Izraelskie drony nad Bejrutem. Z Libanu dla „Tygodnika” Zbigniew Rokita

Libańczycy są przekonani, że ich kraj czeka nowa wojna z Izraelem, gorsza od tej z 2024 roku. Strefa Gazy jest dla nich strasznym memento.
z Bejrutu
Czyta się kilka minut
Po izraelskim ataku na szefa sztabu Hezbollahu mieszkańcy Bejrutu opuszczają Dahiję, dzielnicę, gdzie miał miejsce ten atak. Liban, 23 listopada 2025 r. // Fot. Adri Salido / Getty Images
Po izraelskim ataku na szefa sztabu Hezbollahu mieszkańcy Bejrutu opuszczają Dahiję, dzielnicę, gdzie miał miejsce ten atak. Liban, 23 listopada 2025 r. // Fot. Adri Salido / Getty Images

Z Omarem (zmienione imię) jedziemy przez Bejrut. Młody fotograf jest Palestyńczykiem, potomkiem uchodźców z terenów dzisiejszego Izraela urodzonym już w Libanie.

Omar pokazuje mi coś na telefonie: – Izraelczycy właśnie opublikowali mapę. Spójrz.

To mapa południowego Libanu. Zaznaczone są dwa punkty, wokół nich duży czerwony okrąg. – Zawsze ostrzegają, że za pięć minut będą bombardować takie a takie miejsca – tłumaczy Omar.

Pięć minut? – Czasem dają dziesięć, nigdy więcej. Na południu Libanu ludzie są przyklejeni do telefonów, a gdy okaże się, że leci na nich bomba, rzucają wszystko i uciekają. Gdy jest już po wszystkim, sprawdzają, czy coś zostało z ich życia.

Hezbollah w oczach libańskich Palestyńczyków

Życie na południu Libanu do tej pory nie wróciło do normalności. Rok temu, w październiku i listopadzie 2024 roku, gdy Izrael prowadził kampanię nalotów, obejmującą właściwie cały Liban, a także ofensywę lądową na libańskim południu, w ciągu pierwszych dwóch tygodni swoje domy opuściło 1,2 mln ludzi – prawie co czwarty mieszkaniec Libanu.

Omar jest przekonany, że kilkaset tysięcy z nich nadal nie wróciło do domów.

W ubiegłorocznej dwumiesięcznej wojnie Izraela z Hezbollahem po stronie libańskiej zginęły cztery tysiące ludzi, w tym około tysiąca kobiet i dzieci. Pod koniec listopada 2024 roku zawarto zawieszenie broni. Ale na południu Libanu wciąż dochodzi do ostrzałów. Atakuje niemal wyłącznie Izrael, w sumie ataków różnego typu było już wiele tysięcy.

– Ale czy twoim zdaniem to naprawdę czarno-biała sytuacja, uważasz Hezbollah za bohaterów? – pytam Omara.

– Nam, libańskim Palestyńczykom, Hezbollah nigdy nie wyrządził żadnej krzywdy. Wręcz odwrotnie: wielu przyłączyło się do Hezbollahu, żeby walczyć z Izraelem.

– Hezbollah nie ma wyboru, broni Libanu?

– Tak, Hamas i Hezbollah to pierwsza linia obrony przed Izraelem.

Hezbollah to w Libanie „państwo w państwie”

Hezbollah to libańska partia polityczna reprezentująca szyitów. W dwóch ostatnich wyborach parlamentarnych osiągnęła najwyższy wynik w Libanie, jej ministrowie współtworzą rząd, posłowie zasiadają w parlamencie.

Hezbollah to także organizacja, która na zdominowanym przez szyitów południu kraju przejęła od dysfunkcyjnego państwa wiele zadań, jak prowadzenie szkół, szpitali, pomoc rodzinom ofiar. Stworzyła państwo w państwie.

Hezbollah to wreszcie grupa terrorystyczna i kryminalna, która w przeszłości ostrzeliwała północny Izrael; w ostrzałach tych ginęli także cywile.

