Czołowi amerykańscy politycy i urzędnicy ustalali plan ataku na jemeńskich Hutich na grupowym czacie w aplikacji Signal. To samo w sobie wstrząsające pogwałcenie zasad bezpieczeństwa. Fakt, że przypadkiem do rozmowy zaproszono redaktora naczelnego czołowej amerykańskiej gazety, dodaje tej aferze smaczek galopującej niekompetencji.
Grupowy czat z udziałem najważniejszych postaci administracji Trumpa
11 marca Jeffrey Goldberg, redaktor naczelny magazynu „The Atlantic”, dostał na Signalu zaproszenie do kontaktu od Michaela Waltza, głównego doradcy prezydenta Donalda Trumpa ds. bezpieczeństwa narodowego. Dwa dni później Waltz sam z siebie dodał Goldberga do grupowego czatu, którego członkami byli m.in. wiceprezydent J.D. Vance, sekretarz obrony Pete Hegseth, sekretarz stanu Marco Rubio oraz Steve Witkoff, specjalny wysłannik Trumpa, rzucany przez niego na kolejne trudne „odcinki” światowej polityki (w tym czasie przebywał akurat w Moskwie).
Goldberg, którego obecność była ignorowana przez pozostałych uczestników (pytanie, czy w ogóle ją zauważyli?), początkowo był przekonany, że ktoś go wrabia. W to, że czat jest autentyczny, uwierzył dopiero 15 marca – wkrótce po tym, jak najpierw w czacie pojawiła się informacja, że dojdzie do bombardowania w Jemenie, a wkrótce potem bomby rzeczywiście zaczęły tam spadać. Prawdziwość prowadzonej na Signalu rozmowy potwierdził później Brian Hughes, rzecznik Narodowej Rady Bezpieczeństwa.
„Nienawidzę tego, że znowu ratujemy Europę” – wyznaje wiceprezydent Vance
Co takiego mówili (tj. pisali w czacie) najważniejsi przedstawiciele amerykańskiej administracji, gdy uważali, że nikt niepowołany ich nie słucha?
„Sądzę, że popełniamy błąd. Przez Suez biegnie 3 procent amerykańskiego handlu i 40 procent handlu europejskiego (...) Nie jestem pewien, czy prezydent [Trump] jest świadomy tego, jak niespójne to jest z jego obecnym przekazem odnośnie do Europy” – pisał wiceprezydent Vance, zastanawiając się, czy armia USA powinna uderzyć w Hutich, których działania od wielu lat mocno utrudniają żeglugę po Morzu Czerwonym.
Zbrojeni przez Iran także w rakiety, Huti – zbrojna jemeńska milicja, która dekadę temu zaczęła rebelię przeciw rządowi tego kraju i kontroluje dziś sporą jego część – regularnie ostrzeliwują statki płynące wzdłuż brzegu Półwyspu Arabskiego. Dokonywali też ich abordażu i uprowadzeń. Wszystko to godzi w globalny handel, zwłaszcza między Europą a Azją, który odbywa się m.in. właśnie tą drogą morską – z Oceanu Indyjskiego przez Morze Czerwone i potem przez Kanał Sueski na Morze Śródziemne.
Vance wyjaśniał swoje zastrzeżenia wobec tego zaangażowania USA, dodając: „Nienawidzę tego, że znowu ratujemy Europę”. Wtórował mu w tym sekretarz obrony, Pete Hegseth: „W pełni podzielam twoją pogardę dla europejskiego darmozjadztwa. Jest ŻAŁOSNE”.
Użytkownik „S.M.” (Goldberg jest przekonany, że to bliski doradca Trumpa, Stephen Miller) uspokajał, że USA nie zrobią niczego z dobroci serca. „Z tego co słyszałem, prezydent mówił jasno: zielone światło [dla uderzenia w Hutich], ale niedługo jasno przekażemy Egiptowi i Europie, czego oczekujemy w zamian. Będziemy też musieli wymyślić, jak wyegzekwować takie oczekiwania. Jeśli Europa nie zapłaci, co wtedy?”.
Prezydent Donald Trump nazwał to wszystko „potknięciem”
W USA dyskusja o tej rozmowie skupia się na groźnej niekompetencji i kwestiach prawnych. Zgodnie z tzw. Espionage Act – prawem regulującym nie tylko kwestię szpiegostwa, ale także traktowania informacji niejawnych – nawet niezamierzony przeciek informacji o charakterze obronnym do osoby nieuprawnionej może być traktowany jak przestępstwo (z pewnością powinien być zbadany).
Na tym nie koniec, bo według prawa federalnego wiadomości dotyczące działań urzędowych są uznawane za dokumenty urzędowe i jako takie muszą być archiwizowane. Tyle że w korespondencji na Signalu miały one znikać po tygodniu (lub czterech tygodniach, zależnie od tego, jak były ustawione parametry komunikatora) i raczej nikt takich rozmów archiwizować nie zamierzał.
Poza tym traf chciał, że 18 marca Pentagon rozesłał do swoich pracowników pismo, w którym przestrzegał przed korzystaniem z Signala – jako narzędzia niepewnego.
Prezydent Donald Trump bagatelizuje całą sprawę – nazwał to wszystko „potknięciem”.
„Związki transatlantyckie w ich dotychczasowej postaci przestały istnieć”
Natomiast tym, co w Europie wywołuje największe poruszenie, są uwagi na nasz temat zwłaszcza ze strony J.D. Vance’a. I naprawdę powinno nam dawać do myślenia. Jeśli wiceprezydent USA nie chce przeprowadzić ataku mającego zapewnić bezpieczeństwo globalnego handlu i jako argument wskazuje, że miałoby to pomóc Europie, to można się zastanawiać, co stanie się w wypadku ataku Rosji na państwa bałtyckie, Finlandię czy Polskę?
Zresztą Vance nie jest jedynym w administracji USA, który ma taki stosunek do Europy. W weekendowym podkaście Tuckera Carlsona, znanego dziennikarza bliskiego Republikanom, Steve Witkoff spekulował, że gospodarki Zatoki Perskiej mogłyby zastąpić Europę w roli najbliższego sojusznika Waszyngtonu: „To może być coś znacznie większego niż Europa. Europa jest dziś dysfunkcyjna” – stwierdził Witkoff.
„Związki transatlantyckie w ich dotychczasowej postaci przestały istnieć, a pozostały w najlepszym przypadku obojętność i pogarda. W najgorszym – aktywna próba podminowania Europy” – mówiła dziennikowi „New York Times” Nathalie Tocci, dyrektorka włoskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych.
Dodajmy, że to Chiny w większym stopniu niż Europa polegają na szlakach żeglugowych ostrzeliwanych przez Hutich. Ale w rozmowie wierchuszki Białego Domu nikt nie zająknął się nawet o jakichkolwiek roszczeniach wobec Pekinu.
Tymczasem Mike Waltz oświadczył, że prowadzi dochodzenie w sprawie tego, jak do grupy dodano dziennikarza. Choć zrobił to sam.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.





















