Polska rakieta osiągnęła przestrzeń kosmiczną. Czy doczekamy się polskiego programu kosmicznego? [Miłego antropocenu! #8]

To historyczna okazja: rakieta Bursztyn, budowana przez inżynierów z sieci badawczej Łukasiewicz Instytutu Lotnictwa, osiągnęła 101 km wysokości. Po co nam takie rakiety? Rozmawiamy z Tomaszem Nogą, członkiem zespołu konstruktorów Bursztyna.
Polska rakieta Bursztyn / fot.: Błażej Marciniak / Wikimedia commons / CC BY-SA 4.0
Polska rakieta Bursztyn / fot.: Błażej Marciniak / Wikimedia commons / CC BY-SA 4.0

Rakieta Bursztyn, budowana przez inżynierów z sieci badawczej Łukasiewicz Instytutu Lotnictwa, osiągnęła 101 km wysokości. Czy to oznacza, że doczekamy się polskiego programu kosmicznego z prawdziwego zdarzenia? Czy będziemy wystrzeliwać z Półwyspu Helskiego rakiety na orbitę Ziemi? I w zasadzie po co nam takie rakiety? Rozmawiamy z Tomaszem Nogą, członkiem zespołu, który budował rekordową rakietę Bursztyn.


WIELKIE WYZWANIA: ANTROPOCEN

Przyglądamy się największym wyzwaniom epoki człowieka oraz drodze, która zaprowadziła nas od afrykańskich sawann do globalnej wioski. Omawiamy badania naukowe i dyskusje nad interakcjami między człowiekiem i innymi elementami przyrody – zarówno tymi współczesnymi, jak i przeszłymi.


W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.

Zmień ustawienia plików cookies

Pełna transkrypcja rozmowy

Poniższy tekst powstał w oparciu o transkrypcję maszynową, może zawierać usterki językowe.


3 lipca 2024, Norwegia. Wielkie, wielkie urządzenie odrywa się od Ziemi, pędzi w górę coraz szybciej, osiąga wysokość ponad 100 km, czyli przekracza tę słynną linię Carmana, znajduje się formalnie w kosmosie. Urządzenie to rakieta Bursztyn, którą konstruowaliście Wy. Rozumiem, że dla Was to było wielkie wydarzenie, tak? No jakby... Wszystko zadziałało, jak miało zadziałać, ale czy tak patrząc szerzej na historię, że tak powiem, polskiej techniki, czy to była ważna data?

Tomasz Noga: Na początek jeszcze powiem, że to nie było wielkie, wielkie urządzenie. Rakieta Bursztyn nawet w świecie rakiet suborbitalnych, dużo mniejszych od orbitalnych, jest dosyć mała. Ma długość samochodu osobowego, waży około 300 kilogramów, w pełni zatankowana, co jest też jej zaletą.

Wydarzenie, jak Pan wspomniał, bardzo ważne dla nas, dla naszego zespołu, dla rozwoju techniki, myślę, że polskiej techniki. Myślę, że ważne o tyle, że pokazaliśmy, że można coś takiego ciekawego zrobić, to budziło dużo większe zainteresowanie w ogóle technologiami kosmicznymi w Polsce.

Choćby to, że rozmawiamy sobie o tym dzisiaj i bardzo dużo mediów zainteresowało się tematem. Pod tym względem na pewno bardzo ważne wydarzenie.

No i jest ten stary mem, Poland can't into space. No to Wy wreszcie pokazaliście, że rzeczywiście może, tak?

No, można tak powiedzieć. Oczywiście jest to lot testowy, a Poland can into space byłoby dobrze latać też na orbitę, prawda?

Jest taka opcja? Bo rozumiem, że ta rakieta już jakby, że tak powiem, osiągnęła szczyt swoich możliwości. Wyżej wiele nie poleci. Ale rozumiem, że to może być krok na drodze.

Wiele wyżej nie, natomiast w przypadku takiej rakiety jej celem samym w sobie nie jest to, żeby przekroczyć jakąś magiczną barierę iluś kilometrów, tylko żeby służyć polskiej nauce, polskiej edukacji przemysłowi, dostarczając te unikalne warunki, jakie panują w czasie lotu suborbitalnego. O tym możemy też jeszcze sobie porozmawiać.

No właśnie, po co takie rakiety się buduje? Bo jakby rakieta orbitalna jest jasna, tak? Bierzemy satelitę, wynosimy go na orbitę, ten satelita tam siedzi miesiąc, rok, dziesięć lat, ile tam tylko się uda z niego wyciągnąć. Tutaj mamy parę minut najwyżej, tak? Czy te parę minut rzeczywiście jest ważne dla nauki?

