Radykałowie zmierzają po władzę w Turyngii. Postkomunistyczne landy zachwycone AfD

Björn Höcke, lider Alternatywy dla Niemiec, zapowiada m.in. zakończenie finansowania ze środków publicznych organizacji pozarządowych i utrudnienie im pozyskiwania środków z zagranicy. Używając języka Donalda Trumpa, podkreśla, że trzeba będzie „osuszyć skrajnie lewicowe bagno”.
z Turyngii
Czyta się kilka minut
Wiec wyborczy AfD w Erfurcie. 21 sierpnia 2024 r. // Fot. Łukasz Grajewski
Wiec wyborczy AfD w Erfurcie. 21 sierpnia 2024 r. // Fot. Łukasz Grajewski

Betonowe bloki stoją równymi szeregami w niewielkiej od siebie odległości. Różnią się wysokością i kątem położenia. Dla jednych są symbolem mordu dokonanego na milionach ludzi. Dla innych przedstawiają niewzruszoną brutalność dyktatury. Berliński Pomnik Pomordowanych Żydów Europy – bo o nim mowa – jest fascynującym i frapującym miejscem odwiedzanym przez miliony turystów.

Teraz, kilkaset kilometrów od niemieckiej stolicy, powstała jego kopia, stworzona z myślą tylko o jednym człowieku.

Aby zobaczyć tę kopię, trzeba udać się do Bornhagen. Ta niewielka wieś, licząca zaledwie trzystu kilkudziesięciu mieszkańców, leży na granicy dwóch landów, Turyngii i Hesji. Nad domami z muru pruskiego górują zamkowe ruiny. Cała okolica wygląda tak, jakby została żywo wyjęta ze średniowiecznej ryciny.

Pomnik na działce po sąsiedzku

W Bornhagen za ewangelickim kościołem trzeba obejść dom, który niegdyś należał do pastora, następnie przejść przez pole i przez kolejne ogrodzenia. Potem, przedzierając się przez chaszcze, dojść do niewielkiego podwórka.

To właśnie tutaj stoją – w międzyczasie podniszczone już – bloki, które imitują symbolicznie berliński pomnik ofiar Holokaustu. Symbolicznie, gdyż jest ich tylko kilkanaście. Jednak swoją formą jednoznacznie nawiązują do oryginału.

Tylko z okien jednego domu ma się dobry widok na całą tę zagadkową konstrukcję. Mieszka w nim Björn Höcke, 52-letni lider skrajnie prawicowej Alternatywy dla Niemiec (AfD) w landzie Turyngia.

„My, Niemcy, jesteśmy jedynym narodem na świecie, który wzniósł pomnik hańby w sercu własnej stolicy” – tak mówił Höcke w 2017 r. do swoich zwolenników zebranych w Dreźnie. Zaapelował wtedy o zwrot o 180 stopni w niemieckiej polityce historycznej. Koniec z biciem się w pierś, koniec z roztrząsaniem kilkunastoletniego okresu III Rzeszy. Historia Niemiec jest wielka i w końcu należy ją odpowiednio docenić.

Właśnie w odpowiedzi na te słowa kolektyw artystyczny, określający się jako „Centrum Politycznego Piękna”, wykupił działkę sąsiadującą z domem Höckego i postawił na niej minireplikę berlińskiego pomnika. Aktywiści zażądali od polityka AfD, żeby się opamiętał i w ramach skruchy ukląkł przed betonowymi blokami.

Jednak kontrowersyjna akcja nie przyniosła spodziewanych rezultatów. Björn Höcke jest dziś jeszcze bardziej radykalny. A jego ugrupowanie zmierza po zwycięstwo w wyborach landowych w Turyngii, które odbędą się w niedzielę 1 września.

Björn Höcke, lider AfD podczas wiecu wyborczego w Erfurcie. 21 sierpnia 2024 r. // Fot. Łukasz Grajewski

Höcke na erfurckim blokowisku

Gdy wychodzi na niewielką scenę, tłum zaczyna rytmicznie skandować jego nazwisko.

W ostatnich tygodniach Höcke codziennie odwiedza jedną lub nawet dwie miejscowości na terenie Turyngii. Dzisiaj jest w Erfurcie, a autor „Tygodnika” mu towarzyszy. Ponad 200-tysięczny Erfurt, stolica Turyngii, nie należy do tych miejsc, w których AfD dominuje. W tegorocznych wyborach do rady miasta najwięcej głosów, bo jedną czwartą, dostała tu chadecka CDU, zaś AfD była druga, z poparciem 20 procent. Dwa kolejne miejsca zajęły SPD i Partia Lewicy (po kilkanaście procent), a potem Zieloni (kilka procent).

