Rosyjska matrioszka. Gdyby szukać czegoś, czym można by zwizualizować wystąpienie Marca Rubio – adresowane do Europy, wygłoszone w Monachium na konferencji o globalnym bezpieczeństwie i będące rodzajem postscriptum do niedawnej Strategii Bezpieczeństwa USA – nasuwa się skojarzenie z matrioszką. Drewniana lalka kryjąca w sobie kolejne wcielenia, niekoniecznie identyczne czy ładniejsze.
Marco Rubio w Monachium: miły w tonie, konfrontacyjny w treści
Inaczej niż rok temu wiceprezydent J.D. Vance, sekretarz stanu USA pokazał teraz inną twarz Ameryki Trumpa. To była ta pierwsza laleczka, zewnętrzna, przyjazna: my Amerykanie „zawsze pozostaniemy dzieckiem Europy”.
Ale jeśli ktoś uznałby te słowa za zwrot, byłby naiwny. Kolejna warstwa była już odmienna: co do meritum, Rubio wystąpił w roli interpretatora Trumpa i ruchu MAGA. Jeśli was obrażamy, czynimy to z troski – to istota wywodu Rubia. Z troski, bo zmierzacie ku cywilizacyjnej katastrofie.
Tu nastąpiła wyliczanka wad Europy, pod którą pewnie podpisałby się lider mniejszej Konfederacji (czy także prezes PiS, to już nie jest pewne). I oferta: Trump wie, jak ratować zachodnią cywilizację, i prosi Europę, by doń dołączyła. Na jego warunkach, rzecz jasna.
Była jeszcze jedna laleczka, schowana głębiej – niewypowiedziana. Rubio pominął milczeniem to, co dla nas najważniejsze. Nie padło choćby słowo o Putinie, jego zbrodniczej wojnie i podprogowej agresji przeciw Europie. Nic o Grenlandii, choć chwilę wcześniej roszczenia Trumpa groziły wysadzeniem zachodniej struktury (bo czy jeszcze wspólnoty?) polityczno-militarnej.
Większość Europy nie godzi się na obcesowe traktowanie przez Trumpa
Konferencja w Hotelu Bayerischer Hof zawsze jest jak lustro. Albo pamiątkowa fotografia. Nie należy oczekiwać po niej decyzji. Jej wartością jest, że oddaje trendy, ducha. Monachium 2026 pokazuje, że ideowo-emocjonalny rozwód Stanów z Europą trwa, tylko chwilowo stał się mniej brutalny (pytanie, na jak długo: czy do chwili, gdy Trumpowi znów nie spodoba się ton głosu rozmówcy?).
Rzecz nie w tym, że na linii USA–Europa są różne opinie. Rzecz w tym, że ekipa rządząca Stanami przestała traktować różnice – istniejące zawsze, od powstania NATO – jak stan naturalny, który wymaga dogadania się na zasadzie win-win. Zamiast szacunku jest pogarda dla odmiennych wyobrażeń o tym, jak ktoś widzi swoje szczęście, oczekiwanie podległości, ingerencja w sprawy innych, jawna chciwość. Chwilami złośliwy sadyzm.
Monachium 2026 pokazało coś jeszcze: Europa (tj. jej większość, gdyby oceniać wynikami wyborów i sondażami) nie godzi się na to. I nie podchodzi już do tej presji nerwowo. Oczywiście, strach byłoby się nie bać. Ale jest to lęk, który mobilizuje. Co z tego wyniknie w praktyce, zobaczymy.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