Tak, oczywiście. Nie tylko dla nauki. Rakiety suborbitalne stosuje się zasadniczo do kilku celów. Pierwszy to sondaż atmosfery. Rakieta suborbitalna to jedyny obok rakiety orbitalnej środek, pojazd, który jest w stanie zebrać.dane z atmosfery niezdalnie, tylko faktycznie dotykając jej, że tak powiem, czujnikami, które na bieżąco odczytują parametry atmosfery na wysokościach powyżej 40 km, bo do tych 40 jeszcze te balony stratosferyczne dolecą. No i poniżej tej wysokości orbitalnej, bo niżej satelita niż te 200 czy 150 km raczej nie zejdzie. Także jest taki zakres wysokości, na który jeśli chcemy zebrać dane, no to musimy wysłać rakietę suborbitalną, też sondującą, jak się tradycyjnie nazywa. I rakiety sondujące od czasów bezpośrednio po II wojnie światowej, aż do dzisiaj pozwoliły nam naprawdę dużo lepiej poznać atmosferę naszej planety. Pod kątem jonosfery, pod kątem tego, jak się zachowuje atmosfera, pod kątem klimatologii, bardzo duże usługi. Kiedyś tych rakiet strzelało się bardzo dużo, bo też sprzęt na nich był dosyć prymitywny.

W dzisiejszych czasach jest tendencja, że wysyłamy tych rakiet mniej, ale mają bardzo zaawansowane urządzenia na pokładzie. I jeśli już jesteśmy przy tym sondaży atmosfery, to opowiem. Myślę, że to jest ciekawe, że rakieta Bursztyn została oceniona też przez różnych naukowców ze świata, którzy zajmują się tym sondażem atmosfery. Ze Stanów Zjednoczonych, z Niemiec, z Norwegii za bardzo dobre narzędzie właśnie do badania atmosfery, ponieważ większość rakiet sondujących to są spore rakiety, jak te rakiety sondujące. A nasz Bursztyn jest w stanie osiągnąć te potrzebne wysokości, a przy tym jest mały, dzięki temu tańszy, a te urządzenia do badania atmosfery są często dosyć niewielkie, więc on w zupełności wystarcza. No i nasza rakieta została wpisana do takiego projektu badawczego Grand Challenge Initiative, które właśnie już od kilku lat i przez kilka lat kolejnych ma na celu współpracę różnych jednostek badawczych, między innymi NASA czy niemieckiego DLR, czyli Niemieckiej Agencji Kosmicznej. Ma na celu zebranie jak największej ilości danych z mezosfery i dolnej troposfery. No i tutaj nasza rakieta Bursztyn mogłaby pomagać zbierać te dane. No na pewno ten pierwszy lot był potrzebny, żeby pokazać, że to działa, że może to robić. Teraz rozmawiamy i mamy nadzieję, że nasza rakieta też przyda się do tego.

Oprócz tego sondażu atmosfery, na pokładzie rakiety sondującej, czy suborbitalnej, panuje tzw. mikrograwitacja. Kojarzy Pan na pewno z filmów o kosmosie, czy z tych samolotów parabolicznych, jak to ci ludzie się tak unoszą bezwładnie, prawda?

Tak, tak.

No to na pokładzie takiej rakiety, jak już przebije się przez atmosferę, i ma wyłączone już silniki, leci bezwładnie, to aż do momentu, w którym z powrotem wpadnie w tą atmosferę, panują te warunki mikrograwitacji.

Są różne metody, generalnie, uzyskania mikrograwitacji. Można zrzucić coś w tzw. wieży zrzutowej, w której panuje próżnia. Robi się to na Ziemi, jest to dość tanie, ale niestety taka mikrograwitacja trwa 2 do 4 sekund. Więc jest to wystarczające dla wielu badań, ale dla większości zupełnie nie. Są już wspomniane te loty paraboliczne na pokładzie samolotów. One są super, ale znowu jednorazowo mamy kilkanaście sekund najwyżej.

Jest lot na orbicie, jak na stacji kosmicznej. To już w ogóle jest ekstra, ponieważ jest bardzo wysokiej jakości mikrograwitacja i może trwać latami. Natomiast wyniesienie czegoś na orbitę i utrzymanie tego tam w sprawności technicznej jest dość drogie, więc nie wszyscy mają na to czas i możliwości. No i tutaj wchodzą rakiety suborbitalne. Są to rakiety, które dają kilka minut takich warunków, co jest dla wielu badań wystarczające. Tutaj też rozmawialiśmy, promowaliśmy tę ideę lotów suborbitalnych z mikrograwitacją. Wśród polskich naukowców też mamy pewne zainteresowanie. Mielibyśmy z kim lecieć, gdyby pojawiła się taka możliwość.

To co tam można badać w mikrograwitacji? Kto się z tego cieszy?

