Tamtego dnia, pod koniec grudnia, Andrij zemdlał. Był w okopie, gdy nagle, jak mówi, urwał mu się film. Miał dużo szczęścia: akurat na niebie nie było rosyjskich „ptaszków”, dronów, koledzy mogli więc wezwać „ewak”, pojazd ewakuacyjny. Ten dostarczył Andrija do „stabika” – wysuniętego punktu medycznego, gdzie ranni i chorzy są ogrzewani (większość jest w stanie hipotermii) i stabilizowani. Tak, aby następnie można było ich odesłać na tyły, do szpitala polowego.
Żołnierze na „zerówce” ogrzewają się głównie świecami okopowymi
W szpitalu u Andrija zdiagnozowano ciężkie zapalenie płuc. „Przechodzone”, jak orzekł lekarz, gdy stwierdził stan zagrożenia życia. Jedno płuco przestało pracować, drugie było częściowo zajęte.
Już pod kroplówką, ogrzany i napojony (jeść przez pierwsze dni nie mógł), Andrij zadzwonił do „rotnego”, dowódcy kompanii. Zrobił awanturę. Nakrzyczał, że nie tylko on jest chory, że mniej lub bardziej choruje każdy z chłopaków. Tych, za których on, 30-letni Andrij, odpowiada – jako dowódca dwóch pozycji obronnych na flance frontu charkowskiego.
Krzyczał też, że należy im się w końcu rotacja, zluzowanie – po tym, jak spędzili kilka tygodni na pozycji. W „blindażach”, ziemiankach, kryjąc się stale przed okiem „ptaszków”. Przy temperaturach coraz bardziej poniżej zera, z możliwością ogrzania się tylko tzw. świecami okopowymi. Tu, na „zerówce”, to sposób złapania ciepła – obok „grzejek”, ogrzewaczy chemicznych do stóp i rąk. Tu nie można palić ogniska (dym zdradziłby pozycję) ani uruchomić agregatu (byłby za głośny).
Kolejny transport pomocy od czytelników „Tygodnika” dotarł na Ukrainę
„Rotny” wysłuchał i powiedział, że Andrij ma rację. Ale że musi zrozumieć: ludzi na zmianę nie ma. O tym wiedzą wszyscy: w piechocie brakuje żołnierzy. Swoje racje mają jednak też frontowi lekarze: z ich relacji słyszymy, że zimno zbiera dziś równie duże żniwo jak kule i drony. – Ranni umierają częściej od wychłodzenia podczas transportu niż od skutków obrażeń – mówi „Tygodnikowi” Ludwik, lekarz z punktu stabilizacyjnego na odcinku pokrowskim.
W sobotę 17 stycznia do „stabika”, gdzie pracuje Ludwik, dotarła pomoc sfinansowana przez czytelników „Tygodnika” i Inicjatywę Sąsiedzką, i dostarczona przez nas na Ukrainę: urządzenie do ogrzewania ludzi w hipotermii IOB 505, koce grzewcze, agregat, lampa do szybkiego ogrzewania sali operacyjnej i Starlink (dla zabezpieczenia komunikacji między „stabpunktem” a „ewakami”).
Pomoc z tego transportu otrzymało łącznie 14 punktów medycznych wzdłuż linii frontu. Nasza akcja trwa nadal.
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















