W listopadzie 1918 roku Polska znowu pojawiła się na politycznej mapie Europy. Ale odzyskać niepodległość to jedno, a scalić terytoria dawnych zaborów w jeden organizm gospodarczy to już bezprecedensowa skala trudności.
Różne waluty, systemy prawne i administracyjne, brak spójnej infrastruktury (koleje, drogi), różnice w rozwoju przemysłowym i rolniczym, odmienna mentalność i doświadczenia ludności – połączenie tego wydawało się zadaniem dla wielu pokoleń. Nie ułatwiała go raczkująca demokracja, kłótliwość elit, narastający nacjonalizm i rewizjonizm w Europie, zniszczenia po Wielkiej Wojnie.
Ambitny projekt naukowy w II Rzeczypospolitej
Były jednak dziedziny, w których przez tych 20 lat dołączyliśmy do czołówki światowej. Jedną z nich stały się badania promieniowania kosmicznego – i powiązane z nimi loty balonowe.
Możliwe stało się to dzięki dwóm ludziom, którzy wywodzili się z odległych światów: astrofizyki i aerostatyki. Konstanty Jodko-Narkiewicz i Zbigniew Burzyński: różniły ich poglądy, życiowe drogi, marzenia, codzienność, a także stosunek do ludzi.
Mariaż tych ludzi i ich dziedzin spoił wokół ambitnego projektu społeczeństwo II Rzeczypospolitej. Kibicowano im, z zainteresowaniem obserwowali ich zagraniczni specjaliści. „Gwiazda Polski” to była operacja, która nie mogła się nie udać. A jednak...
Polscy naukowcy specjalizowali się w promieniowaniu kosmicznym
Polscy uczeni w II RP potrafili znaleźć swoje miejsce wśród pionierów ówczesnej nowoczesnej nauki. Jednym z takich obszarów były badania nad promieniowaniem kosmicznym – dziedziną nową i trudną, wymagającą nie tylko wiedzy, ale i odwagi.
W latach 30. XX w. ośrodkami tych badań były Warszawa, Wilno i Kraków. Wśród tych, którzy nimi kierowali, był prof. Stanisław Ziemecki (1881-1956), jeden z pierwszych w Polsce badaczy promieniowania przenikliwego. Jego młodsi współpracownicy – Szczepan Szczeniowski (1898-1979), Ignacy Adamczewski (1907-2000) czy Konstanty Jodko-Narkiewicz (1901-63) – reprezentowali nową generację uczonych, gotowych prowadzić eksperymenty nie tylko w laboratoriach.
Zrozumienie zjawisk związanych z promieniowaniem kosmicznym wymagało pomiarów w różnych warunkach – na różnych wysokościach i głębokościach oraz w różnych częściach świata. Dlatego w 1933 r. pod kierownictwem Jodko-Narkiewicza wyruszyła w Andy Polska Wyprawa Fizyczno-Alpinistyczna. Połączenie doświadczenia naukowego z umiejętnościami górskimi pozwoliło prowadzić precyzyjne pomiary na dużych wysokościach – m.in. na zboczach Aconcagui i Cerro Mercedario.
W tych samych latach prowadzono pomiary także pod ziemią. W kopalni soli w Wapnie, dzięki inicjatywie Ziemeckiego i Szczeniowskiego, badano tłumienie promieniowania w głębi skorupy ziemskiej.
Jak narodził się pomysł balonu „Gwiazda Polski”
Kolejnym naturalnym krokiem były pomiary również w powietrzu. W marcu 1936 r. odbył się pierwszy z kilku lotów balonowych z udziałem Jodko-Narkiewicza i doświadczonego pilota wojskowego Zbigniewa Burzyńskiego (1902-71). W balonie „Warszawa II” prowadzili pomiary promieniowania za pomocą komór jonizacyjnych z kryptonem i azotem. Było to unikatowe rozwiązanie konstrukcyjne, zaprojektowane przez samych Polaków.
Dwa kolejne loty potwierdziły trafność metodologii, a wyniki analizowane były na równi z pracami zespołów z USA, Francji i Związku Sowieckiego. Polacy nie tylko nadążali za światową czołówką – w niektórych kwestiach wchodzili z nią w naukową polemikę.
Ale żeby ugruntować swoją pozycję w tej wymagającej dziedzinie, potrzebny był następny krok: lot stratosferyczny, który pozwoliłby na pomiary poza gęstą warstwą atmosfery. Tak narodził się pomysł „Gwiazdy Polski” – wspólnego projektu wojskowych i naukowców.
Naturalnym wyborem, kto miałby znaleźć się na pokładzie, był właśnie Konstanty Jodko-Narkiewicz: nie tylko fizyk o światowej już renomie, ale też człowiek gór, podróżnik, eksplorator, obdarzony wyobraźnią i odwagą. Na pokładzie balonu miał być nie tylko naukowcem, ale też symbolem polskich ambicji – cichym bohaterem w drodze ku gwiazdom.