Kto się z tego cieszy? Osobny podcast moglibyśmy nagrać o tym, co się robi w mikrograwitacji. Różne badania, od biologicznych, przez materiałoznawstwo. Zawsze wymieniam ten przykład, bo jest ciekawy. Kiedyś niemieccy naukowcy wysłali rybki w akwarium na pokładzie rakiety suborbitalnej i badali, w jaki sposób one pływają w wodzie w warunkach mikrograwitacji. Jakieś tam badania, jakieś wyniki faktycznie mieli, opublikowali. Niemcy przodują w badaniach materiałoznawczych. Otóż większość metali, które obrabiamy, większość rzeczy, które korzystamy są z metalu, w pewnym cyklu produkcji swojego życia były płynem, były roztopione. I żeby dobrze poznać właściwości tych płynów, czy tych stopów metali, dobrze jest... nie przejmować się na przykład konwekcją, która występuje,

jeżeli jesteśmy na Ziemi. Najłatwiej się bada takie stopy metali roztopione, kiedy one sobie wiszą w próżni. No i właśnie to robią Niemcy. Wysyłają na rakietach sondujących próbki różnych materiałów, roztapiają je laserami i badają, co się dzieje. To są takie dwa klasyczne przykłady. W Polsce rozmawialiśmy z naukowcami, którzy z kolei fizyką płynów się zajmują. Fizyka płynów może korzystać czasem z tego, że w warunkach mikrograwitacji nie ma różnych sił i można sobie spojrzeć bardzo dokładnie na te konkretnie, które nas interesują.

Z tego co wiem, ten rynek się robi coraz większy. No wspominał Pan, że takich suborbitalnych rakiet jest już trochę na całym świecie. Wasza jest wyjątkowa, bo jest wyjątkowo kompaktowa. Natomiast rozumiem, że to jest taka branża, która całkiem sprawnie, całkiem żwawo się rozwija.

To znaczy najlepsze lata rakiety sondujące mają za sobą. To trzeba powiedzieć. Najlepsze w sensie liczby rakiet. Nie wiemy, co będzie za 50 lat oczywiście. Może coś się stanie, czego nie przewidujemy. Natomiast rakiety sondujące były najbardziej popularne w latach 70-tych, 80-tych. Wtedy, kiedy też trwał program Meteor w Polsce. Wtedy też w kilkudziesięciu krajach na świecie różne placówki badawcze strzelały swoje rakiety. Głównie w celu sondaży atmosfery. Też w innych celach czasami. No ale później liczba rakiet zaczęła spadać.

Też nie jest przypadkiem, że Meteor przestał latać. Wtedy bardzo dużo programów się zamykało na świecie. Obecnie pojawiło się trochę firm i nowych inicjatyw, takich jak nasza, żeby zacząć robić nowe rakiety suborbitalne.

Żeby rakiety suborbitalne to były strzelane za pomocą na przykład cywilnych i przyjaznych środowisku materiałów pędnych. Ponieważ większość rakiet obecnie strzelanych to korzysta z silników rakiet wojskowych, które są utylizowane, to źródło może być obecnie kłopotliwe. Ponieważ jak wiadomo, nadwyżkowe rakiety przeciwlotnicze gdzie indziej teraz trafiają niż do naukowców.

Także ewidentnie jest trend pojawiania się takich nowych rakiet sondujących. No i częściej są to projekty pewne oddolne, czasem nawet komercyjne, czy z inicjatywy prywatnej, jak rakieta hiszpańskiej firmy PLD, jak rakieta polska Space Forest na przykład. Przy czym często można też zauważyć, że te próby lotów suborbitalnych to często jest taki pierwszy krok do lotu na orbitę. Żeby się nauczyć rakiet, nauczyć się tego jak zrobić rakietę i dzięki temu w następnym kroku polecieć już na orbitę.

U Was też?

Jak najbardziej mamy takie ambicje. Niedawno dyrektor Stamżycki z Instytutu Lotnictwa po rozmowie z Polską Agencją Prasową zdaje się zdradził światu tą naszą ambicję, że tak, chcielibyśmy to zrobić. Uważamy, że nauczyliśmy się dzięki projektowi Wursztyn o co chodzi w rakietach i przy zapewnieniu stabilnego finansowania bylibyśmy w stanie taką rakietę w ciągu 8 do 10 lat przygotować.

Znowu takie małe rakiety orbitalne to jest też pewna nowość na rynku. 20 lat temu, kiedy przeciętny satelita był wielkości 3 drzwiowej szafy, to było nie do pomyślenia. Ale teraz, kiedy mamy satelity, które się zmieszczą spokojnie w dłoni człowieka, nawet taka mała rakieta, rozumiem, może być bardzo użyteczna.