Lecz właśnie tutaj, w Rieth, dzielnicy Erfurtu położonej w północnej części miasta, frustrację mieszkańców da się łatwo politycznie „zmonetyzować” na poparcie dla AfD.

Rieth to blokowisko z wielkiej płyty, pamiętające czasy komunistycznej NRD. Mieszka w nim dużo ludzi, którzy źle wyszli na pozjednoczeniowej transformacji. Koniec NRD, dokonany 34 lata temu, był dla nich też końcem pracy i nadziei na przyszłość. Wiele z ich dzieci powieliło potem schemat losu rodziców.

Ponieważ wynajem mieszkań na tym osiedlu jest względnie tani, od lat chętnie wprowadzają się imigranci. To połączenie generuje konflikty.

– Afgańczycy, Ukraińcy, oni w ogóle nie pracują. To my musimy pracować na nich – mówi „Tygodnikowi” para zwolenników AfD na chwilę przed tym, zanim Björn Höcke wychodzi na scenę.

Homogeniczne, białe Niemcy

Björn Höcke najwyraźniej zna poglądy swojego elektoratu. Gdy zaczyna mówić, niemal od razu przechodzi do sedna: – Kartel polityczny rządzący w Niemczech chce stworzyć nowy naród. Chcą was zastąpić! – nawiązuje tym do popularnej teorii spiskowej. Ta głosi, że międzynarodowe elity chcą zastąpić rdzennych mieszkańców państw Zachodu obcokrajowcami.

W Turyngii, tak jak w całych Niemczech, imigracja jest dziś tematem numer jeden.

Höcke już wiele razy swoimi wypowiedziami szokował kraj, w którym blisko co trzeci mieszkaniec ma już korzenie imigracyjne. Lider AfD przyznał w tym roku, iż potrafi sobie wyobrazić, że w Niemczech żyłoby 20-30 proc. ludzi mniej, mając na myśli większość mieszkańców, która nie może pochwalić się niemieckimi dziadkiem i babcią.

Największe poparcie przynosi mu to właśnie na wschodzie kraju. Tu migrantów jest znacznie mniej niż na zachodzie. Różnica jest na tyle duża, że stojąc na środku większych niemieckich miast można z łatwością rozpoznać, czy jesteśmy na zachodzie, czy wschodzie. Jeśli widać ludzi o przeróżnym kolorze skóry, jesteśmy pewnie gdzieś w Düsseldorfie, Hanowerze albo Frankfurcie nad Menem. Jeśli dominują biali Niemcy, znajdujemy się pewnie w Dreźnie, Chemnitz albo właśnie w Erfurcie.

W czasach, gdy w latach 60. XX w. do Niemiec Zachodnich zaczęli masowo sprowadzać się imigranci zarobkowi z Turcji, Włoch czy Grecji, rządzone przez komunistów NRD pozostawało krajem etnicznie homogenicznym. Również po zjednoczeniu w 1990 r. nowi przybysze woleli zachodnie landy, ze względu na lepsze płace i istniejące tam już społeczności imigranckie.

„Osuszyć bagno”

Podczas swojego przemówienia w Erfurcie Höcke szkicuje obraz Niemiec, które stoją na skraju katastrofy. – Coraz więcej wpłacacie do Unii Europejskiej. Dostajecie coraz więcej multi-kulti. Tylko Niemiec jest coraz mniej. I przyszłości dla Niemiec – Höcke lubuje się w krótkich i podniosłych zdaniach.

Kandydat AfD na premiera landu Turyngia pokrótce szkicuje też rewolucję kulturalną, która ma rzekomo przywrócić etnicznym Niemcom ich własny kraj.

Alternatywa chce oto, po przejęciu władzy, przeprowadzić reformę szkolnictwa (w Niemczech edukacja leży w kompetencjach rządów landowych). Nacisk ma zostać położony na kształcenie zawodowe. – Nie potrzebujemy tylu maturzystów ani studentów – przekonuje Höcke i otrzymuje gromkie brawa od kilkuset zgromadzonych mieszkańców Erfurtu.

To postulat dobrze skrojony pod elektorat partii, na którą często głosują drobni przedsiębiorcy i rzemieślnicy, dumni z tego, że zarabiają na chleb ciężką pracą fizyczną. AfD chętnie pozbędzie się też wszelkich kojarzonych z lewicowym światopoglądem kierunków studiów, jak gender studies. Höcke wymienia Węgry Orbána jako przykład dobrze rządzonego kraju.