O to, czym jeszcze jest Hezbollah, pytam Emada Chidiaca, wpływowego libańskiego dziennikarza. – Hezbollah powstał jako libański ruch oporu, ale później stał się przedłużeniem armii Iranu i zagrożeniem dla samego Libanu – ocenia Chidiac. – W październiku 2023 roku, dzień po ataku Hamasu na Izrael, Hezbollah ogłosił, że stoi po stronie Hamasu, i włączył się do wojny, z którą Liban nie miał nic wspólnego. Gdyby Hezbollah nie zaatakował 8 października Izraela, tej ubiegłorocznej wojny być może by nie było. Tego się już nie dowiemy.

Tymczasem każdy konflikt, w który wciągani są Libańczycy, to dla nich ciężki cios. Tylko w ostatnich kilku latach spadło na nich kilka. W 2019 roku załamała się gospodarka, Libańczycy stracili oszczędności życia, wartość waluty spadła o 95 procent. W pandemicznym 2020 roku w bejruckim porcie, przez który przechodziło 80 proc. eksportu, miała miejsce ogromna eksplozja.

W tym czasie Liban posiadał już najwyższą liczbę uchodźców per capita na świecie. A gdy pogrążony w kryzysie politycznym kraj od dwóch lat nie miał prezydenta, Hezbollah poszedł na wojnę z Izraelem.

Wydarzenia z 1979 roku zmieniły Bliski i Środkowy Wschód

Hezbollah powstał na początku lat 80. XX w. podczas libańskiej wojny domowej. Jego pojawienie się było częścią szerszego procesu w regionie.

Libańska reporterka Kim Ghattas w książce „Czarna fala” pisze: „Nic nie zmieniło świata arabskiego i muzułmańskiego tak głęboko jak wydarzenia roku 1979”. Ghattas ma na myśli trzy kwestie: rewolucję w Iranie (i powstanie tam republiki islamskiej); sowiecką interwencję w Afganistanie (i w efekcie, jak to określa, „pierwszą wojnę nowoczesnego dżihadu”); wreszcie zamach w głównym meczecie w Mekce (skutkujący umocnieniem się salafickiego radykalizmu w Arabii Saudyjskiej).

„Siły uwolnione w 1979 roku zmieniły to, kim jesteśmy, i przejęły kontrolę nad naszą zbiorową pamięcią” – twierdzi Ghattas, która jako jedno z dzieci tamtej „czarnej fali” wymienia Hezbollah, jej zdaniem najbardziej udaną próbę „eksportu” irańskiej rewolucji.

Po wkroczeniu armii izraelskiej do Libanu w 1982 roku i wypędzeniu z tego kraju Organizacji Wyzwolenia Palestyny Jasira Arafata, jej miejsce zajął właśnie Hezbollah. Ghattas twierdzi, że taka zamiana – organizacji świeckiej i nacjonalistycznej, jaką była OWP, na islamistyczną i transnarodową, jaką jest Hezbollah – była znakiem czasu.

Bejrucka dzielnica Dahija to twierdza Hezbollahu

Jedziemy przez Dahiję, południową dzielnicę Bejrutu, która jest twierdzą Hezbollahu. Bejrut nie był bombardowany od kilku miesięcy, czuję się bezpiecznie. Jeszcze nie wiem, że za 72 godziny spadną tutaj izraelskie bomby: łamiąc rozejm, zabiją szefa sztabu Hezbollahu.

Wszędzie widać ślady ubiegłorocznej wojny. Jej preludium stanowiła przeprowadzona przez izraelski wywiad operacja wysadzenia pagerów używanych przez członków Hezbollahu do bezpiecznej, jak sądzili, komunikacji (kilkadziesiąt osób zginęło, kilka tysięcy odniosło rany). W trakcie tamtej kampanii Izraelczykom udało się zabić Hasana Nasrallaha, charyzmatycznego lidera, który przez ponad 30 lat kierował Hezbollahem. Zginął właśnie w Dahiji.

Mijamy kolejny wielki lej po bombie – w tym miejscu Izraelczycy zabili następcę Nasrallaha.

Izraelczycy atakowali wtedy osłabiony Hezbollah z powietrza i na lądzie. Wcześniej organizacja uchodziła za najsilniejszą niepaństwową armię na świecie. Nasrallah przechwalał się, że może zaatakować Cypr, amerykańskie okręty na Morzu Śródziemnym czy Galileę. Hezbollah był silniejszy niż Hamas czy nawet armia libańska.