Tak, to znaczy małe rakiety nie są niczym nowym. Pierwsza rakieta, która wyniosła ładunek na orbitę, była niewielka. W latach 90-tych, 2000-tych cały czas latała na przykład rakieta Pegasus ze Stanów Zjednoczonych. To była mała rakieta. Ona wynosiła do 450 kilogramów w przestrzeń kosmiczną. Co jest nowego obecnie, to ile nowych małych rakiet się projektuje, ile nowych firm chce wyjść na ten rynek. No i to jest, tak jak Pan słusznie zauważył, związane z rozwojem małych satelitów. Jeżeli kiedyś satelita wielkości samochodu była potrzebna, żeby zrobić pewne zadanie, a dzisiaj możemy wysłać coś wielkości komputera, no to siłą rzeczy, tworzy się pewien rynek na to, żeby wynosić też mniejsze ładunki. Choćby dlatego, że jeżeli ma Pan, powiedzmy do wystrzelenia 10 satelitów wielkości samochodu, przestrzeń kosmiczną i każdy jest tak duży, że zajmuje całą dużą rakietę i ma Pan 10 tych satelitów, no to dzwoni Pan do Elona Muska, albo do Arian Space, albo do Chińczyków i wszyscy bardzo będą chcieli się z Panem zaprzyjaźnić, żeby Pan tylko od nich strzelił tę rakietę. Strzelił te satelity, bo to jest świetny biznes. 10 satelitów. A jeżeli mamy do wystrzelenia nawet kilkadziesiąt, ale malutkich satelitów, to jesteśmy na tyle małym klientem, że ta duża rakieta może nas wziąć tylko przy okazji. Dla nas celowo specjalnie, jeżeli chcemy jednego małego satelitę wysłać, nie zrobimy misji, bo to się nie opłaca. No chyba, że zapłacimy za całą rakietę, ale to też nam się nie opłaca. No i to ma dużą zaletę takie latanie, bo jest znacznie tańsze. Jeżeli mamy małego satelitę,

jesteśmy jakimś tam dodatkowym klientem w ładowni, jest to tańsze niż na małej dedykowanej rakiecie, ale jest to trochę niedogodne, ponieważ jesteśmy wtedy uzależnieni od dużego klienta. Ponieważ ta duża rakieta, u której ktoś zamówił te 10 startów tych dużych swoich satelitów, ona czeka na tego dużego satelitę. Jeżeli on się opóźni, to mały satelita też musi poczekać. Jeżeli duży klient stwierdzi, słuchajcie, lecimy jednak na inną orbitę, to my też musimy się dostosować. Co więcej, często te małe satelity, dostawcy tych małych satelitów, nawet nie bardzo są, nie są na tyle ważni, żeby nawet rozmawiać z dostawcą tej rakiety. Na przykład kierownik projektu PWSAT-2, czyli tego satelity studenckiego Politechniki Warszawskiej, opowiadał w mediach, że oni wystrzelili swojego satelitę za pomocą Falcona 9 ze Stanów. Tylko oni nie rozmawiali ze SpaceXem. Oni rozmawiali z firmą z Europy, z pośrednikiem, która z kolei rozmawiała z pośrednikiem ze Stanów, który to pośrednik miał wykupioną jakąś tam przestrzeń ładunkową SpaceXa. No i w efekcie tego nie wiedzieli do końca kiedy ten start może być, nie wiedzieli na jaką orbitę w ogóle polecą. No a że pośrednik musi zarobić, to też ten koszt lotu był kilkunastokrotnie nawet większy. Niż to reklamowane przez SpaceX tam 5 tysięcy na przykład dolarów za kilogram, czy nawet nie wiem ile to było, bo to już trochę czasu minęło.

Natomiast to pokazuje, że mała satelita, że może być rynek na to, żeby wynosić w sposób dedykowany te małe satelity. No i na przykład Electron, ta rakieta z Nowej Zelandii pokazuje, że to może działać. Czyli mała satelita leci z nami, jesteśmy drożsi w przeliczeniu na kilogram, to jest taka duża rakieta, ale macie u nas full service, prawda? I w tą stronę idą te nowe małe rakiety.

No i tak jak już mówiłem, samo to, że są małe rakiety nie jest aż tak nowe, natomiast nowy jest ten trend, że jest obecnie jakieś kilkadziesiąt różnych inicjatyw na świecie. Od około 10 czy 15 lat pojawiają się nowe, znikają, pojawiają się nowe i ich celem jest właśnie to, żeby zrobić jakąś małą rakietę i oferować takie loty. I znowuż, tak jak rakieta superwitalna jest wstępem do rakiety nośnej, tak mała rakieta orbitalna czasami jest wstępem do większej rakiety orbitalnej. Apetyt tutaj rośnie w miarę jedzenia. SpaceX zaczynał od małej rakiety. Falcon 1 to była mała rakieta, po czym przeszli na tą dużą.

Więc robiąc małe kroczki od rakiety suborbitalnej do orbitalnego potwora można zajść, tak?

Można jak najbardziej. No trzeba się też pewnych rzeczy nauczyć.

To nie wszystko, co dla Ciebie mamy. Dużo więcej czeka na Ciebie w każdym wydaniu Tygodnika Powszechnego. Kup na stronie tygodnikpowszechny.pl lub w kiosku.

To jak się buduje rakietę? Od czego się zaczyna?

Klasyczna metoda byłaby taka, jak w wielu innych branżach, nie tylko kosmicznej, że definiujemy sobie, że mamy jakieś zadanie do wykonania, na przykład w przypadku samolotu pasażerskiego. No fajnie by było przewieźć od Paryża do Nowego Jorku tam 200 pasażerów, nie? To jest takie podstawowe założenie. Tak samo w rakiecie. W przypadku rakiety orbitalnej na przykład chcemy na orbitę niską, okołoziemską wynieść 500 kilogramów. I to jest taka podstawa. No i następnie robimy analizę wykonalności, rozważamy różne warianty, czy taki silnik, czy inny. Tworzymy zestaw wymagań. Na początku jest dużo długiej, papierowej roboty. Ale warto ją robić. Żeby później nie płakać w czasie samej budowy. Czyli mamy tą analizę wykonalności. Zdefiniowaliśmy sobie wymagania. No to potem projektujemy. Jak już zaprojektujemy, to wykonujemy. I tak dalej, i tak dalej.

