Końcówka roku 2024. Klub Zenit Petersburg pokonuje wojskowe CSKA Moskwa i po raz trzeci z rzędu zostaje mistrzem Rosji w piłkarskiej lidze kobiet.
Królową strzelczyń – z przewagą aż siedmiu trafień nad kolejną w tabeli – jest urodzona w Krakowie Polka Gabriela Grzywińska. Zostaje również wybrana najlepszą zawodniczką rosyjskiej ligi. Z tytułów cieszy się w lazurowej koszulce Zenitu ze zdobiącym pierś logotypem właściciela klubu: państwowego koncernu Gazprom.
Dziś Grzywińska wciąż gra znakomicie, a jej bramki (można je oglądać na nagraniach dostępnych w sieci) robią wrażenie.
Polscy piłkarze w Rosji
Gdy w 2022 r. Rosja zaczęła pełnoskalową wojnę z Ukrainą, w rosyjskiej męskiej Premjer-Lidze – natenczas ośmej najlepszej lidze Europy – grało kilku polskich piłkarzy, w tym reprezentanci Polski jak Grzegorz Krychowiak.
Odeszli wszyscy Polacy poza jednym: Maciejem Rybusem. Z rosyjską piłką związany był od dekady: grał w tym czasie w Czeczenii i Moskwie, miał rosyjsko-osetyńską żonę i dwoje dzieci, zapuścił korzenie.
Za sprawą decyzji o pozostaniu w Rosji został wyrzucony z reprezentacji Polski (po 12 latach grania w jej szeregach). Jego kariera w Rosji jednak szybko się załamała. Od dłuższego czasu 35-letni piłkarz nie potrafi znaleźć sobie klubu i dziś jest de facto emerytem, a do polskiej piłki nie ma powrotu. Portale plotkarskie zwróciły ponadto niedawno uwagę, że jego żona (najpewniej główna przyczyna decyzji o pozostaniu w Rosji) usunęła ich wspólne zdjęcia z profilu na Instagramie.
Z turniejów międzynarodowych rosyjskie kluby wykluczyła wówczas UEFA, a rosyjską reprezentację narodową – FIFA (choć pod naciskiem opinii publicznej, bo prezes FIFA nie był entuzjastą izolowania Rosji). Pozwolono im natomiast grać dalej mecze towarzyskie (o ile ktoś zechce z Rosją grać).
Mimo swoich szumnych zapowiedzi, Rosjanie nie przenieśli się jednak z UEFA do AFC, tj. z federacji europejskiej do azjatyckiej. Zamiast tego czekają na odwrócenie karty. Co może stać się już wkrótce.
„Gazpromizacja” futbolu: rosyjska pralnia reputacji
Po lutym 2022 r. w Rosji został jednak ktoś jeszcze. Ktoś, o kim pisało się mniej: Gabriela Grzywińska, sześciokrotna mistrzyni Polski i reprezentantka kraju.
Do Zenitu Petersburg trafiła w 2021 r., niedługo przed pełnoskalową inwazją. Kupiono ją z jednego z najbardziej utytułowanych polskich zespołów, Medyka Konin, do jednego z najbardziej utytułowanych klubów rosyjskich, Zenita Petersburg.
Był to dla niej awans, choć nie spektakularny: kobieca liga Rosji była wówczas tylko trochę wyżej klasyfikowana niż kobieca liga Polski. Futbol kobiecy nie jest lustrzanym odbiciem futbolu męskiego. Np. w rankingu FIFA najlepszych reprezentacji kobiet pierwsze miejsce zajmują USA, a dziewiąte – Korea Północna.
Grzywińska stała się w ten sposób pierwszą Polką w rosyjskiej lidze.
W 2021 r. jej decyzja nie budziła kontrowersji. Już wówczas nie była ona jednak niewinna. Rosjanie – podobnie jak Katar, Arabia Saudyjska czy Rwanda – używają piłki nożnej do sportwashingu; jest to instrument dyplomacji i wojny informacyjnej.