Na ulicach Dahiji wszędzie wiszą plakaty z wizerunkami bojowników, którzy zginęli na wojnie z Izraelem: brodacze w mundurach. Najwięcej jest jednak podobizn Nasrallaha i irańskich ajatollahów.

Za co Libańczycy są wdzięczni Hezbollahowi

Moi rozmówcy podkreślają, że podpisane w listopadzie 2024 roku zawieszenie broni zakończyło wojnę w Bejrucie, ale nie w całym Libanie, że wciąż trwa ona na południu.

Stamtąd pochodzi Fatima. Wykształcona kobieta w średnim wieku, pracuje w bejruckiej organizacji pozarządowej. Razem jedziemy przez Dahiję.

– Izraelczycy nie oszczędzają ludności cywilnej, wiele niewinnych i nieuzbrojonych osób cierpi, bo są atakowani pod pretekstem walki z Hezbollahem. Podobnie jak wiele rodzin z południa musieliśmy uciekać, nasz dom został uszkodzony – mówi Fatima (imię również zmienione).

– Dla ciebie to takie proste: zły Izrael i dobry Hezbollah? – pytam.

– Może w innych regionach znajdziesz ludzi, którzy krytykują Hezbollah, ale ja jestem mu wdzięczna. Hezbollah wobec słabości armii libańskiej chroni nasze południowe granice, pomaga zapobiec dalszym izraelskim atakom.

– To nieprawda, że terroryzują własnych ludzi?

– Nieprawda.

– I że chcą, żeby wszyscy żyli zgodnie z szariatem?

– Rozejrzyj się, jesteśmy w ich dzielnicy. Można tu pić alkohol, można chodzić bez chusty, można robić, co tylko się chce, i nikt ci nic nie powie.

Fatima pokazuje mi zdjęcia ojcowizny, którą musiała porzucić. Dla niej to jak wygnanie z raju.

To, co przeżywam podróżując po Libanie, można nazwać dysonansem. Z jednej strony Hezbollah sięga po metody terrorystyczne. Z drugiej libańscy rozmówcy zwracają uwagę, jak względnymi pojęciami operujemy. Pytają: „Kiedy ktoś przestaje być terrorystą, a staje się bojownikiem o wolność?”. W historii to był przypadek Nelsona Mandeli, Jasera Arafata, Armii Wyzwolenia Kosowa i wielu innych.

Czy osłabiony Hezbollah nadal ma swój potencjał

Jak silny jest dziś Hezbollah? – Mówi się, że stracił 80 proc. potencjału – ocenia Emad Chidiac. – Ale nie chodzi o uzbrojenie, lecz o ludzi. Operacja z pagerami była wielkim ciosem, jedni zginęli, inni stracili oczy i ręce.

Chidiac dodaje, że stratą dla Hezbollahu był też upadek proirańskiego reżimu Baszara al-Asada w Syrii w grudniu 2024 roku. W ten sposób organizacja straciła lądowe połączenie z Iranem, którędy transportowano broń i gotówkę.

Chidiac uważa jednak, że Hezbollah sam może produkować broń i że dlatego ważniejsze od jego rozbrojenia jest przekonanie Hezbollahu, iż droga, którą dotąd szli, nie ma już sensu. Przekonanie ich, aby, jak określa to Chidiac, „byli Libańczykami, a nie Irańczykami”.

– To ważne, bo wojna Izraela z Iranem nie jest zakończona – argumentuje. – Zbliżająca się wojna izraelsko-libańska to może być wstęp do większej rozgrywki z Iranem. Izraelczycy chcą się upewnić, że gdy zaatakują Iran, Hezbollah nie otworzy drugiego frontu na północy.

Podobnie uważa Wissam el-Lahham, politolog z bejruckiego Uniwersytetu Świętego Józefa. Na pytanie, co się stanie, jeśli Hezbollah nie rozbroi się do końca roku, jak zakłada zawieszenie broni, odpowiada: – Być może już są rozbrojeni, nie wiemy, czy mają nadal ciężkie uzbrojenie. W interesie Hezbollahu jest powtarzanie, że jest potężny, a w interesie Izraela jest mówienie, że Hezbollah nie oddał całej broni, bo to pretekst do atakowania Libanu.