W przypadku rakiety bursztyn uczyliśmy się troszeczkę na bieżąco. Także bardziej taka metodyka zwinna zarządzania miała miejsce. Też ten lot z Norwegii nie był pierwszym lotem. My mieliśmy wcześniej 4 loty na niższe pułapy. I nawet w tym roku nawet bursztyn mógłby wcześniej być może na to 100 km polecieć. Tylko też musieliśmy się liczyć z możliwościami polskich poligonów. I też ucząc się na bieżąco samej rakiety, tak definiowaliśmy tę misję, żeby jak najwięcej się z każdej z nich nauczyć. Ale tak, jeżeli zapytać jak się projektuje rakietę, no to projektuje się normalnie. Jest to pojazd. Tak jak można zaprojektować samochód. Można zaprojektować różne inne urządzenia techniczne. Tak samo można zaprojektować rakietę. Ale to, czym się różni to projektowanie rakiety, od takiego projektowania wiertarki jest to, że jest ona ciutkę trudniejsza w testowaniu. Ponieważ mamy silnik rakietowy. Mamy w przypadku rakiety suborbitalnej kilkadziesiąt, kilkaset kilogramów. W przypadku orbitalnej nawet kilkadziesiąt czy kilkaset ton materiału pędnego, który jest wysokoenergetyczny. I może się różnie składać. Jeżeli coś pójdzie nie tak. Także to wymaga dużej ostrożności. Wymaga specjalistycznego sprzętu. Specjalnej infrastruktury badawczej. Do tego, żeby na przykład silnik sobie włożyć na hamownię i go przetestować. I nie zrobić ani jemu ani innym krzywdy. No i sam lot rakietowy wymaga pewnej przestrzeni. Wymaga pewnej ostrożności, żeby ten lot na pewno poszedł dobrze. A jeśli nie pójdzie dobrze co musimy założyć gdy lecimy pierwszy raz? To żeby tak go zaplanować, żeby żadnych szkód nie spowodować.

To właśnie w projekcie burz w dużej mierze moja rola była i jest, żeby właśnie takimi obliczeniami się zajmować. Może trochę skrzywienie z mojej strony, że w tym widzę taką dużą różnicę między rakietą a innymi urządzeniami.

Na pewno to porównanie z wiertarką jest dobre. Wiertarka, rakieta to kontrolowana eksplozja w zasadzie, tak?

Tak. Wiertarka i rakieta wymaga wiedzy technicznej. Wymaga też testów. Wymaga dobrego zaprojektowania, optymalizacji. Dobra wiertarka jest super i tutaj nie chcę, żeby to wybrzmiało, że uważam ją za jakąś łatwiejszą czy mniej ważną niż rakieta. Po prostu jako przykład ten się różni, bo nie musimy jechać na poligon z wiertarką.

No właśnie. Dlaczego aż Norwegia?

Dlaczego aż Norwegia? W Polsce mamy możemy latać z poligonów wojskowych, nie mamy cywilnych kosmodromów, tak jak to ma miejsce w wielu innych krajach i te poligony mają swoje ograniczenia. Największym poligonem w Polsce jest Centralny Poligon Sił Powietrznych w Ustce, z którym bardzo dobrze nam się współpracuje już od lat już, tam lecieliśmy dwa razy, natomiast on ma ten problem, o ile w górę udało nam się we współpracy z Polską Agencją Kosmiczną i Żeglugi Powietrznej podnieść ten limit, bo kiedyś tam było maksymalnie do 20 km możliwość latania teraz jest tam strefa tak zwana UNL czyli można lecieć tak wysoko jak się chce, o tyle obecne przepisy są takie na Ustce, że jest pewien obszar akwenu Bałtyku który oni mogą zamknąć, żeby tam nikt nie wpłynął i nie wolno poza niego wylecieć. jest to obszar dość mały w przypadku rakiety bursztyn szczególnie jeżeli ona jest dopiero testowana i musimy w naszych analizach uwzględniać różne niepewności, to nie mamy pewności, że się w nim zmieścimy, stąd poszukiwaliśmy już od paru lat możliwości lotu za granicą, no i Andoya jest no jeden z najlepszych jeden z najbardziej zaawansowanych poligonów w Europie. ma bardzo długą historię sięgającą lat 60, tam są ludzie, którzy wiedzą jak się strzela nowe rakiety, no i przede wszystkim mają bardzo dużo przestrzeni, bo Andoya to jest taka wyspa na północ od Lofotów za kołem podbiegunowym. Mało kto tam pływa, mało kto tam lata mało kto tam w ogóle mieszka no i jest przed nami jak strzelaliśmy był otwarty ocean atlantycki, także w porównaniu z Bałtykiem jest tu dużo więcej przestrzeni na ewentualne problemy. także stąd ta Norwegia