Także klub Zenit po 2005 r. i przejęciu go przez Gazprom stał się elementem projektu „gazpromizacji” futbolu – pralnią rosyjskiej reputacji. Logotypy Gazpromu jako sponsora pojawiały się m.in. na meczach męskiej Ligi Mistrzów, Mistrzostw Świata czy lig angielskiej i niemieckiej. Zenit kobiecy z Grzywińską w składzie był kolejnym elementem tej układanki.
Wyrozumiałość wobec Grzywińskiej szybko się skończyła
W reprezentacji Polski Grzywińska była ważną zawodniczką. W latach 2015-22 rozegrała w niej 55 spotkań; została mistrzynią Europy w rozgrywkach zespołów młodzieżowych (do lat 17).
Po lutym 2022 r. nie została od razu skreślona. Powołano ją na zgrupowanie w czerwcu 2022 r., grała przeciw Islandii, a trenerka kadry Nina Patalon mówiła w rozmowie z TVP Sport: „Ta sytuacja nie jest ani dobra, ani wygodna, ani zero-jedynkowa. Trzeba mieć świadomość, że sportowcy podlegają pewnym kontraktom, które muszą wypełniać. Gabrysia podpisała z Zenitem nową umowę na początku roku. Nie miała wówczas świadomości, że wybuchnie wojna”.
Jednak wyrozumiałość niebawem się skończyła. We wrześniu 2022 r. nie wystąpiła, powołania nie otrzymuje już trzeci rok. Dlatego gdy Polki niedawno awansowały na mistrzostwa Europy, które w 2025 r. odbędą się w Szwajcarii, Grzywińska nie uczestniczyła w tym sukcesie (a był to sukces historyczny: polskiej reprezentacji kobiecej nigdy wcześniej nie udało się awansować na żaden duży turniej).
Reprezentacja Polski jest „średniaczką”: zajmuje 28. miejsce w rankingu FIFA, jedno oczko za rosyjską Sborną. Ta zaś – tak drużyna męska, jak i kobieca – choć nie jest dopuszczana do turniejów od lutego 2022 r., wygrała już sporo spotkań.
Sankcje są bowiem nieszczelne, a Rosji pozwala się – jak już powiedziano – na granie spotkań towarzyskich z każdym, kto się na to zgodzi. Zgadzają się na ogół drużyny mierne, które Rosjanie i Rosjanki z łatwością pokonują. Stąd mężczyźni wygrali ostatnie osiem spotkań z rzędu, m.in. z Brunei i Grenadą, i ze stosunkiem bramek 44:0. Podobnie jest z kobietami. FIFA nie miała śmiałości zakazać innym drużynom narodowym rozgrywania meczów towarzyskich ze Sborną.
„W Rosji mi dobrze” – mówiła Grzywińska
Warunek stawiany przez polską reprezentację Grzywińskiej, aby mogła wrócić do kadry, jest jasny: musi wyjechać z Rosji.
Jednak Grzywińska już piąty rok gra w Rosji i zapowiada, że chce tam zostać. Nie wiemy, czym się kieruje. Kontaktowałem się z dziennikarzami sportowymi, z otoczeniem reprezentacji. Nie wiedzą. Próbowałem nawiązać kontakt z Zenitem Petersburg i samą Grzywińską. Nie otrzymałem odpowiedzi. Wiemy, że podróżuje do Polski, ma kontakt z rodziną, ale to wszystko. Nie rozmawia z polskimi mediami.
Nieco informacji podała za to na początku 2025 r. w rozmowie z rosyjskim portalem Sport24.ru: tłumaczyła, że nie przyszła do Zenitu dla pieniędzy, ale żeby prezentować polski futbol na świecie.
Jeśli tak, to dlaczego jako okno wystawowe wybrała akurat izolowaną i średnią w Europie ligę rosyjską?
W rozmowie tej Grzywińska mówiła też o swoich pozytywnych wrażeniach z życia w Rosji: „W PZPN niemal od razu mi powiedzieli: »Chcesz występować w reprezentacji [Polski], zmień klub«. Ta sytuacja mocno się na mnie odbiła. Nawet nie mogłam wyjść na pierwszy trening, po prostu siedziałam w szatni i płakałam. Ale nawet wtedy nie myślałam o opuszczeniu Rosji”.