Wissam el-Lahham uważa, że Hezbollah nie może dziś zagrozić Izraelowi. – Jednak co stanie się, gdy Hezbollahowi skończą się pieniądze? Co z jego żołnierzami? Staną się maruderami, będą służyć temu, kto zapłaci więcej. Słaby Hezbollah, niepotrafiący kontrolować swej armii, to problem. Mogą się zradykalizować, mogą wywołać nową wojnę domową.

Izraelskie drony zabijają bezkarnie

Nad nami lata izraelski dron (innych tu nie ma). Wydaje przeciągły warkot, słychać go z daleka. W nocy przeszkadza spać. Na libańskim niebie wciąż grasuje kilka takich dronów. Nikt ich nie zestrzeliwuje, Libańczycy nie chcą drażnić Izraelczyków. Dron ma obserwować, ale też siać niepokój. Jest w tym skuteczny – boimy się.

– Słyszałeś, co izraelski dron zrobił w nocy? – pyta Omar. – Ostrzelał boisko w palestyńskim obozie dla uchodźców, na którym dzieci grały w piłkę.

Weryfikuję tę informację w komunikacie Biura Praw Człowieka ONZ. Tak, zginęło 14 osób, w tym 12 dzieci. Czytam: „To nie odosobniony incydent, a część niepokojącego ciągu śmiertelnych ostrzałów przez Izrael obszarów mieszkalnych oraz zupełnego lekceważenia zawieszenia broni i libańskich wysiłków na rzecz pokoju. Te powtarzające się ataki na cywilną ludność i obiekty stanowią zbrodnie wojenne”. W komunikacie mowa jest również o zabiciu już 127 libańskich cywilów i atakach na żołnierzy misji pokojowej ONZ w Libanie.

Skalę zbrodni izraelskich widać w raporcie brytyjskiego think tanku Action on Armed Violence. W 2024 roku na całym świecie zginęło lub było rannych w wyniku ostrzału co najmniej 61 tys. cywilów (wzrost o 70 proc. rok do roku). Za 55 proc. takich ofiar na świecie odpowiadał Izrael.

Libańczycy mają poczucie, że pod amerykańskim parasolem Izrael czuje się bezkarny.

Jednocześnie nie jest tak, że Hezbollah nie odpowiada dziś na ataki Izraela, bo jest szlachetniejszy. Nie, nie odpowiada, bo jest osłabiony i nie może. Gdyby mógł – co pokazuje historia tego konfliktu – zapewne atakowałby równie bezlitośnie.

Libańczycy żyją w ciągłej trwodze 

– Wiele świadczy, że wkrótce dojdzie do kolejnej wojny, a Izrael zmieni Dahiję w drugą Strefę Gazy – uważa Emad Chidiac.

– Prezydent Libanu Joseph Aoun, wybrany w styczniu 2025 roku, nie chce rozbrojenia Hezbollahu? – dopytuję.

– Aoun mówi, że mogłoby to doprowadzić do nowej wojny domowej. Ale przecież Izrael atakuje nas z powodu Hezbollahu. Powiem to ostrożnie, ale powiem: myślę, że po rozbrojeniu Hezbollahu Izrael nas już nie zaatakuje.

Chidiac podkreśla, że Hezbollah nie jest częścią rozwiązania, lecz problemu: – Hezbollah pyta, dlaczego chcecie, żebyśmy się rozbroili i oddali broń słabej armii libańskiej? Ale ona jest słaba z jego powodu. Izrael mówi: „Skoro sami nie potraficie rozbroić Hezbollahu, my to zrobimy”.

Emad Chidiac obawia się, że jeśli dojdzie do nowej wojny, Izrael nie będzie się ograniczać: poprowadzi ją przeciw Libanowi na pełną skalę.

Autor jest reporterem, stałym współpracownikiem „TP”. Laureat literackiej Nagrody Nike, autor książek. Ostatnio wydał „Aglo. Banką po Śląsku”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 50/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Drony nad Bejrutem