Jak to wyglądało logistycznie? Przewiezienie rakiety, przewiezienie paliwa 2000 km od domu to no większa impreza

Jestem bardzo szczęśliwy z tego, że się tym nie zajmowałem, natomiast wiem, że było to bolesne bo tam Norwegia jest też nie wiem, czy tam nawet do agencji celnych nie musieli zgłaszać tego nie jestem pewien bo nie zajmowałem się tym na szczęście natomiast wiem, że było to duże bardzo duże wyzwanie dla zespołu, który się tym zajmował część, większość rzeczy pojechała transportami trzeba było firmy logistyczne znaleźć które by nam to przewiozły. No tutaj też pomaga to, że rakieta jest niewielka więc ten ogon logistyczny też nie jest tak duży no a w przypadku na przykład naszej wyrzutni WR2 która którą drugi raz wykorzystaliśmy to jest ta jej wielka zaleta że jest łatwa logistycznie ponieważ mieści się w kontenerze zamyka się go i można wysłać w dowolne miejsce na świecie także pod niektórymi względami my projektując system braliśmy tą logistykę pod uwagę żeby była jak najprostsza natomiast też wiem, że było to spore wyznawanie szczególnie, że robiliśmy to pierwszy raz lecieliśmy z tym do Norwegii myślę, że za drugim, trzecim, piątym razem już poszłoby dużo szybciej

Jak wyglądał sam start?

Ale w jakim sensie?

Załóżmy, że znaleźlibyśmy się tam w pobliżu wyrzutni w momencie kiedy odpaliście jak to wygląda? jak wygląda cały proces?

Nie moglibyśmy się znaleźć w pobliżu wyrzutni, bo wstrzymano by start wyrzutnia była otoczona kamerami i było to bardzo pilnowane. Sam start wyglądał tak, że byliśmy w centrum kontroli lotu ja z kolegami inni koledzy byli bliżej wyrzutni, ale też schowani w bunkrze szereg procedur był wykonywany zarówno po naszej stronie jak i po stronie naszych kolegów z Norwegii no i było to słynne odliczanie gdy już wszystko było gotowe

Są przy tym odliczaniu dreszcze?

Oczywiście, że tak może po raz dziesiąty jest to już wchodzi w krew, natomiast jest to strzał piąty naszej rakiety i w dodatku i w dodatku jest to start pierwszy na tak dużą wysokość takie ukoronowanie wielu lat pracy no i po czym nastąpiło to co zwykle. 3,2,1,0, słychać huk widać nawet rakietę przez chwilę tak mignie jak iskierka po czym koniec koniec efektów specjalnych ona się chowa gdzieś w murach albo jest tak wysoko, że jej nie widać możemy tylko sobie obserwować to co na komputerze widać z telemetrii to jest trochę przykre czasami że ten efekt specjalny ten efekt wow trwa tak krótko

W przypadku takiej rakiety natomiast na bieżąco śledziliśmy rakietę widzieliśmy co się z nią dzieje widzieliśmy gdzie wylądowała nasz statek był już gotowy i natychmiast zaczął tam płynąć i bardzo szybko podjął głowicę, a wraz z nią odzyskaliśmy dużo, dużo danych które teraz dzielnie dalej mielimy. Jeszcze dużo pracy przed nami bo też chcę podkreślić to nie jest tak, że zbudowaliśmy rakietę żeby poleciała wysoko i jest koniec pracy tylko przed testem przygotowaliśmy sporą metodykę badawczą mamy tam kilkaset różnych badań zdefiniowanych, na podstawie tego co zebrały nasze sensory na rakiecie co zebrały inne urządzenia staramy się odpowiedzieć na różne pytania techniczne właśnie po to, żeby nauczyć się robić rakiety jeszcze lepiej i może w przyszłości robić

Te troszkę większe rakiety. Także dla mnie poligon się jeszcze nie skończył ja nadal analizuję różne dane nadal piszę raporty nadal odkrywam nowe rzeczy

Ale od razu wiedzieliście że te 100 km pękło?

Właśnie tu jest taka ciekawostka że z powodu wojny na Ukrainie dochodzi do zagłuszania sygnału GNSS nad Polską lub Skandynawią wiemy od kolegów ze Szwecji bo w Szwecji też jest cywilny poligon że tam powyżej 20 km już potrafi uciąć GPS. W Andoi też takie coś miało miejsce odpowiednio wyżej, także nie mieliśmy pomiaru z GPS no ale innymi metodami jak najbardziej można oszacować wysokość

No właśnie bo skoro jesteśmy przy tej wysokości to mamy pierwszy potwierdzony lot polskiej rakiety ponad 100 km ponad linię Karmana tak?