Polska potęgą światowego baloniarstwa
Gdy w 1918 r. Polska odzyskiwała niepodległość, nie miała ani balonów, ani kadr do ich obsługi. Mimo to już kilka lat później stała się potęgą światowego baloniarstwa. Było to możliwe dzięki determinacji ludzi i wsparciu instytucji wojskowych.
Baloniarstwo – w tamtych czasach dziedzina ważna, mająca zastosowanie zarówno cywilne, jak też militarne – rozwijało się pod auspicjami Oficerskiej Szkoły Aeronautycznej, najpierw w Poznaniu, potem w Toruniu i Legionowie. Powstały specjalne bataliony balonowe, a Centralne Zakłady Balonowe w Legionowie już w połowie lat 20. zaczęły produkować nowoczesne balony kuliste.
Wśród projektantów wyróżniał się młody Zbigniew Burzyński: inżynier, oficer i – jak się miało z czasem okazać – jeden z najwybitniejszych pilotów balonowych w historii. To on stworzył nowatorski typ balonu ZB-1, oparty na ultracienkiej, a zarazem wytrzymałej tkaninie – rozwiązaniu, które zadziwiło nawet prof. Augusta Piccarda, szwajcarskiego pioniera lotów stratosferycznych.
W II RP sport balonowy zyskał wielką popularność
Burzyński nie był jednak tylko konstruktorem. Wraz z Franciszkiem Hynkiem czterokrotnie reprezentował Polskę w prestiżowych zawodach o Puchar Gordona Bennetta. Polska stała się wkrótce czwartym państwem, które zdobyło to trofeum na własność, a do tego trzeba było trzech kolejnych zwycięstw.
Równolegle trwał rozwój krajowych zawodów o Puchar imienia płk. Wańkowicza, organizowanych przy wsparciu Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej (LOPP) – masowej organizacji paramilitarnej, która popularyzowała lotnictwo i wspierała przemysł aeronautyczny.
Dzięki temu sport balonowy zyskał popularność i zaplecze techniczne. Fabryka w Legionowie – Wojskowa Wytwórnia Balonów i Spadochronów – była uznawana za najlepszą na świecie, a polskie powłoki balonowe przewyższały standardy francuskie i amerykańskie pod względem wytrzymałości i lekkości.

Burzyński uczestniczył też w pionierskich lotach wysokościowych. W 1936 r. wraz z Jodko-Narkiewiczem, we wspomnianym balonie „Warszawa II”, wznieśli się na 10853 metry – ustanawiając międzynarodowy rekord w swojej klasie. Dla Burzyńskiego nie był to wyczyn przypadkowy: w sumie wykonał aż sześć lotów wysokościowych, stale poprawiając rezultaty i weryfikując możliwości polskiego sprzętu.
Jego doświadczenie, spokój i precyzja sprawiły, że został wyznaczony na pilota stratosferycznego balonu „Gwiazda Polski”. Miał być nie tylko wykonawcą technicznej misji, ale też symbolem polskich ambicji, odwagi i inżynierskiego kunsztu. A w drugim fotelu – naukowiec Jodko-Narkiewicz. Dwóch ludzi, dwa światy. Razem mieli szansę powodzenia.
Plan lotu „Gwiazdy Polski” był wyjątkowo ryzykowny
Mieliśmy zatem dwa środowiska, współpracujące dla osiągnięcia niebagatelnych celów. Fizycy zaprojektowali plan badań, skonstruowali przyrządy i mieli jako pierwsi w historii przeprowadzić badania promieniowania kosmicznego na wysokości 30 kilometrów. Wojskowi i sportowcy chcieli ugruntować swoją pozycję w światowej czołówce, pobijając rekord wysokości lotu załogowego.
Dotychczasowy rekord – dokładnie: 22066 metrów – został ustanowiony 11 listopada 1935 r. przez amerykańskich pilotów Alberta W. Stevensa i Orville’a A. Andersona w balonie stratosferycznym „Explorer II” (co ciekawe, Stevens na zaproszenie Burzyńskiego przyjechał do Polski i dzielił się swoją wiedzą).
W pamiętniku prof. Mieczysława Wolfkego, światowej renomy fizyka, znaleźć możemy lakoniczne zdanie z 1937 r.: „Zostałem obrany prezesem Rady Naukowej Pierwszego Polskiego Lotu Stratosferycznego”.
Nie był to plan prosty. Dobrze to oddaje Jerzy Jarosz w pracy „Gwiazda Polski – ambitny projekt z udziałem Wolfkego”, gdy pisze, że „badania niosły ze sobą spore ryzyko. Stratosfera była »ziemią nieznaną«. Loty na coraz wyższe wysokości, niskie ciśnienie, rozrzedzone powietrze, niedobory tlenu i niskie temperatury stwarzały poważne zagrożenie dla załóg używających otwartych koszy balonowych”.
I dalej: „Po zastosowaniu hermetycznych gondoli i osiągnięciu stratosfery okazało się, że również opanowanie samej techniki lotów stanowi nie lada wyzwanie. Zdobywano dopiero doświadczenie w lotach stratosferycznych i wiele z nich odbywało się na granicy bezpieczeństwa, a duża część zakończyła się katastrofą”.