Dlatego nie dziwi, że lider AfD zapowiada także zakończenie finansowania ze środków publicznych organizacji pozarządowych i utrudnienie im pozyskiwania środków z zagranicy. Mówi o „wielkich pieniądzach zza Atlantyku”, które mają płynąć do Niemiec, żeby przeprowadzać na niemieckim społeczeństwie lewicowe eksperymenty. Używając języka Donalda Trumpa, podkreśla, że trzeba będzie „osuszyć skrajnie lewicowe bagno”.

Kontrdemonstracja przeciwników AfD. Erfurt, 21 sierpnia 2024 r. // Fot. Łukasz Grajewski

Dziedzictwo NSDAP w Turyngii

Takie rewolucyjne zapędy polityków szczególnie w Turyngii wywołują jednoznaczne historyczne skojarzenia. To w tym kraju związkowym narodowi socjaliści po raz pierwszy doszli do władzy: w 1930 r. to właśnie tutaj Narodowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotników (NSDAP) Adolfa Hitlera, wraz z kilkoma innymi konserwatywnymi ugrupowaniami, utworzyła rząd koalicyjny.

Wilhelm Frick, bliski współpracownik Hitlera, objął miejscowy resort spraw wewnętrznych i edukacji. W sferze kultury Frick wypowiedział wojnę wpływom „obcych ras”. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Obrazy artystów uważanych za lewicowych zaczęły znikać ze ścian galerii i muzeów. Na cenzurowanym znaleźli się twórcy słynnej weimarskiej szkoły artystycznej Bauhaus: Wassily Kandinsky, Lyonel Feininger, Paul Klee. Rząd Turyngii uznał ich sztukę za „zdegenerowaną”. Promowania warta była tylko czysta, niemiecka sztuka.

Działania nazistów w Turyngii były szeroko nagłaśniane przez samego Hitlera i aparat propagandowy NSDAP. Region ten stał się laboratorium, w którym testowano sposoby rozmontowywania ładu demokratycznego. Oprócz walki z niezależną kulturą, sukcesywnie wymieniano personel kierowniczy na uniwersytetach, w urzędach i sądach.

Niemiecka historia według AfD

Z tych historycznych analogii doskonale zdaje sobie sprawę Jens-Christian Wagner, historyk i dyrektor miejsc pamięci i muzeów działających w Turyngii na terenie byłych obozów koncentracyjnych Buchenwald i Dora.

Wagner nie ma wątpliwości: AfD to partia propagująca historyczny rewizjonizm. Dlatego jako dyrektor zabronił politykom tej partii brania udziału w okolicznościowych wydarzeniach organizowanych na terenie byłych obozów koncentracyjnych.

– Nie chcemy, żeby wciąż żyjący byli więźniowie niemieckich obozów musieli siedzieć obok ludzi, którzy negują historię i umniejszają ich cierpienie – tłumaczy w rozmowie z „Tygodnikiem”. – Poza tym nie chcę, aby ich ekstremistyczne poglądy podlegały w ten sposób niejako normalizacji – dodaje.

Muzeum w Buchenwaldzie zaangażowało się teraz w kampanię wyborczą i na jej finiszu wysłało list do wszystkich mieszkańców Turyngii starszych niż 65 lat. W swoim krótkim liście Jens-Christian Wagner zwraca uwagę na nieakceptowalne podejście AfD do niemieckiej historii i namawia do głosowania na partie demokratyczne.

– Chcemy w ten sposób dotrzeć do ludzi, którzy może niekoniecznie korzystają z mediów społecznościowych – mówi „Tygodnikowi”.

„Kręcimy się w kółko”

Choć za swoje angażowanie się przeciwko AfD Jens-Christian Wagner musi teraz mierzyć się z groźbami śmierci, które trafiają na jego skrzynkę mailową, to bynajmniej w tym sprzeciwie nie jest sam.

– Dziś już wiemy, jak się sprawy potoczyły w latach 20. i 30. XX wieku. I dlatego jesteśmy o wiele bardziej czujni – tłumaczy wielką mobilizację przeciwników AfD.

Niemal przy każdej instytucji kultury w regionie widać logo kampanii „Turyngia otwarta na świat”, która – choć nie nazywa zagrożenia po imieniu – to podkreślając znaczenie tolerancji i wartości demokratycznych, jest znakiem sprzeciwu przeciw autorytarnym zapędom Björna Höckego i jego partii.

W kampanii biorą udział niemal wszystkie muzea i teatry, Kościoły ewangelicki i katolicki, stowarzyszenia, a także liczne przedsiębiorstwa, które w regionie mają swoje siedziby i zakłady produkcyjne. W ramach kampanii codziennie odbywa się przynajmniej kilka akcji, koncertów i dyskusji.

