W berlińskiej dzielnicy Neukölln żyje ponad 300 tys. ludzi, z których ponad połowa ma korzenie imigranckie. W okolicach Sonnenallee, alei Słonecznej, jednej z głównych arterii, rdzenni Niemcy stanowią dziś niewielką mniejszość. Dlatego nazywana jest też Schara Al Arab, ulicą Arabską. Szyldy kawiarni i warzywniaków są tu zwykle dwujęzyczne, pisane zarówno alfabetem łacińskim, jak też po arabsku. Syryjczycy, przybyli w ostatniej dekadzie, chwalą sobie, że można tu dostać takie same ubrania, meble i przyprawy, co w Damaszku.
W tych dniach na murach Neukölln często widać hasło „Wolna Palestyna”, liczne są tu też palestyńskie flagi. „Neukölln to Gaza” – czytam na jednym z budynków. To tutaj, na alei Słonecznej, po 7 października wielokrotnie odbyły się propalestyńskie demonstracje. Palestyńczycy zaczęli się osiedlać w tej okolicy jeszcze w latach 90. XX w. (trafiali tu z Libanu). Dziś mogą liczyć na wsparcie kilkuset tysięcy muzułmanów, którzy żyją w Berlinie.
Sonnenallee nie jest wyjątkowa – takie ulice są w każdym większym mieście Niemiec.
Czas nienawiści | Podczas takich protestów wyrazy solidarności z cywilami z Gazy mieszają się z nienawiścią do Izraela i Żydów. Symbolem tej nienawiści stała się baklawa, popularne ciasto kuchni arabskiej – wspierający sprawę palestyńską mieszkańcy Neukölln rozdawali je przechodniom w dniu, gdy oddziały Hamasu mordowały Żydów. Dla nich był to powód do świętowania.
Nienawiść to dziś dominująca emocja wśród muzułmańskich mieszkańców niemieckich miast. Dla niemieckich Żydów to z kolei czas strachu (gminy żydowskie liczą tu 91 tys. członków, ale Żydów w Niemczech jest więcej, nie wszyscy należą do gmin). Z obawy przed atakami szkoły żydowskie w Berlinie czasowo zamknięto, podobnie część sklepów należących do Żydów. Drzwi niektórych budynków, gdzie mieszkają Żydzi, nieznani sprawcy zaczęli oznaczać gwiazdami Dawida.
Nasuwają się skojarzenia z latami 30. XX w. Jednak dziś dominuje tzw. importowany antysemityzm: nienawiść do Żydów powszechna jest wśród ludności imigranckiej. „W Neukölln niektórzy postrzegają Izrael jako demona, wcielenie zła. Izrael jest wrogim okupantem, a ataki Hamasu są bagatelizowane, przedstawiane jako walka wyzwoleńcza” – tłumaczył w „Die Welt” Martin Hikel, burmistrz tej dzielnicy.
Na TikToku i w meczetach | Arabscy i tureccy mieszkańcy Berlina wiedzę o świecie czerpią nie z niemieckich mediów, podających apele polityków o solidarność z Izraelem, lecz z kanałów informacyjnych we własnych językach. A tu, np. na popularnym TikToku, w materiałach Hamasu czy w przemówieniach tureckiego prezydenta Erdoğana, Palestyńczycy mordujący Żydów przedstawiani są jako bojownicy o słuszną sprawę.
Podobny przekaz płynie z meczetów: imamowie tłumaczą wiernym, co się dzieje na Bliskim Wschodzie. Zdecydowana większość meczetów działających w Niemczech jest w rękach tureckich stowarzyszeń religijnych, które z kolei są często pod kontrolą Turcji.
Napięcia przenoszą się na szkolne podwórka. W wielu landach rodzice otrzymali listy od władz, w których prewencyjnie przestrzega się przed antysemickimi wybrykami. Po tym, jak wiele szkół w Nadrenii Północnej-Westfalii po 7 października wywiesiło izraelskie flagi, są one regularnie zrywane i niszczone przez nieznanych sprawców.
Kwestia wartości | Aparat państwowy zdaje sobie sprawę z zagrożenia, jakim dla sytuacji w Niemczech jest konflikt na Bliskim Wschodzie. Już przed 7 października w kraju zaostrzała się debata wokół imigracji. Dziś niemieckie społeczeństwo tym bardziej nie chce już słyszeć o dalszym przyjmowaniu setek tysięcy ludzi rocznie.
W debacie publicznej pojawiają się postulaty, by od obcokrajowców, którzy chcą dostać obywatelstwo, wymagać odpowiedniej postawy wobec Izraela. Odpowiedniej, czyli zgodnej z wartościami niemieckiego państwa, kształtowanymi przez pamięć o Holokauście. Streszczają się w hasłach „Nigdy więcej” czy „Bezpieczeństwo Izraela to racja stanu Niemiec”.
„Ochrona życia żydowskiego jest obowiązkiem państwa i obowiązkiem obywatelskim” – mówił prezydent Frank-Walter Steinmeier do 10 tys. ludzi, którzy zebrali się przed Bramą Brandenburską, by okazać solidarność z Izraelem. Apelował o przyjęcie tego obowiązku bez względu na pochodzenie.
Jednak obserwując relacje z tego wydarzenia, widać było, że zebrani to głównie starsi rdzenni Niemcy. Dla nich taki apel to oczywistość. Za to dla wielu mieszkańców Neukölln, tych z korzeniami imigranckimi, ten fundament niemieckiego państwa jest nie do przyjęcia.