Nowa Strategia Bezpieczeństwa USA: co oznacza dla Europy doktryna Trumpa

To, o czym dotąd czytaliśmy w postach Trumpa, przybrało kształt oficjalny. Amerykańska polityka narodowego egoizmu stała się faktem. Jak wpłynie na bezpieczeństwo Europy i relacje USA z NATO?
Czyta się kilka minut
Donald Trump podczas wizyty w amerykańskiej bazie wojskowej Yokosuka w Japonii. 28 października 2025 r. // Fot. Eugene Hoshiko / AP Photo / East News
Donald Trump podczas wizyty w amerykańskiej bazie wojskowej Yokosuka w Japonii. 28 października 2025 r. // Fot. Eugene Hoshiko / AP Photo / East News

Nowa Strategia Bezpieczeństwa Narodowego USA – wyczekiwana od miesięcy i zaprezentowana przez administrację Trumpa pod koniec minionego tygodnia – budzi wielkie obawy w Europie. Obawy o przyszłość zachodniego sojuszu w ogóle. Mają je zarówno kraje NATO i UE, jak też państwa aspirujące do obu organizacji, zwłaszcza broniąca się Ukraina.

Dokument jest też wykładnią polityki zagranicznej USA pod rządami Trumpa. Jeśli obóz rządzący dziś w Stanach utrzyma władzę po 2028 r., zostanie ona z nami na dłużej. Ze wszystkimi konsekwencjami dla Europy, w tym Polski.

Kreml zadowolony z kształtu amerykańskiej Strategii Bezpieczeństwa

Obawy w Europie są zrozumiałe. Strategia niemal otwarcie deklaruje, że ekipa Trumpa uważa UE za organizację nieprzyjazną, która szkodzi interesom nie tylko USA, ale – w mniemaniu trumpistów – także Europejczykom. Wolą oni widzieć w przyszłości Europę jako mozaikę pojedynczych państw narodowych, które podporządkowują się interesom handlowym i dominacji USA, także w sferze nowych technologii.

Trump i jego otoczenie nie wzywają do likwidacji NATO, ale wyraźnie sygnalizują, że jego wartość będą mierzyć poziomem wkładu finansowego państw europejskich do wspólnej obrony. Deklarują, że do NATO nie będą przyjmowane nowe kraje, co cieszy Moskwę. Kreml zdążył wyrazić już zadowolenie z kształtu Strategii Bezpieczeństwa.

Zapis ten idzie więc dalej niż deklaracje ekipy Trumpa z początku roku. Wtedy mówiono, że Ameryka nie widzi Ukrainy w NATO, ale nie było mowy o zakazie przyjęcia innych państw. Blokada ze strony USA przesądza, że Sojusz się nie powiększy.

Ekipa Trumpa chce dobierać sobie sojuszników w Europie

W Strategii Bezpieczeństwa Narodowego jest też dziwaczny zapis, że imigracja do Europy z krajów pozaeuropejskich, niezachodnich, może sprawić, iż część państw Europy nie będzie już „zachodnia”. Pobrzmiewa tu echo popularnego na radykalnej prawicy europejskiej i amerykańskiej mitu o forsowaniu przez jakieś „elity” tego, co określa się jako „wymianę ludności”: zamiast „białej i chrześcijańskiej” ma w przyszłości dominować „niebiała i niechrześcijańska” ludność spoza kręgu cywilizacji Zachodu.

Dalej: ekipa Trumpa deklaruje, że chce dobierać sobie w Europie takich sojuszników, którzy mają podobną ideologiczną wizję świata. Nietrudno zgadnąć, że chodzi o partie prawicowe i radykalnie prawicowe – od Fideszu Orbána przez PiS, Partię Reform w Wielkiej Brytanii, formację Marine Le Pen czy niemiecką AfD. Ideologiczna ofensywa trumpizmu będzie, wedle Strategii Bezpieczeństwa, wspierana przez rząd USA w Europie i świecie anglosaskim.

Stany w roli mediatora między Moskwą a Europą

Strategia Bezpieczeństwa nie wskazuje Rosji jako głównego adwersarza USA, tę rolę zarezerwowano dla Chin. Rosja opisana jest jako kraj, z którym Europa powinna mieć normalne relacje, a Stany widzą siebie jako mediatora między Moskwą a Europą. Podobną wizję zawierał już 28-punktowy „plan pokojowy” Trumpa dla Ukrainy.

Waszyngton chce ponownie włączyć Rosję do polityki europejskiej i globalnej, i mieć w ten sposób wolną rękę na zajmowanie się rywalizacją z Chinami – i to na każdym polu: politycznym, ideowym, gospodarczym, technologicznym.

Trudno, by zarówno Ukraińcy, jak też w ogóle Europejczycy byli uspokojeni zapisem, że USA będą dążyć do „strategicznej stabilności z Rosją” przy jednoczesnym zapewnieniu, że państwo ukraińskie będzie viable state, co można przełożyć jako państwo „żywotne” lub „funkcjonalne”. Bardziej oczekiwane z naszej strony byłyby tu przymiotniki „niepodległe” i „demokratyczne”.

