie, że fakt, iż wiara istnieje w mózgu, wcale nie czyni jej nieuprawnioną i mniej wartościową. Ale spotkanie z wiarą AI może sprawić, że rozpowszechni się przekonanie, że słowo „Bóg”, reprezentujące pewną ideę, ku której ludzie dążą od tysiącleci, że to słowo odnosi się nie do czegoś, co jest na zewnątrz, „gdzieś tam”, ale do czegoś, co jest w nas, co w nas żyje. 

To wcale nie delegitymizuje wiary, ale zmienia ją. Rozpoznanie, że to, co nazywamy słowem „Bóg”, istnieje w nas, będzie miało ogromne konsekwencje dla naszego rozumienia, czym jest religia i religijne doświadczenie.

Czyli przyszłością wiary jest panteizm, jako swego rodzaju zwieńczenie ewolucji idei boskości – od animizmu, przez coraz bardziej antropomorficzne przedstawienia bogów, potem jednego Boga, aż do boskości obecnej wszędzie? Czy tak? I czy można uznać panteizm za ostateczne stadium ewolucji, koniec „historii Boga”, czy możemy spodziewać się czegoś jeszcze?

Ujmując rzecz od strony duchowej, czyli od strony ludzkiego pragnienia interakcji z rzeczywistością transcendentną, panteizm jest może nie „końcem drogi”, lecz z pewnością przyszłością, ku której zmierzamy. Co ciekawe, dążymy ku duchowości podobnej do tej, od której zaczęliśmy – czyli od animizmu. Animizm i panteizm są bardzo bliskie, mówią o duchowej czy też boskiej rzeczywistości obecnej we wszystkim.

Dominujące formy religii zawsze polegały na jakiegoś rodzaju kulcie istoty (lub istot) będących transcendentnymi partnerami, istniejącymi „naprzeciw” człowieka. Jeśli panteizm byłby przyszłością ludzkiej idei Boga, to jak panteistyczna mainstreamowa religia mogłaby wyglądać?

Zanim pokusimy się o przewidywania przyszłości, spójrzmy w przeszłość. Biblia Hebrajska, Stary Testament, bez wątpienia zawiera koncepcję kosmosu, którego centrum jest Ziemia, wokół której krążą Słońce i gwiazdy. Dziś wiemy, że ta koncepcja jest – na poziomie opisu faktów – mylna. Ale odkrycie, że Biblia w tej kwestii się myli, nie zniszczyło judaizmu i chrześcijaństwa. One adaptowały się do nowej wiedzy, zmieniły sposób rozumienia tekstów biblijnych i poszły dalej. 

Myślę, że w miarę jak naukowa wiedza o fundamentalnej naturze wszechświata stanie się coraz powszechniej zrozumiała i akceptowana, my, ludzie, w naturalny sposób zaczniemy zmieniać nasze religijne idee, tak by pasowały do wiedzy naukowej.

Już o tym mówiliśmy: nauka i religia nie muszą być w konflikcie.

Wręcz mogą – i na pewno będą – koegzystować. Już teraz zaczynają zbliżać się do siebie. Gdy słucha się fizyków teoretycznych, to można odnieść wrażenie, że brzmią jak mistycy suficcy. Moje naukowe przypuszczenie brzmi, że gdy pojęcia jedności i wzajemnego połączenia elementów wszechświata stanie się coraz szerzej znane i akceptowane, zmienimy także nasze religijne koncepcje – jak zawsze to robiliśmy. Religia nie jest antynaukowa. Kto tak myśli, jest ignorantem. Religia ciągle się adaptuje do naszego rozumienia natury rzeczywistości.

A co z innym czynnikiem, który przez całą historię wpływał na religijne idee, o którym mówiliśmy już wcześniej: naszą polityczną strukturą społeczną? Święte teksty wielkich religii i ich doktryny powstawały w systemach monarchicznych, feudalnych. To jednak już chyba przeszłość. Przyszłość należy raczej do demokracji albo globalizacji. Czy wpłynie to na religię przyszłości?

Nazywa się to „politykomorfizmem” – rzutowanie naszych idei i praktyk politycznych na sferę boską. Ale żyjemy w takim dziwnym czasie, w którym demokracja w całym świecie jest w odwrocie. Zyskuje autorytaryzm. To w latach 90. czy wczesnych dwutysięcznych myśleliśmy o jednym, globalnym, demokratycznym świecie, o Unii Europejskiej jako przykładzie przyszłości reszty świata. Okazało się, że się myliliśmy. Rzeczywistość poszła inną drogą: nacjonalizmu, autorytaryzmu. Nie potrafię przewidzieć politycznej przyszłości najbliższych kilku lat, co dopiero dekad. Ale, biorąc pod uwagę przeszłość, uważam, że jakakolwiek będzie polityczna przyszłość ludzkości, wpłynie na nasze idee i praktyki religijne. To oczywiste.

Skoro jednak wpływy są obustronne, a religia będzie się adaptować do rozwoju nauki, z jej wizją jedności wszechświata, to może taka religia zaadoptowana do nauki wpłynie na rzeczywistość polityczną?

Gdy mam bardziej optymistyczne dni, to właśnie tak to sobie wyobrażam. Czy religia, która pod wpływem odkryć nauki mówi o jedności tego, co ludzkie i boskie, o jedności świata, wpłynie na sposób organizacji i zarządzania naszymi społeczeństwami na Ziemi? Kiedyś byłem o tym bardzo przekonany. 

Ostatnie kilka lat zachwiało tą pewnością. Ale może ten wzrost autorytaryzmu, ultranacjonalizmu, izolacjonizmu, ksenofobii, który obserwujemy w ostatniej dekadzie, jest reakcją na nieuchronny progres ludzkiego społeczeństwa. I może warto skupić się na tym progresie, nie na tej reakcji, która ma swój krótki moment. Tak lubię myśleć.

To nie tyle wiedza naukowa, lecz nadzieja. W sumie bardzo religijna postawa.

Trochę nadzieja, ale i trochę zdolność nabrania dystansu, porzucenia krótkowzroczności i spojrzenia na szeroką panoramę historii. Wtedy można zobaczyć większy ruch ludzkiej historii, którego kierunek może uzasadniać pewien optymizm.

REZA ASLAN (ur. 1972 w Teheranie) jest amerykańskim religioznawcą i badaczem Nowego Testamentu z Uniwersytetu Harvarda. Autor bestsellerowych książek, w tym „Nie ma Boga oprócz Allaha”, „Zelota. Życie i czasy Jezusa z Nazaretu” i „Bóg. Ludzka historia religii”. Wspólnie z Rainnem Wilsonem prowadzi podkast „Metaphysical Milkshake”, w którym z zaproszonymi gośćmi dyskutują nad najważniejszymi życiowymi pytaniami. Jest muzułmaninem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 1-2/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Bóg u siebie