No można powiedzieć że pierwszy potwierdzony ponieważ jak się domyślam pije Pan do lotu w rakiety Meteor

Dokładnie trochę zapomniane ale chyba niesłusznie bo to jednak kawał historii polskiej techniki był

Tak oczywiście że tak to bardzo udany bardzo ciekawy projekt w ramach którego wystrzelono ponad 300 rakiet większość na wysokość tak około powiedzmy 60 km też nie mam statystyki w głowie natomiast na takie wysokości chciało latać Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej ówczesny który badał wyższe partie atmosfery

No i do lotów na takie wysokości przygotowano rakiety w Instytucie Lotnictwa i w ramach tego projektu Meteor chciano również zobaczyć czy możemy zbudować większą rakietę no i te większe rakiety w kilku sztukach latały faktycznie wyżej na przykład na 80 km czy poleciała któraś na 100 nie wiem źródła są niejednoznaczne

Te, z którymi ja się spotkałem, mówiły, że być może jeden lot był, ale towarzysze ze wschodu niekoniecznie byli zadowoleni

Nie wiem w sensie ja nie lubię tak bywać nie widzę źródeł które by mówiły tak lub inaczej ale też takie plotki słyszałem

Meteor zaliczył 300 startów, Wy na razie 5. Co dalej?

Mamy na pewno przed sobą dwa starty kolejne i są to starty, które na pokładzie będą miały technologie polskiej firmy kosmicznej. Gdy rozmawialiśmy o tym do czego służą rakiety suborbitalne, do czego służyć może rakieta Bursztyn tak się rozgadałem o sondażu atmosfery i mikrograwitacji że nie powiedziałem o innym rodzaju wykorzystania jest to na przykład jeszcze to, że takie rakiety suborbitalne często są używane w edukacji.  To jest bardzo fajne narzędzie w którym studenci na przykład czy nawet uczniowie mogą sadzić swoje eksperymenty coś tam pomierzyć a potem się im je oddaje i mają tą radochę że zbudowali coś co było w kosmosie. To super pod kątem edukacji, pod kątem popularyzacji nauki, ale pod kątem wojskowym też takie rakiety mają swoje zastosowanie.

Na przykład może to być cel do śledzenia dla radarów w czasie ćwiczeń i nawet w Wielkiej Brytanii parę lat temu na ćwiczeniach NATO wystrzelono taką rakietę suborbitalną w stronę floty która sobie ćwiczyła i jeden z niszczycieli zestrzelił ją tak ćwiczebnie. Ale wracając do tych przyszłych lotów rakiety bursztyn ma ona mieć na pokładzie urządzenia komunikacyjne firmy Thorium Space z Wrocławia. Jest to robione w ramach projektu Narodowego Centrum Badań i Rozwoju mamy do wykonania co najmniej dwa loty z ich urządzeniami na pokładzie no i w czasie tego lotu będą testowane te ich urządzeni. Co będzie więcej zobaczymy rozmawiamy i trzymajmy kciuki bo rakieta na pewno ma potencjał do dalszego zwiększania możliwości?

Być może pod kątem raczej nie tyle żeby poleciała trochę wyżej ale pod kątem tego żeby jak najlepsze warunki oferowała tym urządzeniom na pokładzie. Tutaj może być jakiś kierunek rozwoju no często jeżeli gdy zdobyliśmy ten projekt z firmą Thorium to też pewne zmiany wprowadzaliśmy, żeby dla nich ten lot był jak najbardziej udany i przydatny także myślę, że każdy to jest zresztą często w tej branży że nowe ładunki czasami wymagają pewnych zmian ze strony rakiety także tutaj też mogą pójść w tą stronę pewne zmiany. Natomiast naszą ambicją teraz jest rakieta orbitalna. Wtedy nie rozdwoimy się niestety

Ile czasu to może zająć?

To może zająć około 8 do 10 lat bo tyle trwają takie projekty. W zasadzie, tak jak wspominałem, najpierw trzeba dobrze zaplanować to, jak zrobimy ten projekt co ma robić, jaka ma być ta rakieta, jakie ma spełniać wymagania. Potem trzeba ją zaprojektować, przetestować te komponenty na bieżąco i w końcu ją pewnego pięknego dnia strzelić. Ale nie tylko chodzi o to żeby raz wystrzelić rakietę na orbitę tylko żeby zbudować cały system wynoszenia wokół niej cały system produkcyjny już żeby to miało ręce i nogi i żebyśmy faktycznie pozyskali zdolność do lotu na orbitę taką stałą. Żeby to nie była jednorazowa demonstracja tylko żeby to był faktycznie godny zaufania niezawodny produkt co wymaga pracy zbudowanie łańcucha dostaw zbudowanie być może jakichś nowych zakładów które byłyby w stanie wyprodukować poszczególne komponenty albo przygotowanie linii produkcyjnych dla tych komponentów w istniejących zakładach.

To wszystko trwa i takie tempo byłoby w zasadzie typowe dla branży bo jak sobie spojrzeć na małe rakiety nośne które powstają teraz w Europie na przykład w Niemczech powstają w tym momencie dwie rakiety są już dość dojrzałe no to też jak się spojrzy kiedy zaczynali pracować kiedy planują pierwsze loty to te około 10 lat to jest taki standard.