Dalej dodała: „Już po roku zniknęły wszystkie negatywne mity, które miałam, o Rosji, miasto i drużyna stali się dla mnie drugim domem (...). Po co więc miałabym coś zmieniać, jeśli w Rosji mi dobrze i bezpiecznie?”. Mówiła, że lubi rosyjskie seriale, muzykę i barszcz.
Ani słowa o Ukrainie i wojnie Putina
Świadomie czy nie, Grzywińska stała się instrumentem rosyjskiej propagandy.
Nie wiadomo, jak daleko się posunie. Czy jeśli czerwoną linią nie jest dla niej gra za państwowe rosyjskie pieniądze z logiem Gazpromu, to czy byłby nią występ w meczu z zespołem z Krymu lub Donbasu? Ligi krymska i doniecka istnieją, można obserwować je np. na stronie Zafootball.su (na jednej z niezliczonych witryn, które pojawiły się w ostatnich kilkunastu latach w domenie Związku Sowieckiego „su”, od Soviet Union).
W wywiadzie dla Sport24.ru Grzywińska nie kryła też rozczarowania Polską: „Gdy przyszłam do Zenitu [w 2021 r.], wszystko było dobrze. Nie spotkałam się z żadnymi negatywnymi opiniami. A potem wszystko się zawaliło: mówili o mnie podłe rzeczy w telewizji, w prasie, w komentarzach pisali niecenzuralne słowa, których nie chcę powtarzać. Pisali: »Nie przyjeżdżaj do Polski – my ciebie zabijemy«”.
Nie wiadomo, czy wywiad został zmanipulowany, jednak Grzywińska nie odniosła się do niego na swoich mediach społecznościowych – te zresztą od dawna milczą. Ona sama w wywiadzie również milczy o tym, dlaczego nagle jej pobyt w Rosji zaczął wzbudzać kontrowersje: nie pada ani słowo o Ukrainie i wojnie.
Sport to polityka
Powiedziała jeszcze jedną rzecz: to, co najczęściej mówi się w krajach wykorzystujących sport w polityce: „Dla mnie sport jest niezależny od polityki”.
Jednak historia uczy, że nie jest niezależny. Sport to instrument i zwierciadło polityki.
Widać to także w ostatnim czasie. Nie było przypadkiem, że niedługo po słowach Donalda Trumpa o aneksji Kanady w meczu hokejowym reprezentacji dwóch państw doszło do trzech bójek w ciągu pierwszych dziewięciu sekund meczu (zegar zatrzymuje się w razie bijatyki).
Nie był też wolny od polityki wybór kilka miesięcy temu na prezesa Międzynarodowej Federacji Szermierczej jednego z rosyjskich oligarchów, objętego unijnymi sankcjami Aliszera Usmanowa – tego, który wcześniej przeforsował m.in. dopuszczenia do turniejów rosyjskich i białoruskich szermierzy.
Nie był wolny od polityki rekord wszechczasów Aleksandra Owieczkina, który pod koniec kwietnia strzelił 895. bramkę w lidze hokejowej NHL i w ten sposób został najskuteczniejszym jej graczem w historii. Owieczkin to Rosjanin znany z poparcia dla Putina, na swoim zdjęciu profilowym na Instagramie ma wspólną fotografię z rosyjskim dyktatorem (Owieczkin proponował rozegranie meczu gwiazd lig hokejowych rosyjskiej i amerykańskiej, co miałoby być pierwszym krokiem na rzecz zniesienia „niesportowych i niesprawiedliwych ograniczeń”).
Grzywińska jako jedyna zawodniczka z Polski (kraju postrzeganego przez Rosjan jako jedno z kilku najbardziej wrażych Rosji państw świata), strzelająca bramki z logiem Gazpromu i chwaląca Rosję – to także spektakl polityczny.
„Gazpromizacja” futbolu osłabła, ale się nie skończyła
Przed I wojną światową Imperium Rosyjskie było członkiem FIFA, jednak po rewolucji bolszewickiej Rosja nie mogła występować na międzynarodowych turniejach aż do 1952 r. W tym czasie Związek Sowiecki spotykał się na boisku tylko z jedną reprezentacją: Turcją.