– Ale i tak mimo tego wszystkiego, co robimy, w sondażach AfD nadal ma 30 proc. poparcia. Z kolei Sojusz Sahry Wagenknecht, który jest dla mnie taką „AfD light”, ma 19 procent. Mam wrażenie, że kręcimy się w kółko. Dlatego jestem ostatnio mocno sfrustrowany – przyznaje Wagner.

Wybory i co dalej?

To polityczne napięcie i emocje na pewno nie skończą się wraz z dniem wyborów.

AfD bez wątpienia zajmie w nich pierwsze miejsce, ale raczej nie uzyska bezwzględnej większości w landowym parlamencie. W sondażach drugie miejsce, z wynikiem ok. 21 proc., zajmuje obecnie chadecka CDU. Chadecy wykluczają współpracę z Alternatywą. Na trzecim miejscu znajduje się lewicowo-populistyczny Sojusz Sahry Wagenknecht. Ten nowy twór na niemieckiej scenie politycznej z jednej strony nie chce koalicji z AfD, ale z drugiej wyklucza współpracę z partiami, które opowiadają się za dalszym wspieraniem Ukrainy. A do takich zalicza się CDU.

W sondażach najgorsze notowania mają partie, które w Berlinie na szczeblu federalnym wchodzą w skład koalicji kanclerza Olafa Scholza: socjaldemokratyczna SPD, Zieloni i liberałowie z FDP mogą w Turyngii nie przekroczyć progu 5 proc. głosów.

Podobnie sytuacja wygląda w sąsiadującej z Turyngią Saksonii, gdzie również 1 września wybierany jest landowy parlament.

W ostatnich czterech latach w Erfurcie rządził już mniejszościowy gabinet partii lewicowych, który był tylko tolerowany przez chadeków, żeby zapobiec chaosowi. Jednak teraz do powtórki takiego modelu może zabraknąć głosów lub chętnych. Próba powstrzymania AfD przed utworzeniem przez nią landowego rządu może szybko doprowadzić do powtórnych wyborów.

Pewne jest jedynie, że prawdziwy thriller polityczny rozpocznie się dopiero po wrzuceniu ostatniej karty do głosowania do urny.

Kto się boi AfD?

Wyników wyborów z niecierpliwością wypatrywać będzie Maik, pedagog z Jeny.

Nieco ponad stutysięczna Jena to miasto, w którego centrum trudno jest spotkać sympatyków AfD. Renomowany Uniwersytet Friedricha Schillera przyciąga studentów z całych Niemiec i z zagranicy, tak samo jak silny miejscowy biznes.

Oprócz pracy w jednej z miejskich szkół, Maik prowadzi dodatkowo wiele zajęć edukacyjnych, których celem jest budowanie demokratycznego społeczeństwa obywatelskiego. Obawia się, że po najbliższych wyborach AfD wstrzyma pieniądze na tego rodzaju działania.

– Już w ostatnich latach jest trudniej o środki, bo lokalne władze boją się, że AfD zasypie ich pytaniami i oskarżeniami – tłumaczy w rozmowie z „Tygodnikiem”. Wszystko, co postrzegane jest jako lewicowe, w tym np. warsztaty dla uczniów propagujące tolerancję, może zostać uznane za podejrzane.

Również jego partnerka z niepokojem wypatruje dnia wyborów. Pochodzi z Turcji i zawodowo angażuje się na rzecz społeczności imigranckiej. Z tego powodu chce pozostać anonimowa.

– AfD po dojściu do władzy na pewno odebrałoby nam środki publiczne – uważa kobieta. Jednak deklaruje, że nie zamierza biernie patrzeć na rozwój sytuacji. Wraz z innymi przedstawicielami społeczności tureckiej zakłada właśnie stowarzyszenie, które będzie promować w regionie dialog międzykulturowy.

Ciąg dalszy nastąpi

To zapewne nie był przypadek, że właśnie w uniwersyteckiej i liberalnej Jenie Björn Höcke musiał po raz pierwszy w czasie swojej kampanii wyborczej skapitulować. We wtorek 20 sierpnia ponad dwa tysiące ludzi zablokowało wszelkie możliwe dojazdy do miejsca, w którym lider AfD miał wziąć udział w wiecu wyborczym. Wiec został odwołany.

Nie da się zaprzeczyć, że Alternatywa rozbudziła na wschodzie Niemiec niespotykaną dotąd energię polityczną. Zarówno wśród swoich zwolenników, jak i – może nawet jeszcze bardziej – wśród przeciwników. A tych drugich wciąż jest znacznie więcej. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 35/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Kulturkampf w Turyngii