A czy jest możliwe potencjalnie stworzenie w Polsce takiego takiego cywilnego kosmodromu jak ten z którego strzelaliście w Norwegii czy to w ogóle miałoby sens żeby inwestować w coś takiego w naszym kraju

Jeśli chodzi o loty orbitalne to tutaj byłoby to o tyle kłopotliwe że jesteśmy otoczeni przez różne państwa i gdybyśmy chcieli latać na orbitę startując z terenu Polski, siłą rzeczy musimy przelecieć rakietą nad innym krajem. Także tutaj pod kątem bezpieczeństwa czy polityki może to być kłopotliwe. W naszym studium wykonalności dla Polskiej Agencji Kosmicznej przed kilku lat rekomendowaliśmy że ciekawym rozwiązaniem dla Polski gdybyśmy my chcieli mieć w Polsce suwerenne zdolności do lotów na orbitę, byłoby wykorzystywanie startu spod pokładu samolotu. Takie rakiety już istniały, jak rakieta Pegasus czy Launcher One i w takim scenariuszu wylatujemy z naszą rakietą samolotem z rakietą na pokładzie, lecimy nad wodę międzynarodowe i tam startujemy.

Jest to jedno z rozwiązań, natomiast jeśli chodzi o loty suborbitalne, no to w Polsce tak jak mówiłem, moglibyśmy strzelać z wybrzeża. Ma to pewne ograniczenia też w dużej mierze prawne do pokonania

Także jest to możliwe być może warto wymaga to przemyślenia na ten moment rekomendujemy przystąpienie Polski do tak jak S-Range Andoya Special Project. Jest to projekt, w którym różne państwa wspólnie finansują poligony w Skandynawii. W tej inicjatywie oprócz Szwecji i Norwegii biorą udział Niemcy, Francja, Szwajcaria, zdaje się Włochy. Działa to w ten sposób, że płacimy sobie wspólną składkę, zrzucamy się na te poligony, ale później mamy swój slot czasowy swoje kilka tygodni na przykład na tym poligonie kiedy możemy przejechać i sobie strzelać nasze rakiety. To jest ciekawe rozwiązanie, ponieważ pozwala stać się współwłaścicielem takiego poligonu, który jest zlokalizowany w bardzo dobrej lokalizacji nie tylko dlatego, że to są bardzo odludne tereny i łatwiej strzelić bezpiecznie rakiety na dużą wysokość, ale też ze względów badawczych. To są bardzo ciekawe rejony na przykład do badania jonosfery. One są blisko bieguna magnetycznego tam można robić badania, których gdzie indziej się nie da na świecie to jest po prostu ciekawe miejsce.

To jeszcze na koniec załóżmy, że wszystko pójdzie zgodnie z waszym planem załóżmy, że za tych 8-10 lat faktycznie będziemy mogli już powiedzieć że mamy dzięki waszej pracy polską rakietę orbitalną co to dla nas zmieni? jak będzie wyglądać praca polskich inżynierów naukowców dzięki temu za 8-10 lat?

Posiadanie własnej rakiety orbitalnej dałoby Polsce pewną zdolność nie ukrywajmy też militarną. Przestrzeń kosmiczna jest jedną z domen prowadzenia konfliktów zbrojnych obecnie, jak pokazuje też wojna na Ukrainie. Możliwość posiadania zdolności samemu a posiadanie jej u kolegi z innego kraju to są dwie różne rzeczy. Posiadanie własnej rakiety daje nam fenomenalną zdolność. Nie musimy kogoś prosić, czy możemy wysłać naszego satelitę, żeby sprawdzić co tam ktoś niedobry robi, tylko możemy to zrobić sami nie pytając, a nawet możemy to zaoferować naszym sojusznikom, którzy takiej możliwości nie mają.

Także pod kątem takim politycznym, pod kątem zdolności sił zbrojnych nawet to jest fenomenalna rzecz i każdy duży kraj który chce być mocarstwem lub chce mieć duże zdolności wojskowe, obronne idzie w tym kierunku, żeby mieć własne rakiety. A z takich bardziej cywilnych argumentów, my chcemy, żeby ta rakieta jeśli ją stworzymy była też konkurencyjna na rynku. Oczywiście to nie na zasadzie takiej, że będzie tańsza od dużych rakiet nośnych bo tak się nie da natomiast żeby była żeby była responsywna, żeby była taką dobrą limuzyną powiedzmy dla mniejszych satelitów także to może być również atrakcyjne dla przyszłych polskich klientów

To czego się wam życzy w takim razie?

Czego się nam życzy? Stabilnego finansowania i pracy u podstaw.


 

 

Projekt dofinansowany ze środków budżetu państwa, przyznanych przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego w ramach Programu „Społeczna Odpowiedzialność Nauki II”.

Słuchaj naszych podcastów:

Jeśli lubisz nasze podcasty, wspieraj nas na Patronite »

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”