Sztuczna inteligencja – to wciąż jedno z najgorętszych haseł medialnych, ale – co rzadkie – kryje się za tym autentyczna rewolucja technologiczna i naukowa. Ot, Nobel z chemii, który przyznano w 2024 roku za przewidywanie struktury białek przy pomocy AI. Istotny detal: jeden z trzech uhonorowanych, John M. Jumper, to 39-letni dyrektor Google DeepMind. Tego jeszcze nie było. Wszyscy zastanawiają się więc, jaka jest realna skala tej rewolucji.
Gdzie sztuczna inteligencja zawiodła
O ile dziennikarze brzmią dziś zwykle jak wspólnicy producentów AI, o tyle ekonomiści są sceptyczni. „The Economist” opublikował w lipcu analizę, z której wynika, że choć rynek AI przepala gigantyczne pieniądze, to inwestycje słabo się zwracają. Goldman Sachs twierdzi zaś, że te spośród największych firm świata, które powinny zgodnie z obietnicami i symulacjami skorzystać najwięcej na AI, wcale nie rosną szybciej od innych. To chłodzi inwestorów.
Są też ograniczenia technologiczne. Dzisiejsza AI opiera swoją magię na danych treningowych, tymczasem szacuje się, że zasoby tekstu stworzonego przez człowieka – które są niezastąpione – wyczerpią się już za kilka lat. Zaczyna też brakować sprzętu i prądu, a giganci AI inwestują pospiesznie w reaktory jądrowe.
Perspektywy dla AI
Panuje ostrożna zgoda, że – zgodnie z klasycznym modelem rozwoju technologii – okres wygórowanych obietnic już za nami i nadciąga etap otrzeźwienia. Co dalej? Opcja pierwsza: w 2025 r. dojdzie do autentycznej nowej rewolucji w "bebechach" AI, na co są zresztą perspektywy. Opcja druga: postęp stanie się liniowy, a nowe produkty AI będą już budzić mniej więcej takie emocje, co nowe iPhone'y. A co na pewno się wydarzy? To drugie przebrane za to pierwsze.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