„Gwiazda Polski” miała wznieść się na 30 tysięcy metrów
Decyzja o budowie polskiego balonu stratosferycznego zapadła w 1937 r. Projekt cieszył się poparciem władz – patronatem objął go Generalny Inspektor Sił Zbrojnych gen. Kazimierz Sosnkowski, a kwestiami naukowymi interesował się prezydent prof. Ignacy Mościcki, z zawodu chemik.
Cel był niezwykle ambitny. Balon „Gwiazda Polski” miał wznieść się z ciężką aparaturą na wysokość 30 tys. metrów. Pojemność powłoki wynosiła prawie 125 tys. m3, a wysokość po postawieniu ok. 120 m (więcej niż taras widokowy Pałacu Kultury i Nauki).
Przedsięwzięcie finansowane było z datków banków, przedsiębiorstw, osób fizycznych, Polonii amerykańskiej. Wydawano znaczki i pocztówki, publikowano artykuły prasowe, sprawą interesowało się radio i Wydział Filmowy Polskiej Agencji Telegraficznej (regularnie wydawał „Kronikę PAT”, poprzedniczkę Polskiej Kroniki Filmowej).
Niemalże wszyscy Polacy zjednoczyli się w wysiłku – z dobrymi efektami. Projekty, konstrukcja, wykonanie, materiały, załoga – wszystko było krajowe, co świadczyło o możliwościach rodzimej nauki, techniki, przemysłu i sportu.
Rok 1938: nieudany start w Dolinie Chochołowskiej
Na miejsce startu wybrano tatrzańską Dolinę Chochołowską. Dawała nadzieję na osłonę ogromnego aerostatu przed wiatrem. Zbudowano tam obóz tymczasowy. Najdogodniejszym terminem był wrzesień, ale z różnych względów powłokę giganta zaczęto napełniać wodorem w nocy z 12 na 13 października 1938 r.
Balony mają pewną wrodzoną wadę – są kapryśne, jeśli chodzi o pogodę. Można wymienić więcej czynników uniemożliwiających start niż tych, w których można lecieć. Niedługo po rozpoczęciu napełniania balonu zerwał się niebezpiecznie silny wiatr (nie było jeszcze satelitów, radarów i systemu obserwacji pogody). Podjęto decyzję o zaniechaniu lotu tego dnia.

Natychmiast przystąpiono do opróżniania powłoki. Niestety im mniej gazu znajdowało się w środku, tym bardziej wiatr szarpał balonem. Co gorsza, do środka dostało się powietrze atmosferyczne, a z nim tlen, który w połączeniu z wodorem stworzył mieszankę wybuchową.
Prawdopodobnie iskra elektryczna, wytworzona samoczynnie wskutek tarcia materiału, dopełniła dzieła: balon wybuchł widowiskowo. Na szczęście bez ofiar.
Po wojnie polskie baloniarstwo nie odzyskało już dawnej świetności
To nie był jednak koniec jego historii. Był ubezpieczony w PZU, dzięki czemu można było planować nową próbę: na wrzesień 1939 r. Wszystko było gotowe. Zdecydowano się na hel zamiast wodoru. Jego transport z USA zawinął do portu w Gdyni pod koniec sierpnia. Start przeniesiono w okolice miejscowości Sławsko w Gorganach (Karpaty Wschodnie, dziś Ukraina). Ale we wrześniu 1939 r. świat wyglądał już inaczej...
Nie wiadomo, co się stało z „Gwiazdą Polski”. Niektóre źródła podają, że została pocięta w zakładach w Legionowie, aby nie wpadła w ręce Niemców.
Zbigniew Burzyński przeżył wojnę. Jesienią 1939 r. został aresztowany przez Niemców i do jej końca przebywał w obozach jenieckich dla oficerów. W powojennych realiach próbował odbudować naszą balonową potęgę, ale świat już się wybierał wyżej, w kosmos.
Konstanty Jodko-Narkiewicz został ranny podczas ewakuowania się z Warszawy. Wojnę przeżył, tułając się po różnych miejscach. Sporo czasu spędził w ukochanych Tatrach. Zapadał na zdrowiu fizycznym i psychicznym. Zmarł w zapomnieniu w 1963 r.
Polskie baloniarstwo nie odzyskało dawnej świetności. W dobie innych technologii lotniczych stało się dyscypliną dla pasjonatów – na całym zresztą świecie.
Mimo strat osobowych, lepiej się miała polska astrofizyka. W 1947 r. w Krakowie, dzięki wysiłkom prof. Jana Weyssenhoffa (kierownika Zakładu Fizyki Teoretycznej UJ), zorganizowano Międzynarodową Konferencję Promieni Kosmicznych IUPAP. Choć izolacjonizm czasów komunizmu nie sprzyjał rozwojowi tej dziedziny, dało to początek międzynarodowym spotkaniom na temat promieniowania kosmicznego, które trwają do dziś.
MIKOŁAJ GÓRSKI jest pisarzem zafascynowanym nauką oraz pilotem balonowym w trakcie szkolenia. Obecnie pracuje nad książką o historii aerostatyki.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.