Dzisiejsza sytuacja Rosji czasem przypomina tamtą. Jedyny mecz, który kobiecy Zenit rozegrał od początku inwazji z rywalem spoza Rosji, to tegoroczne spotkanie z Fenerbahçe Stambuł. Zenit wygrał 3:1, wszystkie gole strzeliła Grzywińska, a materiał pomeczowy na stronie klubu nosił tytuł „Hat-trick Gabi”. Już wówczas miała wytatuowany na ręce po rosyjsku, cyrylicą, napis „Jutro będzie lepiej niż dziś”.
Nieco wcześniej Rosjanie próbowali wrócić tylnymi drzwiami do Ligi Mistrzów i to też z pomocą Turcji: tureckie media donosiły, że byli bliscy podpisania dużej umowy sponsorskiej z Beşiktaşem, innym stambulskim klubem. Dzięki niej stadion w Stambule nosiłby nazwę Gazpromu. Umowa nie doszła do skutku, jednak na pocieszenie kibice na całym świecie widzieli logo Gazpromu w Lidze Mistrzów na koszulkach mistrza Serbii, Crveny Zvezdy, w meczach z takimi klubami jak Barcelona, Milan czy Manchester City.
„Gazpromizacja” futbolu osłabła, ale się nie skończyła. Już niedługo może znowu przybrać na sile. Nie jest bowiem wykluczone, że piłkarska izolacja Rosji dobiega końca.
Czy Rosja wróci do światowego sportu?
Wkrótce oczy piłkarskiego świata mogą zwrócić się na futbol kobiecy jak nigdy wcześniej. Prawdopodobne bowiem, że przywracanie Rosji do światowej piłki zacznie się właśnie od futbolu kobiet i młodzieży.
Gdyby zacząć to przywracanie od futbolu męskiego, bardziej medialnego, Rosja mogłaby spotkać się z bojkotem kolejnych federacji i nie być w stanie np. rozgrywać eliminacji turniejowych.
Tak było z Izraelem, dopóki ten grał w Azjatyckiej Federacji Piłkarskiej (później trafił do Piłkarskiej Federacji Oceanii, a od 1994 r. gra w UEFA): podczas kwalifikacji na mundial 1958 r. Izrael był nawet beneficjentem bojkotu, gdyż wszyscy jego przeciwnicy odmówili gry przeciw niemu i Izrael zgarnął komplet punktów za walkowery.
Dziś o końcu izolacji Rosji mówi się coraz częściej. Wielu kibiców pyta: skoro wykluczono Rosję, to dlaczego nie wyklucza się Izraela, którego Międzynarodowy Trybunał Karny i Amnesty International oskarżają o zbrodnie wojenne?
W kwietniu prezydent UEFA Aleksander Ceferin mówił jasno: „Gdy wojna się skończy, Rosja będzie ponownie przyjęta”. Z kolei nadzieją Rosji na start w zimowej olimpiadzie, która odbędzie się w 2026 r. we Włoszech, jest nowo wybrana przewodnicząca MKOl Kristy Coventry.
Ta pochodząca z Zimbabwe pierwsza kobieta – i pierwsza osoba spoza Europy i Ameryki na tym stanowisku – już jako ministra sportu Zimbabwe wspierała występ reprezentacji tego kraju na rosyjskiej olimpiadzie państw BRICS. W ostatnim czasie wysyła zaś sygnały, że chciałaby powrotu Rosjan na igrzyska.
Inna rzecz, że rozejm w wojnie rosyjsko-ukraińskiej ostatecznie uciąłby tu spekulacje.
***
Możliwe więc, że już niebawem polskiej reprezentacji kobiet, a po jakimś czasie mężczyzn, przyjdzie stanąć obok Rosjanek i Rosjan, wysłuchać rosyjskiego hymnu i być świadkami, jak Rosjanie strzelają – tym razem na bramkę.
Wśród Polek, które wówczas wybiegną na murawę, nie będzie jednak zapewne Gabrieli Grzywińskiej.
ZBIGNIEW ROKITA jest reporterem i stałym współpracownikiem „TP”. Autor książek, m.in. „Kajś” (Literacka Nagroda Nike 2021) i „Odrzania”. Jesienią ukaże się jego najnowsza książka o Górnym Śląsku.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