„America First”: doktryna zaawansowanego narodowego egoizmu

Intrygująco brzmią te fragmenty Strategii Bezpieczeństwa, które dotyczą polityki w szerszym sensie. „America First” ma oznaczać prymat interesu USA w skali globalnej, dominację Stanów na półkuli zachodniej i mierzenie potrzeby ich zaangażowania miarą korzyści ekonomicznych. Stany chcą wycofać się z promowania zachodniego modelu w krajach nienależących do Zachodu. Chcą też zwalczać organizacje światowe, które mają krępować ich interesy (np. ONZ).

Jeśli zaś nie uda się zapobiec wojnie lub wojnom, Stany będą gotowe bronić swych interesów przy użyciu maksymalnej siły, tak by każdy przyszły konflikt mogły rozstrzygnąć na swoją korzyść przy minimalnych stratach.

Podobne plany miała administracja George’a W. Busha, ale po 11 września 2001 r. uwikłała się w wyczerpujące wojny, w tym „budowanie społeczeństw” w świecie islamskim. Kontynuowano tę linię za Baracka Obamy, choć wygrał on w 2008 r. na fali wyraźnego już zmęczenia Amerykanów odległymi wojnami. Trumpiści czują nastroje, stąd tak radykalna definicja idei „America First”. Nie jest to jednak tradycyjny izolacjonizm – to polityka zaawansowanego narodowego egoizmu.

Raport Instytutu Montaigne’a: scenariusze wojny z Rosją

Jak zatem może wyglądać bezpieczeństwo Europy, skoro Trump deklaruje taką nową formułę zaangażowania? Aby to sobie wyobrazić, warto sięgnąć po raport opublikowany właśnie przez francuski Instytut Montaigne’a. W opisie możliwej wojny, której początkiem byłby atak Rosji na Litwę, Łotwę i Estonię oraz przesmyk suwalski, rozważane są scenariusze reakcji NATO i USA. Pierwszy zakłada, że NATO przywoła 5. artykuł i pomoże; wtedy Rosja może zostać pokonana lub zdecyduje się na wielką wojnę z Zachodem.

Dalsze scenariusze są już inne. USA wahają się, czy dla Bałtów przywołać 5. artykuł, i rozmawiają z Rosją w nadziei, że można się dogadać. Niektóre kraje Europy też są niechętne aktywowaniu artykułu 5. W obronę Bałtów angażuje się europejska „koalicja chętnych”, ale zostaje pokonana.

Kolejny wariant: USA deklarują wsparcie i dają wolną rękę amerykańskiemu głównodowodzącemu wojsk NATO. Ten jednak musi rozważyć, jakiego wsparcia udzielić wschodniej flance, skoro w innych teatrach (Azja, Bliski Wschód) eskalują konflikty inspirowane przez Rosję, Iran i Chiny. Równocześnie opinia publiczna w Europie, poddana dezinformacji, polaryzuje się. Klęska „koalicji chętnych”, przy absencji lub niezdecydowaniu USA, rozdziera Europę, a Litwa, Łotwa i Estonia wpadają pod kontrolę Rosji.

Do 2030 roku Rosja może być zdolna zagrozić Europie

Instytut Montaigne’a uważa okres 2028-30 za „okno niebezpieczeństwa wojennego”. Dlaczego? W 2026 r. może dojść do przerwania wojny w Ukrainie. W 2028 r. kończy się kadencja Trumpa; USA pogrążą się w walce wyborczej o schedę po nim lub w kryzysie konstytucyjnym i społecznym, jeśli Trump zechce kandydować na trzecią kadencję. W 2029 r. przypada zaś 80. rocznica Chin Ludowych, co może pchnąć Pekin do rozpoczęcia konfliktu w Azji, w tym o Tajwan.

Zarazem do 2030 r. Rosja może odbudować potencjał militarny i być zdolna zagrozić Europie. Tymczasem w „oknie” lat 2028-30 europejskie zdolności mogą być niewystarczające dla odparcia ataku, przy jednoczesnym ograniczaniu zaangażowania USA.

Dodajmy tu oczywistą konkluzję: pomoc Ukrainie, by mogła dalej się bronić, to egzystencjalny interes Europy.

Fiński serial pokazuje możliwy scenariusz rosyjskiej agresji

Polscy widzowie telewizji Canal+ mogą właśnie oglądać fiński serial pt. „Konflikt”. To wizja, w której jedna z wysp Finlandii zostaje zaatakowana przez tajemniczych najemników, a faktycznie rzecz jasna przez Rosję. Finowie stawiają opór, ale wyspa zostaje zajęta. USA wahają się, czy o jedną wyspę warto włączać się do wojny z Rosją; utrzymują zresztą, że nie jest oczywiste, co się dzieje. Część polityków fińskich chce kompromisu z Kremlem, inni chcą walczyć.

Serial ten to poniekąd filmowa wersja raportu Instytutu Montaigne’a. Choć oczywiście twórcy jednego i drugiego nie mieli o tym pojęcia.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 50/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Ameryka się oddala